fbpx

Czytelnia > Czytelnia > Reportaże

Emil i Dana Zátopkowie – niezwykła sportowa para na dobre i złe

The Czechoslovakian athlete Emil Zatopek kisses his wife Dana, after they secure two gold medals in the 10,000 meters and the javelin at the European Games. Switzerland, 1954. (Photo by © Hulton-Deutsch Collection/CORBIS/Corbis via Getty Images)

The Czechoslovakian athlete Emil Zatopek kisses his wife Dana, after they secure two gold medals in the 10,000 meters and the javelin at the European Games. Switzerland, 1954. (Photo by © Hulton-Deutsch Collection/CORBIS/Corbis via Getty Images)

Oboje urodzili się jednego dnia – 19 września 1922 r., a pobrali się w rocznicę dwudziestych szóstych urodzin. W tym samym dniu zdobyli nawet złote medale olimpijskie i to w ciągu godziny! Połączył ich sport, który dał im też lekcję, że życie nie zawsze usłane jest różami. Poznajcie losy wyjątkowej sportowej pary, gdzie były i śmiech, i łzy. A czasem śmiech przez łzy.

Poniższe fragmenty pochodzą z artykułu “Emil i Dana Zátopkowie”, opublikowanego w e-tygodniku nr 7 “Magazyn Bieganie”. Numer ten jest dostępny do pobrania w aplikacji na telefon.

Zdobyli w sporcie najwyższe laury. Dana wywalczyła złoto i srebro olimpijskie oraz dwukrotnie złoto mistrzostw Europy (mistrzostw świata wtedy nie rozgrywano). Emil zdobył cztery złota olimpijskie i jedno srebro, a z mistrzostw Europy przywiózł 3 złota i brąz. Dana w rzucie oszczepem, a Emil w biegach długodystansowych. Treningi mieli więc zupełnie inne. Jak i charaktery. Może dlatego tak bardzo się przyciągali.

Dana początkowo grała w piłkę ręczną, dlatego miała „siłę w ręce”. Praktycznie przez przypadek wzięła któregoś dnia do ręki oszczep, kiedy na studiach przyjaciel poprosił ją o pomoc przy egzaminie z lekkiej atletyki. Bez treningu, w wieku 23 lat, rzuciła oszczepem 34 metry. Gdy dostrzegł to trener, od razu zaprosił ją na zajęcia akademickiego klubu z Brna. Tydzień później pojechała do Pragi i wygrała mistrzostwa Czechosłowacji. Tak zaczęła się jej światowa kariera.

Niesamowity zbieg okoliczności

Emil w dzieciństwie nie garnął się do biegania i „siły w nogach” to on raczej nie miał. Urodził się w dziesięcioosobowej rodzinie morawskiego stolarza. Nie był najstarszym synem, z którego rodzice są dumni, ani najmłodszym, którego rozpieszczają. Był szósty, więc ani pierwszy, ani ostatni.
Miał wysoki, piskliwy głos, przez co w szkole miał same problemy. Był za to zdolnym uczniem, miał doskonałą pamięć i świetnie się uczył.

W rodzinnej Koprivnicy malutki Emilek wygrał bieg na jeden kilometr. Przebierał nogami, szczerzył zęby z zadowolenia i dreptał drobniutko do mety. To była jednak tylko zabawa, bo bieganie wcale mu się jeszcze nie podobało. Chciał być nauczycielem albo pracować w laboratorium. Już w szkole pracował w fabryce obuwniczej i nawet wystartował w biegowych zawodach, na których był drugi. Przez pierwsze trzy lata większość zawodów jednak przegrał. Ale dostrzegł swoją szansę, której nie wypuścił już z dłoni. Powoli rozmyślał o tym, jak wspiąć się o stopień wyżej na sportowej drabinie. Krok po kroku poprawiać swoje osiągnięcia. A jak już się wspiął, od razu myślał, jak wejść na kolejny stopień. Był skryty, zamknięty w sobie, ale bardzo ambitny. Wstąpił do wojska, gdzie stopniowo się rozwijał. Wtedy spotkał Danę.

