„Kochanie, oto dlaczego bieganie jest dla mnie ważne” [LIST do żony, która nie rozumie]

Autor: Kuba Frołow • 18.09.2018

biegacz

Kiedy już wszystkie metody, łącznie z zachętą do wspólnego przebiegnięcia się, zawiodły, do żony, która ciosa wam kołki na głowie… napiszcie list. Poniżej inspiracja.

Kochanie,

chciałbym, byś wiedziała, że doceniam każdą możliwość zrealizowania treningu, jaką mi stwarzasz. Wiem, jak wiele obowiązków domowych dzielimy i jak trudno Tobie samej wygospodarować czas dla siebie – na lekturę książki, obejrzenie komedii romantycznej w telewizji czy relaksującą kąpiel. Czas, na który bezwzględnie zasługujesz! Wdzięczność, jaką czuję, miesza się jednak często z wyrzutem sumienia, że wychodząc, nie daję Ci szans na wykorzystanie tego czasu dla siebie lub – co gorsza – zabieram go rodzinie.

Nim usiądziemy, by spróbować na spokojnie podzielić ten wolny czas pomiędzy potrzeby nas wszystkich, pozwól, że wprowadzę Cię nieco w mój biegowy świat. Być może łatwiej będzie Ci zrozumieć, czemu ta „najprostsza forma aktywności” jest dla mnie tak ważna.

Cel

Zacznę od tego, że ja – o czym być może nie wiesz – nie biegam. A mówiąc precyzyjnie – już nie biegam. Biegałem kiedyś, a od kilku lat trenuję bieganie. Różnica jest ogromna! Oznacza to, że przygotowuję się do zawodów nie tyle, by wziąć w nich udział czy dobiec szczęśliwie do mety. Z niemal każdym startem wiążą się cele wynikowe czyli precyzyjnie określony czas, w jakim mam zamiar osiągnąć metę. Start na 10 km może być celem samym sobie (poprawienie dotychczasowej życiówki), jak i celem pośrednim – sprawdzenie, w jakim czasie pobiegnę kilka tygodni później maraton, który jest moim startem docelowym, któremu tak wiele sfer mojego (i naszego) życia podporządkowuję. Choć to możne zabrzmi śmiesznie, pod pewnymi względami jestem jak profesjonalista, który wie, że musi uzyskać odpowiedni wynik, by liczyć się w walce o medale.

Trening

Z tym, co powyżej, wiąże się precyzyjnie napisany plan treningowy – chociażby właśnie pod określony wynik w maratonie. Robię to sam (są tacy, którzy mają trenerów, którym płacą), studiując poradniki, czytając portale, blogi, pytając bardziej doświadczonych na forach dyskusyjnych. Traktuję to zatem poważnie, gdyż źle napisany plan – zbyt duże obciążenia w okolicach startu, brak zaplanowanej regeneracji (mam już swoje lata…) czy bieganie kilometrowych odcinków w tempie o kilkanaście sekund za wolnym mogą mieć wpływ na to, że najważniejsze zawody w roku ukończę z czasem poniżej tego, na który pracowałem wiele miesięcy. Oczywiście – świat się od tego nie zawali. Przecież to tylko hobby! Ale hobby traktowane bardzo poważnie. Hobby, które zabiera czas, wymaga dyscypliny, porządku i wyrzeczeń. Więc kiedy pytasz, czy danego dnia zamiast dwie nie mógłbym pobiegać godzinę, zmuszony jestem – wchodząc z Tobą w kolizję – zaprzeczyć. Plan napisany pod mój najważniejszy bieg w roku zakłada właśnie taką, a nie inną jednostkę treningową. I to właśnie dzisiaj! Jeżeli jej nie zrobię, straci sens kilka wcześniejszych, jaki i te, które po niej nastąpią. To naprawdę precyzyjnie ułożona konstrukcja!

Dieta

W ostatni weekend przykro Ci było, kiedy do kolacji odmówiłem wypicia lampki wina. Mało tego – w odróżnieniu od reszty rodziny zamiast pizzy jadłem… kaszę gryczaną z warzywami i serem feta (fuj!). Mi też było przykro! Wiele bym dał, by nie liczyć kalorii i na moment zapomnieć się, wyluzować… Wiem jednak, jak ważny jest odpowiednio skomponowany jadłospis biegacza – nawet amatora, jakim jestem. Niektórzy z ekspertów twierdzą, że kilogram na wadze biegacza to podczas łamania trzech godzin w maratonie aż trzy minuty w ogólnym czasie na mecie. A to jest właśnie mój cel na ten sezon, na który tak ciężko pracuję. Więc kiedy będę odmawiał zjedzenia tortu urodzinowego u Twojej mamy, wiedz, że w tym wszystkim jest głęboki sens (choć nie darzę jej nadmierną sympatią). A poza tym… do startu pozostał ledwie miesiąc. Po nim odbijemy sobie odkładane na później przyjemności.

