fbpx

Kalenji Kiprun Comp – dynamiczne i komfortowe startówki [TEST]

Autor: Paweł Kowalik • 07.07.2014

Kalenji Kiprun Comp oba buty. Fot. Witalis Borowski

Fot. Witalis Borowski

Żółta rakieta z dobrymi poduszkami bezpieczeństwa w standardzie – tak w kilku słowach scharakteryzowałbym Kalenji Kiprun Comp. Jest dynamiczny, bo to w końcu but startowy. Ale i komfortowy, co akurat zaskakuje. Dzięki takiemu połączeniu powinien przypaść do gustu sporej grupie amatorów biegania. Grupie nieprzemieszczającej się – póki co – po odcinku start-meta z „prędkością światła”, ale mającą do tego jak najbardziej aspiracje.

Kalenji Kiprun Comp to mój pierwszy but startowy z prawdziwego zdarzenia. Po którymś z biegów, na którym po raz kolejny lekko złamałem 40 minut na 10 kilometrów, zacząłem ostro drapać się po głowie i zastanawiać: „A dlaczego by nie zainwestować wreszcie w jakąś startówkę?”. Chyba każdego czeka taka chwila refleksji, gdy kiedyś spojrzy na swoje buty treningowe i pomyśli: „Kurczę, do treningów są super, ale na zawody już ździebko za wolne no i przyciężkawe”. I ja tak miałem. Ale nie powiem, jestem wybredny. Lubię miękkość, amortyzację i komfort. Może z tego właśnie powodu mam niemiłe wspomnienia po Adidasie Adizero, w którym czułem się, jakbym biegał z dwoma sztywnymi deskami na nogach. Szukałem i – zdaje się – znalazłem. Kalenji Kiprun Comp jest – jak dla mnie – strzałem w 10.

Kalenji Kiprun Comp z medalem. Fot. Witalis Borowski

Pierwszy sprawdzian – Bieg Kazików w Radomiu – 37:08 na mecie. Fot. Witalis Borowski

Moje Compy mają już nabite jakieś 100 kilometrów przebiegu. Lwią część nabiegałem podczas startów, ale i zdarzało mi się robić w nich szybsze treningi. Wolniejszych, długich rozbiegań w tych butach raczej nie robiłem, bo nie temu mają służyć. 100 kilometrów to mało, żeby się o nich wypowiadać? Nie sądzę. Gdyby to był but treningowy, to owszem – po takim kilometrażu można jedynie określić, czy sznurówki się nie rozwiązują. Ale to przecież but dedykowany do ścigania się i bicia rekordów, o czym cały czas należy pamiętać.

Jaki więc jest Kalenji Kiprun Comp? Zdecydowanie odmienny od standardowych, dynamicznych, ale sztywnych butów startowych. Czuje się to już na samym starcie (i nie trzeba się wcale wybierać na żaden bieg!). Wystarczy założyć na nogi.

Komfortowy, choć startowy

Wygodna i przemyślana konstrukcja pięty sprawia, że but wydaje się naprawdę komfortowy już od pierwszego założenia. Właśnie tam został zlokalizowany Circular System, w skrócie: CS (ale proszę nie mylić z Counter Strike!) Cóż to takiego? To standardowy system amortyzacji w butach Kalenji. Sprowadza się do pianki o innej gęstości aniżeli ta w pozostałej części podeszwy, która ulokowana została w newralgicznym miejscu. Jest dość miękka, ale nie jest jej za specjalnie dużo pod piętą. Ot i cały system, prosty w swojej istocie jak budowa cepa.

Kalenji Kiprun Comp. Fot Witalis Borowski

Kalenji Kiprun Comp. Fot. Witalis Borowski

Dynamika

Za „rwanie” asfaltu (czytaj: dynamiczność) odpowiada w głównej mierze Up’Bar. To system, który w zamyśle producenta ma naśladować ludzkie ścięgno i jego możliwości, tj. kurczliwość i elastyczność. Gdy zegniemy tę część buta, z której się będziemy wybijali, wesprze wybicie. Czy coś daje? Ciężko mi to jednoznacznie stwierdzić. Trzeba by było pobiegać w bucie z i bez tego systemu, żeby to odczuć. Zauważyłem jednakże, że im żwawsze tempo, tym bardziej czuje się, że Up’Bar jednak pracuje. Przy wolniejszym bieganiu jest bezużyteczny. Na porównywalnej zasadzie zbudowany został Smooth Ride w Mizuno. Kto biegał, ten powinien wiedzieć, jak to działa.

Warto jeszcze zwrócić uwagę na miejsce, skąd biegacz powinien się wybijać, biegając ze śródstopia-palców. Ten fragment podeszwy zewnętrznej pokryty został drobnymi, wystającymi ząbkami, które „chroboczą” po asfalcie, aż miło. Oczywiście w tym miejscu trochę przesadziłem z tym „chrobotaniem”, ale rzeczywiście – małe koreczki bardzo ładnie łapią się podłoża, a my zyskujemy na dynamiczności wybicia. Jednakże do biegania w ten sposób trzeba nabrać trochę pojęcia o technice biegowej. System sprawdzony przede wszystkim na betonach i asfaltach – biegało mi się bardzo dobrze i pewnie. Nawet po „kocich łbach” dało radę przebiec, aczkolwiek cały czas trzeba było zwracać uwagę na to, co przesuwało się pod nogami. Do biegania w terenie Compy raczej się nie nadają, a to ze względu na wątłą konstrukcję. Zwyczajnie pianka by długo nie wytrzymała, gdybyśmy zaczęli je „katować” jakimiś bardziej wymagającymi kamieniami.

