fbpx

Jak wyglądałby bieg finansowany wyłącznie z opłat startowych?

Autor: Jakub Karasek • 14.08.2019
(c) Wszelkie prawa zastrzeżone, www.sportografia.pl; www.aktywer.pl; www.pzupolmaratonwarszawski.com

(c) Wszelkie prawa zastrzeżone,
www.sportografia.pl; www.aktywer.pl; www.pzupolmaratonwarszawski.com

Opłaty startowe w wielu imprezach biegowych rosną z roku na rok. Czy to tylko chęć zarobku na pasjonatach biegania? A może ceny wynikają z innych powodów? Zastanawialiście się kiedyś, jak wyglądałyby biegi, gdyby koszty ich organizacji pokrywać tylko z wpisowego od uczestników?

Wyobraźmy sobie bieg maratoński organizowany w centrum dużego miasta. Cała rzesza ludzi na starcie szykuje się do biegu. Kibice wspierają swoich ulubieńców i znajomych, życząc im powodzenia. Można wręcz poczuć unoszące się w powietrzu emocje. Słowem, atmosfera wielkiego święta, jaką znamy z wielu imprez biegowych w naszym kraju.
Po chwili następuje wystrzał startera i tysiące zawodników ruszają na trasę. Każdy z nich ma swoje powody, jedni biegną dla ambicji, inni dla zdrowia, dla zabawy czy po prostu dla samej chęci uczestnictwa w takim wydarzeniu. Każdy powód jest dobry, żeby wziąć udział w maratonie. Wszystko wydaje się iść jak po maśle, kiedy nagle okazuje się, że… po 14 kilometrach następuje koniec zabawy. Niech to będzie brak wytyczenia trasy, przepaść, ściana, barierki, cokolwiek innego, co powoduje, że wszystko po prostu w jednym momencie się kończy.

Skonsternowani biegacze zastanawiają się o co chodzi? Jak to możliwe, że trasa kończy się w 1/3 dystansu? Gdzie jakaś meta? Biuro zawodów? Medale? Jak to możliwe, że tak świetnie zapowiadający się bieg okazuje się tak spektakularną klapą? Co robić dalej? To oczywiście niemożliwe, żeby doszło do czegoś takiego w uznanej imprezie. Ale właśnie tak można w przejrzysty sposób zobrazować jak mogłoby wyglądać wiele biegów ulicznych w Polsce, gdyby organizować je wyłącznie z… opłat startowych.

Wymagania uczestników to wyzwanie, któremu trzeba sprostać

Bogaty pakiet, koniecznie z koszulką (najlepiej techniczną) i wieloma gadżetami, oryginalny medal, punkty odświeżania na trasie, ciekawe nagrody, ciepły posiłek, najlepiej w kilku wersjach – to tylko kilka niemal obowiązkowych punktów, jakie muszą zapewniać organizatorzy większości imprez biegowych. Im większe wydarzenie, tym bardziej biegacze oczekują, że będzie “na bogato”. A przecież wszystko musi być dopięte na ostatni guzik, bo jako biegacze błędów organizacyjnych nie wybaczamy.

Być może pomyślisz, że Ciebie to nie dotyczy, interesuje Cię tylko i wyłącznie dobrze zabezpieczona trasa, atest i ewentualnie woda, jeśli bieg jest rozgrywany w upale i na dystansie dłuższym niż 5 km. Jednak zdecydowana większość biegaczy wyraźnie oczekuje tych wszystkich dodatkowych atrakcji. Pamiętam, jak dużą dyskusję wywołała decyzja organizatorów biegu Chudy Wawrzyniec w 2016 r. o rezygnacji z medali dla wszystkich uczestników. W tym roku, kiedy ta impreza będzie miała nowego organizatora, jedną z pierwszych decyzji było… przywrócenie medali.

