fbpx

Wiadomości

[h2]W środę, 31 października, do księgarń trafiła książka napisana przez Pawła Fajdka, trzykrotnego mistrza świata w rzucie młotem. „Petarda. Historie z młotem w tle” to zbiór anegdot i niezwykłych historii z życia jednego z najbardziej utytułowanych polskich lekkoatletów.[/h2] – Z Petardy dowiecie się, że lekkoatleci to, w zdecydowanej większości, weseli ludzie. Lubimy się śmiać, lubimy żartować i lubimy wikłać się w momentami przedziwne sytuacje. Ale mamy też umiejętność wychodzenia z nich w taki sposób, że później się z tego możemy śmiać – mówi Paweł Fajdek, który książkę napisał razem z dwoma dziennikarzami sportowymi Pawłem Hochstimem i Pawłem Skrabą. Książka obecnego mistrza świata w rzucie młotem w poniedziałek została zaprezentowana już dziennikarzom i zaproszonym do Muzeum Sportu w Warszawie specjalnym gościom oraz na pierwszym spotkaniu autorskim, które odbyło się w warszawskim Empik Arkadia. Już po oficjalnej premierze zaplanowane są także kolejne spotkania autorskie w siedmiu innych polskich miastach – Toruniu (9.11), Katowicach (10.11), Poznaniu (13.11), Bydgoszczy (14.11), Gdańsku (15.11), Łodzi (16.11) i Wrocławiu (2.12). – Na pewno z tej książki dowiecie się rzeczy, o których nigdy nie słyszeliście. Dowiecie się też tych, o których słyszeliście, ale niekoniecznie prawdę. A ponieważ przeczytacie w niej również o trudnych i przykrych dla mnie momentach to jestem przekonany, że uwierzycie w to, że nie ściemniam. Tu jest sto procent prawdy – dodaje Fajdek. Recenzentami książki zostali świetny przed laty kulomiot Tomasz Majewski, koszykarz Marcin Gortat i dziennikarz sportowy Przemysław Babiarz. – Dobrze napisana książka, którą czyta się jednym tchem. Paweł Fajdek wysadza w powietrze nasze wyobrażenia o tym, co dzieje się na zapleczu trzech tytułów mistrza świata – napisał Babiarz. – W Petardzie nie brakuje anegdot, dzięki czemu całość czyta się bardzo przyjemnie – dodał Gortat. Fajdek na pierwszych stronach „Petardy” zapowiada, że to nie jest jego ostatnie słowo, zarówno na lekkoatletycznym stadionie, jak i na księgarskim rynku. – Mam zamiar napisać łącznie trzy książki. Pierwsza już jest, drugą napiszemy, mam nadzieję, po 2020 roku, gdy wreszcie zdobędę medal olimpijski, a trzecią, nazwijmy ją „Cała prawda o lekkiej atletyce” już po zakończeniu kariery – wyjaśnia polski młociarz. „Petarda. Historie z młotem w tle” powstała nakładem wydawnictwa SQN. Mecenasem książki jest firma Polanik, producent sprzętu lekkoatletycznego.
[h2]Fascynują Cię góry i bieganie? Szukasz inspiracji i chcesz doskonalić swoje umiejętności? Sięgnij po ULTRA. Dobiegniesz dalej, niż myślisz - wyjątkową opowieść o świecie wymagających biegów długodystansowych. Nowa książka Violetty Domaradzkiej i Roberta Zakrzewskiego – pary wegańskich ultra maratończyków, ukaże się na rynku już 3 października nakładem wydawnictwa Agora.[/h2] Czym są biegi ultra? Co zyskasz wybiegając z miasta? Ultra sprzęt, czyli co będzie Ci potrzebne? Jak wygląda ultra dieta na przykładzie przygotowań do biegu Niepokorny Mnich czy Gorce Ultra-Trail? Odpowiedzi na te i wiele innych pytań znajdziecie w książce ULTRA. Dobiegniesz dalej niż myślisz. Biegi ultra łączą w sobie dwie cechy: dystans powyżej maratonu (od 43 kilometrów) i ciągłość wysiłku. Na biegu ultra nie ma noclegów ani przerw - biegniesz, aż dobiegniesz. Autorzy zabierają czytelnika w magiczny świat biegów ultra, pokazując radość, zmęczenie, trudy treningów i satysfakcję z każdego kroku na trasie biegu. Świtało. Po sześciu godzinach biegu, parnej nocy i niezliczonych podejściach skończyła mi się woda. Noc była upalna, a pojawiające się coraz odważniej słońce, zapowiadało gorący dzień. Skupiałem się na każdym kroku, tym bardziej, że przede mną pojawiło się właśnie kolejne wzniesienie. Przypomniałem sobie, że gdzieś na trasie miały być źródełka. O tak, to byłoby wybawienie. Kilka łyków zimnej wody i można biec do pierwszego, nadal oddalającego się jak fatamorgana, punktu żywieniowego (fragment książki). Ta książka to przewodnik dla debiutantów, ale też podróż w świat ultra dla biegaczy - wyjadaczy! Swoim doświadczeniem i poradami dzielą się wspólnie z autorami najbardziej znani polscy biegacze ultra, m.in. Patrycja Bereznowska, Bartosz Gorczyca, Ewa Majer i Dominika Stelmach. Ważnym elementem ULTRA jest część poświęcona zdrowiu i odżywianiu. Viola i Robert chcą przekonać czytelników do tego, aby ich pierwszy start w biegu ultra był początkiem pięknej, wieloletniej i bezkontuzyjnej przygody z bieganiem na dystansie nawet powyżej 100 kilometrów. Dlatego na kartach kolejnych stron zamieścili wypowiedzi i opinie kardiologa, ortopedy, a nawet psychologa. Książka jest podzielona na 12 rozdziałów - miesięcy, z których każdy opisuje odrębny aspekt przygotowań i praktyki biegowej. O Autorach: Violetta Domaradzka i Robert Zakrzewski, Biegacze ultra, eksperci od zdrowej kuchni roślinnej i ekologicznego stylu życia. Pasją do sportu i zdrowia dzielą się, organizując wydarzenia sportowe (Bieg Wegański, bieg górski Gorce Ultra-Trail) oraz na łamach kolejnych książek (Kuchnia dla biegaczy. Siła z roślin, Kuchnia dla serca. Zdrowie z roślin, Love Vegan. Gotowy jadłospis na 21 dni) oraz na blogu 100milszczęścia.pl. Viola najchętniej startuje na dystansie 100 kilometrów, a Robert przebiegł 184 km w 24 