fbpx

Czytelnia > Ludzie > Historie biegaczy > Ludzie

Gordon Pirie – najlepszy czy najbardziej niesforny brytyjski biegacz w historii?

Friidrett, Bislet (Oslo-lekene). NÅ nr. 20, 1953. A: Sverre Strandli, slegge; Imre Nemeth, slegge; Joseph Czermak, slegge; Egil Danielsen, spyd; Gordon Pirie, langdistanse; Audun Boysen, mellomdistanse (med Nielsen); Gunnar Nielsen, dansk mellomdistanseløper.B: Tabori; Ikaros; Boysen; Strandli; Danielsen

Friidrett, Bislet (Oslo-lekene). NÅ nr. 20, 1953. A: Sverre Strandli, slegge; Imre Nemeth, slegge; Joseph Czermak, slegge; Egil Danielsen, spyd; Gordon Pirie, langdistanse; Audun Boysen, mellomdistanse (med Nielsen); Gunnar Nielsen, dansk mellomdistanseløper.B: Tabori; Ikaros; Boysen; Strandli; Danielsen

Niepokorny, kontrowersyjny, pewny siebie, a wręcz arogancki – właśnie tak przez wielu biegaczy, kibiców, działaczy, a później swoich podopiecznych postrzegany był Gordon Pirie. Jednak jako zawodnik zasłynął przede wszystkim z ogromnego serca do pracy, co przyniosło efekty w postaci rekordów świata i medalu olimpijskiego.

Myśląc o słynnych biegaczach z lat 50. XX w. wiele osób jest w stanie przywołać takie nazwiska, jak Emil Zatopek, Roger Bannister, niektórzy pamiętają może jeszcze Władimira Kuca. Był to jednak okres dynamicznego rozwoju biegów średnich i długich, do którego walnie przyczyniło się wielu innych zawodników. Do grona przodowników niewątpliwie zaliczał się Gordon Pirie – dwukrotny rekordzista świata i wicemistrz olimpijski z Melbourne na 5000 m.

Lata młodości

Gordon Pirie urodził się w Leeds w 1931 r. w rodzinie robotniczej. Tym, który zaszczepił w nim pasję do biegania był jego ojciec Alick – uczestnik mistrzostw świata w biegach przełajowych z 1926 r. Jednak tę pasję w chęć sportowej rywalizacji przeobraził Emil Zatopek, którego Pirie miał okazję obserwować podczas Igrzysk Olimpijskich w Londynie w 1948 r. Zainspirowany stylem, w jakim Czech rozgrywał i wygrywał swoje biegi, Gordon postanowił na poważnie wziąć się za trening. Zasięgnąwszy języka, dotarł do schematów stosowanych przez Zatopka i dostosował je pod swoje możliwości. To oznaczało, że musiał odejść od popularnego wówczas w Wielkiej Brytanii systemu 3-4 treningów w tygodniu na rzecz znacznie bardziej objętościowego oraz intensywnego biegania. Jednak to poświęcenie szybko zaczęło przynosić efekty.

Już na początku lat 50. Pirie dobił się do czołówki brytyjskich biegaczy długodystansowych. Pierwsze sukcesy odnosił w biegach przełajowych, ale szybko z dobrej strony pokazał się również na bieżni, gdzie na dystansie 6 mil w 1951 r. ustanowił rekord kraju z czasem 29:32. Mało tego, trenujący sam siebie 21-latek zakwalifikował się do brytyjskiej drużyny na Igrzyska Olimpijskie w 1952 r. w Helsinkach na 2 dystansach – 5000 m i 10 000 m.

