fbpx
Percy Cerutty. Fot. Getty Images

Czytelnia > Trening > Teoria treningu > Trening

Historia i rozwój biegowej myśli treningowej, cz. 2. Szkoła kenijska, etiopska, polska…

Percy Cerutty. Fot. Getty Images

Percy Cerutty. Fot. Getty Images

Historia biegów to równocześnie historia poszukiwania wszelkich możliwych sposobów polepszenia wyników, zdobycia przewagi nad przeciwnikiem. W pierwszej części opowieści o rozwoju myśli treningowej mówiliśmy o interwałach i bieganiu “na ilość”. Teraz opowiadamy o różnych szkołach treningu.

Metoda interwałowa oraz objętościowa były dwiema skrajnościami, z czasem zaczęto stosować różne ich kombinacje. Po objętościowych latach 70. w kolejnej dekadzie ponownie do łask zaczęły wracać interwały. Pojawiła się metoda “pięciu temp”, spopularyzowana dzięki sukcesom brytyjskiego średniodystansowca, Sebastiana Coe, który trenował według jej zasad. Były to interwały w nieco bardziej zaawansowanej formie – stosowano różne długości odcinków,  różne intensywności oraz długości przerw wypoczynkowych. Ani jednak metoda “pięciu temp”, ani żadna inna nie podbiły całego świata. Sport obejmował bowiem coraz większą ilość rozdrobnionych, oddalonych od siebie ośrodków, eksperymentujących na własną rękę. Na początku XX wieku w międzynarodowej rywalizacji sportowej brało udział tak naprawdę kilkanaście państw. Obecnie w  w biegach podczas Igrzysk Olimpijskich startują przedstawiciele blisko 200 narodów!

W latach 90. XX wieku więcej niż o udoskonalaniu treningu zaczęto mówić o dopingu w sporcie. Wprowadzono pozastartowe badania sportowców, opracowano test na EPO. Wraz z ujawnianiem skali dopingu w byłych państwach komunistycznych popularność biegów przybierała coraz bardziej formę rekreacyjną. Koniec XX wieku to dla wielu państw Zachodu okres potężnego kryzysu lekkiej atletyki – poziom spadał, zmniejszała się liczba wyczynowych zawodników. Kryzys ten w pewnym stopniu trwa do dzisiaj. Zbiegł się z coraz większą dominacją zawodników urodzonych w Afryce.

Szkoła kenijska i etiopska

Metodą treningową, która zawładnęła umysłami współczesnych biegaczy, jest kenijska szkoła biegów. Do pewnego stopnia – również etiopska. Nic dziwnego – Kenijczycy i Etiopczycy w ogromnym stopniu zdominowali światowe biegi długie. Pierwsze, co kopiują zawodnicy z innych krajów, to trening na dużej wysokości na poziomem morza. Uznano bowiem, że to ubogie w tlen powietrze w największym stopniu odpowiada za sukcesy czarnoskórych długodystansowców. Obozy wysokogórskie stały się więc niemal podstawą treningu, mimo tego, że część fizjologów sportu uważa, że nie są one konieczne do uzyskania najwyższej formy.

Kenijczycy w niektórych okresach roku trenują trzy razy dziennie, biegają dużo, stosują również interwały. Tak naprawdę bowiem naśladowana szkoła kenijska to nic innego jak kompilacja już wcześniej stosowanych metod treningu. Za sukcesy Kenijczyków odpowiadają trenerzy z Europy i USA, którzy po tym, gdy zabrakło talentów w ich krajach, zaczęli eksplorować nowe tereny. W Kenii powstały potężne obozy treningowe, finansowane przez wielkie zachodnie firmy odzieży sportowej, zatrudniające znanych na świecie trenerów. Sztandarowym przykładem jest Włoch Federico Rosa, trenujący równocześnie zwykle około setki biegaczy, głównie maratończyków. Jego pierwsze obozy treningowe były finansowane przez firmę FILA, później przez Nike.

Szkoła etiopska nie ma tak dużego wpływu na współczesnych biegaczy, przede wszystkim dlatego, że jest dużo mniej znana. W Etiopii system sportu jest mocno scetralizowany, dyktatorską rolę odgrywa krajowy związek lekkiej atletyki. Wypływ informacji jest niewielki, wyjazdy do Etiopii nie są też tak popularne wśród biegaczy z zachodniego świata jak obozy w Kenii czy RPA. Swoją rolę ma w tym fakt, że w Kenii i RPA językiem urzędowym jest angielski, podczas gdy w Etiopii królują lokalne dialekty.