Tanie bieganie

I ostatnia kwestia – budżet. Wiem, że kupowanie przynajmniej dwóch par butów rocznie, sezonowa wymiana strojów czy start w zawodach kosztują. Zsumowane kosztują być może niemało. I na pewno znalazłabyś wiele sposobów, jak inaczej spożytkować te środki. Daleki jestem od tego, by pokazywać Ci przykłady facetów w podobnym wieku, którzy mają zainteresowania pochłaniające nieporównanie większe budżety (motocykle, reaktywacja kapeli rockowej…). Bo sytuacja każdej z rodzin (zarobki, potrzeby, priorytety) jest inna. Nie mówiąc już o nałogach, które pochłaniają więcej niż mój roczny biegowy budżet. Z pewnością jednak zgodzisz się, że aktywność i kondycja koniec końców przykładają się na oszczędności poczynione na służbie zdrowia. Jak wiadomo, lepiej zapobiegać niż leczyć.

Wracając do początku… Daleki jestem od prób udowadniania ci, że moje pasje i potrzeby ważniejsze są od Twoich czy naszych. Pisząc ten list pragnąłem przede wszystkim opowiedzieć Ci nieco więcej na temat mojego biegania niż zapewne wiesz. Przekonać, jak wiele codziennych decyzji i zdarzeń ma swój głęboki konkretny cel – z czegoś wynika i ku czemuś zmierza. Że jest to system dość precyzyjnie połączonych naczyń w życiu biegacza-amatora. Mając na uwadze potrzeby nas wszystkich, gotów jestem wraz z Tobą znaleźć respektujące je rozwiązanie.

Twój mąż

Słowem komentarza:

Po pierwsze – adresatką listu jest kobieta (w domyśle – żona, partnerka, dziewczyna). Jednakowoż w równym stopniu można zaadresować go do mężczyzny (w tym sensie, że autorem jest kobieta, choć inne konfiguracje także są dopuszczone).

Po drugie – nie roszczę sobie majątkowych praw autorskich do powyższego, stąd nie będę szukał listem gończym każdego, kto zdecyduje się zapożyczyć dowolną część tekstu i wykorzystać w celu wiadomym. Dopuszczam nawet przypisanie sobie autorstwa listu (osobiste prawa autorskie) – zwłaszcza że głupio byłoby walczyć o swoje, przyznając zarazem, że list skopiowało się z Internetu. 🙂

Po trzecie – wyżej wymienione kwestie szczegółowe są oczywiście „z życia wzięte”, niekoniecznie jednak mojego! Proszę mi zatem nie imputować życia pod wspólnym dachem z kobietą nieczułą na potrzeby osoby, którą się – bądź co bądź – kocha. Być może i u Was pojawiają się podobne lub inne przykłady niezrozumienia przez partnera spraw typowych dla indywidualnych praktyk biegowych.

Po czwarte – w teorii tzw. Idealnych związków mówi się o tym, że oprócz przestrzeni wspólnej każdy z partnerów musi mieć przestrzeń wyłącznie dla siebie. I o taką każdy z nas powinien upominać się, a w przypadku niepowodzenia – walczyć o nią. Taką przestrzenią mogą być właśnie treningi biegowe. Oczywiście, przestrzeni tej nie należy nadużywać! Inaczej taka akcja z listem nie tylko skazana będzie na porażkę, ale wręcz rozjuszy „drugą stronę”. Przed wystosowaniem pisemka jak powyżej warto zatem zastanowić się, czy sami nie jesteśmy w tym względzie zbyt egoistyczni. Czy nasze postulaty faktycznie mają podstawy itp.

Po piąte – i ostatnie – w przypadku każdego działają inne mechanizmy. Jedna z żon poczuje się miło, że zdecydowaliście się napisać do niej list (może nawet wzruszycie ją w ten sposób), który ona w skupieniu przeczyta, gdy już wszyscy zasną. Inna podrze go w Waszej obecności na drobne kawałki i nawrzuca, że „nie będziecie jej tu liścikami oczu mydlić”. Zastanówcie się zatem, czy jest to droga, którą faktycznie powinniście podążać.

Powodzenia!

Jedno przemyślenie nt. „„Kochanie, oto dlaczego bieganie jest dla mnie ważne” [LIST do żony, która nie rozumie]

  1. Advertisment ad adsense adlogger