Pierwsze międzynarodowe sukcesy

Dzięki uczestnictwu w Igrzyskach Olimpijskich w Helsinkach, Pirie na dobre zadomowił się na międzynarodowej scenie biegowej. Debiut w tak dużej imprezie należy uznać za udany – rywalizację na 10 000 m ukończył jako 7. z wynikiem 30:04,2. Jeszcze lepiej spisał się na dystansie o połowę krótszym. Od początku ruszył ambitnie, trzymając się czołówki, w której biegli jeszcze Emil Zatopek, Alain Mimouin, Herbert Schade i Chris Chataway. Najmłodszy w tym gronie Pirie nie wytrzymał tempa na przedostatnim okrążeniu, kiedy pozostali biegacze zaczęli przygotowania do finiszu. Ostatecznie jednak zajął 4. miejsce, ponieważ na końcówce wyprzedził kolegę z reprezentacji – Chrisa Chatawaya, który przewrócił się tuż przed wyjściem na ostatnią prostą.

Oprócz bezcennego doświadczenia na arenie międzynarodowej, Igrzyska Olimpijskie w Helsinkach przyniosły Brytyjczykowi równie istotne znajomości. Osobą, która wywarła ogromny wpływ na karierę Gordona Pirie okazał się legendarny niemiecki trener, jeden z twórców interwałowej szkoły treningowej Woldemar Gerschler. Od 1952 r. obaj panowie współpracowali ze sobą korespondencyjnie, co zaowocowało… jeszcze intensywniejszym treningiem. Jak opisywał później w swoich książkach Pirie, trenował nawet 5-6 godzin dziennie, nierzadko przekraczając tygodniowo 200 km. Brytyjscy oficjele oraz inni zawodnicy (m.in. wielokrotny rekordzista świata na dystansach od 1500 do 5000 m Gunder Hagg) wróżyli, że taki reżim złamie zawodnika w przeciągu 2 lat.

(GERMANY OUT) die ?rtze der deutschen Mannschaft,Prof.Dr.Reindell (li) und WoldemarGerschler (re) in ihrem Behandlungszimmerim Olympischen Dorf- M?rz 1964 (Photo by Horstm?ller/ullstein bild via Getty Images)

Prof. Reindell i Woldemar Gerschler przez lata współpracowali z Gordonem Pirie. (Photo by Horstm?ller/ullstein bild via Getty Images)

W 1953 r. Pirie udowodnił jednak, że ciężki trening przynosi efekty. Już w marcu błysnął formą w przekonującym stylu wygrywając Mistrzostwa Wielkiej Brytanii w biegach przełajowych. To jednak był dopiero początek obiecującego sezonu. W ciągu roku poprawił swoje rekordy życiowe na 1500 m, 1 milę, 3 mile, 5000 m, 6 mil oraz 10 000 m. Czas osiągnięty w Londynie na 6 mil (28:19,4) dał mu pierwszy w karierze rekord świata. Na koniec sezonu znalazł się również w czołówce rocznych tabel: na 5000 m miał 4. wynik sezonu, na 10 000 m został sklasyfikowany w 1953 r. z 2. najlepszym rezultatem.

Kontuzja i zwycięstwa nad idolem

Kolejny sezon zapowiadał się pasjonująco. Na początku roku Pirie ponownie bezapelacyjnie wygrał krajowe mistrzostwa w biegach przełajowych, w pokonanym polu zostawiając m.in. ówczesnego (nieoficjalnego) rekordzistę świata w maratonie Jima Petersa. Później ustanowił najszybszy w historii wynik na milę na trawiastej nawierzchni (4:05,2). Niestety, pęknięcie kości stopy spowodowało, że resztę sezonu Brytyjczyk musiał odpuścić i przeznaczyć na leczenie. Na biegowe trasy powrócił w październiku.

Przerwa w startach nie zahamowała apetytu Gordona. Wrócił do treningów z pełną mocą i na początku 1955 r. trzeci raz z rzędu został mistrzem Wielkiej Brytanii w biegach przełajowych. Później w specjalnie zorganizowanym biegu na dystansie 1,5 mili w Londynie ustanowił nieoficjalny rekord świata z czasem 6:26. W tym samym roku w bezpośredniej rywalizacji dwukrotnie pokonał swojego idola słynnego Emila Zatopka – raz na 5000 i raz na 10 000 m. Na dłuższym dystansie ustanowił wówczas rekord Wielkiej Brytanii z czasem 29:17. Z sezonu 1955 pochodzą jego rekordy życiowe na 2000 m (5:09,8) ale także na 15 mil (1:20:57), 20 mil (1:48:13) i w biegu 2-godzinnym (35,659 m). Te rezultaty oraz szereg zwycięstw w różnorodnych biegach dały Pirie tytuł Sportowca Roku BBC.

