fbpx

Olimpijski maraton kobiet – ostre ściganie w Rio [PODSUMOWANIE]

Autor: Marcin Nagórek • 17.08.2016
Iwona Lewandowska. Na zdjęciu wbiega na metę maratonu w Eindhoven jako pierwsza kobieta. Fot. Barbara Kerkhof

Iwona Lewandowska wbiega na metę maratonu w Eindhoven jako pierwsza kobieta. Fot. Barbara Kerkhof

W upalny niedzielny poranek w Rio de Janeiro rozegrano olimpijski maraton kobiet. Zwyciężyła Kenijka, a Polki dzielnie walczyły o jak najwyższe miejsca.

Pierwszy bieg maratoński rozegrany w czasie Igrzysk okazał się niezwykle interesujący. Rywalizacja odbyła się w sposób klasyczny dla biegów długodystansowych: tempo było mocne, a szeroka z początku grupa prowadzących coraz bardziej się zmniejszała. Kilka kilometrów przed metą nastąpił ostateczny atak i poznaliśmy medalistki: Kenijkę Jemimę Sumgong (2:24:04), Kenijkę Eunice Kirwę, reprezentującą Bahrajn (2:24:13) oraz Etiopkę Marę Dibabę (2:24:30). Ważnym czynnikiem była wysoka temperatura (ok. 30 stopni pod koniec biegu), duża wilgotność (83%) i pełne nasłonecznienie na dużej części trasy.

Zwyciężczyni Igrzysk jest znaną biegaczką – w tym roku wygrała w Londynie, w najmocniej obsadzonym maratonie świata – i to po upadku i uderzeniu głową o asfalt. Ma za sobą także zwycięstwo w Rotterdamie oraz drugie miejsca w Bostonie, Chicago i Nowym Jorku. Na koncie ma jednak i znaki zapytania – jest byłą partnerką treningową Rity Jeptoo, skazanej za doping, a jej trener i menedżer są w Kenii obecnie objęci antydopingowym śledztwem. Co więcej, dwa lata temu poinformowano, że i sama Sumgong wpadła na dopingu, okazało się to jednak pomyłką podobną do problemów Justyny Kowalczyk sprzed lat. Biegaczka dostała zastrzyk sterydowy w biodro po kontuzji, ze środka, który jest obecnie dozwolony przy tego typu stosowaniu. Mimo to początkowo rodzimy związek zawiesił ją i ustąpił dopiero po interwencji panelu medycznego IAAF.

Cienie ostatnich afer dopingowych wisiały niestety nad biegiem i nie pozwalały do końca cieszyć się z rywalizacji. Piąte miejsce zajęła Białorusinka , która – jak donoszą media – jest trenowana przez Rosjankę Lilię Szokuchową, słynną rosyjską dopingowiczkę (i wciąż aktualną rekordzistkę Europy na 5000 metrów). Przypomina to historię sprzed czterech lat, kiedy trzecia w Londynie była Rosjanka Tatiana Archipowa, a piąta Ukrainka Tatiana Gamera Szmyrko. Rosjanki nigdy nie złapano na dopingu, ale w świetle rewelacji na temat rosyjskiego systemu antydopingowego oraz faktu, że po Igrzyskach już nigdy nie biegała porównywalnie szybko, można wysnuć własne wnioski. Natomiast Ukrainka wkrótce wpadła i unieważniono jej wyniki z czterech lat, w tym ten z Igrzysk, chociaż w większości źródeł Ukrainka nadal figuruje na piątym miejscu. I jeszcze jeden brudny fakt: poprzednia rekordzista Białorusi, Aleksandra Duliba, w tym roku została skazana na cztery lata zawieszenia za doping, co z pewnością nie oczyszcza atmosfery wokół jej rodaczki Mazuronak.

W Rio wokół co najmniej dwóch biegaczek z czołówki panuje więc nieprzyjemna atmosfera, co niestety zabija piękno rywalizacji. Na dodatek srebrna medalistka, czyli Eunice Kirwa, to przykład kolejnego negatywnego zjawiska: kupywania zawodników z Kenii i Etiopii przez bogate państwa islamu – w tym przypadku Bahrajn. Żeby było śmieszniej, trzecia na mecie Etiopka Mare Dibaba przez pewien czas biegała w barwach Azerbejdżanu, ale ponieważ tamtejsi mocodawcy nie chcieli płacić umówionych sum, biegaczka wróciła pod skrzydła federacji etiopskiej.