godziny na roślinnym paliwie. Prowadzą fundację Run Vegan którą stworzyli, aby promować aktywność fizyczną i zdrowy styl odżywiania. Książka "Ultra" była dla mnie jak wyprawa na biegi, których brakowało w moim kalendarzu, jak rozmowa z biegaczami, których (o dziwo) jeszcze nie poznałam, jak dobry posiłek z przyjaciółmi - zdrowy i okraszony wieloma anegdotami i ciekawostkami. O biegach ultra wiem sporo, a dzięki "Ultra" jeszcze więcej. Takie książki powinny mieć tyle stron, ile ma najdłuższy bieg na świecie, a tu uwaga: finisz nadejdzie zbyt szybko! Patrycja Bereznowska, rekordzistka i Mistrzyni świata i Europy w biegu 24-ro i 48-śmio godzinnym Nowa książka wegańskiego duetu, czyli Violetty Domaradzkiej i Roberta Zakrzewskiego, wciąga nas w świat polskich, i nie tylko, biegów górskich, rozgrywanych na dystansach powyżej maratonu.  Autorzy z właściwym sobie humorem prezentują najciekawsze ich zdaniem biegi ultra i pokazują, jak z niewyobrażalnego dla większości codziennych biegaczy wysiłku uczynić fantastyczną przygodę.  Książka bogato ilustrowana przepięknymi zdjęciami Jacka Deneki, jednego z najlepszych polskich fotografów specjalizujących się w uwiecznianiu biegaczy górskich oraz sylwetkami biegaczy ultra. Doskonała zachęta do zmierzenia się z bieszczadzkimi, gorczańskimi czy beskidzkimi szlakami dla tych, którzy jeszcze tego nie próbowali oraz okazja do refleksji i wspomnień dla starych ultrasów. Mirosław Bieniecki, prezes Fundacji Bieg Rzeźnika  
[h2]Jak trenowali najlepsi polscy zawodnicy? Dlaczego biegowe rekordy pozostają niepobite od lat? Tego dowiadujemy się z książki "Trening mistrzów" przygotowaną przez Jakuba Jelonka.[/h2] Trzeba powiedzieć sobie jasno: Jakub Jelonek by stworzyć książkę, wykonał kawał dobrej roboty. Z każdym z bohaterów spotkał się osobiście, a żeby z niektórymi porozmawiać, musiał ich łapać (dosłownie) w biegu. Książka jest na swój sposób wyjątkowa, gdyż stanowi zapis rozmów z istnymi legendami polskiego biegania m.in. Wandą Panfil, Janem Hurukiem, Grzegorzem Gajdusem, trenerem Wiesławem Kirykiem. Przedstawia zarówno ciemne, jak i jasne strony zawodowego sportu w szczególności tego, który miał miejsce na przełomie lat 80-tych i 90-tych. Są to wspomnienia z pierwszych, szkolnych treningów, pierwszych startów, pierwszych sukcesów na arenie światowej. Opowieści bohaterów są przeróżne – od czysto praktycznych np. wskazówki treningowe Wiesława Kiryka, po wspominkowe anegdoty Jana Huruka czy Dariusza Kruczkowskiego. Znajdziemy tam też sporo przemyśleń odnośnie dzisiejszego biegania, w tym również amatorskiego. Dowiadujemy się, dlaczego wieloletnie rekordy wciąż są niepobite i czym się różni mentalność współczesnych zawodników od tych sprzed 20 czy 30 lat. Obrywa się też nieco niektórym młodym trenerom. Jest nieco planów treningowych, które oczywiście mogą być pomocne ścigaczom-amatorom, przeciętny biegacz potraktuje je jednak jako ciekawostkę. Na pewno przydatne mogą się okazać wskazówki odnośnie treningu, treningu wspomagającego, regeneracji – to wiedza absolutnie uniwersalna, a do tego z pierwszej ręki, czyli od byłych zawodników oraz trenerów. To, co rzuca się w oczy przede wszystkim, to konsekwencja i ogrom pracy, jaką bohaterowie „Treningu mistrzów” włożyli w treningi. Talent? Zapewne każdy z nich miał w sobie zalążek mistrza, aczkolwiek to silna motywacja i upór pozwoliły im odnieść sukces. Książka sama w sobie jest zatem motywująca, czasem wzruszająca, a innym razem zabawna. Szkoda jedynie, że w książce umieszczono niewiele zdjęć. Czytając poszczególne historie, chciałoby się zobaczyć to wszystko, o czym opowiadają bohaterowie. To z całą pewnością idealnie dopełniłoby całości. Sama treść jednak, a przy tym sama książka, jest zdecydowanie godna uwagi. To tak, jakby ktoś zebrał w całość wszystkie wywiady przeprowadzone na przestrzeni lat z poszczególnymi zawodnikami i jeszcze dorzucił liczne bonusy w postaci historii, jakich prawdopodobnie nigdy nie mieliśmy okazji usłyszeć. Lektura na wakacje jak znalazł!
[caption id="attachment_53861" align="aligncenter" width="660"] fot: Tomasz Osiński[/caption] [h2]Co jeść przed, w trakcie i po bieganiu? Przemysław "Vegenerat” Ignaszewski zabiera nas na aktywny bieg przez wertepy, a także przez kuchnię, gdzie podpowiada, jak odżywiać się podczas morderczego wysiłku. [/h2] Przemysław „Vegenerat” Ignaszewski w swojej drugiej książce serwuje nam kolejną porcję biegowych i kulinarnych eksperymentów. Pokazuje, jak ważnym elementem każdej aktywności jest posiłek, podpowiada, co można jeść nie tylko przed biegiem, ale także podczas niego i bezpośrednio po nim.  W KSIĄŻCE ZNAJDZIEDZIE: opowieści o znanych biegach długodystansowych, anegdoty z życia ich uczestnika, przepisy na przekąski poprzedzające wysiłek, dodające energii w trakcie biegu, a także pozwalające się zregenerować. O autorze: Przemysław Ignaszewski – blisko czterdziestoletni mężczyzna, który przed kilku laty był mało aktywnym, zmagającym się z nadwagą żołnierzem. Postanowił zmienić swoje życie i zaczął biegać, a wkrótce sport ten przerodził się w wielką pasję. Nowy tryb życia sprawił, że autor zainteresował się kuchnią roślinną, która na dobre zagościła w jego menu. Na swoim blogu vegenerat-biegowy.pl dzieli się z czytelnikami doświadczeniami w bieganiu i gotowaniu. Premiera książki 14 marca 2018.
