fbpx

Galen Rupp biega ponad ludzkie możliwości? Tak trenują Amerykanie. [FELIETON]

Autor: Marcin Nagórek • 30.01.2014

Galen Rupp Wikimedia Commons Citizen59

Galen Rupp. Fot. Wikimedia Commons/Citizen59

Amerykanin Galen Rupp zyskał w ostatnich dniach rozgłos nie tylko ze względu na pobicie rekordów USA na dwóch dystansach, ale także z powodu upublicznienia treningów, które wykonywał bezpośrednio po startach. Ich intensywność sprawiła, że część kibiców podejrzewa go o nielegalne wspomaganie.

Galen Rupp w ciągu kilku dni pobił rekordy USA w hali w biegu na 5000 m oraz na dwie mile. Oba wyniki są na najwyższym światowym poziomie. W biegu na 5000 metrów ostatnie 1600 metrów Amerykanin pokonał samotnie, coraz bardziej przyspieszając. Co zrobił zaraz po tych startach, czy dogorywał ze zmęczenia i udał się na masaż? Otóż nie. Po zrobieniu zdjęć z fanami i rozdaniu autografów, przystąpił do biegania kolejnych mocnych odcinków.

Po biegu na 5000 metrów razem z kolegą z drużyny, Kanadyjczykiem Cameronem Levinsem, biegał na zmianę mocne odcinki 800 i 400 m. Te pierwsze w tempie 2:00, te drugie – 54, 53 sekundy. Trening był tak intensywny, że przed ostatnim odcinkiem Amerykanin zasłabł i już go nie pobiegł. Po starcie na dystansie dwóch mil przeszedł do odcinków o długości 1600 metrów. Najpierw pobiegł cztery z nich w butach, w czasie ok. 4:20, a ostatni w kolcach w 4:01 – co daje tempo 2:30 min/km. Wszystko to bezpośrednio po pobiciu rekordów USA i ataku na rekord świata w biegu na dwie mile.

Oszałamiająca intensywność tych dni sprawiła, że część kibiców i biegaczy stwierdziła, że jest to ponad ludzkie możliwości. Dwukrotny mistrz świata w przełajach, Amerykanin Craig Virgin, wyraził swoje wątpliwości na profilu na Facebooku, a dyskusja pod wpisem zyskała ponad 53 tysiące wyświetleń. Główna myśl, jaka się tam przewija, jest taka, że po aferach Lance’a Armstronga i Alexa Rodrigueza – słynnego w Stanach baseballisty – nie można ufać nikomu, a tak mocne treningi są podejrzane.

Tymczasem metoda treningowa polegająca na bieganiu odcinków po krótkim starcie, na dystansach nie dłuższych niż 5000 metrów, jest znana w Stanach Zjednoczonych od wielu lat. Faktem jest, że dopiero Alberto Salazar rozwinął ją i wprowadził regularne zastosowanie. Pozostali jego zawodnicy startujący w ostatnich dniach także wykonywali odcinki po swoich startach. To, co jest nieznane u nas, a często stosowane w USA, to także wielokrotne starty danego dnia. W lidze studenckiej NCAA liczą się nie czasy, a punkty uzyskiwane za miejsca. Zdarza się więc, że najlepsi zawodnicy danej drużyny startują nawet sześciokrotnie w ciągu trzech dni. Składają się na to różne dystanse i zwykle eliminacje oraz finał.

Argumentów uzasadniających taki bodziec jest kilka. Po pierwsze, w dniu startu biegacz jest zwykle wyjątkowo wypoczęty i w szczycie możliwości, co pozwala wykonać trening nie do zrobienia w innych momentach. Po drugie, sama atmosfera startowa powoduje, że organizm jest napompowany adrenaliną i hormonami walki. To także sprawia, że możliwości tego dnia są ogromne. I wreszcie – każdy z wyczynowców jest przyzwyczajony do tego, że w dniu mocnym wykonuje się długie sesje, obejmujące łącznie nawet dziesięć i więcej kilometrów mocnych odcinków. Start na dystansie 3000 metrów jest ciężki, ale po kilkunastu minutach przerwy mięśnie są w stanie znieść więcej.

Warto przy tym zaznaczyć, że nawet podopieczni Salazara nie stosują odcinków po dłuższych startach. Zniszczenia mięśni i straty elektrolitów oraz zapasów energetycznych są wtedy na tyle duże, że bardziej zalecany jest odpoczynek. Równocześnie można sobie wyobrazić np. wykonywanie przebieżek po treningowym starcie na dystansie 10 kilometrów.

Bieganie odcinków po krótkim starcie pozwala też lepiej poukładać plan treningowy. Kolejne dni można wtedy bez wyrzutów sumienia poświęcić na bardzo łagodne bieganie, pełen odpoczynek. Ciężka sesja jest zrobiona, kilometraż utrzymany. Na poziomie wyczynowym trening idzie coraz mocniej w kierunku bardzo ciężkich dni akcentowych i łagodnych pomiędzy. Podobnie wyglądają plany treningowe włoskich “rzeźników”, zajmujących się najlepszymi Kenijczykami. Dni akcentowe są wręcz niewyobrażalnie ciężkie i czasami obejmują dwie mordercze sesje. Zaś kolejne kilka to tylko luźne, łagodne bieganie, bez dodatków siły, odcinków czy jakichkolwiek przyspieszeń.

Możliwe że to, co widzimy na przykładzie Galena Ruppa, to przyszłość i rozwój treningu w kolejnych latach. Jest to też zupełne przeciwieństwo modelu dominującego w Polsce, czyli lekkich akcentów stosowanych niemal codziennie. Amerykanie robią to inaczej. Dzień pracy jest dniem zabójczego wysiłku, a dzień luźny to po prostu swobodne bieganie na samopoczucie, często nawet bez sprawdzania tempa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisment ad adsense adlogger