Najlepszy sezon w karierze

Po udanym 1955 roku, Pirie liczył na jeszcze lepsze biegi w kolejnym. Rzeczywiście, sezon 1956 okazał się pasmem sukcesów i pozwolił zapisać się mu w historii światowych biegów. Na początku roku porzucił pracę jako urzędnik bankowy i został sprzedawcą w firmie produkującej farby. Praca przez niecałe 8 godzin dziennie pozwoliła mu w większym stopniu skupić się na treningach i biegać 2 razy dziennie. Z czasem i to okazało się zbyt mało i na 2 miesiące przed Igrzyskami w Melbourne Pirie porzucił pracę, by wyjechać do Australii i tam przygotowywać się do docelowego startu sezonu trenując 3 razy w ciągu dnia.

Decyzja o poświęceniu się w 100% treningowi nie była wcale zbyt pochopna. Wcześniej w trakcie sezonu Pirie udowodnił, że będzie jednym z faworytów olimpijskiego biegu na 5000 m. W czerwcu w norweskim Bergen dokonał rzeczy, którą wielu uważało za niemożliwą, pokonując barierę 13:40 na 5000 m z czasem 13:36,8 (3,8 s lepiej niż poprzedni rekord świata należący do Węgra Sandora Iharosa). Tak fantastyczny rezultat umożliwiła mu rywalizacja z reprezentującym ZSSR, ówczesnym Mistrzem Europy Władimirem Kucem. Kuc od początku próbował uciec Brytyjczykowi, ten jednak nie odpuszczał rywala nawet na krok. Biegacze biegli tak przez 11,5 okrążenia. Na 300 m przed metą Pirie zaatakował i z łatwością zbudował bezpieczną przewagę, wygrywając o 3 sekundy i ustanawiając rekord świata.

Ledwie 3 dni później, również w Norwegii, Pirie po raz kolejny został rekordzistą świata. Tym razem na dystansie 3000 m stoczył walkę z Jerzym Chromikiem, która zaowocowała czasem 7:55,6 w wykonaniu Brytyjczyka. Wynik ten był taki sam, jak dotychczasowy rekord Iharosa. Jednak po kolejnych 2 miesiącach na dystansie 3000 m był już tylko 1 rekordzista – Gordon Pirie. W szwedzkim Malmo osiągnął fantastyczny rezultat 7:52,8 – wynik ten przetrwał na szczycie all-time przez 6 lat, dopóki nie poprawił go Michel Jazy. Wygrywając bieg Anglik pozostawił w pokonanym polu 3 Węgrów: Laszlo Taboriego, Istvana Rozsavolgyi i przede wszystkim poprzedniego współrekordzistę – Sandora Iharosa.

Embed from Getty Images

Igrzyska Olimpijskie w Melbourne 1956

Igrzyska Olimpijskie w Melbourne Pirie traktował jako najważniejszą imprezę w karierze. W stolicy Australii pojawił się na 2 miesiące przed startem, będąc w najwyższej życiowej formie, co potwierdził w trakcie sezonu ustanawiając rekordy świata na 5000 m i 3000 m. Zgodnie z decyzją brytyjskich oficjeli, Pirie miał wystąpić w rywalizacji na 5000 m i 10 000 m. W obu biegach przyszło mu rywalizować z będącym w równie imponującej formie Władimirem Kucem z ZSRR. Zdecydowanie większe szanse na złoto Anglik miał na krótszym dystansie, ponieważ przystępował do rywalizacji jako aktualny rekordzista świata. Na 10 000 m to Kuc był wówczas na czele tabel all-time (28:30,4), a jego życiówka była o 40 sekund lepsza niż Brytyjczyka.