[h6]Anna Pawłowska-Pojawa, autorka książki, (w różowej koszulce). 35. Maraton Warszawski. Fot. Andrzej Chomczyk www.sztukakadru.pl[/h6] [h2]W tym roku minie dokładnie 50 lat od momentu, kiedy Roberta Gibbs pokonała (nieoficjalnie) maraton w Bostonie. Dzisiaj widok kobiet na mecie maratonów czy biegów ultra nikogo nie dziwi. Biegające panie stanowią rosnącą grupę społeczną, coraz częściej startują w imprezach masowych i zgłębiają tajniki tego sportu. Właśnie do nich adresowana jest książka Anny Pawłowskiej-Pojawy, "Bieganie. Kobieca strona mocy".[/h2] Każda z kobiet ma swój własny powód aby w pogodę lub niepogodę włożyć sportowe buty i pobiec przed siebie. Jedne chcą utrzymać formę i zgrabną sylwetkę, inne uciec od kłopotów, czy dorównać koleżankom z pracy, albo zrobić wrażenie na tym jedynym. Jeszcze inne odnajdują w sobie żyłkę do rywalizacji. Jednak, dla wielu innych rozpoczęcie regularnego biegania wcale nie jest tak proste. Nieustannie powracają pytania: Ile czasu poświęcić na trening? W jakim tempie biec? Jak często wychodzić? W jakich butach biegać i jaki sprzęt warto kupić, a co będzie tylko gadżetem? "Bieganie. Kobieca strona mocy" jest zbiorem odpowiedzi na te i inne pytania, nurtujące biegaczki. To poradnik zarówno dla początkujących jak i zaawansowanych w tym sporcie pań. Czytelniczki odnajdą w nim porady dotyczące planowania treningów, zdrowego odżywania, przygotowania do udziału w zawodach, maratonach, nawet ultramaratonach. Książka przedstawia również najprostsze i najpopularniejsze metody, które pomogą rozpocząć biegową przygodę. Podpowiada, jak funkcjonować w biegowym świecie, co zrobić, gdy pojawi się kontuzja, jak zareagować na nią, gdy jeszcze nie jest za późno. Autorka podpowie również jak wybrać odpowiednie obuwie i strój, w którym można się poczuć nie tylko komfortowo ale i kobieco, oraz przydatne gadżety i aplikacje sportowe. Doradzi też jak podtrzymać motywację. Ania Pawłowska-Pojawa biega od ponad 10 lat i ma na swoim koncie kilkaset imprez biegowych w kraju i za granicą. W 2007 roku była wicemistrzynią Polski dziennikarzy w maratonie, a w 2014 roku zajęła II miejsce w Mistrzostwach Polski Dziennikarzy w biegu na 10 km. W 2014 r. wygrała też I Kielecki Bieg Górski (23 km). Swoim optymizmem i biegową pasją od lat dzieli się na blogu Ania biega. Pisze o bieganiu dla tygodnika „Wprost”. [h3]Spis treści[/h3] [h4]1. Kobiety i bieganie[/h4] Jak kobiety zdobywały maraton, czyli walka o równouprawnienie Wolniej, ale dłużej. Czy kobiety biegają inaczej? Pięknie się różnimy, czyli anatomia w biegu Inny serca rytm, czyli dwa słowa o fizjologii Gen rywalizacji. Czy kobiety lubią się ścigać? [h4]2. Jak zacząć biegać?[/h4] Czy każdy musi biegać? Najtrudniejszy pierwszy krok Metoda spontaniczna Metoda systematyczna Sama czy w towarzystwie? Kluby, grupy, treningi Jak nie wyzionąć ducha? Sprint, trucht, marszobieg Pół godziny i co dalej? Kiedy sięgnąć po plan treningowy? Bieganie nie musi boleć, czyli co z tymi stawami Zajęcia wyrównawcze [h4]3. Kobiece sprawy[/h4] Cykle i okresy Faza na życiówkę Dostosuj trening do „kalendarzyka” Dwa słowa o wygodzie i higienie [h4]4. Nie tylko w nogach siła[/h4] Smukła talia, stalowe pośladki, mocny brzuch Przysiad, deska, pompka – ćwiczenia wspierające bieganie Pokochaj piłki Biegaczka na siłowni, biegaczka na hali Jakie ćwiczenia wybrać na siłowni? Sztanga i hantle nie tylko dla kulturystów Na hali rodzi się siła Nie musisz być triatlonistką... …ale naucz się pływać I wsiądź na rower! [h4]5. Buty to podstawa[/h4] Nie tylko adidasy Powiedz mi, gdzie biegasz Footscanning i inne sztuczki Jak dobierać buty? Bal na 100 par, czyli ile par butów? Ściąga dla Kopciuszka Marki popularne i specjalistyczne Gdzie kupować buty do biegania? [h4]6. Nie szata zdobi biegacza, ale...[/h4] Ubierz się w obcisłe Szorty vs. legginsy T-shirt, top czy bluza Kompresja wysmukla łydki Skarpetki nie muszą być ze złotogłowiu Dolne i górne niewymowne, czyli dwa słowa o bieliźnie Trzymaj piersi… w dobrym biustonoszu Moda sezonowa Wiosna Lato Jesień Zima W czym na zawody, a w czym na trening? [h4]7. Umiarkowana gadżeciara[/h4] Elektronika jest fajna Smartfon przyjacielem kobiety Zmierzyć serca bicie Uciski i uściski, czyli co z tą kompresją? Gadżety nie tylko dla kobiety A jednak jestem wielbłądem Świecąc w ciemnościach [h4]8. Co z tymi kilogramami?[/h4] Biegam i nie chudnę Kalorie wciąż się liczą Z dzienniczka żywieniowca Jak biegać, żeby schudnąć? Szybko i krócej czy długo i powoli? Ćwiczenia wspierające odchudzanie [h4]9. Jedziemy na zawody![/h4] Chciałabym, ale… Kiedy wziąć udział w pierwszych zawodach? Jak wybrać dystans i termin? Masowy czy kameralny – w jakim biegu lepiej debiutować? Te wszystkie formalności... Zapisy i płatności Czego może wymagać organizator? I niby za co ja płacę?! Po czym poznać dobrą imprezę biegową? Trema przed pierwszym biegiem Baba z walizami, czyli co spakować na bieg Punktualność jest grzecznością królów, czyli logistyka Depozyt, strefa startowa i inne nowe słówka Meta! Co robić po biegu? [h4]10. Maraton i co dalej?[/h4] Królewski dystans, czyli 42 km 195 m Kiedy pierwszy maraton? Jak wybrać miejsce i termin debiutu? Nie każdy musi, każdy może Trening do maratonu Jak nie wpaść w pułapkę planów treningowych? Przed pierwszym startem Lista kontrolna maratończyka Jesteś zwycięzcą! Pora na regenerację Nowe wyzwania Poza horyzont, czyli ultramaratony Do góry i na dół, czyli biegi górskie Nie tylko bieganie, czyli w stronę triatlonu [h4]11. Czy trener to konieczność?[/h4] Bieganie z głową Plany treningowe w książkach i wsieci Jak czytać gotowe plany? Jak wybrać plan dla siebie? Trener – głowa, która myśli za ciebie Jak znaleźć dobrego trenera? Obóz biegowy [h4]12. Sytuacje awaryjne[/h4] Stop! Kontuzja! Lepiej zapobiegać, niż leczyć Rozbiegać czy poczekać? To nie koniec świata Jak wykorzystać przerwę? Wracamy do żywych! Uwaga: bieganie uzależnia! [h4]13. Motywacja jest w nas![/h4] Kiedy ciało mówi dość Małe i duże motywatory biegowe Jak nie przestać biegać? Dłużej czy szybciej? Jak nie stracić radości z biegania? Gdzie szukać rezerw? Dziesiąty krąg wtajemniczenia Czy na pewno wiesz już wszystko? Z dala od reflektorów Bieganie na co dzień Jak biegać, żeby się nie zabiegać? Ucieczka przed nudą [h4]Zakończenie[/h4] Dodatek. Najciekawsze biegi dla kobiet – subiektywny przegląd Biegi dla kobiet w Polsce Biegi dla kobiet w Europie Biegi dla kobiet na świecie Słowniczek Bibliografia Podręczniki treningowe Wybrane książki o biegaczach i bieganiu. Biografie i inspiracje Literatura okołobiegowa Polskie magazyny i strony internetowe o bieganiu Autorzy zdjęć w książce Anna Pawłowska-Pojawa "Bieganie. Kobieca strona mocy" Format: 16,5 x 23,5 cm Liczba stron: 240 Cena: 34,90 zł Wydawca: Samo Sedno Więcej informacji: www.SamoSedno.com.pl Prenumeratorzy magazynu BIEGANIE mogą skorzystać z 15% zniżki w księgarni internetowej Samo Sedno.