Pierwszy raz spotkali się w 1947 r. na zawodach w Zlinie. Dana rzuciła tam 38 metrów, ustanawiając swój pierwszy rekord kraju. Zwrócił na nią uwagę, pogratulował jej, a dłuższą rozmowę odbyli w autokarze.
– Kiedy masz urodziny? – zapytał ją.
– Dziewiętnastego – odpowiedziała.
– A w jakim miesiącu? – dopytywał.
– We wrześniu – odrzekła zgodnie z prawdą.
– Którego roku? – Emil przecierał oczy ze zdumienia.
– 1922 – wystrzeliła.

Początkowo myślał, że sobie żartuje, bo to zbyt wielki zbieg okoliczności. Uzgodnili więc, że na następne spotkanie przyniosą świadectwa urodzenia. W ten sposób zaczęli się spotykać. Potem Emil wymyślił, że skoro datę urodzin mają taką samą, to i rocznicę ślubu powinni obchodzić tego samego dnia. Przyjaźń stopniowo zaczęła przeradzać się w miłość. Po igrzyskach w Londynie pobrali się, składając sobie życzenia urodzinowe.

Mistrzowska para

Największe sukcesy zakochani święcili na Igrzyskach Olimpijskich w 1952 r. w Helsinkach. Jeszcze przed wyjazdem Emila poddano badaniom biomechanicznym. Naukowcy skonstruowali maszynę, która mierzyła m.in. siłę odbicia. Wyniki były porażające. Na dwustu lekkoatletów, Zátopek miał najgorsze wyniki. Biegacz był tym tak zmartwiony, że chciał powtórzenia badań. Nie mógł rozczarować naukowców, był nieszczęśliwy. Starał się odbić lepiej, ale wyraźnie mu nie wychodziło. Wynik był ten sam. Dwa miesiące później zdobył trzy złote medale podczas igrzysk piętnastej olimpiady, w których udział wzięło 5870 sportowców z 69 krajów. Przeszły one do historii jako „igrzyska Emila Zátopka”.

Po zwycięstwie na 10 000 m, Emil wygrał na 5000 m po zaciętym finiszu. Finał kobiecego oszczepu odbywał się niedługo po tym biegu. Małżonkowie spotkali się przypadkiem koło stadionu. Dana podbiegła do niego.
– Naprawdę wygrałeś! To cudownie! Pokaż swój medal! – zawołała szczęśliwa. Wzięła krążek i wrzuciła do swojego plecaka. – To na szczęście – dodała. Zaskoczony Emil uśmiechnął się tylko i poszedł się przebierać. Nie był nawet jeszcze ubrany, kiedy trener wbiegł do szatni.
– Dana rzuciła ponad 50 metrów! – krzyczał.
– Musiała pobić rekord kraju – odpowiedział z otwartymi ze zdziwienia ustami.
– Nawet rekord olimpijski! – dodał trener. – Już po pierwszym rzucie jest na prowadzeniu! Pozostałe zawodniczki prawie pomdlały, jak to zobaczyły – relacjonował.
Dana wygrała olimpijski konkurs tym pierwszym rzutem. Emil zaś był chyba jedynym, który wierzył, że to dzięki niemu. Doszedł do wniosku, że rzuciła tak daleko, ponieważ była pobudzona jego zwycięstwem. Kiedy jej to powiedział, tylko się roześmiała.

– Naprawdę tak myślisz? – zapytała. – Więc pobudź tak teraz jakąś inną dziewczynę, jeśli jesteś taki mądry. Chcę zobaczyć, jak rzuca oszczepem ponad 50 metrów dla ciebie! – zakończyła w swoim stylu Dana i obróciła się na pięcie.

Emil i Dana Zatopek

Emil i Dana Zatopek

Piękna Dana i Paskudny Emil

Emil był biegaczem ze wszech miar wyjątkowym. Dzięki charakterystycznemu stylowi biegania i wydawanym przez siebie wtedy dźwiękom, nadano mu wiele przydomków, w tym Czeska Lokomotywa, Paskudny Emil, Bestia z Pragi, Skaczący Czech i Emil Groźny.

Wyróżniał się też nowatorskim podejściem do treningu. Wiedział, że stały bieg jest do wytrzymania, a problemy sprawiają biegaczom zmiany tempa. Są dla nich kłopotliwe. Przejście do bardziej intensywnego biegu męczyło, dlatego postanowił to wykorzystać.

Emil porównywał wysiłek fizyczny do przewlekłego bólu. Tłumaczył, że kiedy ból trwa bez przerwy i jest silny – przemija. Dlatego zmieniał intensywność, by swoich rywali do tego bólu nie przyzwyczajać.

