fbpx

Kenenisa Bekele i Amsterdam Maraton – czy to ostatnia szansa na odrodzenie starego mistrza?

Autor: Jakub Karasek • 16.10.2018
By © Marie-Lan Nguyen / Wikimedia Commons, CC BY 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=32324881

By © Marie-Lan Nguyen / Wikimedia Commons, CC BY 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=32324881

Za każdym razem, kiedy Kenenisa Bekele ma startować w maratonie, pojawia się pytanie, czy będzie atakował rekord świata. Wiele wskazuje na to, że po wielu głośnych próbach, w tym roku nie zamierza oficjalnie próbować tego dokonać. Jego start w Amsterdamie może jednak dać odpowiedź, ile słynny Etiopczyk ma jeszcze w sobie ze starego mistrza.

W historii biegania trudno znaleźć wielu zawodników, którzy mogą dorównać osiągnięciami Kenenisie Bekele. Rekordy świata na 5000 m i 10 000 m, 3 tytuły Mistrza Olimpijskiego, 5 tytułów Mistrza Świata i lata dominacji na bieżni niewątpliwie dają podstawy do tego, żeby uznać go za jednego z największych biegaczy wszechczasów. Jednak po przejściu do biegów ulicznych gwiazda Bekele nieco przybladła. I choć jest 3. najszybszym maratończykiem w historii, wielu kibiców oczekiwało od niego znacznie lepszych osiągnięć na ulicy. Przed zbliżającym się startem Kenenisy w Amsterdamie coraz częściej pojawia się pytanie czy Bekele wciąż jest w stanie dać z siebie coś więcej?

Decyzja Etiopczyka o starcie w maratonie w Amsterdamie dla wielu kibiców była dużym zaskoczeniem. W końcu z rekordem życiowym na poziomie 2:03:03 i tak słynnym nazwiskiem, nie powinien narzekać na brak propozycji startu od organizatorów największych i najszybszych maratonów świata. Nawet, jeśli nie decydował się na start w Berlinie, można było spodziewać się jego udziału w którymś z maratonów z serii Majors – np. w Chicago czy Nowym Jorku. Zamiast tego Etiopczyk wybrał Amsterdam. Dlaczego?

Możliwych wyjaśnień jest kilka. Pierwsze z nich to niedocenianie trasy w stolicy Holandii. Chociaż rekord imprezy jest na poziomie 2:05:09, czyli słabszy niż np. w Berlinie, Chicago czy Frankfurcie, które rozgrywa się jesienią, to trasa wciąż jest bardzo szybka i potencjalnie można z tego wyniku urwać sporo. W Amsterdamie rzadko startowali najlepsi z najlepszych i Bekele może być tam największą gwiazdą od czasu zwycięstwa Haile Gebrselassie w 2005 r. Jeśli Kenenisa będzie w swojej najwyższej formie, jego występ może dać odpowiedź na to, jakiego formatu wyniki można osiągać w Amsterdamie. Są tacy, którzy sugerują, że mógłby tam pokusić się nawet na atak na rekord świata.

Problem w tym, że forma Etiopczyka jest wielką niewiadomą. Po serii zejść z trasy i mało imponującym, jak na biegacza takiego formatu, występie wiosną w Londynie (6. miejsce, 2:08:53), niektórzy postawili na Bekele krzyżyk. I rzeczywiście sceptycy mają pełne prawo twierdzić, że najlepsze lata ma już za sobą. Od ustanowienia rekordu świata na 10 000 m minęło już 13 lat, a ostatni wielki tryumf święcił w 2016 r. w Berlinie, wygrywając maraton z 2. wówczas wynikiem w historii (2:03:03, zaledwie 6 sekund słabszym niż ówczesny rekord świata). Co więcej, nawet jego agent zarzucał mu, że zbyt dużo czasu i uwagi poświęca na rozwijanie swojego biznesu (sieć hoteli), a za mało na treningi.

Do tego sam Bekele niemal przy okazji każdego startu zapowiadał, że będzie biegł po rekord świata i że to jego główny cel przed zakończeniem kariery, by do najlepszych w historii czasów na 5000 m i 10 000 m dorzucić również literki WR przy swojej maratońskiej życiówce. Jednak te najgłośniejsze zapowiedzi najczęściej kończyły się… zejściem z trasy. W związku z tym każda kolejna taka deklaracja stawała się coraz mniej wiarygodna. Nic zatem dziwnego, że sceptyków co do możliwości Kenenisy w maratonie nie brakuje. Z drugiej strony, tym razem sam Bekele nie mówi nic o swoich planach na bieg w Amsterdamie. Być może ów brak wyartykułowanych oczekiwań i presji spowoduje, że zaskoczy nas fenomenalnym wynikiem?