Jeśli zignoruje się te nieco nieprzyjemne fakty, sam bieg był fascynujący. Co chwila następowały przetasowania i drobne zmiany tempa, bieg był szybki, a kolejne zawodniczki zderzały się ze ścianą. Białurusinka zastosowała bardzo ciekawy patent na upał – biegła w chuście założonej na głowę i co chwila moczyła ją wodą. Dopiero czwarte miejsce zajęła biegaczka, której nie można łączyć z żadnym negatywnym zjawiskiem w sporcie – Etiopka Tirfi Tsegaye, zwyciężczyni z Berlina, Tokio, Paryża i Dubaju, bardzo podobna sylwetką do etiopskiej mistrzyni sprzed czterech lat, Tiki Gelany. Na piątym miejscu Białorusinka, a na szóstym Amerykanka Shalane Flanagan, która na ostatnich dziesięciu kilometrach walczyła jak lwica, co chwila to odpadając z czołówki, to do niej dołączając. Podobnie zresztą biegła jej rodaczka, Desiree Linden i w obu przypadkach wydawało się, że Amerykanki po prostu próbują trzymać równe tempo, a kenijsko-etiopsko-białoruska czołówka porusza się szarpnięciami i przyspieszeniami.

Co ciekawe, Sumgong to dopiero pierwsza kenijska mistrzyni olimpijska w maratonie. Interesujące były losy Visiline Jepkesho – Kenijki, która została włączona do reprezentacji swojego kraju w posmaku lekkiego skandalu. Bardzo długo trzymała się w czołówce, ale po 30 kilometrach spotkała się z tak straszliwą ścianą, że zakończyła rywalizację na 86. miejscu, tracąc do medalistek ponad 20 minut na ostatnich 10-12 kilometrach.

Jak na tym tle wypadły Polki?

Dwie – całkiem nieźle. 21. miejsce zajęła Iwona Lewandowska (2:31:41), a 23. Monika Stefanowicz (2:32:49). To bardzo solidne osiągnięcie. Katarzyna Kowalska zeszła z trasy. Tym niemniej można zastanawiać się, czy nasze biegaczki nie mogły pobiec lepiej. Wydaje się, że w polskim przygotowaniu kompletnie leży przystosowanie do specyficznych warunków startowych. Tradycyjnie trenuje się w chłodnych, wysokich i suchych górach, podczas gdy w Rio było gorąco, nisko i wilgotno. Mistrzyniami specyficznego przygotowania są Amerykanie i efekt był widoczny w Rio. Amerykanki zajęły miejsca 6, 7, i 9, w rywalizacji z piekielnie mocnymi Kenijkami i Etiopkami. 9. miejsce zajęła Amy Cragg, biegaczka, której życiówka to zaledwie 2:27:03 – w Rio pobiegła 2:28:25. Dla porównania, Iwona Lewandowska, która była 21, ma życiówkę niewiele słabszą – 2:27:47, a w Rio osiągnęła czas cztery minuty gorszy.

Wydaje się, że występ Polek był przyzwoity, ale kto wie, czy nie mógł być jeszcze lepszy. Chociaż oczywiście zauważmy i drugą stronę medalu: upał jak zwykle miał swoje ofiary. Z trasy zeszły tak mocne biegaczki jak Kenijka Helah Kiprop (życiówka 2:21:27), Etiopka Tigist Tufa (2:21:52), Portugalki Sara Moreira (2:24:49) i Jessica Augusto (2:24:25) oraz Francuzka Christelle Daunay (2:24:22). Nasze biegaczki nie przyniosły wstydu, ale i wiele nie zwojowały. Pozostało nam obserwowanie, jak z koalicją etiopsko-kenijską walczą Amerykanki.

Wyniki maratonu dostępne po kliknięciu w link

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisment ad adsense adlogger