A ubiegłoroczny Bieg Niepodległości w Poznaniu i rekord frekwencji na polskich imprezach ulicznych? Oprócz 100-lecia niepodległości, jedną z najczęściej wymienianych przyczyn tak dużego zainteresowania imprezą był właśnie wyjątkowy medal. Nie brakuje komentarzy biegaczy, przyznających, że wystartowali tam przede wszystkim po to, by mieć w kolekcji ów krążek. Podobnie bywa z innymi “wabikami”, jak koszulki, bogate pakiety startowe, itd. Każdy z tych dodatków, odpowiednio wykorzystany, może zadecydować o tym, że biegacz wybierze imprezę “A” zamiast “B”.
Czy jest w tym coś złego? Niekoniecznie. Wszystkie te dodatkowe elementy wzbogacają biegowe wydarzenia i są pewnym wyzwaniem dla organizatorów, którzy w większym stopniu troszczą się o detale. Jak mówi Mariusz Giżyński, który bieganie zna nie tylko z powodu swoich sportowych sukcesów, ale także od kuchni, jako organizator lub współorganizator wielu przedsięwzięć biegowych, w ten sposób ogólny poziom organizacyjny biegów w Polsce podnosi się.

– Pierwszy raz przy organizacji dużego biegu pracowałem w 2005 tym roku, kiedy organizowano pierwsze Run Warsaw. Imprezy te miały wielki wpływ na rozwój biegania w naszym kraju, ponieważ dały impuls, przyniosły z zachodu modę na bieganie. Opłata startowa zaczynała się od 20 złotych, gdzie jakość pakietu startowego, oprawa, itp. po dziś dzień plasowałyby pierwsze Run Warsaw w czołówce rankingu, jeśli są takie prowadzone. Jakość była jakby prosto z USA.

To wskazało organizatorom innych biegów drogę – najpierw zachęcać, później zarabiać. Run Warsaw i Nike zależało na tym, żeby w Polsce na największych biegach nie było, jak wcześniej, 1000-1500 osób, a 20 tysięcy i więcej oraz setki tysięcy biegających na co dzień. Rozpieściło trochę uczestników imprez biegowych, bo było tanio i super, a niestety w dzisiejszych czasach zwyczajnie tak się już nie da… Tylko nieliczne biegi maja dużych strategicznych sponsorów, reszta utrzymuje się w dużej mierze z rosnących ciągle opłat startowych.

I o ile rosnący poziom organizacyjny cieszy, o tyle z rosnących opłat startowych biegacze nie są już tak zadowoleni.
Za wszystko trzeba płacić. Za wszystko.

W dzisiejszych czasach nawet rosnące koszty pakietów startowych często nie są w stanie pokryć choćby połowy kosztów organizacji imprezy biegowej. Nasze podejście jako uczestników imprez, opierające się na zasadzie “płacę-wymagam”, zupełnie pomija refleksję na temat tego, za co tak naprawdę płacimy my, a na jakie elementy organizator musi pozyskać środki ze źródeł zewnętrznych.

Oprócz wspomnianych wcześniej bogatych świadczeń, jak pakiety, posiłki, masaże, medale, koszulki, itp., lista kosztów organizacyjnych biegów jest bardzo długa. Zabezpieczenie trasy, koszty wyłączenia z ruchu samochodowego wybranych dróg (tym bardziej dotkliwy, im większy, dłuższy bieg, większe miasto i im większa część trasy prowadzi ulicami), organizacja strefy startu/mety (np. szatnie, toalety, natryski), zabezpieczenie medyczne, nagłośnienie, pomiar czasu, ubezpieczenie, posiłki regeneracyjne, opłaty za media lub wypożyczenie agregatów prądotwórczych, barierek – wyliczać można jeszcze długo.

Gdańsk maraton

Jakie proste sposoby na rozwiązanie tego problemu widzą biegacze? Np. znalezienie sponsora. Oczywiście, to może rozwiązać wiele problemów, ale jest kilka zastrzeżeń. Po pierwsze, sponsor najczęściej chce się rozliczać w barterze, co oznacza, że jest w stanie wziąć na siebie 1 punkt z całej listy – np. napoje dla uczestników. Oczywiście to i tak ulga dla budżetu imprezy, ale to tylko przysłowiowa kropla w morzu potrzeb.