Udoskonalił interwały, zwiększając ich liczbę do rekordowych wartości. Zachowywał przy tym wysoką intensywność takiego wysiłku. Ponieważ nie miał wielkiego talentu, wytrzymywał tak ciężki trening siłą woli. Wysiłek wykrzywiał mu twarz i usta. Ten grymas jednocześnie zniechęcał i przyciągał do niego. Najlepiej ujął to francuski pisarz Pierre Magnan: „Człowiek, który biegnie tak jak my. Człowiek, po którym widać, że płaci ogromną cenę za swoje zwycięstwa”.

Każdy ma w swoim życiu cele i marzenia. Emil Zátopek siedząc w szkolnej ławie, marzył, żeby mógł tylko codziennie biegać. O żadnym etapie życia Zátopka nie można powiedzieć, że tylko biegał. Zmagał się raz z większymi, a raz z mniejszymi problemami. Nigdy w ciągu swojej kariery nie miał możliwości całkowicie poświęcić się bieganiu. Trenował wieczorami, bo wcześniej nie miał czasu. Najpierw pracował i się uczył, później miał zajęcia w wojsku. Próbował różnych kombinacji treningu siłowego, m.in. biegania w ciężkich, wojskowych butach, a w zimie w kopnym śniegu. Podobno trenował też z Daną na plecach, ale może to być tylko legenda. Ich opowieści często traktowano z przymrużeniem oka.

Dziennikarze mówili, że rywale byli wręcz zaszczuci tempem Zátopka. Miał to coś, co Amerykanie nazywają big competition spirit – ducha wielkich wyścigów. To po prostu wielkie serce do walki. Nawet gdy zostawiał rywali daleko w tyle, walczył do samego końca o cenne sekundy. Bo mierzył się z samym sobą. Wkrótce sportowy świat zaczął nazywać go Czeską Lokomotywą. Po igrzyskach w Londynie ustanowił 18 rekordów świata i 61 Czechosłowacji.

Każdy kij ma jednak dwa końce. Sukces jednych powoduje zawiść przeciętniaków, którzy nie dokonali w życiu niczego wyjątkowego. Tym łatwiej było komuś zaszkodzić, bo czasy głębokiego komunizmu sprzyjały gnębieniu innych. Nie pozwalano mu trenować, to przychodził na stadion w nocy. Przechodził przez płot stadionu po pracy, do której go skierowano. On, olimpijski sportowiec i rekordzista świata. Nie drzwiami, to oknem. Zaczęto mu wypominać brak trenera, zawodowstwo (które było wtedy zakazane, należało trenować dla idei), rujnowanie zdrowia i bycie rzemieślnikiem, a nie artystą treningu. Dana Zátopkowa mówiła mu, żeby opowiedział o tym publicznie, ale on nigdy tego nie zrobił. Krył to głęboko w sobie.

Za poparcie politycznych zmian praskiej wiosny wyrzucono go z wojska i skierowano na 6 lat do pracy przymusowej w kopalni uranu na wschodzie Czechosłowacji. Po odbyciu wyroku sprzątał toalety i opróżniał kosze na śmieci. Powrót do normalności nastąpił dopiero po dojściu do władzy Vaclava Havla w 1990 r. Dana pracowała jako trener kadry. Nie mogli mieć dzieci, poświęcili się pracy z młodymi sportowcami.

Razem mimo wszystko

W czasach największej świetności na cześć Emila Zátopka stawiano pomniki, pisano książki, kręcono o nim filmy, a pod jego drzwiami koczowali dziennikarze z całego świata. Jego imieniem nazwano planetoidę, czeską lokomotywę elektryczną i belgijski kwartalnik. Rozdawał tysiące autografów (nie robiło się jeszcze wtedy selfie smartfonami). Brał udział w ważnych spotkaniach, znał sportowców i osobistości z całego świata. Gdy skończył szkołę dla trenerów, kierował kompanią lekkoatletów. Kiedy władza się od niego odwróciła, została przy nim tylko kochająca żona, która zawsze w niego wierzyła i ufała mu.

Emil pobił wszystkie rekordy świata od 5 do 30 km, wygrywał biegi przełajowe i na stadionie. Przez 10 lat zdobył wszystko, co się dało. Bił rekordy olimpijskie, świata, zdobywał tytuły mistrzowskie. Uznano go za najlepszego sportowca na świecie.

