fbpx

Doping w sporcie. Jak Rosjanie oszukali system

Autor: Marcin Nagórek • 10.12.2016

Flaga Rosji

Światowa Agencja Antydopingowa opublikowała drugą część raportu na temat dopingu w Rosji. Czyta się to jak dobrą powieść szpiegowską – są agenci, współpracujący sportowcy, tajne metody, sprytne włamania, a w tle również zagadkowe zgony.

Tekst jest znany jako Raport McLarena. Richard McLaren to kanadyjski profesor prawa sportowego, członek Międzynarodowego Trybunału Arbitrażowego ds Sportu, który prowadził już w przeszłości dochodzenia dotyczące zorganizowanego dopingu. Głównym świadkiem oskarżenia jest Rosjanin Grigorij Rodczenko – chemik z wykształcenia, były szef rosyjskiego laboratorium antydopingowego. W ciągu ostatnich kilku lat Rodczenko nadzorował tajną operację szprycowania rosyjskich sportowców i oszukiwania systemu antydopingowego. Mówiąc prosto, laboratorium i komisja antydopingowa w Rosji nie służyły wykryciu dopingu, ale wręcz przeciwnie, ich głównym zadaniem było ukrycie nielegalnego procederu.

Dodajmy, że prowadzone jest także śledztwo dotyczące byłego szefa Światowego Zrzeszenia Federacji Lekkoatletycznych (IAAF), które wskazuje, że sam szef światowej lekkoatletyki oraz jego kolega, szef antydopingu w IAAF, brali łapówki za ukrywanie oszustów. Daje to pojęcie, jak zdemoralizowany był system: ukryciu dopingu służyło rosyjskie laboratorium krajowe, krajowa komisja antydopingowa, szef antydopingu światowej federacji oraz sam szef światowej federacji. Nie wspominając o działaczach sportowych w Rosji, którzy przynajmniej częściowo okazywali się agentami tajnych służb.

Sprawa zaczęła się jednak sypać, m.in. pod wpływem artykułów i programów telewizyjnych niemieckiego dziennikarza Hajo Seppelta. Pojawili się pierwsi świadkowie, m.in. były pracownik agencji antydopingowej oraz rosyjska biegaczka Julia Stiepanowa. Afera zaczęła wychodzić na jaw, więc w Rosji, zgodnie z zasadami konspiracji, zaczęto ucinać luźne końce. Szef rosyjskiej Agencji Antydopingowej, Nikita Kamajew, wcześniej okaz zdrowia, niespodziewanie zmarł na atak serca w wieku 52 lat. Jego poprzednik na tym stanowisku, Ramil Kabriew, tragicznie odszedł z tego świata niewiele wcześniej. Rosyjski minister sportu bardzo zasmuconym tonem stwierdził, że “była to niespodziewana śmierć, która wszystkich zaskoczyła”.

Grigorij Rodczenko doszedł do wniosku, że również jego stan zdrowia może się niespodziewanie pogorszyć, dlatego wyprzedził ruch tajnych służb. Po kryjomu, przy pomocy amerykańskiego dziennikarza, uciekł z Rosji. I – co tragiczne dla tamtejszych działaczy – zabrał ze sobą plik dokumentów, w tym służbowego laptopa. A w nim prawdziwy skarb – tysiące stron tekstów, opisujących cały nielegalny proceder, maile, dokumenty, liczby, kontakty, nazwiska i podawane sportowcom dawki sterydów.

Raport McLarena opisuje sytuację w latach 2011-2015. Co się działo wcześniej, można się tylko domyślać. Warto jednak zauważyć, że już w 2008, przed Igrzyskami w Pekinie, zawieszono kilka sławnych rosyjskich biegaczek, za podmianę próbek moczu. Od 2011 oszukiwanie stało się sprawą państwową. Rodczenko miał przydzielonych agentów służb specjalnych, którym pomagał rozgryzać system. A ten nie był wcale łatwy do obejścia. Zawodnik oddawał próbkę moczu w obecności pracownika komisji, często przyjeżdżającego zza granicy i niewtajemniczonego w proceder. Próbki zapasowe, tzw “B” zamykano w specjalnych butelkach, produkowanych przez szwajcarską firmę. Po zakręceniu nie można było ich otworzyć bez uszkodzenia. Co więcej, buteleczki nie były opisywane, miały tylko numer seryjny, a jego przypisaniem do konkretnego zawodnika zajmowało się inne ciało niż laboratorium. Wyniki anonimowego badania były od razu wprowadzane do systemu ADAMS, działającego on line.

Rosjanie podeszli do sprawy kompleksowo. Po pierwsze, Rodczenko jako przykładny szef laboratorium antydopingowego, wymyślił miks trzech sterydów, mieszanych z alkoholem, który podawano zawodnikom i zawodniczkom, żeby błyskawicznie regenerowali się po ciężkich treningach i startach. Zrobiono to z klasą: mężczyźni zażywali roztworu rozpuszczonego w whisky Chivas, kobiety wermutu Martini. Po drugie, służby specjalne stworzyły własne laboratorium, gromadzące próbki moczu wszystkich reprezentantów kraju, jeszcze zanim podano im doping. Czyli był to czysty, niezanieczyszczony mocz.

