fbpx

Wywiad z Dominikiem Ząbczyńskim, założycielem Ligi Biegów Górskich

Autor: Dariusz Marek • 18.02.2019

 Dominik Ząbczyński

Rozmowa o historii, teraźniejszości oraz przyszłości. Dominik Ząbczyński – założyciel Ligi Biegów Górskich. Działacz na rzecz rozwoju biegów górskich w Polsce. Pasjonat. Liga to jego dziecko ale swoich podopiecznych Dominik ma wielu więcej.

Zainteresowałeś się biegami górskimi w okresie – wydawać by się mogło, w którym garstka osób tworzyła ten sport. W czasach, gdzie informacje o zawodach wędrowały pocztą pantoflową.

Tak, było to przed wiekami (śmiech), bo w XX wieku. Trenując lekkoatletykę w AKS Chorzów i Piaście Gliwice dość często wyjeżdżaliśmy na górskie obozy sportowe – to tam czułem się jak ryba w wodzie. Góry to było coś co od początku pokochałem – jednak wtedy jeszcze nie wiedziałem że są zawody w biegach górskich. Nawet nie pamiętam kiedy i od kogo się o tym dowiedziałem – biegów było bardzo mało – myślę że może z 10, może ciut więcej w skali całego roku.

Czyli twój pierwszy start w zawodach górskich był niejako wielką przygodą i wielką niewiadomą. Jakie to były zawody, jaki dystans i jak się czułeś podczas biegu oraz za linią mety?

Pierwszym był Bieg na Kozią Górę w Bielsku – tam byłem chyba drugi za Jurkiem Zawieruchą. Następnie były Mistrzostwa Polski w biegu alpejskim z metą na Śnieżce – tam byłem 4 i uzyskałem kwalifikacje do kadry na Mistrzostwa Europy w Austrii, gdzie będąc trzecim Polakiem zająłem 58 miejsce tracąc do brązowego medalisty Mistrzostw Polski Mariusza Pawłowskiego 8 sek. ale wyprzedzając srebrnego medalistę MP – Piotrka Uciechowskiego. Nie był to może start marzeń ale też całkiem nie najgorszy debiut. Tam też Mistrzynią Europy została Iza Zatorska. Po tych zawodach miłość do biegów górskich zakorzeniła się na dobre.

mistrzostwa-europy

Czy ktoś wtedy systematycznie startował w górach czy dla większości uczestników były to starty „treningowe” w okresie budowania formy pod stadion ?

Było kilku znakomitych zawodników którzy trenowali głównie pod biegi górskie – Jurek Zawierucha, którego rekordy tras w kilku biegach do dzisiaj nie zostały poprawione, który jednocześnie miał bardzo dobry czas w płaskim maratonie „niejako przy okazji” treningów pod góry – nieco ponad 2:20. Głównie pod góry i płaskie ultra trenował Piotrek Uciechowski, dużo startowali w górach: Jarek Gniewek, Tomek Klisz, Iza Zatorska, Andrzej Długosz, nieco później Daniel Wosik. To zawodnicy z którymi obecni Mistrzowie mieli by bardzo trudne zadanie by ich pokonać. Warto dodać że w 2003 roku Mistrzem Polski w stylu anglosaskim został Heniu Szost a rok 2004 to rok Jurka Zawieruchy, który tryumfował zarówno w stylu alpejskim jak i anglosaskim (innych MP wtedy jeszcze nie było).

Organizujesz zawody biegowe, jesteś speakerem na wielu imprezach, trenerem, działasz na wielu płaszczyznach i większość ciebie jest związana stricte z biegami.

Tak, bardzo się cieszę że od kilku lat mogę w całości poświęcić swój czas na pracę i pomoc związaną z biegami, głównie górskimi ale nie tylko bo staram się pomagać także lokalnie w Jastrzębiu – Zdroju. To tu organizujemy dwa a od grudnia trzy biegi, które nieskromnie mogę określić jako jedne z najlepszych pod względem organizacji w Polsce (Bieg Kobiet – Kobiety na 5+, Jastrzębska 10, Bieg Czekoladowy). Ale ja tu jestem tylko jednym z trybików i to wcale nie tym najważniejszym.

Dobrze, ale to ty jesteś założycielem Ligi Biegów Górskich, turnieju który rozpoczął trzecią dekadę swojego istnienia. Skąd narodził się omawiany pomysł i jak to się dzieje że od 2009 roku liga zdobywa coraz więcej zwolenników?