Rywalizacja na 10 000 m była pierwszą konkurencją biegów długich na australijskich Igrzyskach, a faworytów do zwycięstwa było w zasadzie tylko 2. I to właśnie Kuc oraz Pirie bardzo szybko oderwali się od reszty stawki, tocząc wewnętrzną rywalizację. W interesie Brytyjczyka było wytrzymanie tempa rywala do ostatniego okrążenia, gdzie podobnie jak podczas bicia rekordu świata na 5000 m kilka miesięcy wcześniej, mógłby wykorzystać swój mocny finisz i rozprawić się z reprezentantem ZSRR.

Początkowe tempo okazało się szaleńcze. Kuc otworzył pierwsze 400 m w nieco ponad 61 sekund – tempie na wynik szybszy niż obecny rekord świata Kenenisy Bekele! Kolejne okrążenia były już zdecydowanie wolniejsze, ale wciąż pachniało najlepszym rezultatem w historii. Cały czas tempo biegu nadawał Kuc, a Pirie podążał za nim krok w krok. Nawet, kiedy Ukrainiec zwalniał, Brytyjczyk nie wychodził na prowadzenie. Reprezentant ZSRR postanowił złamać rywala rwanym tempem i krótkimi przyspieszeniami oraz wymuszaniem na nim przejęcia prowadzenia. Dochodziło do tak kuriozalnych sytuacji, że momentami zawodnicy biegli po 3. torze. Pirie jednak konsekwentnie realizował swoją taktykę utrzymywania się na plecach Kuca.

Dwóch liderów podążało samotnie na czele aż do 22. okrążenia. Kiedy wydawało się, że walka rozegra się na ostatnich metrach i bieg padnie łupem Brytyjczyka, Ukrainiec podjął ostatnią rozpaczliwą próbę szarpnięcia i ta okazała się skuteczna. Odskoczył rywalowi na kilka metrów i podążył po złoto. Jak przyznał po starcie, gdyby Pirie utrzymał się za nim kilkanaście sekund dłużej, nie wytrzymałby psychicznie i poddałby bieg. To właśnie stało się udziałem Brytyjczyka. Pirie całkowicie wyczerpany rwanym tempem nie podjął dalszej walki. Kolejni zawodnicy mijali go, a on dążył tylko do tego, by dowlec się do mety i opuścić stadion. Ostatecznie zajął 8. miejsce przybiegając o ponad minutę za zwycięzcą. Wśród tych, którzy wyprzedzili Anglika znalazł się m.in. nasz Zdzisław Krzyszkowiak. Przebieg wydarzeń w tych zawodach pokazuje jak na cienka granica na najwyższym poziomie dzieli zwycięstwo od porażki.

Ledwie 3 dni później rozpoczęła się rywalizacja na 5000 m. Pirie wygrał swój bieg eliminacyjny, ale był to najwolniejszy z 3 rozegranych biegów. W finale miał ponownie stanąć oko w oko z Władimirem Kucem. Jednak tym razem oprócz Ukraińca musiał mieć na oku również swoich rodaków: Chrisa Chataway’a i Dereka Ibbotsona. W takiej konfiguracji Brytyjczycy mogli współpracować ze sobą, by spróbować pobiec drużynowo, jednak m.in. ze względu na niezbyt przyjazne stosunki Pirie’go i Chataway’a ów scenariusz się nie wydarzył.

Podobnie jak w biegu na 10 000 m od samego początku do przodu wyrwał Kuc. Pirie ruszył za nim w towarzystwie Ibbotsona. Po kilku okrążeniach do czołówki dołączył również Chataway i trzech Wyspiarzy podążało za samotnym liderem. Wszystko wskazywało na to, że Brytyjczycy jednak dogadali się i będą rozgrywać bieg drużynowo. Ale na 3 okrążenia do końca chwila nieuwagi w ich obozie spowodowała, że Kuc zaczął zyskiwać przewagę. Każda próba reakcji ze strony goniących powodowała, że Ukrainiec jeszcze bardziej podkręcał tempo. W końcu stało się jasne, że nikt nie będzie w stanie go dogonić, a Pirie i Ibbotson są skazani na walkę o srebrno. Na ostatnim okrążeniu Gordon z łatwością poradził sobie z młodszym kolegą i został wicemistrzem olimpijskim. Chociaż wyraźnie oczekiwał więcej po starcie w Melbourne, Władimir Kuc po prostu był wówczas zawodnikiem z innej ligi i poza zasięgiem rywali.

