fbpx

Fleksitarianizm – co to jest i dla kogo?

louis-hansel-pheaeqe555m-unsplash

Co to za wegetarianin, co… je schabowe, a nawet ryby? Ano fleksitarianin, bo takim terminem określa się osobę spożywającą sporadycznie mięso. Czy taka dieta ma sens?

Umówmy się – swego rodzaju kategoryzacja jest pomocna i wiele osób ją lubi. Dlatego nazywamy się biegaczami (konkretnie), a nie osobami aktywnymi fizycznie (ogólnie). Umożliwia to z jednej strony przynależenie do pewnej grupy, społeczności, z drugiej – na swoistą identyfikację. Dzięki temu już wiem na pewno, że mogę z Tobą wybrać się na trening biegowy, niekoniecznie zaś na tajski boks. Osoby ograniczające mięso w swojej diecie, które jednocześnie nazywają siebie wegetarianami, mogą narażać się na ataki. „Jaki z ciebie wegetarianin skoro jesz karpia w Wigilię?!” – to żywy przykład z jednego forum internetowego. Można się temu dziwić, można się z tym oburzeniem również zgadzać.

Sama kwestia nazywania się w ten sposób może być związana z trudnością w identyfikacji. Z jednej strony wciąż jedzą mięso, ale jednak bliżej im modelem żywienia do wegetarian. Na szczęście od pewnego czasu te osoby mogą już nazywać siebie fleksitarianami. Więc zanim wypomnisz komuś rzeczonego karpia, sprawdź o czym w ogóle mowa.

Z czym to się je?

Fleksitarianizm można najprościej określić elastycznym wegetarianizmem (powstał z połączenia słów „flexible” oraz „vegetarian”). Osoba odżywiająca się w ten sposób stosuje przede wszystkim, ale nie ściśle, dietę wegetariańską. Oznacza to tyle, że od czasu do czasu pozwala sobie na zjedzenie mięsa lub ryb. Termin nie określa konkretnej częstotliwości tego spożycia – fleksitarianinem możesz być jedząc mięso raz w tygodniu, ale także konsumując ten produkt raz na kilka miesięcy. W literaturze można spotkać także określenie „semiwegetarianizm”, które w jednej konkretnej publikacji oznacza spożywanie produktów odzwierzęcych (mięso, ryby, owoce morza) maksymalnie 3 razy w tygodniu.

Z pewnością wiele osób może uważać to za modę i tworzenie nowych określeń na siłę. Nie zmienia to faktu, że taka kategoryzacja pozwala wyodrębnić grupę, która może być ciekawa chociażby pod kątem badania wpływu takiej diety na zdrowie (pomimo braku konkretnego zdefiniowania częstości spożycia mięsa). A skoro już o tym mowa…

Co to może mi dać?

Fleksitarianie korzyści zdrowotne mogą odnosić z czerpania ze wzorców klasycznej diety roślinnej, a więc zwiększenia udziału nasion roślin strączkowych w ich diecie. Są one nie tylko dobrym źródłem białka (które możemy „ulepszyć” łącząc je np. z produktami zbożowymi), ale mają również stosunkowo wysoki indeks sytości a przy tym niski indeks glikemiczny. Dodatkowo mogą wpływać pozytywnie na poziom cholesterolu we krwi. Między innymi ze względu na wyższe spożycie strączków, są to diety bogate również w błonnik pokarmowy, który reguluje procesy przemiany materii.

W badaniach które próbowały wyciągnąć wnioski odnośnie populacji ograniczającej spożycie mięsa wykazano, że ma ona zazwyczaj niższą masę ciała niż osoby na dietach tradycyjnych (lecz wyższą niż ci na ścisłych dietach roślinnych).

Taka zmiana w sposobie żywienia może pociągać za sobą również ogólną poprawę jakości diety. Clarys i wsp. w grupie ograniczającej mięso zanotowali wysokie spożycie wapnia. Grupa ta miała również jedną z najbardziej gęstych odżywczo diet, choć badnia hiszpańskie nie potwierdzają tego w zakresie zawartości składników mineralnych w tych dietach (nie była ona wyższa niż u „mięsożerców”). Dużo zależy od kompozycji takiej diety – każdy model żywienia można prowadzić lepiej lub gorzej, w zależności od tego, z jakich produktów go komponujemy, jaka jest ich jakość, etc.

Z pewnością taki sposób odżywiania się jest także mniej obciążający dla planety. Hodowla mięsa (szczególnie czerwonego) dość mocno eksploatuje nasze zasoby naturalne i diety ograniczające spożycie tego produktu wypadają pod tym kątem tego wpływu korzystniej.

Niewątpliwym plusem fleksitarianizmu jest to, że choć polega na ograniczaniu (mięsa), to tak naprawdę sprzyja rozszerzeniu horyzontów kulinarnych. Popycha ku eksperymentom i szukaniu alternatyw dla dotychczasowych posiłków na bazie mięsa. Dzięki temu w diecie mogą zagościć dotychczas nieużywane czy wręcz nieznane produkty. Przy tym nie musi to przypominać całkowitej rewolucji. Wiele dań w prosty sposób można przekształcić na całkowicie roślinny odpowiednik, np. leczo z kiełbasą na leczo z cieciorką lub tofu.

Ścisły wegetarianizm kontra fleksitarianizm

Trudno dokonywać takiego porównania, biorąc pod uwagę fakt, że dla wielu osób dieta roślinna jest przede wszystkim wyborem etycznym.

Pod kątem stricte dietetycznym – fleksitarianizm daje możliwość dostarczenia witaminy B12 czy kwasów omega-3 z żywnością, dzięki czemu można zbilansować dietę pod tym kątem bez potrzeby suplementacji (lub suplementowania w mniejszym stopniu).

Może być również dobrym rozwiązaniem pod kątem psychologicznym, gdyż daje więcej żywieniowej wolności niż ścisłe diety roślinne. Nie każdy tej elastyczności potrzebuje, ale dla osób które z jednej strony chciałyby „poromansować” z wegetarianizmem (np. z przyczyn ekologicznych), a z drugiej nie wyobrażają sobie totalnego rozstania z niedzielnym schabowym, jest to dobra opcja pośrednia.

Z pewnością dla pewnego grona osób fleksitarianizm to po prostu stan przejściowy na drodze ku ścisłej diecie roślinnej.

Ciekawostka na koniec

Od niespełna 10 lat na łamach U.S. News and World Report publikowany jest ranking diet, tworzony przez ekspertów żywienia oraz medycyny. W rankingu tym przez ostatnie dwa lata prym wiedzie dieta śródziemnomorska oraz dieta DASH, jednak na trzecim miejscu znalazła się właśnie dieta fleksitariańska.

Polecamy również: 3 roślinne przepisy autorstwa Agnieszki Falborskiej. Przepisy znajdziecie w Magazynie Bieganie dostępnym w aplikacji na urządzenia mobilne. 

Magazyn Bieganie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisment ad adsense adlogger