Po drugie, o czym biegacze często zapominają, znalezienie sponsora i przekonanie go do naszej imprezy to nie jest zadanie na 5 minut – ktoś musi wykonać mrówczą pracę, by nawiązać takie partnerstwo. I temu komuś również trzeba zapłacić. Tak, jak wielu innym osobom, które odpowiadają za poszczególne elementy organizacyjne biegów. Weźmy na przykład darmowy nocleg dla uczestników? Z punktu widzenia organizatora, wcale nie jest taki darmowy, nawet organizowany na sali gimnastycznej w publicznej szkole wymaga zaangażowania dodatkowych osób do opieki obiektu na tę noc.

Oczywiście można oprzeć się na pasjonatach, ale, jak przyznaje Piotr Książkiewicz organizator największego cyklu biegów przełajowych w Polsce – City Trail z Nationale Nederlanden, ich czas i zaangażowanie również wymaga pewnej gratyfikacji:

– Organizacja biegów na taką skalę jakiej się podjęliśmy nie może opierać się na wolontariuszach. A mimo iż praca jest bardzo fajna – w super zespole – to jednak jej kosztem jest rezygnacja z wolnych weekendów, więc bez odpowiedniego wynagrodzenia nie udałoby się utrzymać doświadczonego zespołu ludzi z pasją.
Sposób organizacji, jaki sobie wymyśliliśmy jest ewenementem na skalę co najmniej ogólnopolską i bardziej przypomina tournée zespołów muzycznych niż pracę organizatorów biegów. Jeździmy w tym samym zespole (oczywiście rotującym się) po całej Polsce i koszty dojazdów, noclegów i wyżywienia ekipy organizacyjnej oraz transport potrzebnego sprzętu po całym kraju też tworzą znaczną pozycję w budżecie. Pewnie dałoby się zrobić to inaczej – taniej, ale jesteśmy trochę niewolnikami swojej wizji CITY TRAIL’a. Bardzo nam zależy na tym, żeby biegi wyglądały dokładnie tak, jak sobie wymyśliliśmy – a po kilku próbach wiemy, że bardzo ciężko jest znaleźć osoby, które odtworzą naszą wizję.

Wtóruje mu Magdalena Kasprzak, Koordynatorka Projektu organizacji 40. PKO Półmaratonu Szczecin:

– Organizacja biegu ulicznego na kilka tysięcy osób trwa cały rok i wymaga zaangażowania od kilku osób przez 10 miesięcy – a to są również koszty, o których nikt nie myśli.

Inny popularny wśród biegaczy pomysł na obniżenie wpisowego, to zlecanie organizacji imprez biegowych wyspecjalizowanym ośrodkom sportu czy instytucjom publicznym. Bardzo proste, prawda? Z tym, że to może wiązać się np. z koniecznością stworzenia dodatkowych etatów dla osób, które będą pracować przy organizacji tego biegu. Albo nadgodziny dla już pracujących w danej jednostce. Przecież tam też nikt nie pracuje za darmo, a bieg nie robi się sam.

W takim razie może należy po prostu tak zaplanować imprezę, by wzięło w niej udział jak najwięcej osób? Fantastyczny pomysł, jednak wbrew pozorom wcale nie tani. Po pierwsze, oznacza to konieczność przeznaczenia dodatkowych środków na promocję. Nie wystarczy bowiem tylko strona internetowa czy profile w mediach społecznościowych, ale potrzebne będą reklamy w portalach branżowych, uczestnictwo w expo przy okazji innych biegów, plakaty i bannery w mieście, itd. Poza tym jest to wyzwanie z punktu widzenia planowania trasy, by miała odpowiednią przepustowość, co, jak wskazano wcześniej, może pociągnąć za sobą dodatkowe koszty.

A może niech zapłacą wszyscy?

Pozostaje kolejne oczywiste rozwiązanie – sięgnięcie po środki publiczne. Dotacja z instytucji centralnych czy samorządowych brzmi jak remedium na całe zło. Organizator otrzymuje wsparcie finansowe, może tym samym obniżyć opłaty startowe, a uczestnicy będą zadowoleni.