Embed from Getty Images

Kolejna czterolatka

Rok 1956 był kulminacyjnym punktem w karierze Pirie’go. W kolejnych latach po Igrzyskach w Melbourne już nie błyszczał tak, jak w poprzednich sezonach. Wciąż jednak był jednym z czołowych zawodników świata i od czasu do czasu przypominał o sobie. W 1957 r. najlepiej spisał się na dystansie 1 mili, zbliżając się do upragnionej granicy 4 minut (4:00,9). Ważniejszy wydawał się jednak następny sezon, w którym rozegrano Igrzyska Imperium Brytyjskiego i Wspólnoty Brytyjskiej oraz oraz Mistrzostwa Europy. W tej pierwszej imprezie Pirie wystartował w biegach na 1 i 3 mile i w obu uplasował się na 4. miejscach. Chociaż okazał się najlepszym z Brytyjczyków, musiał uznać wyższość przedstawicieli 2 nacji trenowanych przez 2 wybitnych trenerów: Australijczyków (trener Percy Cerutty) oraz Nowozelandczyków (trener Arthur Lydiard).

Podczas Mistrzostw Europy w Sztokholmie w 1958 r. Pirie wziął udział w biegu na 5000 m i wywalczył brązowy medal, co należy uznać za sukces. Wyższe lokaty były wówczas poza jego zasięgiem, złoto i srebro w tamtym biegu wywalczyli Polacy, zawodnicy słynnego Wunderteamu trenera Jana Mulaka: Zdzisław Krzyszkowiak, i Kazimierz Zimny. Anglik stracił wówczas do nich kolejno 8 i 6 sekund.

Sezon 1959 był zdecydowanie mniej efektowny, ale na horyzoncie wciąż pozostawały jeszcze jedne Igrzyska Olimpijskie. W 1960 r. Pirie odzyskał formę zwłaszcza na swoich koronnych dystansach: 3000 m, 3 mile i 5000 m. Dość niespodziewanie dzięki kilku wygranym biegom na przestrzeni sezonu znów znalazł się w gronie faworytów do olimpijskiego krążka w Rzymie.

Chcąc wykorzystać ostatnią taką szansę w karierze, Pirie udał się do Niemiec na 2 tygodnie bardzo ciężkiego treningu pod okiem Woldemara Gerschlera. Jednak 29-letni organizm nie był w stanie już tak szybko się regenerować i odpowiedzieć na katorżniczy reżim. Jego forma nagle się załamała. Sygnałem ostrzegawczym była przedolimpijska próba na 3000 m, gdzie pobiegł jedynie 8:17 – 20 sekund wolniej niż wcześniej w sezonie. Prawdziwą katastrofą okazały się olimpijskie eliminacje na 5000 m. Pirie zupełnie nie przypominał samego siebie i zakończył zmagania na pierwszej rundzie z czasem 14:43,6. Tak słabego rezultatu nie tłumaczy nawet upał, w jakim przyszło rywalizować zawodnikom. Dokładnie 9 dni później rozegrano bieg na 10 000 m. Krótki odpoczynek wyszedł Brytyjczykowi na dobre, ponieważ poprawił rekord życiowy z czasem 29:15,49. Ten wynik dał mu jednak dopiero 10. miejsce – biegowy świat był już krok przed nim.

