fbpx

Jam Niezależny, czyli ultras w sandałach

Autor: Dariusz Marek • 21.05.2019

Piotr Perkowski

Piotr Perkowski ma na swoim koncie m.in. arcytrudny Bieg Ultra Granią Tatr. I być może nie byłoby w tym niczego wybitnie szczególnego (wszak nie on jeden go ukończył), gdyby nie to, że całą trasę przebiegł… w sandałach.

Piotr, dwa lata temu widziano cię na Grani Tatr w stroju superbohatera, czyli w sandałach. Mało tego, to nie był spacerek w twoim wykonaniu lecz świadomy udział w zawodach Bieg Ultra Granią Tatr. Ukończyłeś te zawody…. Skąd ten pomysł, zapomniałeś butów?

Nie, nie zapomniałem, to był świadomy wybór, który rozkwitał w mojej głowie od momentu dostania się na bieg. Po poprzedniej edycji miałem dość duży niedosyt, pomimo jego ukończenia, dlatego tym razem postanowiłem zrobić to po swojemu i na moich warunkach. Miałem świadomość jak trudna, techniczna i wymagająca jest to trasa. Oczywiście poprzedzone to było godzinami spędzonymi na treningu – w tym co by nie mówić dość spartańskim obuwiu, ale ostatecznie przekonał mnie wcześniejszy start w MP w ramach 3x Śnieżka 1x Mont Blanc, gdzie zająłem dość przyzwoite miejsce.

Nie było „dymu” o brak specjalistycznego obuwia?

Nie, choć nie było zapisu w regulaminie biegu nic o konieczności posiadania specjalistycznego obuwia do biegów górskich, to spodziewałem się że ktoś z osób sprawdzających wyposażenie obowiązkowe może na to zwrócić uwagę – ale tak się nie stało. Chyba nawet bardziej sam miałem do końca dylemat i do samego startu zastanawiałem się czy wybrać buty, czy sandały. Po pierwsze bo wiadomo Tatry i Ci nieodpowiedzialni turyści zapuszczający się w klapkach czy szpilkach na Kasprowy. Po drugie miałem wątpliwość spowodowaną spodziewaną burzą a niestety warunki atmosferyczne w górach mają duży wpływ na wybór odpowiedniego sprzętu. Spodziewałem się z resztą trochę hejtu, ale nic takiego się nie stało, na mecie czekał raczej podziw i szacunek ze strony reszty biegaczy.

To z pewnością wielkie przeżycie i duży wyczyn. Wydaje się że to właśnie sandały są odpowiednim obuwiem na twoje wymagania sportowe?

Jeżeli warunki na trasie są sprzyjające to wybieram właśnie sandały. W nich zazwyczaj trenuję, więc czuję się też najpewniej. Wyniki sportowe na tym bardzo nie cierpią, a czy bym pobiegł szybciej w normalnych butach? Tego raczej się nie dowiem bo każdy bieg też jest inny.

Co to za sandały?

Biegam w rodzimych sandałach marki MONK SANDALS, które są ręcznie robione przez Aleksandra Łężniaka w Sobótce. To również ich wielka zaleta ponieważ są dobierane indywidualnie i produkowane z najlepszych materiałów z użyciem Codury i zbudowanych na podeszwie Vibram.

Od jakiego okresu w swoim życiu rozpocząłeś przygodę z bieganiem i w którym momencie zamieniłeś buty na sandały?

Przygodę z bieganiem rozpocząłem stosunkowo nie dawno, ale jak wiele osób po trzydziestym roku życia. W sandałach tak na poważnie startuję dopiero trzeci rok. Wcześniej służyły na piesze wędrówki, albo regeneracyjne przebieżki lub po zawodach żeby stopa mogła sobie odpocząć po wielogodzinnym biegu. Trochę czasu zajęło również przestawienie się na naturalne bieganie ze śródstopia. Przechodzenie od butów dość mocno amortyzowanych, do coraz bardziej minimalistycznych i czego efektem są sandały biegowe.

Czyli sto procent minimalizmu. Czy należy mieć specjalne predyspozycje by tak biegać?

