fbpx

Maraton Warszawski

Leszek Fidusiewicz o fotografowaniu w stanie wojennym: “Mogłem dostać 25 lat”

fot: Leszek Fidusiewicz

fot: Leszek Fidusiewicz

Były lekkoatleta, obecnie jeden z najwybitniejszych i najbardziej utytułowanych polskich fotoreporterów sportowych. Autor zdjęć z pierwszych edycji Maratonu Pokoju. Leszek Fidusiewicz, bo o nim mowa, podzielił się z nami wspomnieniami sięgającymi początków kariery gwiazd lekkiej atletyki, takich jak Irena Szewińska czy Marian Woronin. Opowiedział nam również o trudach pracy w okresie stanu wojennego.

Pierwszy aparat fotograficzny

Pierwszy aparat fotograficzny kupiliśmy z bratem, by móc rejestrować nasze sukcesy. Jako, że sukcesy zbyt szybko nas nie zaskakiwały, to przydała nam się fotografia do analizy technicznej. Po tygodniu, dwóch mieliśmy już całą analizę. Gdy przyszliśmy któregoś dnia na stadion dumni i bladzi, że kupiliśmy aparat fotograficzny marki Altix za 1780 zł, podszedł do nas nasz klubowy kolega – Janusz Szewiński. Obejrzał nasz aparat i powiedział: „Ja mam Zorkę za 3600 zł”. Podłamało nas to. Ale dzięki temu zaprzyjaźniliśmy się i stworzyliśmy wspaniałe trio fotograficzne.

Irena Szewińska

Pierwszą naszą wspólną akcją było rozpoczęcie sezonu lekkoatletycznego na Gwardii. Dowiedzieliśmy się, że ma tam wystartować kobieta, wielki talent lekkiej atletyki, którą przyprowadzi trener Kopyto, były oszczepnik. Ciekawi byliśmy, co to za fenomen. Wychodzi czarnulka, szczuplutka do tego stopnia, że mogłaby się schować za oszczep. Umówiliśmy się, że Janusz będzie fotografował ją na mecie lepszym aparatem, a ja sfotografuję ja po biegu. Dziewczyna uklękła w dołkach (dawniej nie było bloków, bieżnie były żużlowe). Dziewczęta wystartowały, a ta jeszcze w tych dołkach siedzi. Wstała, zaczęła biec. Ale to nie był bieg, to była poezja ruchu. Na mecie dołożyła dziewczynom ok. 5-6 metrów. Janusz to sfotografował. Ja podszedłem ze swoim aparatem, ona skromnie usiadła po bramką piłkarską, sfotografowałem ją, a ona powiedziała do mnie: „Towarzyszu, nie szkoda błony?”

Pokochałem ją. To była Irenka Kirszenstein, później Szewińska. Bardzo się zaprzyjaźniliśmy.

fot: Leszek Fidusiewicz

fot: Leszek Fidusiewicz

Pierwsza praca w zawodzie fotografa

Jeżdżąc na zawody i fotografując, nawiązaliśmy współpracę z „Lekką atletyką”, gazetą, której naczelnym był Jan Mulak. 61-62 rok. To był dobry czas dla lekkiej atletyki, bo oprócz umieszczanych tam analiz treningowych i wyników, najlepsi trenerzy publikowali również swoje doświadczenia trenerskie, były tam również ilustracje. Nasze drogi rozeszły się, jak przeszliśmy do Legii, gdzie zostałem zatrudniony jako fotoreporter. To był 1963 r, Legia była Mistrzem Polski w 23 dyscyplinach sportu. Miałem możliwość obcowania z wielkimi gwiazdami sportu. Jak się przychodziło na Legię, to było zatrzęsienie mistrzów Polski, świata.