Pomysł na ligę to było pokłosie tego o czym mówiliśmy na wstępnie. Był to czas gdzie biegi górskie w Polsce dopiero zdobywały swą popularność. Imprez było naprawdę mało. Nawet tak kultowy bieg jak Rzeźnik gromadził wtedy na swym starcie zaledwie 150 drużyn. Chciałem zrobić coś co by „nakręciło” troszkę ludzi do rywalizacji i skupieniu się na tej pięknej dyscyplinie a nie tylko do startów sporadycznych, „od przypadku”. I to się chyba udało, bo po kilku latach w biegach górskich notujemy już blisko 100 tys osobostartów. Najlepsze z zawodów rozpoczynają swe zapisy na rok wcześniej i zamykają niejednokrotnie po mniej niż dobie.

Okazało się to strzałem w dziesiątkę. Inwestycja siebie wraz z pasją w coś co generalnie nie musiało się rozwinąć. Liga zajmuje teraz sporą część twojego życia, czy nie masz jeszcze dość tematu?

Ja to co robię – po prostu lubię! To głównie pasja więc nigdy nie jest mi dosyć. Oczywiście zdarzają się krótkie chwile zmęczenia materiału, ale mijają. S Do tego staram się wsłuchiwać w komentarze ludzi – przynajmniej te konstruktywne. Często wprowadzam zmiany które najczęściej są przez większość dobrze odbierane. Dla przykładu wprowadzenie premiowania zawodników starszych czyli 50 lat + czy też (wcześniej przyp. red.) ograniczenia ilościowe w punktacji biegów do 12, tak by niepotrzebnie nie nakręcać zawodników do startów w ogromnej ilości biegów. W tym roku dzięki uprzejmości Krakowskiej firmy Androbit udało nam się zautomatyzować wyniki ligowe co było naprawdę bardzo dużym wyzwaniem. Jednocześnie staram się nigdy nie zapominać, że zawsze jest coś do poprawy. Jak przyjdzie dzień w którym liga będzie idealnie rozwiązana – to oznaczać będzie że powinienem iść na emeryturę.

De facto z roku na rok następują zmiany w całym turnieju. Jeżeli nawet punktacja ma identyczną logikę rywalizacji, tak np. główni sponsorzy, czy ilości biegów biorących udział oraz inne pomysły są dynamicznymi zmiennymi.

Tak, dokładnie – zawsze byłem zwolennikiem zmian i doskonalenia pomysłów. Świat się zmienia, oczekiwania zawodników, więc i my musimy się zmieniać choć trochę.

Czy uruchamiając tabelę ligową sugerowałeś się zagranicznymi modelami? Sprawdzałeś czy istnieje podobny, szeroki na narodową skalę turniej?

Szukałem podobnych rozwiązań w świecie i nie znalazłem. Najczęściej są to rozgrywki typu Grand Prix, czy Puchary Narodowe lub sponsorskie. A główną zaletą ligi jest to, że każdy może biegać gdzie chce, jak chce i ile chce – jednocześnie nie wypada z realnej rywalizacji. Czy to w kategorii open jeśli jest bardzo mocny czy też w jednym z 4 głównych stylów, czy też chociażby w kategorii wiekowej. W rozgrywkach Pucharowych czy Grand Prix ilość biegów jest mocno ograniczona przez co często nieobecność już na jednych czy dwóch wskazanych zawodach przekreśla szansę na dalszą realną rywalizację.

Dlatego liga jest mocno uniwersalna. Tu już nie ma mowy raczej o turniejowym systemie lecz liczy się „warsztat” danego zawodnika podczas całego sezonu na każdym stylu i dystansie.

Lubisz statystyki. W 2009 roku rozegrano w Polsce 42 biegi górskie, 2010 roku – 52 a w 2008 – zaledwie 26. Uwaga teraz : w 2018 w Lidze zapunktowało prawie 7,5 tysiąca zawodników ze 40 000 tysięcy uczestników imprez biegowych. Oto lista 5 największych biegów górskich sezonu 2011 pod względem frekwencji:

1. Bieg na szczyt Pilska w Korbielowie – ukończyło 346 osób

2. Maraton Karkonoski – ukończyło 318 osób

3. Międzynarodowy Bieg Górski Limanowa Forrest – ukończyły 303 osoby

4. Alpin Sport Tatrzański Bieg Pod Gorę – ukończyło 297 osób

5. Bieg Rzeźnika – ukończyło 290 osób

Jest to garstka do aktualnych czasów.