Kalenji Kiprun Comp bieżnik. Fot. Witalis Borowski

Fot.: Witalis Borowski

Spadek (drop)

Różnica pięta-palce w Kiprunie Comp to 10 milimetrów. Jest dobrze, ale spadek mógłby być o 2-3 mniejszy. Po co? Żeby but nabrał jeszcze większej dynamiczności, a poprzez ograniczenie ilości pianki straciłby również na wadze (o niej za chwilę). Przy prędkościach rzędu 14-18 km/h nie zaobserwowałem, żeby coś nie pozwalało mi swobodnie przetaczać stopę. Najbardziej podobało mi się to, kiedy w butach musiałem zbiegać z dość dużą prędkością. W takich wypadkach przechodzi się bardziej na pięty, więc jej miękkość (o której już pisałem) bardzo się przydawała. Słowem, zbiegało mi się po prostu bardzo komfortowo i przyjemnie, a i o to mi właśnie chodziło.

Waga buta – 205 gramów

Model startowy od Kalenji w rozmiarze 43 waży dokładnie 205 gramów. Są leciutkie i nie czuje się ich na nogach. Dodatkowo żółty kolor sprawia, że biegnąć żwawym tempem mamy czasami wrażenie, że kręcimy lepszy czas aniżeli ten, który pokazuje nam zegarek. Można się zatem oszukać.

Kalenji Kiprun Comp cholewka. Fot. Witalis Borowski

Fot.: Witalis Borowski

Wentylacja

Comp to typowa startówka, w której dużą cześć cholewki stanowi oddychająca siateczka. Dlatego też buty raczej nie nadają się do biegania w chłodniejsze dni, ponieważ może okazać się w nich zwyczajnie za zimno, co w pierwszej kolejności odczują nasze paluchy. Wnętrze buta dopracowane, jakoś specjalnie nie odczuwałem, żeby spocona noga (a ściślej: skarpeta) ślizgała się w nim. Nawet w trakcie kilkugodzinnych treningów. Zapewne wynika to z faktu, że pot po prostu szybko odparowuje z buta.

Pianka

Po przebiegnięciu 100 kilometrów nie zaobserwowałem większych oznak jej zużycia. Jest jednak bardziej delikatna, aniżeli ta w modelach przeznaczonych do treningu. Myślę, że wymiana buta na nowy powinna nastąpić po przebiegnięciu w nim 300-400 kilometrów. Dla profilaktyki. Amortyzacja nie jest przecież wieczna. Oczywiście, trzeba też uwzględnić wagę biegacza i to, w jaki sposób stawia stopę. Jestem prawie pewien, że materiały w bucie nie rozsypią się po takim kilometrażu. Po co więc wymieniać but? Dla bezpieczeństwa. Kiprun Comp nie kosztuje specjalnie dużo – jego cena to 269,99 złotych. W porównaniu do innych startówek – nawet bardzo atrakcyjna (przykładowo: Adidas Adizero Ace 6 M – 379 złotych, ASICS GEL Hyper Speed 6 – 349 złotych). W zależności od użytkowania na 1-2 sezony startowe powinny wystarczyć. Nie wszystkie przecież biegi „zaliczamy” w startówkach i nie za każdym razem ich w ogóle potrzebujemy. Warto je jednak mieć.

Co bym zmienił w Compie?

Postawiłbym na jeszcze niższy spadek w bucie. Niewiele mniejszy, bo maksymalnie 2-3 milimetrowy. Dzięki temu moglibyśmy jeszcze bardziej zredukować wagę buta. Jedynym mankamentem w tej sytuacji byłby problem z adaptacją nóg do płynnego biegania ze śródstopia. Teraz – przesiadając się ze zwykłej treningówki na Compa – nie ma z tym większego problemu. Większość butów ma drop 10 milimetrowy albo minimalnie większy (np. 12 milimetrowy w Adidas Response Cushion 22). W momencie, gdybyśmy rzucili się na głęboką wodę i zaczęli biegać ze spadkiem rzędu 8-6 milimetrów, natychmiastowo odczułyby to nasze łydki, nieprzyzwyczajone do tego typu sposobu układania stopy. Coś za coś. Osobiście jednak wolałbym trochę niżej, ponieważ i tak tego typu buta używa się raczej incydentalnie, tj. do startów albo na szybsze treningi.

Kalenji Kiprun Comp na nogach. Fot. Witalis Borowski

Fot. Witalis Borowski

Dla kogo Kalenji Kiprun Comp?

Moim zdaniem – dla amatorów, którzy przygotowują się do stopniowego nabierania coraz większych prędkości. Dlaczego dla amatorów tak, a dla zawodowców – nie? Marka chwali się tym, że w Compie Francuz Benjamin Malaty był w stanie pobiec maraton w 2:12. Wydaje mi się jednak, że bardziej powinien przypaść do gustu osobom, które poszukują czegoś pomiędzy butem startowym a butem treningowym. Zwykłemu amatorowi, nierozwijającemu takich prędkości jak zawodowi biegacze, potrzebny jest but, który będzie zarówno dynamiczny, jak na swój sposób komfortowy. No i oczywiście stosunkowo niedrogi. Tego typu butów nie używa się na co dzień, bardziej – od startu do startu. Mi bardzo spodobała się wygoda, którą daje Comp. Dla takiego biegowego „szaraka” jak ja, który na większych biegach ogląda jedynie plecy elity (ale mającego duże aspiracje do tego, żeby w przyszłości te plecy przegonić), Kalenji Kiprun Comp jest w sam raz.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisment ad adsense adlogger