[h2]Garść pomysłów na kanapkę, innych niż klasyczna szynka-ser, owsianki, makarony, kombinacje warzyw, kasz i nasion, a wśród nich trochę egzotyki - bigos imbirowy czy zupa bananowa. Na rynku pojawiła się nowa książka o diecie roślinnej dla biegaczy, napisana przez dwójkę wegan i ultramaratończyków.[/h2] Tekst pochodzi z najnowszego numeru magazynu Bieganie i jest wersją rozszerzoną. Zobacz co jeszcze znajdziesz w numerze październik 2015. Możesz też kupić Bieganie na nexto.pl. Viola i Robert są wariatami. Pozytywnymi. Rozmowa na temat książki i Biegu Wegańskiego, który organizują przerodziła się w trzygodzinne spotkanie przy kawie i lemoniadzie. Nie skończyło się na zachwalaniu swojego ogonka, ale na opowieści o misji uświadamiania ludzi, zarówno w kwestii zdrowego żywienia, prowadzenia aktywnego trybu życia, dochodzenia do ładu ze swoją głową, lepszego podejścia do otaczającego nas środowiska. Wielu ludzi uznałoby ich pewnie za oszołomów. Ganiających po świecie z workami na śmieci, nawołujących do globalnych porządków, wojujących włócznią z grillowanymi burakami i okazywania braterskiej miłości krowom i prosiętom. Można stwierdzić, że tacy ludzie są nawiedzeni, albo spojrzeć na ogrom ich pracy i jej efekty. W wielu kwestiach ich misja przypomina jeszcze walkę z wiatrakami, bo jak przekonać ludzi do przygotowywania zdrowych deserów, gdy półki w sklepach uginają się od różnych wspaniałości, po które wystarczy tylko sięgnąć? Jak przekonać ich do posprzątania paskudnych śmieci, które narozwalał ktoś inny i przecież jutro też przyjdzie i narozwala? Promocja zdrowego i aktywnego trybu życia, którego nie można kupić razem z reklamowanymi pigułkami albo super-zegarkiem nie jest chwytliwa. Ale kropla drąży skałę. A dwójka pozytywnie zakręconych wegan-biegaczy pociąga za sobą coraz więcej osób. [su_highlight background="#fbf2dd" color="#713c11"]Solidna porcja eksperymentów[/su_highlight] Książka, którą napisali powstała z potrzeby przełamania stereotypów, z jakimi Viola i Robert często się spotykają w kontekście diety i biegania, z chęci pokazania ludziom, że to wszystko nie jest tak trudne, jak im się zdaje, inspiracji do eksperymentowania i przełamywania barier. Przepisy powstały na drodze takich właśnie eksperymentów autorów w kuchni. Wiele z nich jest naprawdę prostych, inne, trochę bardziej finezyjne w przygotowaniu. Podzielono je na pomysły na śniadania, drugie śniadania, zupy, dania główne, sałatki, koktajle i napoje, desery, jedzenie przed startem i po nim oraz coś na regenerację. Przy wszystkich znajdziemy metryczkę z podaną liczbą kalorii, procentową zawartością białka, węglowodanów, informację o obecności konkretnych witamin i minerałów, czy danie jest nisko- czy wysokokaloryczne albo niskotłuszczowe. [h6]W numerze listopadowym Biegania przeczytacie reportaż z redakcyjnego gotowania z autorami książki Violettą Domaradzką i Robertem Zakrzewskim. Fot. Magdalena Ostrowska-Dołęgowska[/h6] [su_highlight background="#fbf2dd" color="#713c11"]Szczypta wiedzy[/su_highlight] O założeniach diety roślinnej opowiada dietetyk Damian Parol. W napisanej przez niego części znajdziemy też wskazówki jak obliczyć swoje zapotrzebowanie kaloryczne. Przede wszystkim jednak - połknąć sporą dawkę nieszczególnie powszechnej wiedzy na temat niektórych witamin i minerałów, których niedobory są bardzo powszechne. Cenne są zwłaszcza informacje o tym, że o niektórych niedoborach (np. witaminy D) informacje są sprzeczne lub prawdziwe tylko po części. Interesuję się dietą od dawna i sporo czytam w tym temacie od lat będąc redaktorem Biegania. W tej książce znalazłam jednak informacje, które zobaczyłam po raz pierwszy. W samych przepisach zdarzają się oczywiście składniki trudno dostępne poza wielkimi miastami i supermarketami. Osoby z małych miasteczek i wsi będą od czasu do czasu musiały złożyć zamówienie przez Internet, jeśli będą chciały przygotować coś z nasionami chia, kuminem, kolendrą, olejem dyniowym czy kokosowym albo czarnym sezamem. Większość składników jest jednak łatwo dostępna, a przepisy proste do wykonania, choć niekiedy czasochłonna, co dla biegacza bywa barierą samą w sobie. Nawet jeśli trzeba coś odstawić do piekarnika na 2 godziny i nie ma potrzeby stać nad nim i krzesać ognia. Sama do takich biegaczy należę i nie przepadam za daniami, o których grę wstępną trzeba przeprowadzić kilka godzin wcześniej lub poprzedniego dnia. Może tę właśnie kwestię należy wskazać jako mankament. Chętnie zobaczyłabym ikonkę z łącznym czasem przygotowania potrawy. Bardzo podobają mi się też listy zamienników jajek, masła, wędlin i serów. Sama przez 3 miesiące byłam zmuszona do odstawienia wszystkich tych rzeczy, gdy leczyłam się z nietolerancji pokarmowych. Na początku bezradnie myślałam o naleśnikach albo placuszkach owocowych z mąki jaglanej albo ryżowej bez porządnego spoiwa jakim są jajka. [su_highlight background="#fbf2dd" color="#713c11"]Przybranie z biegowych inspiracji[/su_highlight] W książce poza przepisami i sferą wiedzy o diecie roślinnej pojawiają się również historie związane ze startami Violi i Roberta w biegach ultra. Autorzy łamią kolejny stereotyp i wzorem Scotta Jurka pokazują, że na paliwie roślinnym w baku da się jechać naprawdę daleko, a dostarczanie sobie białka czy regeneracja nie są mission impossible. To kawał dobrej lektury i duża porcja kulinarnych inspiracji. Przeczytaj również rozmowę z autorami książki na magazynbieganie.pl.