Jednak wcale nie jest to takie proste. Pomijając kwestie możliwości uzyskania dotacji, organizator staje też przed dylematem czy koszty przerzucić na uczestników czy może na wszystkich obywateli, sięgając po publiczne środki? Przecież dofinansowanie publiczne bierze się po prostu z naszych podatków. To oznacza, że pośrednio do organizacji wielu biegów w Polsce dokłada się każdy z nas. Ci niebiegający zresztą też.

Czasami jednak, aby impreza w ogóle utrzymała się “na powierzchni” nie ma innego wyjścia. Jak tłumaczy Magdalena Kasprzak, PKO Półmaraton Szczecin nie istniałby, gdyby nie opierał się na 3 filarach finansowych:

– W przypadku biegów ulicznych bez dużego sponsora tytularnego i dotacji miasta impreza nie miałaby szansy powstać. Budżet imprezy na kilka tysięcy osób rozkłada się mniej więcej procentowo: 30% sponsor tytularny, 30% dotacja miejska i 30% wpisowe uczestników. W tego typu przedsięwzięciu brak jednego ogniwa spowodowałby drastyczny wzrost opłaty startowej. Lwia cześć budżetu to koszty zamknięcia trasy, opracowania projektu zmiany organizacji ruchu i zabezpieczenia trasy przez firmę ochroniarską. Jak widać, brak dużego sponsora i dotacji spowodowałby 3-krotny wzrost opłaty startowej.

Efekt śnieżnej kuli

Uczestnicy imprez biegowych często oczekują od organizatorów fajerwerków, a ci, którzy stoją za sterami poszczególnych biegów, dwoją się i troją, żeby sprostać tym oczekiwaniom, bo przecież zależy im na tym, by zachęcić jak największą liczbę zawodników do startu u siebie. W ten sposób uzyskujemy swoisty efekt śnieżnej kuli, który prowadzi, no właśnie, do wzrostu opłat startowych.

Czy jest jakieś wyjście z tej sytuacji? Patrząc, na sytuację na Zachodzie, wydaje się, że raczej nie – tam biegi są jeszcze droższe i opłaty też ciągle rosną. Niekoniecznie musi być to wina mitycznego chciwego organizatora – pamiętajmy, że im również zależy na tym, by promować swoje imprezy i przyciągać jak najwięcej biegaczy i, także z myślą o uczestnikach, sponsorów. Ich brak odczuliby bowiem głównie biegający.

– W naszym cyklu Grand Prix CITY TRAIL z Nationale-Nederlanden, gdzie opłata jest zdecydowanie najniższa wśród wszystkich naszych imprez, musielibyśmy “startowe” podnieść o ok. 50% wśród dorosłych uczestników i min. 100% wśród dzieci. Takie działanie pewnie znacznie obniżyłoby frekwencję i wpływy z opłat spadłyby na tyle, że po jednej edycji bez partnerów, cykl, w formule w jakiej go aktualnie znamy, mógłby zniknąć.

Co do pozostałych imprez, czyli CITY TRAIL onTour, TriCity Trail, to mimo znacznie wyższych jednorazowych opłat, to bardziej działalność “promocyjna”, która ma umożliwić nam spełnienie ambicji dotyczących dłuższych dystansów i możliwość przypomnienia naszym biegaczom o nas w okresie letnim. Nigdy tych imprez nie traktowaliśmy biznesowo – mówi Piotr Książkiewicz.

Czy to wszystko oznacza, że powinniśmy przestać oczekiwać od organizatorów jakichkolwiek udogodnień? Zdecydowanie nie. Czy w milczeniu akceptować rosnące koszty wpisowego? Również nie. Ale może wstrzymajmy się z krytyką, kiedy będziemy zżymać się na kolejną podwyżkę opłat startowych w imprezach biegowych, bo ona może mieć różne przyczyny. Pamiętajmy, że my też w pewnym stopniu się do nich przyczyniamy. A przecież nie chcemy biegać w maratonach, których trasa ma 14 kilometrów…

Artykuł pochodzi z e-tygodnika Magazyn Bieganie. Nowy numer pobierzesz w każdą środę w aplikacji na urządzenia mobilne. Dowiedz się więcej –>>>

3 przemyślenia nt. „Jak wyglądałby bieg finansowany wyłącznie z opłat startowych?