Każdy może jeśli chce. Jednym to przychodzi naturalnie bo na co dzień się tak poruszają, ja musiałem nad tym trochę popracować żeby móc biegać ze śródstopia. Takie poruszanie zwiększa naszą świadomość, w większym stopniu daje możliwość poznania swojego ciała, pozwala poznać biomechanikę poruszania i zwiększa doznania podczas samego biegu.

Można oczywiście też spróbować biegać boso, ale dla mnie osobiście jest przy tym zbyt duże ryzyko urazu, ponieważ nawet biegając po plaży udało mi się rozciąć stopę. Dlatego znacznie bardziej preferuję bieganie w sandałach, które zapewniają mimo wszystko znacznie większą ochronę a radość myślę że jest podobna.

Ta ewolucja od bosej stopy, przez buty i do minimalistycznych sandałów jest niejako powrotem do natury. Bieganie w sandałach ma zapewne wiele jeszcze zalet, takich jak higiena, muskanie florą leśną czy górską stóp, poczucie wolności. Jak wygląda sprawa z bezpieczeństwem? Stopa nie jest zabezpieczona prawie w ogóle przed na przykład głazami czy trudnym technicznie terenie.

Trzeba mieć świadomość w jakim terenie się poruszamy, znać swoje możliwości i je realnie oceniać. Mieszkamy w takim klimacie i z taką różnorodnością przyrody, że trzeba umieć realnie ocenić warunki. Nie przepadam biegać po luźnych kamieniach gdzie właśnie stopy są dość mocno narażone na uszkodzenie, również bieganie po błocie czy w zimę w sandałach mija się trochę z celem. Trzeba uważać, ale czy biegając w butach nie trzeba? Zderzenie z kamieniem jest tak samo bolesne w butach czy bez, ale fakt jakoś rzadziej człowiek uderza. Ma być przyjemność, czerpanie radości z biegania i kontaktu z przyrodą a nie walką o życie.

Czy bieganie w sandałach wyostrza niejako zmysły odpowiedzialne za poruszanie się w terenie, twoja uważność wzrasta ?

Wiadomo że kontakt, odczuwanie bodźców jest większe niż w zabudowanych. Uwaga wzrasta bo trzeba mieć większe baczenie na kamienie, korzenie a wiadomo że nikt nie chce się uszkadzać.

Sandały to nie wszystko co cię charakteryzuje. Wiem, że niezależnie od pogody biegasz zawsze w krótkich spodenkach. Od wiosny do wiosny – nawet w zimie. Jesteś hardcorem?

Nie, nie lubię być po prostu skrępowany. Wolę kiedy nic mnie nie ogranicza, czuję swobodę a że taki mamy klimat, trzeba szybciej biegać. Dlatego też uwielbiam biegać w sandałach. Stopy nie są niczym skrępowane i można właśnie poczuć wolność i wiatr w stopach.

Czy trenujesz regularnie w sandałach jeśli tylko pogoda jest odpowiednia, czy przeplatasz treningi minimalistyczne z treningami w konkretnym obuwiu ?

Biegam w różnym obuwiu, w zależności od pogody, terenu w jakim będę, czy treningu jaki mam w danym dniu wykonać. Mam spory wybór bo przez kilka lat poszukiwania buta idealnego – trochę się tego nazbierało. Poza tym lubię często zmieniać, żeby inaczej stopa pracowała, miała inne bodźce, dlatego raz są to Monk Sandals innym razem, Merell, Inov8, czy Altra.

Szukałeś św. Grala – buta idealnego dla ciebie. Koniec końców, czy znalazłeś?

Szukałem, ale czy znalazłem? Myślę że coś takiego nie istnieje. Oczywiście są buty mniej lub bardziej zbliżone do takiego ideału, ale każdy biegacz jest inny, ma inne preferencje czy wymagania wobec buta. Sam powinien ocenić na czym mu najbardziej zleży. Czy to będzie trakcja, lekkość, ochrona czy czucie podłoża. Dla mnie osobiście bieganie w sandałach jest sposobem na wzmocnienie stóp, przez co również w pewnym stopniu zapobieganiu kontuzji, z którymi miałem spory problem biegając w normalnych butach.