Fot. Piotr Dymus Nakładem wydawnictwa BukRower na półki księgarni trafiła książka autorstwa Hala Koernera, "Przewodnik po bieganiu ultra". To pierwszy podręcznik na polskim rynku, który ma pomóc biegaczom ukończyć pierwszy bieg ultramaratoński w życiu. Magazyn "Bieganie" i Magazyn "Triathlon" objęły książkę patronatem medialnym. Hal Koerner to znany amerykański ultras. Ma na swoim koncie zwycięstwa w tak prestiżowych biegach jak Hardrock, Western States czy Angeles Crest 100. W sumie ukończył ponad 130 ultramaratonów. Na co dzień prowadzi sklep biegowy w Południowym Oregonie, w mieście Ashland. Jest jednym bohaterów filmu dokumentalnego o biegach ultra - "Unbreakable: The Western States 100". W 2013 roku wraz z Mikiem Wolfem ustanowili rekord szlaku Johna Muira w Californii. 211 mil po górach Sierra Nevada przebiegli w trzy dni, dziewięć godzin i pięć minut. Rok później ich rekord pobił Leor Pantilat. Przedmowę do polskiego wydania książki napisał Scott Jurek, żywa legenda biegów ultra. To dobra rekomendacja książki, która zawiera porady treningowe, wskazówki startowe, które przydadzą się nie tylko początkującym biegaczom ultra. Z doświadczenia zdobytego na setkach biegów skorzystają również bardziej doświadczeni ultrasi. Całość podana jest w lekkostrawnym, językowym sosie. Dzięki książce można dowiedzieć się, jak odpowiednio przygotować się do pierwszego biegu. Autor zamieścił gotowe plany treningowe. Koerner radzi też w kwestii sprzętu i podstawowego wyposażenia. Wreszcie skupia się na diecie - nawadnianiu i jedzeniu podczas długich biegów. Książka dostępna jest już w internetowych księgarniach. Wkrótce na MagazynBieganie.pl pojawi się jej recenzja. https://www.youtube.com/watch?v=4a26xp28jm0 [su_spacer]
[h2]Książkę „Szczęśliwi biegają ultra” postawiłem obok „Jedz i biegaj” Scotta Jurka i „Biec albo umrzeć” Kiliana Jorneta. Będzie jej tam dobrze. Zasługuje na miejsce wśród lektur obowiązkowych. Nie tylko biegowych.[/h2] Taka sytuacja: dzwoni Leszek - Słuchaj, jaką książkę o bieganiu dorwałem! Czyta się ją jednym tchem. Zabawna, masa ciekawych historii. Momentami można popłakać się ze śmiechu, a czasami ciary po plecach chodzą. Te wszystkie Scotty Jurki, Jornety to się przy tym kryją. W jeden dzień ją przeczytałem. Jacyś Polacy w ogóle ją napisali. Małżeństwo. Magda i Krzysiek. Znam ich! - rzucam od razu i dopisuję sobie 100 punktów do lansu, bo w dodatku książkę też już kupiłem. Leszek to doświadczony ultras, który już nie jedne podeszwy zjadł na szlaku, czy tam szlag mu trafił te podeszwy. Jakoś tak. W każdym razie jak mówi mi, żebym się czymś zainteresował, to to robię. To była prawdziwa historia. Dlaczego zacząłem tak osobiście o książce? Bo czytając „Szczęśliwi biegają ultra”, trudno nie odbierać jej osobiście. Z wielu powodów. Po pierwsze znam autorów. Pracowaliśmy razem w miesięczniku Bieganie. Po drugie, ta właśnie znajomość dobrze oddaje to, jaka ta książka jest. Bo to przede wszystkim wielka przygoda. Zazwyczaj najtrafniejsze są najprostsze skojarzenia, dlatego, gdy moja córka Zoja zapytała mnie co czytam, powiedziałem, że książkę przygodową. Bo jest nią na wskroś: już samo odkrywanie jej kolejnych rozdziałów jest przygodą, bo ma specyficzną strukturę. Trudno ją jednoznacznie zaszufladkować. Wiele książek o bieganiu ma jednorodną konsystencję wyboistej ścieżki wiodącej na szczyt. Czasem bywa to męczące. Po 100 stronach czuję zapach zapoconych butów autora lub autorki, którzy opisują kolejny kilometr trasy. Palce kleją się mi od ich potu i krwi. Tu jest inaczej. Po części książka jest zbiorem pełnokrwistych reportaży, ale możemy też wpaść na fragmenty poradnikowe i skrzące humorem historie o innych ultrasach. Co ważne: są to historie pisane z wyczuciem ludzi, którzy, czy tego chcą czy nie, są już postaciami kultowymi w polskim ultra, sami wyciągali nogi z mokradeł mlaskających na ich widok obleśnymi jęzorami, przymierali z głodu i wyczerpania na pustyni, w dzikich górach i nie