W latach 80. XX wieku Etiopia była pod wpływem bloku państw komunistycznych, treningu nie uczyli tam trenerzy z Włoch czy zachodnich Niemiec, jak w Kenii, a raczej specjaliści radzieccy i wschodnioniemieccy. Trening jest mocno objętościowy, ale w większym niż w Kenii stopniu opiera się na treningu siły, szybkości i odcinków. Jest to po prostu nieco inna kompilacja również wczesniej stosowanych środków.

Szkoła polska

Swoje miejsce w treningu ma tzw. szkoła polska, rozwinięta w latach 50. XX wieku, przeżywająca największy okres świetności podczas Mistrzostw Europy w 1958 roku oraz Igrzysk Olimpijskich w 1960 roku. Polski trening rozwijał się pod wpływem treningu światowego, ale dochował się oryginalnych metod. Na jego rozwój miało wpływ wiele osób, ale pierwszeństwo przyznaje się Janowi Mulakowi. Mulak interesował się tym, jak się biega na świecie, a na bazie tej wiedzy dopasowywał trening do polskich realiów i możliwości. Uważał, że polscy zawodnicy, wyczerpani latami wojny, chronicznie niedożywieni, nie mogą stosować tak intensywnego treningu interwałowego, jaki w tym czasie panował na świecie.

Najbardziej charakterystycznym środkiem treningowym polskiego systemu stała się zabawa biegowa. Jej pierwowzorem był szwedzki fartlek – długi, urozmaicony bieg w terenie, w który biegacz w razie ochoty i możliwości wplatał pewną ilość przyspieszeń. Zabawa biegowa również była długim, czasami wielogodzinnym treningiem. W swobodny sposób wprowadzała stopniowo wszystkie elementy treningu – w biegu robiono rozgrzewkę, gimnastykę, potem przebieżki, przyspieszenia, wreszcie dłuższe odcinki i na końcu schłodzenie. Jej innowacyjnośc polegała na tym, że cały trening, od początku do końca, mógł być wykonywany w biegu. Im bardziej urozmaicone było takie bieganie, im więcej wprowadzało elementów – tym lepiej. Polscy zawodnicy w trakcie zabawy biegowej potrafili stosować różnego rodzaju gry i zabawy – obrzucanie się szyszkami, wyścigi, berek.

Polska szkoła biegów oprócz obecności zabaw biegowych charakteryzowała się dużą objętościa treningu oraz wykonywaniem go w jak najbardziej naturalnej scenerii – w lasach, górach itp. Mulak dużą uwagę przywiązywał do poprawnego kroku biegowego. Na treningu potrafił cienką trzcinką chłostać tego, kto nie dośc wysoko unosił kolana w czasie biegu. Do treningu biegowego dołączano “pędzel” płotkarski – biegi po obwodzie połączone z przeskakiwaniem płotków lekkoatletycznych bądź wykonywaniem nad nimi różnego rodzaju ćwiczeń. Według takiego systemu trenowali nasi wielcy mistrzowie: Zbigniew Krzyszkowiak, Jerzy Chromik czy Kazimierz Zimny.

Inne szkoły treningu

Trening biegowy stawia pewne ograniczenia – można biegać bardzo dużo, bardzo szybko, można z przerwą lub bez przerwy, można stosować różne kombinacje tych wysiłków, ale możliwości dość szybko się kończą. Prędzej czy później w różnych częściach świata dochodzono więc do tych samych sposobów treningu. Największe bogactwo myśli odnotujemy nie w samym bieganiu, a w różnych mniej lub bardziej kompleksowych metodach wsparcia treningu, biegowych teoriach wszystkiego.

Takich kompleksowych metod powstawało wiele. Jednak tylko niektóre z nich były na tyle znaczące, że spotykały się z szerszym zainteresowaniem. Szkoła australijskiego trenera Cerutty’ego była jedną z pierwszych kompletnych biegowych filozofii. Rozwijała się w latach 50-70. XX wieku, ale w pewnym stopniu do dzisiaj ma wpływ na trening biegaczy. Nawiązywała do stylu życia w antycznej Sparcie. Żeby być dobrym biegaczem, należało nie tylko biegać – konieczna była kompletna zmiana sposobu życia. Należało stać się “stotanem” – współczesnym Spartaninem, poświęcającym się w pełni bieganiu. Trening w naturalnych warunkach powiązany był z dietą, kontemplacją natury, filozofią i poezją. Stotanin kładł się o zmierzchu i wstawał o świcie, nie jadał produktów opartych o białą mąkę, unikał papierosów, alkoholu i wszelkich trucizn. Biegał tylko po naturalnej nawierzchni.