Tak … i minęło 8 lat a te ilości się zwielokrotniły. Wiele z biegów górskich gdyby tylko mogła miała by na starcie grubo powyżej tysiąca zawodników. W najlepszych biegach ograniczenia teraz wynikają już nie z zainteresowania lecz ze względów na przepustowość tras czy też wymogi narzucone przez władze Parków, w których wiele z biegów się odbywa.

Dokładnie, dlatego aktualnie zapisać się na ciekawe zawody w biegach górskich to już wyczyn. Zapotrzebowanie jest ogromne. Jest podaż jest popyt. Czujesz że jesteś jednym z nielicznych którzy przyczynili się do rozwoju tej dyscypliny?

Czuję że jestem jednym z licznych, którzy się do tego przyczynili. Ludzi którzy dorzucili swoją cegiełkę jest naprawdę wielu. To organizatorzy, których wysiłek wg mnie jest naprawdę olbrzymi. Zawsze powtarzam że pobiec i ukończyć nawet najdłuższy bieg górski to „pikuś”, bo prawdziwą sztuką jest taki bieg zorganizować… i to jeszcze tak by zadowolić większość uczestników.

Udział w Lidze jest ekscytujący szczególnie dla nowicjuszy. Natomiast “starzy wyjadacze” raczej obchodzą się z tym turniejem obojętnie, gdzie dla amatora w zasadzie istnieje tylko Liga.

Tu kompletnie nie mogę się z Tobą zgodzić – gdyby tak było to tacy „nowicjusze” jak Dominika Wiśniewska-Ulfik, Izabela Zatorska, Piotr Koń, Robert Faron nie walczyli by w Lidze rok po roku. Z zawodników ze ścisłej czołówki w lidze nie walczą jedynie Ci którzy startują głownie za granicą (np.: Marcin Świerc, dwa razy drugi w Lidze, Bartłomiej Przedwojewski, który w 2017 roku stoczył pasjonujący pojedynek o zwycięstwo w lidze z Robertem Faronem, Andrzej Długosz – który od wielu lat w Polsce startuje bardzo rzadko) oraz zawodnicy z szeroko rozumianej czołówki, którzy twierdzą że są świetni, ale tabela ligowa weryfikuje ich inaczej. Oczywiście jak zawsze znajdą się wyjątki tak naprawdę potwierdzające tą regułę. Wystarczy popatrzeć na podium Ligi Biegów Górskich. Nigdy nie było na nim zawodników z przypadku – wręcz przeciwnie: Dominika Wiśniewska -Ulfik – 6 zwycięstwo w lidze, Izabela Zatorska i Daniel Wosik – 3 zwycięstwa, Anna Celińska, Robert Faron, Piotr Koń, Miłosz Szcześniewki – po dwa zwycięstwa – żadnego z nich gdy wygrywał, nie można zaliczyć do nowicjuszy. Uważam że zwycięzca Ligi to prawdziwy król gór – naprawdę, by wygrać ligę trzeba być nie tylko bardzo dobrym zawodnikiem ale i bardzo wszechstronnym biegaczem.

Jak wiele osób pomaga Ci w organizowaniu całego turnieju, czy żyje on już własnym życiem?

Prawdę mówiąc głównie robię to sam plus jedna osoba licząca wyniki. Dopiero prawdziwym wyzwaniem jest bieg finałowy gdzie zaangażowanych jest bardzo dużo osób, a muszą to robić najlepsi – stąd przez kilka lat nie oceniona jest pomoc w tym projekcie Fundacji Bieg Rzeźnika z Mirkiem Bienieckim na czele, któremu bardzo wiele zawdzięczam i z którym znamy się od podwórka.

Właśnie, czy to prawda, że wędrowałeś z Mirkiem po Bieszczadach jeszcze przed tym jak zorganizowano pierwszego Rzeźnika?

Nie. Mirek mnie ściągnął z lasu do klubu sportowego AKS Chorzów/Piast Gliwice, chwilę razem pobiegaliśmy a potem Mirek pojechał na stypendium sportowe na Studia do Stanów. Po Bieszczadach troszkę wędrowałem z nieco inną ekipą, kolegów z jednego bloku a Mirek mieszkał na drugim krańcu gliwickiego osiedla.