boją się pisać o tym jak wiele zawdzięczają przyjaciołom.I chwała im za to! Z wieloma książkami o biegach długodystansowych mam taki problem, że wydają mi się oderwane od rzeczywistości. Mamy bohatera, który okazuje się być kosmitą z ogromnymi płucami, łydą z tytanu i oceanem czasu, który może przeciekać mu między palcami podczas biegania. Tu otrzymujemy książkę, trochę odjechanych ludzi, którzy muszą się jednak poruszać w polskiej rzeczywistości. Magda i Krzysiek pozwalają czytelnikowi na poznawanie ich powoli. Gdy ja spotkałem ich po raz pierwszy nie do końca rozumiałem ich pasję. No wiecie: na spotkaniu redakcyjnym opowiadali o jakimś puszczaniu pawia w Keswick (teraz uwielbiam tę historię o Bob Graham Round), a z pierwszego tekstu ich autorstwa jaki przeczytałem w Bieganiu zapamiętałem tylko to, że bieganie po pustyni kończy się zazwyczaj w namiocie, w którym jest specjalny koleś od przebijania bąbli na stopach. Krzysiek przynudzał o poprawie techniki biegu metodą Romanova, a Magda twierdziła, że fajnie byłoby pojechać do jakiegoś Boulder pogadać z Krupicką. Ponadto Krzysiek przegiął kiedyś wyjmując „Lore of running” Tima Noakesa przypominając mi w ten sposób, że zajęcia z fizjologii i biomechaniki na AWF nie były moimi ulubionymi. Dziwacy! Magda i Krzysiek mają w sobie jednak jakąś naturalną siłę przyciągania. Tę siłę przelali do kadzi z farbą drukarską. Dzięki nim można uwierzyć, że to całe latanie po górach, bagnach, pustyniach i śniegu jest w zasięgu zdeterminowanej ręki. Co ważniejsze: można to wszystko robić odnajdując w tym szczęście i realizując siebie nie schodząc jednocześnie na ścieżkę obłędu, szaleńczego zatracenia się w pogoni za mglistymi marzeniami. Pisałem już, że to osobista recenzja, bo ich siły przyciągania doświadczyłem na własnej skórze. Krzyśka poznałem ociupinkę lepiej pisząc o nim tekst do magazynu „Esquire”. Magda z kolei namówiła mnie na spróbowanie smaku biegu ultra. Razem z mężem organizują Chudego Wawrzyńca i powiedziała, że dam radę. Biegałem trochę. Przygotowywałem się do maratonu. O ultra miałem jednak skrzywione wyobrażenie właśnie przez książki wielkich sław. Jurek, Jornet są niesamowici ich historie wciągają, trudno jednak utożsamić się z facetami, którzy połykają 80 km po górach przed śniadaniem, urodzili się niemal na szlaku i większą część roku spędzają w górach. „Szczęśliwi biegają ultra” obalają ten mit. Piszą jak sami zaczynali, jak daleko potrafili zajść, a raczej dobiec, i dają do zrozumienia czytelnikowi w ten nienachalny sposób, bez ewangelizowania i wpierania na siłę, że warto samemu spróbować. Ja spróbowałem i nie żałuję. No może żałuję trochę, że nie napisali tej książki wcześniej, bo już dawno hasałbym po bezdrożach. Dlaczego jeszcze warto poczytać „Szczęśliwych…”? Te wszystkie barwne przygody, emocje, zawierają odpowiednią dawkę wskazówek. Autorzy opisują co jedli, co mieli na nogach, gdzie popełnili błąd lub na czym zyskiwali. Dla ludzi, którzy chcą mierzyć się z dystansami dłuższymi niż 50 km to wiedza bezcenna. Bo czy wczorajszy kartofelek nadaje się do jedzenia w biegu? Co sądzi o napychaniu żołądka przed podbiegiem Joss Naylor? Jakie majtki nosi „Latający Jezus”? Czy zwykły śmiertelnik ma szansę na start w UTMB? Ta książka jest kopalnią podobnych skarbów starannie przeplatających się na 300 stronach. Większość przeczyta ją od deski do deski. Smakowite kąski można wyjadać jednak jak rodzynki z ciasta - wydziobując konkretne rozdziały. Miejscami jest lekka, a pisać lekko o sprawach ciężkich to prawdziwa sztuka. Im się udało na tyle, że mogłem o upiorach na mokradłach i Krzyśku, który na pingwinich nóżkach kołysał się z zimna czytać zachwyconej Zoi. Gdy trzeba potrafią być na tyle precyzyjni, że gromadzę notatki ze „Szczęśliwych…” dotyczące doboru butów do konkretnego biegu i diety podczas wysiłku. Jak byście tej książki nie czytali, zostanie wam w głowach na długo! Więcej na temat książki znajdziesz na stronie Wydawnictwa Galaktyka.