Umiał dogadać się w 7 językach obcych. Był jedyny w swoim rodzaju. Miał otwarte serce, nie robił z niczego sekretów. Chętnie opowiadał o swoich pionierskich pomysłach w treningu. Stosował w nim zasadę: im więcej, tym lepiej. Mówił młodym biegaczom, żeby nie bali się treningów na dużych prędkościach i intensywnego wysiłku. Był i jest inspiracją dla wielu.

Najodważniejszy z odważnych był nękany przez system. Jego wola była jednak do końca niezłamana. U jego boku ciągle stała Dana, ze swoim specyficznym poczuciem humoru i twardą ręką (w końcu rzucała oszczepem). Zawsze się rozumieli. Ich wieloletni związek nie przetrwałby, gdyby tak bardzo się nie kochali. Emil zmarł w 2000 r., w wieku 78 lat. Dana w tym roku skończy 98 lat.

(Na podstawie książek: Pata Butchera „Quicksilver, The Mercurial Emil Zátopek” i Oty Pavla „Bajka o Rasce i inne reportaże sportowe”. Wydawnictwo Dowody Na Istnienie, Warszawa 2016)

Jakub Jelonek

Podoba ci się ten artykuł?

5 / 5. 1

Przeczytaj też

Wilson Kipsang - zwycięzca London Maraton 2012. Fot. PAP

Były rekordzista świata jest w nie lada tarapatach. Nie dość, że oficjalnie został zdyskwalifikowany na 4 lata za naruszenie przepisów antydopingowych, to jeszcze może mu grozić odsiadka… Wilson Kipsang to jeden z bardziej utytułowanych maratończyków […]

Wilson Kipsang zdyskwalifikowany na 4 lata! Czy pójdzie siedzieć?

W biegowym świecie mówiło się już o tym od kilku tygodni, choć wciąż pojawiały się wątpliwości. Obecnie wszystko wskazuje na to, że wkrótce Caster Semenya będzie miała dziecko. A niektórzy twierdzą, że już je ma! […]

Caster Semenya będzie mamą? A może już nią jest?

Polski Związek Lekkiej Atletyki wyprodukował kompletnie absurdalne zalecenia sanitarne, dotyczące rozgrywania zawodów na stadionie.

Koronawirus. Dzięki PZLA nie zarazimy się na stadionie!

Najwięksi organizatorzy masowych imprez sportowych w Polsce łączą siły i przedstawiają rządowi gotowy plan stopniowego odmrożenia sektora. Powstaje także Polskie Stowarzyszenie Organizatorów Imprez Sportowych i Rekreacyjnych, mające na celu reprezentację całego środowiska i rozwój branży w przyszłości.

Co z imprezami biegowymi? Organizatorzy przemówili jednym głosem

Systematycznie trenując głównie zależy nam na tym, żeby biegać coraz szybciej i jak najdłużej móc wytrzymać w zakładanym tempie. Jednak często w dążeniu do tego celu popełniamy wiele błędów. Przez to szybko możemy nabawić się […]

Metoda POSE – na czym polega?

Już niebawem, bo 11 lipca rusza M LIGA CROSS RUN! A wszystko to w południowo-wschodnich okolicach Warszawy w rejonie Otwocka, Józefowa i Wiązowny. Kilka kilometrów od miejskiego zgiełku na biegaczy czekać bedą malownicze ścieżki w […]

Rusza M Liga Cross Run! Pierwszy bieg już 11 lipca

Ruszyły zapisy na Wirtualną 1MILĘ! Rywalizacja jest wirtualna, ale bieganie, nagrody, a przede wszystkim pomoc, jaka za tym bieganiem idzie, są jak najbardziej realne! Każda zarejestrowana w zabawie mila to złotówka przeznaczana na cele charytatywne. […]

Rusza Wirtualna 1MILA. Biegaj, wygrywaj i pomagaj!

21 kilometrów i 285 metrów – tyle wynosi aktualny rekord świata w biegu godzinnym. Wynik ustanowiony w 2007 r. może zostać pobity z powodu… koronawirusa! Tegoroczny sezon sportowy, storpedowany przez koronawirusa, jest wyjątkowy. Jednym z […]

Mo Farah spróbuje pobić rekord świata w biegu godzinnym!