Po o skończonej karierze sportowej, która nie była tak imponująca, jak byśmy się spodziewali, w fotografii wypowiadałem się coraz odważniej. Redaktor Duński zaproponował mi etat w gazecie „Sportowiec” – ilustrowanym magazynie, na bardzo wysokim poziomie. Pracowała tam plejada gwiazd i ja wśród nich. Jednak ja też już miałem swoją pozycję. Znałem sport znakomicie, nie tylko lekkoatletykę, ale całe środowisko najwybitniejszych sportowców, więc mi było dużo łatwiej, niż osobie z zewnątrz. Trochę tam popracowałem. W 1976 roku stworzono redakcję, która miała być polskim odpowiednikiem magazyny Stern, gdzie ściągnięto najlepszych dziennikarzy i fotoreporterów. Był to magazyn Razem, nie mylić z obecną partią, o tej samej nazwie.

fot: Leszek Fidusiewicz

fot: Leszek Fidusiewicz

O pierwszym Maratonie Pokoju

Dla wielu osób wizja stworzenia biegu ulicznego, była dziwna. Jak przyjeżdżali do Polski ludzie ze Stanów Zjednoczonych i opowiadali nam, że tam u nich ludzie biegają po ulicy w pepegach i krótkich gaciach, to myśmy się pukali w głowę. Myśleliśmy, że ta Ameryka zupełnie zwariowała. Wiedzieliśmy, że pod względem politycznym to są wariaci, że są ciemiężeni przez kapitalizm. Ale żeby biegać po ulicach? To już przesada.

Jednak rzeczywiście Tomek to stworzył. Byliśmy bardzo zdziwieni, bo na starcie stanęło ponad 1800 osób. To był duży wyczyn! Biegacze startowali spod Stadionu Dziesięciolecia, dalej lecieli Wałem Miedzeszyńskim w kierunku Józefowa i z powrotem. Ja wtedy czułem się biegaczem pełną gębą, biegałem po warszawskich Łazienkach, dopóki nas nie wyrzucono, bo psuliśmy ponoć krajobraz. Ale jako że nieco biegałem, to wymyśliłem sobie, że pobiegnę z maratonem pierwsze 10 km, a potem wsiądę na czekający na mnie w okolicy rower i będę robił zawodnikom zdjęcia. Tak też zrobiłem, ale popełniłem życiowy błąd, bo nie wziąłem nic do jedzenia. Spotkałem po drodze kolegów dziennikarzy, którzy jechali samochodem i wyprosiłem od nich chociaż śliwkę. Jakoś się doturlałem dalej.

Podczas pierwszej edycji, nagrody dla zwycięzców były fantastyczne. Były to dzieła sztuki, m.in. Franciszka Starowieyskiego, świetnego twórcy. To było wspaniałe.

Historia jednego zdjęcia

W 81’ przyjechała sensacja biegu, Amerykanka Cindy Wuss. Jedyna kobieta zza granicy! Pojechałem z kolegą samochodem w trasę. Wysiadłem i zobaczyłem moment, jak prawdopodobnie żegnała się z grupką, z którą biegła. Udało mi się zrobić zdjęcie i w poniedziałek chciałem je zawieść na konkurs stowarzyszenia dziennikarzy sportowych AIPS w Strasburgu. Pech chciał, że w niedzielę ogłoszono stan wojenny. Poszedłem na pocztę, a tam wojsko, które nie pozwoliło mi paczki wysłać. Takie dostali dyrektywy. Poszedłem z tą paczką wtedy do Ministerstwa Łączności. Przyszedł porucznik, tłumaczyłem, że to będzie dobre dla wizerunku, ale nic do niego docierało. W końcu po dwóch tygodniach udało się. Prezes Międzynarodowego Stowarzyszenia Dziennikarzy Sportowych wywalczył tą wysyłkę. I dobrze się stało. Gdy wychodziłem z rozprawy Jana Józefa Lipskiego, podbiegli do mnie koledzy z radia i telewizji i mówią: Leszek, wygrałeś ten konkurs!

fot: Leszek Fidusiewicz

fot: Leszek Fidusiewicz

Maratońska moda

W 1981 roku chciałem też zrobić materiał, który by pokazywał, w czym biegają uczestnicy. Chciałem pokazać stopy na starcie, na 35 km i na mecie. Te buty, które teraz trudno nazwać butami… To było wstrząsające. Oni biegali w starych pepegach, korkach piłkarskich, dziurawych butach sportowych, z zabandażowanymi stopami. Czasem te kamasze, które uczestnicy mieli na nogach, były tak uciążliwe w biegu, że zdejmowali je i biegli boso. To były takie czasy.