 Dominik Ząbczyński

Sezon ligowy rozpoczynał się tuż przed wiosną biegiem w Szczyrku a kończył na Kasprowym. Teraz sezon ligowy trwa od lutego do listopada. Dla wielu wydłuża to kolosalnie sezon.

Dlatego ścisłe przestrzeganie zasady 12 najlepszych startów – dzięki temu każdy zawodnik może rozegrać tyle biegów ile by chciał i na dodatek może pozwolić sobie nawet na małe roztrenowanie.

Jesteś też menagerem Alpin Sport Team – grupa rośnie w siłę liczbową. Kiedyś nie było tak wiele teamów , gdzie bycie w tedy w RMD Montrial Team było wielką gratyfikacją. Jak jest teraz z amatorskimi drużynami ?

Dobrze to określiłeś – wszystkie Teamy są drużynami amatorskimi, często wspieranymi przez naprawdę drobnych przedsiębiorców, którzy po prostu to lubią –utrzymywanie Teamu to wbrew pozorom spore wydatki, które przynoszą głownie korzyści „duchowe”. Czyli zadowolenie z tego że się komuś pomogło lub ta czy inna drużyna została określona „najlepszą”. Co do Alpin Sport Teamu to słowo „menager” nie jest w pełni trafne, właściwie całkowicie chybione gdyż zajmuję się tym całkowicie prywatnie i nie odpłatnie. Tworzenie mocnego polskiego Teamu to obok Ligi moje najwcześniejsze pomysły na rozwój polskich biegów górskich i moja wielka pasja. Cieszy mnie to że tropem tym poszło i idzie coraz więcej ludzi i w większości wszyscy są z tego zadowoleni. Alpin Sport Team chyba nadal uchodzi za jeden z najlepszych i najbardziej prestiżowych stąd też ze względu na moją i Prezesa Macieja Kałwaka „słabość” w stosunku do utalentowanych zawodników – jest tak liczny. W ciągu każdego sezonu otrzymujemy masę próśb o możliwość przyłączenia do Teamu – najczęściej niestety musimy odmawiać bo jak zauważyłeś grupa jak na polskie ale chyba i światowe standardy jest niezwykle liczna – niczym drużyna piłkarska. (śmiech)

Organizujesz różne biegi. Przyłożyłeś też swoją rękę do kultowego Biegu Rzeźnika. Czy ten historyczny już bieg może mieć równego sobie następcę?

Tak – można powiedzieć że należę do „ojców założycieli” tego biegu. Jednak zawsze powtarzam i będę powtarzał że ojcem sukcesu Biegu Rzeźnika jest Mirosław Bieniecki – to w 100% jego dziecko. Oczywiście teraz to już jest olbrzymia rzesza ludzi która często zajmuje się biegami na co dzień. Ale konkurencja nie śpi – co roku powstają w Polsce coraz lepsze imprezy – chyba śmiało można powiedzieć że najlepsze polskie biegi górskie naprawdę należą do organizowanych na bardzo wysokim, światowym poziomie.

Sam sporo biegasz. Kto jest dla ciebie prekursorem trenowania typowo pod biegi górskie? Kto jest dla ciebie legendą tej dyscypliny?

W Polsce to chyba głównymi prekursorami byli: Izabela Zatorska (jedyna polska zawodniczka odnosząca tak znaczne sukcesy na arenie międzynarodowej) , Jerzy Zawierucha (mieszka teraz w tym samym bloku co ja), Daniel Wosik (zawodnik który zdobywał medale MP od 2002 roku do 2014 czyli aż przez 12 lat!) do i Andrzej Długosz (zdobywa medale MP od 2001 roku) . Co ciekawe trójka z nich biega z powodzeniem do dziś i to nadal na bardzo wysokim poziomie. Jurka też od czasu do czasu namawiam do powrotu do treningów ale na razie z marnym skutkiem.

Czy mamy w kraju wzór do naśladowania jeśli mowa o zawodnikach amatorach? Bo zawodowo uprawiających ten sport można policzyć na palcach … jednej ręki.