  1. Gdy czytam ten materiał, mam nieodparte wrażenie, że grupa organizatorów, podobnie jak taksówkarze w PRL-u, dopłacają do biznesu. Może zatem, po kolei.
    1. Organizacja imprez biegowych, podobnie jak każdy inny biznes, wymaga kreatywności i sprawności. Jest tyle pięknych zawodów,…malarz, tynkarz, akrobata,…można przenieść się w inny obszar. można tez smęcić, że nam nie idzie.
    2. Oczekiwania biegaczy to pochodna wieloletniego psucia startujących. Z około dwudziestu moich maratonów, trzy przebiegłej w Polsce. Medale wyładowały w pudle za szafą, koszulek nawet nie założyłem na grzbiet. Nie jestem miłośnikiem marnych ciuchów “obrandowanych” jakimiś logotypami z którymi się nie utożsamiam. W trosce o własne zdrowie, nie korzystam z posiłków. Było by absurdem uprawiać aktywność dla zdrowia i następnie truć się tym żarciem po za linią mety.
    3. Biegałem na całym świecie. Dostawałem koszulki które tak na prawdę kupiłem od organizatora. Dostawałem pakiety, skromne, czasem,..po za linia mety a nie na starcie. Uczestniczyłem w imprezach w których startowało kilkadziesiąt tysięcy biegaczy. Maratony, np nowojorski, bostoński, itd, każdego roku przynoszą milionowe zyski. Składają się na to spore opłaty, wsparcie sponsorów tytularnych i szeregu innych organizacji i firm. Może zamiast postękiwać, należę skopiować wzorzec, lub,…zmienić profesję.
    4. Misyjność organizatorów to już istny kabaret. Czy maraton, jest formą popularyzowania aktywność sportowej? Mam wątpliwości. Formą promowania zdrowego stylu życia, jest organizacja biegów na 200, 300, 1000 metrów. Dla bardziej zaawansowanych, 5 i 10 km. Maratony, mają być sposobem na zarabianie pieniędzy. Całe sztaby pracujące ( przy niektórych ) maratonach to etatowi pracownicy lub osoby które chcą dorobić do podstawowego dochodu. Ktoś ich musi utrzymać, tylko kto,… Obserwując rynek biegowy od lat, biegając 25 lat, miałem i mam okazję obserwować jak to wszystko się rozwija. Jako firma, sponsorowałem kilka imprez biegowych, do momentu gdy zauważyłem, że te imprezy to nie jest już “spontaniczne, pospolite ruszenie”, które wymaga wsparcia finansowego i pomocy, lecz ktoś chce na tym zarabiać.
    Szanowni Państwo, jak Wam nie idzie to Jest kilka rozwiązań,…
    – organizować imprezy na światowym poziomie, bez wchodzenia w tyłek startującym,
    – zmienić branże i zacząć robić, coś, czego jeszcze nikt nie robił.
    Imprezy biegowe, to produkt, tak jak gacie, buty do biegania i tysiące innych rzeczy. Organizator uczestniczy w typowej grze rynkowej, gdzie chce kupić klienta na swoją usługę. Proszę nie udawać, że jest inaczej. Nie róbcie z siebie misjonarzy, misjonarstwa już dawno w tej branży, przeszło do historii.

  2. Moim zdaniem biegów jest po prostu za dużo …. bardzo ciężko będzie znaleźć sponsora spoza branży jeśli impreza nie uzyska odpowiedniego rozgłosu medialnego. A nie uzyska bo biegów jest właśnie za dużo i trudno pisać o każdym. Jak były czasy dwóch dużych biegow w WarsZawie, to każdy z nich miał bogatego sponsora ( PZU i Orlen ) ale teraz kolejnym
    Już ciężko pozyskać takich gigantów bo impreza nie daje żadnego zysku reklamowego . Pozostają wiec jedynie firmy branżowe typu producenci obuwia , wody czy odżywek którzy liczą na zwiększenie sprzedaży swoich produktów wśród samych biegaczy ale siła rzeczy takie firmy nie zapłacą dużo a najczęściej właśnie chcą się ograniczyć do przekazania swoich produktów na potrzeby biegu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisment ad adsense adlogger