Ukończyłeś Bieg Rzeźnika w parze wraz z Aleksandrem Łężniakiem – oboje oczywiście w sandałach. Jak się biegało po Bieszczadach?

Szybko….a tak poważnie to pobiegliśmy razem po moich namowach, bo wiedziałem że warunki są sprzyjające i damy radę to zrobić. W Polsce jest to już kultowy bieg, choć nie lubię tego słowa. I podobnie jak w Biegu Ultra granią Tatr wiedziałem że możemy zrobić coś czego nikt przed nami nie zrobił.

Czy Rzeźnik odbił się echem gdy zakończyliście przemierzanie bieszczadzkich szlaków?

Chyba większe było rok wcześniej po ukończeniu Biegu Granią Tatr, ale fakt ciężko powiedzieć że nie zostało to dostrzeżone. Zawsze na końcu pojawia się małe niedowierzanie że tak można, ale o to w tym chodzi żeby łamać utarte schematy i wychodzić poza ogólnie przyjęte idee.

Czy łamanie paradygmatów w twoim przypadku występuje też na innych płaszczyznach? Specjalne odżywianie, własne modele regeneracji, czas spania itd., czy raczej spontanicznie wykorzystujesz to, co akurat znajduje się w twoim zasięgu możliwości oraz wiedzy, odkrywając tym samym własną prawdę nowych idei ?

Tak, jestem weganiniem i już siódmy rok na diecie roślinnej, czyli całą moją przygodę z bieganiem, więc odżywianie wydaje mi się dość dobrze już dopracowane. Jestem taką osobą która sama musi sprawdzić czy coś działa czy nie. Jestem otwarty na nowe rzeczy i cały czas się uczę. Często zmieniam podejście do treningu czy regeneracji. Jeżeli przynosi efekty to zostawiam, nie działa to odrzucam. Poza bieganiem nie stronię od innych aktywności jak siłownia, joga czy rower. Nie chodzi o robienie czegoś na przekór obowiązujących trendów, raczej pokazanie że można inaczej podejść do tematu w inny sposób.

W tym roku ukończyłeś Półmaraton Warszawski w „monkach”. Przeskoczę teraz na inne części świata i wspomnę, że masz na swoim koncie 100 Miles of Istria , Dalmacja Ultra Trail …

…100 mi w sandałach? Tak, ten pomysł też dość długo kiełkował w mojej głowie. W Stanach czy Meksyku, tam są Indianie z plemienia Tarahumara, którzy pokonują takie odległości, ale w naszym klimacie takie wyczyny należą mimo wszystko do rzadkości. I choć cały czas o tym mówiłem że to zrobię to do końca nikt chyba nie brał tego na poważnie. 170 kilometrów po górach, ze znacznym przewyższeniem to jest coś co budzi respekt nawet u osób które dużo biegają. Ale takie miałem marzenie i je zrealizowałem.

Były jakieś ciekawe reakcje na szlaku podczas twojego biegu lub już na mecie? Toż to nie lada wyczyn.

Reakcje są zawsze, czy to mijanych innych biegaczy, czy kibiców, wolontariuszy na punktach, ale muszę przyznać że pomimo iż z reguły odbierane lekkim niedowierzaniem, to bardzo sympatycznie i z uśmiechem, ale czyż nie o to chodzi właśnie w bieganiu. Podczas Istrii nie byłem sam. Biegł również znajomy Jason ze Stanów, który już w tym roku trzeci raz gościł tam na zawodach, więc to nie ja byłem najbardziej nietuzinkową osobą. W Polsce jednak w dalszym ciągu jest to coś co przyciąga uwagę.

Twoją inspiracją było plemię Raramuri opisane już w niejednej książce. Oni biegają po górach skalistych od dziecka, potrafią długo prowadzić się w rytmie biegu. Niektórzy startują w zawodach ultra ale to raczej świat ich odwiedza, niż oni wyłaniają się na zewnątrz. Czy myślisz, że jakby Jam Niezależny ich kiedyś odwiedzi?