Były jednak luki. Problem pojawiał się, gdy nie przewidziano wcześniej, że dany zawodnik awansuje do reprezentacji. I tak przeprowadzone przez McLarena badanie DNA ujawniło, że próbki moczu pochodzące rzekomo od rosyjskich hokeistek należą tak naprawdę do nieznanego mężczyzny. Prawdopodobnie w zapasie nie było “czystego” moczu sportsmenek i do podmienionej próbki wlano czyjkolwiek, może nawet agenta prowadzącego. Sam Rodczenkow przyznał, że w przypadku dyskobolki Darii Piszczalnikowej, badanej z zaskoczenia za granicą, nie miał w zanadrzu czystych próbek i użył własnego moczu.

Dalej, wymyślono system oznaczania buteleczek dla informacji służb specjalnych. Wtajemniczeni sportowcy, a wtajemniczeni byli praktycznie wszyscy, fotografowali numer seryjny i jeszcze w czasie badania wysyłali do odpowiedniej osoby, która przygotowywała czysty mocz. Podmiana próbek w czasie wewnętrznych rosyjskich zawodów nie była problemem, ale np podczas Igrzysk w Sochi całość nadzorowała światowa agencja antydopingowa. Otwarta zamiana nie wchodziła w grę, więc Rosjanie poszli po rozum do głowy. Obok utworzyli alternatywne laboratorium, do którego przebito dziurę w ścianie i zastawiono szafą. W nocy upoważniony pracownik udawał się do tego prawdziwego, pod pozorem późnej pracy, odsuwano szafę, a agenci specjalni przez dziurę podawali próbki do podmiany. Dodajmy, że wcześniej przez dwa lata służby specjalne szukały metody, jak odkręcić nieodkręcalne butelki. Udało się, a ślady, które wtedy powstawały, można wykryć jedynie pod mikroskopem.

Cała ta wiedza znalazła się w rękach WADA, Światowej Agencji Antydopingowej, wraz z laptopem Rodczenkowa. Przeprowadzono szeroko zakrojone badania – sprawdzano dostępne próbki (część z nich Rosjanie zniszczyli), weryfikowano fakty, porównywano daty, numery, przesłuchiwano świadków. Okazało się, że koksowano nawet paraolimpijczyków – w Soczi podmieniono próbki sześciu z nich, którzy zdobyli łącznie 21 medali. Szacuje się, że systematycznemu dopingowi poddano ponad 1000 sportowców – czyli praktycznie wszystkich reprezentantów kraju.

Efektem pierwszego raportu McLarena było wykluczenie rosyjskich lekkoatletów z Igrzysk Olimpijskich w Rio de Janeiro. Po drugim możliwe jest zawieszenie całego rosyjskiego sportu, do czego zresztą nawoływano już przed Igrzyskami. Posypał się także grad dyskwalifikacji, wkrótce poznamy kolejne. Bada się wszystkie zamrożone próbki do 10 lat wstecz. Okazuje się, że wiele spraw można udowodnić – np w podmienionym moczu stężenie minerałów jest inne niż zapisano podczas badania. Pozwala to ujawnić, które próbki zostały podmienione.

W tym wszystkim ciekawa jest postawa Rosjan. Z jednej strony wymieniono szefów wszystkich odpowiedzialnych instytucji i zapowiedziano nowe otwarcie, koniec ze starymi, złymi metodami. Z drugiej, Rosjanie cały czas zaprzeczają Raportowi McLarena. Zgodnie z zasadą “złapią cię za rękę, mów, że to nie twoja ręka”. Głównym trenerem rosyjskich lekkoatletów jest Jurij Borżakowski, były mistrz olimpijski z 2004 roku, który może spać spokojnie – próbki z tego okresu zostały już zniszczone. O raporcie McLarena stwierdził, że “to fantazja”. Nową szefową rosyjskiej Agencji Antydopingowej została niespodziewanie rekordzistka świata w skoku o tyczce, Jelena Isinbajewa. Była jeszcze mniej dyplomatyczna, bo stwierdziła, że raport to stek bzdur. Gdy dziennikarze ją przycisnęli, okazało się, że wcale go nie czytała. Mistrz olimpijski z Sochi, narciarz Aleksander Legkow, o którym Rodczenko powiedział, że sam podawał mu doping, stwierdził, że Rodczenkowa nigdy w życiu nie widział.

Już w tej chwili jest pewne, że jest to największa afera dopingowa w historii, a jej rzeczywiste rozmiary będziemy poznawali prawdopodobnie latami. Duża część rosyjskich sportowców, przede wszystkim tych startujących przed rokiem 2008, nigdy nie zostanie złapana. A to dotyka uczciwych, w tym biegaczy i biegaczki z polski – np Lidię Chojecką, Annę Jakubczak czy Pawła Czapiewskiego.

Pełny raport McLarena – 151 stron

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisment ad adsense adlogger