Profesjonalizacja i pauperyzacja

Po Igrzyskach w Rzymie bardziej wypoczęty Pirie zaczął zbierać żniwo wcześniejszego ciężkiego treningu. Największym sukcesem było pokonanie bariery 4 minut na milę – wykręcił dokładnie 3:59,9. W kolejnym sezonie cały czas trzymał równy poziom, ustanawiając m.in. rekord Wielkiej Brytanii na 3 mile (13:16,4), a także rekord życiowy na 1500 m (3:42,5). W 1961 r. startował aż 30-krotnie z czego wygrał 22 biegi. Pod koniec sezonu postanowił jednak został zawodowcem, co oznaczało koniec amatorskiej przygody Brytyjczyka. Fragmenty ostatniego wyścigu w karierze Gordona Pirie można obejrzeć na poniższym wideo (od 1:02)

Gordon Pirie od samego początku swojej biegowej przygody sprzeciwiał się amatorskim zasadom, które oficjalnie zabraniały zawodnikom zarabiać jakiekolwiek pieniądze na bieganiu. Znając realia panujące w innych dyscyplinach oraz wiedząc, że lekkoatletyczni działacze nie są wolontariuszami uważał, że to jawna niesprawiedliwość. Oczywiście najlepsi zawodnicy, w tym Pirie, otrzymywali od organizatorów “honoraria”, ale była to swoista szara strefa i za ujawnienie takiej transakcji zawodnikowi groziła dożywotnia dyskwalifikacja.

Decyzja o przejściu na profesjonalizm podyktowana była chęcią osiągnięcia jakichkolwiek korzyści z wielu lat wyrzeczeń i ciężkich treningów. Jednak kilka lat później nie byłoby takiej konieczności, bo w końcu sztuczny podział na profesjonalistów i amatorów został zniesiony. Ten system już od pewnego czasu chylił się ku upadkowi, w związku z tym Pirie nie zbił kokosów na swojej decyzji. Po kilku latach znalazł sobie niszę, w której odnosił sukcesy – biegi na orientację. W 1967 i 1968 r. został w tej dyscyplinie mistrzem Wielkiej Brytanii.

Po zakończeniu biegowej kariery Pirie zajął się trenowaniem innych zawodników – najpierw na Wyspach, później w Australii. Nie dochował się jednak wybitnych biegaczy, a wiele osób szybko rezygnowało ze współpracy z nim. Ponieważ sam nie przestał biegać i nawet po zakończeniu kariery codziennie pokonywał kilkanaście kilometrów, był przyzwyczajony do naprawdę wymagających treningów. Jako zawodnik biegał często po 5-6 godzin dziennie i podobnego poziomu zaangażowania oczekiwał od swoich podopiecznych. Mało kto był w stanie wytrzymać taki reżim, a biorąc pod uwagę dość trudny charakter Anglika, nie garnęły się do niego grupy biegaczy.

Pirie nie odniósł wielu sukcesów jako trener i z czasem musiał poszukać sobie innego sposobu na utrzymanie. Po powrocie z Australii do Wielkiej Brytanii pracował jako drwal. Jego nazwisko szybko odeszło w zapomnienie, co jest o tyle zaskakujące, że w 1965 r. w plebiscycie brytyjskiego magazynu “Athletics Weekly” na najlepszego sportowca Wielkiej Brytanii Gordon Pirie otrzymał zdecydowanie najwięcej głosów czytelników (36%) pokonując słynnego Rogera Bannistera (19%), chociaż kariery obu panów nie dzieliła tak duża przepaść, by uznać, że ludzie zdążyli zapomnieć o dokonaniach drugiego z nich. Jednak w latach 80. ani jego rekordy świata, ani medal olimpijski, ani zwycięstwo we wspomnianym plebiscycie nie zapewniły mu utrzymania. Na początku 1990 roku zdiagnozowano u niego nowotwór, a kilkanaście miesięcy później, dokładnie 7 grudnia 1991 r. Gordon Pirie zmarł. W ostatnich latach życia w utrzymaniu pomagał mu serdeczny przyjaciel, inny słynny brytyjski biegacz Chris Brasher.