[h2]Kołyska, deska, odepchnięcie nogą od ściany, kettlebelle i skrzynki plyometryczne, do tego sporo interwałów i długich wybiegań ledwie tyle, co kot napłakał - czy tak można się przygotować do maratonu? Koncepcja treningu Briana MacKenziego wyda się klasycznemu biegaczowi herezją. Co ją wyróżnia? Na czym się opiera? Przeczytacie o tym w książce "Biegacz niezłomny". A oto nasza recenzja.[/h2] Kiedy kilka lat temu idea crossfitu kiełkowała w naszym kraju, była bardzo kontrowersyjna. Z jednej strony crossfiterzy sprawiali wrażenie jakby właśnie odkryli Amerykę, a nie z niej przyjechali, a z drugiej biegacze na ich przywitanie układali stosy. Brian MacKenzie – autor "Biegacza niezłomnego" był i jest orędownikiem metody crossfitowej w bieganiu. Stworzył nawet odrębny system treningowy nazwany oficjalnie Crossfit Endurance. Prowadzi seminaria, szkoli trenerów i zawodników. Recenzowana książka to już druga jego produkcja. Wcześniej pojawiła się spora cegłówka „Power Speed ENDURANCE: A Skill-Based Approach to Endurance Training”, w której promował swoje podejście do treningu wytrzymałościowego opartego w znacznej mierze na technice. "Biegacz niezłomny" to kontynuacja pierwszej książki. Tym razem obrana z treningu ciężarowego, rowerowego czy pływackiego. Brian skupia się na błędach popełnianych przez tradycyjnych szkoleniowców. Wytyka im, że o ile trening maratoński jest w miarę skuteczny w dążeniu do pojedynczych życiówek, to zwykle zaniedbuje długoterminowy rozwój, a także pomija kwestie ekonomii ruchu, techniki. Kontuzje zaś są traktowane jako część życia sportowca i nieprzewidziane pauzy. Twierdzi, że tradycyjne metody zbyt często prowadzą do wyniszczenia organizmu i wypalenia psychicznego. W swojej metodzie kładzie nacisk na ćwiczenia techniczne, siłowe, które mają pozwolić uzyskać dobrą postawę, kadencję, siłę, zanim zacznie się kręcić długie kilometry. Treningi biegowe zwykle są dosyć intensywne. Sporo tam krótszych i dłuższych interwałów i powtórzeń. Długich wybiegań jest bardzo niewiele. Nie znaczy to wcale, że MacKenzie proponuje trening na skróty. O nie! Jeśli ktoś próbował crossfitu i intensywnych biegowych treningów, ten po wgłębieniu się w plany treningowe zauważy, że są one ciężkie. W inny sposób niż np. metoda Hansonów, gdzie w przygotowaniu maratońskim klepie się tygodniowo koło setki kilometrów, a czasem więcej. Jeśli wbijesz się w programy MacKenziego, będziesz się nudził, ale nie w czasie biegania. Raczej w czasie robienia kołysek, desek, odepchnięć stopą od ściany. Ale trafisz też na ciekawe techniczne ćwiczenia ze skrzynkami plyometrycznymi czy kettlebellami. To wszystko złożone razem w spójną całość. W szczycie przygotowań objętość czasowa bywa podobna do klasycznych planów, natomiast różnorodność ćwiczeń jest znacznie większa. Warstwa ogólnorozwojowa to nie tylko monotonne ćwiczenia, ale również sporo treningów stricte crossfitowych – szalenie intensywnych i emocjonujących. W "Biegaczu niezłomnym" można znaleźć sporo krytyki odnośnie metod treningowych używanych przez zawodowych sportowców, jednak po dłuższej lekturze można się zorientować, że odbiorcą książki wcale nie jest człowiek aspirujący do pokonania 2:30 w maratonie, a raczej gość z połowy stawki. Zatem jest to trochę niespójne – z jednej strony krytykować elitę, a z drugiej adresować plan do amatorów. Zresztą podobnie robią adwersarze – zarzucają crossfitowi losowość, niespójność, brak długoterminowych planów. Mówią, że w ten sposób nie wychowa się mocnego sportowca. Ale zapominają, że te losowe wszechstronne treningi mają służyć przede wszystkim poprawienie sprawności kogoś, kto niedawno wstał zza biurka i zaczął się ruszać, a nie człowieka który walczy o najwyższe laury. Crossfiterzy na wysokim poziomie mają dość dokładnie poukładane programy treningowe. Ja miałem sporo przyjemności w lekturze, ponieważ od dawna bawię się techniką biegową i treningiem ogólnorozwojowym. W bardzo wielu aspektach się zgadzam. Problemem amatorów w dużej mierze jest brak siły i szybkości na 5 czy 10 km, a nie wytrzymałości. Jeśli staramy się o zejście poniżej 4 godzin w maratonie, to bieganie długo i daleko na niewiele się zda, a może przyczynić się do wielu kontuzji. Z kolei MacKenzie nie namawia do chwytania się od razu za ogromne sztangi. Raczej skupia się na dokładności ruchu. Pilnuje by kolana nie szły do środka, by włączać do akcji mięśnie pośladkowe, by trzymać wyprostowaną sylwetkę bez załamanych bioder. Widać, że jego ćwiczenia dokądś prowadzą, czego nie da się powiedzieć o miałkich rozdzialikach ogólnorozwojowych wprowadzanych do książek przez wielu autorów, na zasadzie: „Bo by się przydało”. A między wierszami czytasz, że autor raczej unika skłonów czy przysiadów. MacKenzie generalnie zakłada, żeby starać się trzymać w dobrej kondycji przez cały czas. Mimo to jego programy mają periodyzację zbliżoną do tradycyjnej. Jeśli szykujecie się do piątki – znajdziecie plan dla siebie (jest kilka poziomów trudności). Są również plany maratońskie, a nawet pod ultra. Co prawda autor dosyć oględnie użył słowa ultra i niestety ciężko zinterpretować czy bardziej miał na myśli 80 km Chudego Wawrzyńca, czy 240 km Bieg Siedmiu Szczytów. Niezależnie od tego czy zgodzicie się z autorem, czy nie, warto sięgnąć po tą książkę by zrewidować własne poglądy na trening i na to co się sprawdza. Za MacKenziem pójdą z pewnością młodzi biegacze, którzy narzekają na nudę długich wybiegań, natomiast ci, którzy odnajdują się w trzygodzinnej medytacji na szosie raczej uznają jego programy za „wydziwianie”. [h3]Opis ze strony wydawnictwa:[/h3] Dla każdego biegacza ważna jest siła, szybkość i wytrzymałość organizmu. Jak je osiągnąć by jednocześnie nie dorobić się kontuzji? Odpowiedzią na to pytanie jest stworzony przez Briana MacKenzie trening mobilności. Zastosowane w nim ćwiczenia CrossFit Endurance pozwalają poprawić wyniki, kondycję fizyczną, a także ogólny stan zdrowia. Ważnym elementem programu jest wzmocnienie mięśni głębokich. Celem jest zdrowie, a więc trenowanie rozmaitych partii ciała bez efektu nadmiernego przyrostu masy mięśniowej i niewłaściwego przeciążania stawów. W książce Biegacz niezłomny zawarte są nie tylko szczegółowe plany treningowe, wskazówki jak przygotowywać się do biegu na każdym dystansie od 5 km., ale także zasady zdrowej diety, niezbędnej do osiągnięcia maksymalnych wyników. Biegacz niezłomny jest obowiązkową lekturą dla wszystkich, bez względu na poziom zaawansowania, którzy chcą by bieganie wiązało się z przyjemnością, a nie z kontuzjami. [h3]Co mówią na temat książki inni?