„Kenenisa Bekele Berlin 2009” autorstwa André Zehetbauer from Schwerin, Deutschland - Leichtathletik WM 2009 Berlin. Licencja CC BY-SA 2.0 na podstawie Wikimedia Commons - http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Kenenisa_Bekele_Berlin_2009.jpg#/media/File:Kenenisa_Bekele_Berlin_2009.jpg

Swoje ostatnie medale Mistrzostw Świata Bekele wywalczył 9 lat temu w Berlinie w 2009 r. André Zehetbauer from Schwerin, Deutschland – Leichtathletik WM 2009 Berlin. Licencja CC BY-SA 2.0 na podstawie Wikimedia Commons – http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Kenenisa_Bekele_Berlin_2009.jpg#/media/File:Kenenisa_Bekele_Berlin_2009.jpg

Drugi z powodów, dla którego Bekele mógł zdecydować się na Amsterdam może być chęć uniknięcia bezpośredniego starcia z biegaczami, z którymi przegrał w Londynie – zwłaszcza Eliudem Kipchoge i Mo Farahem. W obu przypadkach może chodzić o pewną grę psychologiczną przed przyszłorocznymi Mistrzostwami Świata (jeśli ci zawodnicy zdecydują się wziąć w nich udział) oraz przed Igrzyskami Olimpijskimi w Tokio 2020. Ewentualna druga porażka z każdym z nich w ciągu jednego sezonu mogłaby negatywnie wpłynąć na pewność siebie Kenenisy. I chociaż mówimy o jednym z najwybitniejszych biegaczy w historii, który nigdy nie obawiał się żadnych rywali, to w przypadku maratonu może wciąż poszukiwać pewnego komfortu psychicznego i upewnienia się, że wciąż może szybko biegać. W Amsterdamie będzie głównym faworytem i nie będzie musiał oglądać się na to, co robi Farah czy Kipchoge. Pytanie, czy taki rodzaj uniku nie jest przejawem słabości Etiopczyka?

Jednak najbardziej prawdopodobnym wytłumaczeniem dla wyboru Amsterdamu jako kolejnego celu jest… narodowość jego agenta. Holender Jos Hermens poprzez swoje wpływy jest w stanie wymóc u organizatorów biegu w Amsterdamie pewne udogodnienia (np. dedykowani zające), których nie mógłby oczekiwać od Berlina czy innego biegu z serii Majors. Zresztą korzyść jest obopólna, gdyż udział gwiazdy takiego formatu na pewno wzbudza większe zainteresowanie samym maratonem w Amsterdamie. Bekele lepiej czuje się w biegach rozgrywanych początkowo w spokojniejszym tempie, a tego może oczekiwać w stolicy Holandii.

Oczywiście rywale wcale nie muszą grać na warunkach Etiopczyka i mogą wyrwać do przodu od początku, ale wydaje się to mało prawdopodobne. Tempo i tak powinno być wymagające (atak na rekord trasy wydaje się być pewny), a na biegu w grupie będzie można dodatkowo skorzystać, oszczędzając siły. W gronie faworytów do walki o końcowy sukces znajdują się m.in. ubiegłoroczny tryumfator ze stolicy Holandii i rekordzista trasy (2:05:09) Kenijczyk Lawrence Cherono, będący w wysokiej formie w tym roku Etiopczyk Mule Wasihun (rekord życiowy z półmaratonu z Barcelony 59:44, życiówka w maratonie 2:05:39). On, jak i dwaj inni Etiopczycy – Solomon Deksisa (r.ż. 2:06:22) i Tadu Abate (r. ż. 2:06:54) mogą współpracować z Bekele, rywalizując z grupą Kenijczyków, w której oprócz Cherono pobiegną Gideon Kipketer (r. ż. 2:05:51) czy Laban Korir (r. ż. 2:05:54). Spośród zawodników z życiówkami poniżej 2:07 w stawce elity jest także reprezentujący Turcję Kaan Ozbilen (r. ż. 2:06:10).

Czy któryś z powyższych zawodników będzie w stanie sprawić niespodziankę i zagrozić Kenenisie Bekele? Na papierze to Etiopczyk jest głównym faworytem i jeśli tylko ma za sobą niezakłócone przygotowania oraz odbudował się psychicznie po ostatnich niezbyt udanych maratonach, wydaje się, że to on będzie dyktował warunki. Zwłaszcza, że ewentualne zwycięstwo i dobry wynik w Amsterdamie może przywrócić kibicom wiarę w jego możliwości także na królewskim dystansie. Pytanie, ile jeszcze determinacji i motywacji ma w sobie Kenenisa Bekele? O tym powinniśmy się przekonać 21 pażdziernika podczas TCS Amsterdam Marathon.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisment ad adsense adlogger