Gdy zobaczyłem jednego z uczestników, jak się szykuje do biegu w skarpetkach poowijanych plastrami, podszedłem do niego i mówię: „Słuchaj, ja ci pożyczę swoje, nowiuteńkie adidasy. Na mecie oddasz” A miałem takie niebieskie, model Formuła 1, z trzema karbowanymi paskami. Był bardzo zadowolony i oczywiście oddał mi je na mecie, tylko te kamasze były całe zakrwawione.

To był przaśne czasy. Pamiętam, że jak przyjeżdżali do nas zawodnicy ze Stanów, dziwiliśmy się, że wszyscy są w adidasach i dresach, również adidasa. Dopiero później się zorientowaliśmy, że oni nic innego nie mają, tylko właśnie te adidasy i Pumy, bo to były najpopularniejsze firmy. U nas nic nie było, po mleko dla dziecka trzeba było wystać w kolejce. Wydawać by się mogło, że w tej Polsce to była szarzyzna. Ale to były też czasy kolorowe, tuż po okresie dzieci-kwiatów. Tyle, że oficjalnie obowiązywał tylko jeden kolor: czerwony. Faktem jest też, że był to również okres biedy i transparentów.

Stan wojenny

W czasie stanu wojennego pierwszym rozkazem jaki dostaliśmy, to zakaz fotografowania na terenie całego kraju. Kazano nam zwrócić aparaty fotograficzne do wydawnictwa. Nie posłuchałem. Zrobiłem taką konstrukcję, że owinąłem w gąbkę aparat, zrobiłem dziurkę w reklamówce i chodziłem po mieście, fotografując ulice.

Po miesiącu wezwał mnie naczelny. Mówi: „Leszek, tutaj jest wniosek o zwolnienie dyscyplinarne, jeśli nie oddasz sprzętu.” Oddałem, ale wciąż fotografowałem małym aparacikiem. To były trudne czasy, część osób siedziała w więzieniach.

Jest taka historia z tego okresu, mój największy wyczyn. AWF w Warszawie był wtedy zmilitaryzowany. Na czas treningu Mariana Woronina podwijano materace na dwóch torach, by on i dwóch chłopaków mogło biegać. Dla mnie gratką było to, by tam wejść i ten trening sfotografować. Dogadałem się z trenerem. Obiecałem, że jeżeli wpadnę, to oni o niczym nie wiedzą, ja biorę wszystko na siebie. Gdyby mnie nakryli na robieniu zdjęć, to mogłem dostać nie mniej niż 25 lat. Za szpiegostwo. Przebrałem się w dres, schowałem aparat, pożegnałem się z żoną, synem i ruszyłem. Wjechaliśmy na halę, a tam porażający widok. Cała bieżnia wysłana była materacami, a na nich plecaki, karabiny, hełmy. Gdy Władzio Komar pchał kulą, to cały plac przy kole wysłany był również materacami. Na sali było ok. 150 żołnierzy. I jak tu wyciągnąć aparat? Cały czas byliśmy obserwowani przez kilkunastu żołnierzy.

Zaczęliśmy grać w kosza i obserwowaliśmy, czy może się już aby nie znudzili. Po ok. 1,5 godziny w końcu weszliśmy na tą kiszkę z odsuniętymi materacami, a zrobiło się już jakaś godzina 13, więc w lutym to była już szarówka. Ja odgrywałem rolę pomocnika trenera. Trzymałem w ręku stoper, mierzyłem zawodnikom czas, a w tym czasie między palcami wystawał mi obiektyw. Lampy błyskowej nie mogłem włączyć, więc poprosiłem, by zapalono światło na hali, bo nic na stoperze nie widzę. W końcu! Mierzyłem, mierzyłem, chwaliłem biegaczy, a w tym czasie fotografowałem.

Po tym wszystkim przesłałem przez swojego francuskiego kuriera zdjęcia do Francji. Grażyna Rabsztyn opowiadała, że wysiadając z samolotu w Mediolanie, nagle otoczył samolot tłum dziennikarzy. Zawodnicy zachwyceni, że są tacy popularni, a tymczasem dziennikarze pokazują Mańkowi Woroninowi na dwie kolumny zdjęcie z tego treningu. Trener i Maniek zbladli. Jak mi trener opowiadał, przez dwa lata śniło mu się, że jedzie pociągiem na Sybir.