Do całej tej filozofii i stylu życia Cerutty dołożył bardzo intensywny trening siłowy. To był wtedy ewenement – dźwiganie sztangi przez biegacza. Ale to połączenie dyscypliny, diety, biegania i treningu siłowego przyniosło znakomite rezultaty. Podopiecznym Cerutty’ego był m.in. Herb Elliott, w 1960 roku mistrz olimpijski na dystansie 1500 m. Wystarczy wpisać w google słowo “stotan”, żeby przekonać sie, że styl życia i treningu wymyślony i propagowany przez Cerutty’ego ma się dobrze do dzisiaj.

Szkołą treningu, która miała chyba największy wpływ na biegaczy na świecie, szczególnie w krajach anglosaskich, była metoda opracowana przez Arthura Lydiarda. Lydiard był nie tylko znakomitym trenerem, ale i niezmordowanym propagatorem swojej myśli treningowej. Wydawał książkę za książką, a kilkadziesiąt ostatnich lat swojego życia poświęcił na ciągłe jeżdżenie po świecie i udzielanie treningowych wykładów i szkoleń. Najbardziej znany, poza Nową Zelandią, był w Finlandii i USA. Do dzisiaj ogromna liczba trenerów na całym świecie przyznaje, że Lydiard wywarł największy wpływ na ich warsztat treningowy. “Kilometraż czyni mistrza” – to najbardziej znane powiedzenie Lydiarda.

W szkole Lydiarda najważniejsza była objętość oraz następowanie po sobie kolejnych faz treningu. Najważniejsza była pierwsza faza – conditioning, polegająca na bieganiu potężnej ilości kilometrów, koniecznie z umiarkowaną intensywnością, która nie powodowała powstawania deficytu tlenu w organizmie. Później następowała faza ćwiczenia siły na podbiegach, potem okres przedstartowy, w którym biegało się interwały – i wreszcie okres startowy, kiedy trening był bardzo łagodny, a całą energię wkładało się w starty. Trening Lydiarda był więc twórczym rozwinięciem wcześniej znanych i stosowanych metod.

Obecnie tendencja jest odwrotna – zaleca się biegaczom pić jak najwięcej. Dochodzi do takich sytuacji, że spora część maratończyków amatorów, bombardowanych zewsząd informacjami o konieczności pochłaniania ogromnych ilości płynów, dobiega do mety maratonu cięższa niż przed rozpoczęciem biegu! Tyle wmuszają w siebie napojów oraz przekąsek.

Podobne mody występują np. w odniesieniu do treningu wspomagającego, szczególnie siłowego. Istniały i istnieją szkoły, które atletyczne przygotowanie siłowe uważają niemal za podstawę treningu. Równocześnie zaś inne uważają trening siłowy za kompletną stratę czasu. Wśród najlepszych zawodników świata na różnych dystansach są tacy, którzy odwiedzają siłownię pięć razy w tygodniu oraz tacy, którzy ograniczają się do biegania w urozmaiconym terenie.

Piękno biegania polega m.in. na tym, że chociaż jest to bardzo prosty sport, do celu mogą prowadzić różne drogi. Wszystkie przedstawione tu metody treningowe mają swoje wady i zalety. Duże objętościowo bieganie bywa kontuzjogenne – potężnych obciążeń mogą nie wytrzymać mięśnie, stawy i kości. Wysoka intensywność interwałów potrafi kompletnie pozbawić energii, wypalić biegacza fizycznie i psychicznie. Niekonwencjonalna dieta bywa ryzykowna, podobnie jak nadużywanie czy nieużywanie treningu siłowego albo rozciągania. Mimo wszystko – nawet współczesny trening polega na ciągłym eksperymentowaniu. Nadal bowiem biegacze szukają sposobu na to, żeby pokonać swoje ograniczenia.

Wśród najnowszych nowinek treningowych są np. długie, intensywne biegi ciągłe pod górę – polegające na długotrwałej biegowej wspinaczce. Stosuje się metody precyzyjnego wyznaczania intensywności treningów – przy pomocy pomiaru poziomu kwasu mlekowego we krwi czy szybkości bicia serca w trakcie wysiłku. Popularny jest aquajogging – bieganie w specjalnej uprzęży w basenie, wzmacniające nogi, pozwalające utrzymać wysoką intensywność wysiłku, a przy tym eliminujące wstrząsy powstające w wyniku uderzania stopami o podłoże. W USA przebojem stały się namioty tlenowe – ograniczające dopływ tlenu w czasie snu – oraz bieżnie antygrawitacyjne. Biegacz korzystający z takiej bieżni wpina dolną część ciała w specjalny worek, w którym wytwarza się próżnię. Dzięki temu uzyskuje się wirtualny spadek wagi, można więc biec szybciej, minimalizując siłę wstrząsów.