[/h3] MacKenzie stworzył trenerom oraz biegaczom nieznane dotąd możliwości, pozwalające rozwiązywać rozmaite problemy trapiące zawodników w każdym wieku, na każdym poziomie zaawansowania i doświadczenia. [h5]Dean Karnazes, ultramaratończyk, autor książek Ultramaratończyk, 50 maratonów w 50 dni[/h5] Dzięki programowi CFE przygotujesz się do biegu na każdym dystansie i zminimalizujesz ryzyko urazów trapiących większość biegaczy. Skupisz się na treningu o małej objętości, ale za to o dużej intensywności, który pozwoli ci na rozwinięcie techniki biegu poprzez wypracowanie właściwej mechaniki ruchów oraz zbudowanie wytrzymałości biegowej, siły funkcjonalnej, mobilności i kondycji. [h5]dr hab., prof. nadzw. Zbigniew Szyguła - specjalista medycyny sportowej[/h5] Chyba nikogo nie trzeba przekonywać, że bieganie to emocje w najczystszej postaci. Ich wachlarz jest bardzo szeroki – od euforii, jaką daje zwycięstwo, do rozgoryczenia związanego z kontuzją. Jeśli chcesz naprawdę cieszyć się ze swojej pasji, warto byś sięgnął po tę książkę. Jej autorzy przedstawiają metodę CrossFit Endurance (CFE) jako spójną, konsekwentną propozycję zmiany reguł dotyczących objętości i metodyki treningu, techniki biegania oraz sposobu odżywiania. Celem aktywności ma być zdrowie i wynikający z niego sukces sportowy. Metoda CFE to realna szansa na mądre zarządzanie własnym potencjałem, tak by dobiec w życiu naprawdę daleko. [h5]dr n. med. Piotr Gawda - Centrum medyczne ORTO-OPTYMIST, medalista mistrzostw Polski i świata lekarzy w biegu na 400 m[/h5] Amator uprawiający bieganie lub triatlon zmaga się z ograniczeniami czasowymi. Proponowany przez Briana MacKenziego program CrossFit Endurance rozwiązuje ten problem, zakładając treningi o małej objętości, ale o dużej intensywności. Dla mnie, pracownika naukowego, praktykującego lekarza i triatlonisty-amatora jest to świetna propozycja zmiany planu treningowego. Zastosowanie programu CFE pozwoli mi nie tylko na zaoszczędzenie czasu, ale także na uniknięcie kontuzji, które są nieodłącznym towarzyszem dużego kilometrażu biegowego. [h5]prof. dr hab. med. Artur Pupka - specjalista chirurgii naczyniowej, ogólnej, transplantologii klinicznej, angiologii i medycyny sportowej[/h5]
[h2]14 października miało swoją premierę w Polsce nowe wydanie książki „Bieganie metodą Danielsa”. To już trzecie wydanie, drugie przetłumaczone na polski.[/h2] Pierwsza polska edycja była tłumaczeniem drugiej wersji amerykańskiej i ukazała się w 2010 roku, pięć lat po oryginale. Tym razem jesteśmy zdecydowanie bardziej na czasie, bo trzecie wydanie pojawiło się w Stanach na początku tego roku. [h3]Co zostało?[/h3] Wszystko to, co sprawia, że „Danielsa” można traktować jak treningową biblię, a więc podstawy fizjologii treningu, nieśmiertelne tabele VDOT i objaśnienia, jak powinny wyglądać poszczególne jednostki treningowe i dlaczego właśnie tak, a nie inaczej. Dodatkowo, we właściwie niezmienionej formie zostały podstawowe plany treningowe – biały, czerwony, niebieski i złoty, i trochę mniej lub bardziej ważnych dodatków. [h3]Co nowego?[/h3] Należałoby zacząć od pytania – dlaczego w ogóle Jack Daniels postanowił po niemal dziesięciu latach wydać po raz kolejny tę samą pozycję? Tę samą, a może jednak inną? 10 lat to szmat czasu, zmienił się rynek biegowy, pojawiły się nowe badania, zmienił się również autor. Książka została właściwie napisana na nowo, niektóre rozdziały wyglądają bardzo podobnie, ale jednak nie jest to kopiuj-wklej, czuć powiew świeżości w warstwie redakcyjnej, czuć też zmasowany atak nowych tabelek. Mogłoby się wydawać, że już w poprzedniej wersji było bardzo dużo matematyki, wyliczeń, tabelek, a plany treningowe były mocno ustrukturyzowane i nie pozostawiały miejsca na improwizację. Teraz tego miejsca jest jeszcze mniej. Rozdział omawiający plany maratońskie ma 50 stron, tabelki zostały podzielone na różne fazy przygotowań i w zależności od tygodniowego kilometrażu zawodnika. Pojawiły się również tabelki punktujące czas spędzony w trakcie treningu na różnych poziomach intensywności. Poszerzyła się również tabela z wartościami VDOT, wcześniej kończyła się na 30, co symbolizowało maraton w 4:49, teraz wydłużyła się do 20, co daje maraton w 6:44 – można wyciągnąć wniosek, że jest to odpowiedź Danielsa na potrzeby rynku, w końcu są też tacy, którzy biegają maraton w 6 godzin i chcieliby wiedzieć, jak trenować. Pojawił się także sporych rozmiarów rozdział dotyczący treningu wysokościowego. Z większych rzeczy, to tyle – inne elementy zmieniły swoje miejsce, zostały poszerzone lub skrócone, ale obeszło się bez rewolucji. [h3]Wrażenia[/h3] Lubię matematykę, naukowe podejście do każdego tematu, próbę zagnieżdżenia miliona zmiennych w ujarzmiających je funkcjach, ale czytałem równolegle „Sztukę szybszego biegania” Juliana Goatera i muszę przyznać, że ta pozycja dawała mi więcej frajdy. Daniels jest podręcznikowy, wyliczony co do sekundy, tu nie ma zabawy, łatwo przepaść w jego tabelach i zniechęcić się, gdy tylko interwał wyjdzie wolniej niż powinien. Goater jest dość trudny, autor nie jest naukowcem, nie liczy, jest praktykiem, idzie na żywioł, trzeba mieć sporą wiedzę na wejściu, żeby wyciągnąć z jego opowieści to, co ważne. Ale czytając go ma się ochotę wybiec na deszcz i trzaskać tempówki w błocie po kostki, porzygać się ze zmęczenia, a na koniec pójść z kumplami do baru wypić piwo i pogadać o ostatnich zawodach. Nie ma tu planu prowadzącego do sukcesu, jest pokazany kierunek, jest opowieść – „Słuchaj, ja biegałem dychę w 27:34,58, a mój kumpel Dave w 27:30,80 i trenowaliśmy tak i tak, było fajnie, ty też tak spróbuj”, potem sięgasz po Danielsa i słyszysz: „Przebadaliśmy 543 biegaczy, w wieku 18-34 i wywnioskowaliśmy, że…”. Nie chodzi o to, że któreś podejście jest lepsze, a któreś gorsze, choć metody treningowe są bardzo różne, ale o to, żeby z każdej książki wyciągnąć to, co najlepsze. Weź radość biegania Goatera i wiedzę Danielsa, baw się bieganiem i osiągaj ambitne cele!
Advertisment ad adsense adlogger