Lata współczesne

Nie da się ukryć, że obecnie zrobiła się moda na bieganie. Jednak dla mnie, jako fotoreportera, nie są to ciekawe biegi. Wszyscy mają wszystko, buty nic nie ważą. Marzy mi się jednak, by ta popularność maratonów przełożyła się na wyniki na tym dystansie.

Maraton Warszawski

Wystawa zdjęć autorstwa Leszka Fidusiewicza w centrum Warszawy

Pod Pałacem Kultury i Nauki w Warszawie stanęła plenerowa wystawa wyjątkowych, archiwalnych zdjęć z Maratonu Pokoju. Autorem wszystkich fotografii jest Leszek Fidusiewicz. Wystawa dostępna jest codziennie, aż do dn. 2 października 2018.

Ponadto na placu Defilad umieszczono również zegar odliczający czas do 40. PZU Maratonu Warszawskiego. Zachęcamy do odwiedzania i fotografowania!

 

mm
Iwona Ludwinek-Zarzeka

Podoba ci się ten artykuł?

0 / 5. 0

Przeczytaj też

Epidemia koronawirusa mocno wpłynęła na nasze nastroje. Wielotygodniowe przygotowania do wiosennego sezonu startowego zostały bowiem brutalnie przerwane. Większe niepokoje przeżywają jednak organizatorzy, którzy obecnie borykają się z ogromnym kryzysem finansowym. Czy będą w stanie go […]

Czy polskie biegi są skazane na upadek?

Obecny sezon stawia przed biegaczami duże wyzwanie. Odwołanie zawodów biegowych powoduje, że trening odbywa się bez kontrolnych i docelowych startów. W związku z tym osoby poważnie podchodzące do procesu przygotowania mają poważny dylemat: jak trenować […]

Sezon niestartowy. Jak teraz trenować?

Doceń najwybitniejszych biegaczy wszechczasów w Wielkim Plebiscycie Maratonu i włącz się do gry na hasło promocyjne 42. Maratonu Warszawskiego. W ramach Wielkiego Plebiscytu Maratonu uhonorujemy znakomite osobowości, które w znaczący sposób zapisały się w historii […]

Magia królewskiego dystansu – rusza Wielki Plebiscyt Maratonu!

W czasie, kiedy głównym hasłem przebijającym się przez wszystkie media jest #zostanwdomu, polscy biegacze nie próżnują. W Internecie w mgnieniu oka przybywa filmów osób biegających wokół stołu. Wbrew pozorom to nie przejaw szaleństwa, a… zorganizowana […]

Cała Polska biega wokół… stołów! Wyzwanie #1kmwokolstolu

Czy rozciąganie jest potrzebne? Coraz częściej wśród trenerów przygotowania motorycznego pojawiają się głosy, że niekoniecznie. Nadmiernie rozciągnięta grupa mięśniowa, to prosta droga do kontuzji. Jak więc podchodzić do wszelkich form stretchingu, które zewsząd przekonują, że […]

Czy warto się rozciągać?

Coraz mniej prawdopodobne staje się rozegranie igrzysk olimpijskich w Tokio w planowym terminie. Do MKOL trafia coraz więcej głosów z całego świata, nawołujących do zmiany terminu imprezy.

Świat zaczyna nawoływać do przesunięcia Igrzysk

W obecnej chwili toczy się walka o nasze zdrowie i życie. Władze Polski oraz innych państw, które zmagają się z epidemią wirusa COVID-19 apelują o pozostanie w domach i wstrzymanie się przed kontaktami z innymi […]

Siła biegacza w trudnych czasach

Ten egzotyczny owoc staje się coraz bardziej popularny w naszym kraju. Jego właściwości prozdrowotne znane są od dawna w rejonie morza śródziemnego. Regularne spożywanie poprawia funkcjonowanie układu trawiennego, krwionośnego oraz wpływa na lepszą kondycję. Jest […]

Owoc granatu – wzmacnia mięśnie, przyspiesza regenerację, redukuje stres