Buduje się specjalne bieżnie, które można nachylać w dół lub w górę. Przy biegu w dół można dzięki temu pokonać naturalne  bariery szybkości. Od lat popularne są biegi z obciążeniem – przy pomocy specjalnej uprzęży ciągnie się za sobą ciężarek, a nawet spadochron czy oponę. Stosuje się też specjalne kamizelki z ołowianymi częściami, do biegów z obciążeniem. Istnieją też kamizelki lodowe – ze specjalnymi komorami do których wkłada się lód. Nosi się je przed startem w upalnych warunkach, opóźnia to tempo przegrzewania się mięśni i mózgu. W treningu wykorzystuje się sygnały dźwiękowe, pozwalające utrzymywać dokładnie zaplanowaną szybkość biegu. Wykonuje sie specjalne wkładki do butów oraz analizuje komputerowo krok biegowy – po to, żeby znaleźć optymalna dla danego zawodnika pozycję w biegu. Najlepsi biegacze mają buty wykonywane specjalnie dla nich, w kilku tylko egzemplarzach.

Technologia jest coraz bardziej zaawansowana, podobnie jak wiedza o ludzkim organizmie. Co jakiś czas wydaje się, że w treningu nie da się już wymyślić nic nowego – ale wciąż jesteśmy zaskakiwani. Dzięki temu padają kolejne rekordy, kolejne bariery “nie do pokonania”. Czy jednak w pogoni za coraz lepszymi wynikami, coraz skuteczniejszymi sposobami treningu aż tak bardzo różnimy się od naszych przodków, ścigających się z psami czy końmi?

Marcin Nagórek, „Cel: Biegacz doskonały”, fragment tematu numeru z magazynu Bieganie, grudzień 2009

mm
Marcin Nagórek

Podoba ci się ten artykuł?

0 / 5. 0

Przeczytaj też

Już w najbliższą sobotę uczestnicy pobiegną na kultowej trasie, na której narodziła się M LIGA (ex Mała Liga). Jesteśmy pewni, że tak jak dla kolarzy, również dla biegaczy ta trasa stanie się jedną z ich […]

M LIGA CROSS RUN po raz pierwszy na otwockim MERANIE!!!

Hard Dog Race Poland po raz czwarty w konkurencji Base, czyli na dystansie 6 km z 16 przeszkodami już za nami. Impreza, której hasłem jest „sześć nóg, dwa serca, jedno zwycięstwo” odbyła się w ostatnią […]

Hard Dog Race w konkurencji Base za nami!

Już niespełna 2 tygodnie pozostały do wyjątkowej edycji 42. PZU ORLEN Maratonu Warszawskiego. Dla wszystkich, którzy wezmą udział w biegu czy to po ulicach Warszawy czy wirtualnym, mamy specjalną transmisję z poradami naszych ekspertów. Jak […]

Transmisja live: “Ostatnie szlify przed startem”

Salomon to jedna z najbardziej znanych i cenionych marek wśród fanów terenowego biegania. Takimi modelami, jak choćby doskonale wszystkim znany Speedcross, który stał się legendą pomimo, że niedawno wyszła dopiero jego piąta edycja, wzbudza zaufanie […]

Przebój wśród butów terenowych? Poznajcie Salomon Wildcross – test

Pomylenie trasy biegu może zupełnie odebrać ochotę do dalszej rywalizacji. Jednak nawet w sytuacjach pozornie beznadziejnych nie warto się poddawać. Świadczy o tym przykład Andrzeja Leończyka z rozegranego w niedzielę 37. Półmaratonu Szlakiem Walk nad […]

Przebiegł półmaraton mający 22,7 km, dobiegł jako 5. i stanął… na 2. miejscu podium!

Dzieciaki biegają. Fot. East News

Wśród biegaczy panuje powszechne przekonanie, że wczesna specjalizacja i rozpoczęcie treningów w młodym wieku zwiększa szanse zawodnika na sukces w kolejnych latach. Jak twierdzą autorzy badania opublikowanego w European Journal of Sports Science, jest… zupełnie […]

Trenujesz w młodym wieku? Możesz ograniczać swój potencjał!

Wraz z sezonem jesienno-zimowym powiększa się oferta Salomona w rodzinie “crossów”. Do sklepów właśnie trafia Wildcross wykorzystujący najnowsze materiały i technologie zapewniające pewność w błotnistym terenie. Tym samym klienci francuskiej marki będą mogli wybierać w […]

Przyczepność w każdym terenie. Wildcross dopełnia ofertę Salomona

Po raz pierwszy w swojej wieloletniej historii Maraton Warszawski połączy uczestników biegnących poza granicami stolicy! Dzięki wyjątkowej formule biegu wirtualnego, w 42. PZU ORLEN Maratonie Warszawskim mogą wystartować biegacze na trasach w całej Polsce i […]

42. PZU ORLEN Maraton Warszawski wybiega poza granice stolicy