Tarahumara bo o nich mowa robią to, jak to już powiedziałeś od dziecka. Dla nich jest to tak naturalne jak oddychanie. Po prostu to robią, nie zastanawiają się nad tym. Żyją w zgodzie z naturą, odżywiają i to ich napędza. Też staram się podchodzić w ten sposób, nie myślę jak ciężki będzie teren czy sam bieg, po prostu idę i to robię. Ma być FUN. No dobra, może oni mają trochę przyjaźniejszy klimat. Z resztą oni mają swój chociażby Ultramaraton Cabalo Blanco, gdzie większość osób biegnie w sandałach i na który mam nadzieję też się kiedyś wybiorę. Dla nich to jest pasja, radość z biegania, dzielą się tym, opowiadają bo o to w tym właśnie chodzi.

Niedawno zaliczyłeś start w Mistrzostwach Polski w Biegach Górskich w Szczawnicy na dystansie 43 km. Pokonałeś całość z przewyższeniem około 1900 m w pionie, w czasie 4 godziny i 28 minut… To jest dobry czas.

Myślę że przyzwoity. Nastawiałem się na ten bieg choć i tu do samego startu nie byłem przekonany żeby biec w sandałach ponieważ prognozy nie były za specjalne bo padać cały deszcz, ale kto nie ryzykuje nie pije szampana jak to powiadają, więc pobiegłem i jak się okazało był to dobry wybór. Cały bieg udało się zaliczyć w zasadzie bez kropli deszczu.

Jesteś oficjalnie nieoficjalnym mistrzem polski w sandałach – wiesz?

Ha, ha… niby tak. Rozumiem że to taki mały żarcik z uwagi, że startowałem w imprezie będącej jednocześnie Mistrzostwami Polski (dop. Biegi w Szczawnicy). Dwa lata temu podczas 3xŚnieżka 1x Mont Blanc koledzy się też z tego śmiali. Jak jesteś jedyną osobą na zawodach, to nie jest to żaden wyczyn. Ale fakt, lubię startować z najlepszymi i z nimi się porównywać. Choć z drugiej strony były już takie zakusy, żeby coś takiego zorganizować. Tylko musiałoby się trochę osób zebrać.

Piotr Perkowski

Jak duże jest grono Polaków biegających w sandałach, znasz dane?

Nie znam dokładnych danych. Coraz więcej osób próbuje, czy to w biegach trailowych czy w triathlonie. W górach nadal to rzadkość, bo nie ma co ukrywać, że jest to dość wymagające obuwie, szczególnie jeżeli ktoś chciałby się ścigać. Niemniej widok każdej osoby która próbuje, niesamowicie mnie cieszy, bo oznacza, że ludzie potrafią czerpać z tego przyjemność.

Jakie masz plany, czy marzenia do zrealizowania związane z twoją pasją biegową?

Pewnie jak każdy. <am i staram się je pomału realizować. W Polsce większość tego co chciałem to już w zasadzie przebiegłem dlatego coraz bardziej mnie ciągnie za granicę i odkrywanie i poznawanie nowych miejsc. W zeszłym roku udało się ukończyć w sandałach 100 mil na Istrii, czy równie piękną Dalmację. W tym roku za nieco ponad miesiąc wybieram się ponownie na Lavaredo Ultra Trail, ale tym razem zamiast pełnego dystansu wystartuję w nowym biegu UltraDolomites na dystansie 87km z przewyższeniem +/-4700m. Poza tym jeszcze kilka biegów jest na mojej liście jak chociażby UTMB, MIUT czy Westen States.

Piotrek, czy Jam Niezależny to ty, czy to twój realny awatar który jest najmocniejszym polskim – i pewnie nie tylko, biegaczem naturalistycznym ?

Wyżej zadane pytanie nie doczekało się odpowiedzi, co nie znaczy że takowa nie istnieje. Niech odbiorca sam spróbuje wyciągnąć wnioski i dopisać brakujący akapit.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisment ad adsense adlogger