Chociaż współcześnie już nieco zapomniany, Gordon Pirie na trwałe zapisał się w historii biegów. Oprócz ustanowienia kilku rekordów świata i srebrnego medalu olimpijskiego dał się zapamiętać jako zawodnik, którzy przez 10 lat utrzymywał się w czołówce biegów na dystansach od 1500 m do 10 000 m. Jego szczerość i pewność siebie granicząca momentami z arogancją przysporzyła mu wielu kibiców, ale również doprowadziła do kilku konfliktów, m.in. z brytyjskimi władzami amatorskiego związku lekkoatletyki. Niewątpliwie jednak to właśnie silny charakter był jedną z przyczyn sukcesów niepokornego biegacza.

mm
Jakub Karasek

Podoba ci się ten artykuł?

0 / 5. 0

Przeczytaj też

Często mówi się, że maraton, ze względu na duże obciążenie organizmu, nie jest najlepszy dla naszego zdrowia, jednak już sam trening maratoński – jak najbardziej. A już w szczególności dla naszego serca, co ma odzwierciedlenie […]

Biegasz? Twoje serce jest młodsze od ciebie o 4 lata

Światowa Lekkoatletyka (dawniej Międzynarodowe Stowarzyszenie Federacji Lekkoatletycznych IAAF) odznaczyła Cracovia Maraton certyfikatem World Athletics Silver Label, potwierdzając tym samym wysokie standardy organizacyjne i sportowe krakowskiej imprezy. Tegoroczny, 19. Cracovia Maraton odbędzie się już w randze […]

Cracovia Maraton z certyfikatem World Athletics Silver Label Road Races

Biegacze na początku swojej sportowej przygody stają przed szeregiem dylematów i pytań. Zwłaszcza, kiedy w ich kalendarzach pojawiają się pierwsze starty w zawodach. Część z tych wątpliwości została już zapisana w leadzie niniejszego artykułu. Pochylimy […]

Mam za sobą debiut na 10 kilometrów. Czy mogę już wystartować w półmaratonie?

Kontuzje to zmora każdego biegacza, jednak prędzej czy później spotkają każdego z nas. Jedną z najbardziej przykrych i dość długo trwających kontuzji są złamania zmęczeniowe, które często występują u ambitnych biegaczy-amatorów. Dowiedz się, jak im zapobiegać oraz jak zadziałać, gdy jednak wystąpią.

Złamania zmęczeniowe. Jak im zapobiec, jak je leczyć?

W 40. Półmaratonie Wiązowskim finiszowało na mecie 3600 zawodników, zaś w Wiązowskiej 5-tce – 914. W klasyfikacji generalnej mężczyzn wygrał Szymon Kulka, który do mety dobiegł z czasem 1:03:33. Nasz półmaraton był dla niego sprawdzianem […]

40. rekordowy Półmaraton Wiązowski [RELACJA]

Już tylko nieco ponad 12 tygodni pozostało do 15. Półmaratonu Warszawskiego. To oznacza, że każdy, kto na poważnie traktuje start w tym biegu, powinien równie na poważnie zacząć traktować przygotowania do niego. Dlatego razem z Fundacją Maraton Warszawski zapraszamy na kolejną transmisję live na temat przygotowań do tego biegu!

Planujesz wiosenny półmaraton? Czas zaczyna gonić!

Sauna, którą możesz mieć na sobie podczas najważniejszych momentów sportowej kariery. Czy może istnieć coś lepszego? Teraz już tak: nowa technologia UA RUSH Seamless. Materiały UA RUSH Seamless łączą różnorodne włókna wysokiej jakości utkane w […]

Under Armour przedstawia nowość w ofercie odzieży funkcyjnej UA RUSH: bezszwową technologię UA RUSH Seamless

W ostatni weekend w Wiązownie odbył się jubileuszowy 40. Półmaraton Wiązowski. Dla biegowej Polski oznacza to ni mniej ni więcej, tylko fakt, że sezon wiosennych półmaratonów został oficjalnie otwarty!

Szymon Kulka wygrywa w Wiązownie pokonując doborowych rywali