Tu trudno mi się wypowiedzieć – jednak uważam że jest kilku zawodników którzy z głową, mądrze planują swój sportowy rozwój – do takich na pewno należy Marcin Świerc, który konsekwentnie się rozwija i goni światową czołówkę. Inną taką osobą może być Izabela Zatorska, która jest z kolei wzorem jak można długo rozwijać swą sportową karierę i być w znakomitej formie. Ciekawie zapowiadają się Bartłomiej Przedwojewski i Krzysiek Bodurka – olbrzymie talenty, o których mam nadzieję jeszcze wiele dobrego usłyszymy. Jest wielu zawodników którzy naprawdę wiele dają z siebie i nie chciałbym więcej spośród nich wymieniać bo gdybym zapomniał o kimś mógłby się obrazić.

Trochę z innej beczki… wyszedłeś z kontuzji będąc świadomy jak wiele należy w swoim życiu zmienić by doprowadzić się do równowagi. Wychodzi na to, że kontuzja ścięgna była pozytywnym bodźcem do progresu.

Czy do progresu to się jeszcze okaże – ja jestem człowiekiem który niestety sporo somatyzuje – więc jak miałem na głowie za dużo to chorowałem. W końcu doszło do tego że biegać nie mogłem wcale – walka z „wiatrakami” z krótkimi przerwami trwała bardzo długo. Dopiero zmiana trybu życia, zmniejszenie codziennej dawki stresu oraz ćwiczenia i naturalna suplementacja wyprowadziła mnie na prostą. Mam nadzieję że uda mi się na tej prostej utrzymać – jakby nie było lada moment pięćdziesiątka.

Więc będziesz królował w M50…

Chciałbym powalczyć jeszcze z szeroko rozumianą czołówką – z tą ścisłą może nie koniecznie, ale o miejsca w pierwszych dziesiątkach tak – najważniejsze że dzięki dość rozsądnemu podejściu do treningów po wielu latach biegania po górach nie czuję się wyeksploatowany.

Czy podczas niemożności biegania tęskniłeś do treningów lub zawodów? Czy jednak taka przerwa była dobra?

Prawie każda przeszkoda która staje na naszej drodze, a którą udaje się nam pokonać jest w jakimś sensie dobra. Pod warunkiem że wyciągamy z niej wnioski i staramy się coś zmieniać – bo wdepnąć po raz drugi w to samo – to pech. Ale trzeci raz to już głupota. Oczywiście bardzo tęskniłem do treningów, tęskniłem i tyłem. Bo mam takie predyspozycje a stresy często zajadam słodyczami. Do zawodów zresztą też – ja lubię tak trenować by na zawodach być coraz lepszy i coraz bliżej czołówki. Nie lubię biegać w dalszej grupie stawki.

Więc masz w sobie typowe zapędy do rywalizacji która pozwala na szerszy auto-rozwój?

Tak – nie raz żona wspominała bym zluzował, w sensie np. pouprawiał jogging ale ja tak nie lubię. Lubię móc się dobrze przygotowywać do rywalizacji.

Skyrunning Poland – to też twój kawałek biegowego ciasta.

Tak – ale tutaj podobnie jak z Biegiem Rzeźnika kto inny jest głównym ojcem sukcesu – pomysłodawcą i tym kto głownie „ten wózek” ciągnie to Paweł Raja. Pasjonat i niepoprawny optymista – prywatnie mój dobry kolega.

Organizacja wysyła wyselekcjonowanych drogą rywalizacji zawodników jako kadra narodowa na zagraniczne, duże imprezy biegowe.

Tak – decydują tu głownie starty na zawodach rangi Mistrzostw Polski Skyrunning oraz zawody Pucharu Świata Skyrunning. Właśnie w skyrunningu ostatnio notujemy największe chyba międzynarodowe sukcesy. A warto dodać że Skyrunning Polska działa bez jakiegokolwiek wsparcia instytucjonalnego z samorządu czy ministerstwa – wydatki na funkcjonowanie Skyrunningu to nasze prywatne pieniądze oraz drobne darowizny sponsorów i organizatorów biegów wchodzących w skład Pucharu Polski Skyrunning. Jako zarząd nie pobieramy też żadnych wynagrodzeń ba… nawet zwrotu za paliwo, telefony czy inne poniesione wydatki.

Jaki masz cel zawodowy, a jaki prywatny będący jednocześnie marzeniem – jeśli takie istnieją?

Cel zawodowy? Rozwijać Ligę Biegów Górskich i portal www.biegigorskie.pl. Prywatny, to taki by móc nadal powtarzać że największym moim życiowym sukcesem jest rodzina.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisment ad adsense adlogger