fbpx

Piotr Cypryański: “Jak głowa nie daje rady, to trzeba przyspieszyć!” [WYWIAD]

Autor: Jakub Karasek • 08.04.2016

Piotr_Cypryanski_fot. Karolina Zaworska

Piotr Cypryański na trasie 43. Maratonu Dębno. Fot. Karolina Zaworska

W ostatni weekend Piotr Cypryański na stałe wpisał się do historii biegów w Polsce. W 43. Maratonie Dębno zajął 9. miejsce i został najlepszym polskim zawodnikiem najstarszego polskiego maratonu. Tego tytułu nie odbierze mu już nikt. Jednocześnie poprawił swój rekord życiowy na królewskim dystansie o ponad 8 minut. Zapraszamy do lektury wywiadu z Piotrkiem.

Można powiedzieć, że w Dębnie spełniłeś swoje marzenie. Poprawiłeś rekord życiowy w na królewskim dystansie, a do tego zostałeś najlepszym Polakiem w najstarszym polskim maratonie. Jakie to uczucie?

Zgadza się, jedno z wielu marzeń, a przy okazji nawet więcej niż jedno. Ukończyłem maraton jako najlepszy Polak i poprawiłem swój rekord życiowy. Dopiero wbiegając na metę usłyszałem, że zostałem najlepszym Polakiem, podczas biegu nie zdawałem sobie z tego sprawy. Dla mnie to ogromny sukces i muszę przyznać, że nie bardzo wierzyłem w to, co się stało. Spodziewałem się czasu, w jakim ukończę bieg, ale nie pomyślałem, że uplasuję się w pierwszej dziesiątce najstarszego polskiego maratonu.

Jak rozgrywałeś ten bieg? Czy miałeś jakieś kryzysowe momenty, chwile zwątpienia?

Założeniem było pobiec na 2:30-35 w zależności od warunków i mojego samopoczucia. Z wystrzałem startera poczułem “to coś”, luźne nogi, uśmiech i świadomość tego, że przyjechałem osiągnąć to, na co tak ciężko pracowałem. Po około 400 metrach zobaczyłem dwójkę kolegów, którzy biegli ramię w ramię. Postanowiłem dobiec i wspólnie popracować. Od tego momentu aż do 18. kilometra było bardzo dobrze. Jedyne chwile zwątpienia pojawiały się podczas międzyczasów na 5. i 10. km, gdzie widziałem swoje zbliżone rekordy życiowe z zeszłego roku, a tym razem jednak miałem do przebiegnięcia dystans maratonu w tempie życiówek z poprzedniego sezonu.

Po 18. kilometrze nasza “trójka” się rozpadła. Jeden z kolegów zaczął wyrywać do przodu, a drugi słabnąć. Nie czułem się na tyle dobrze, żeby już w tym momencie zwiększać tempo, więc od połówki postawiłem na samotną walkę. Pierwszy mini kryzys pojawił się na 25. kilometrze, byłem już po pierwszej dużej pętli i świadomość drugiej zaczęła mnie przerażać. Wiatr i samotny bieg bez kibiców nie napawał optymizmem.

Pomimo tego braku optymizmu nie poddałeś się. Sądzisz, że w większym stopniu pobiegłeś głową czy jednak nogami?

Jeżeli chodzi o ten moment biegu to pojawiło się małe zwątpienie, ale nie na tyle duże, żeby mogło odegrać znaczącą rolę w całości. Dystans maratonu charakteryzuje się odczuwaniem trudności fizycznych jak i psychicznych. U mnie głowa dobrze współpracowała z nogami, więc nie musiałem wybierać. Kiedyś usłyszałem, że jak głowa nie daje rady… to po prostu trzeba przyspieszyć!

Piotr_Cypryanski_maraton_debno_fot. Karolina Zaworska

Piotr Cypryański został najlepszym Polakiem w 43. Maratonie Dębno. Fot. Karolina Zaworska

A jak oceniasz samą organizację Maratonu Dębno?

Maraton w Dębnie to klasyk…. Tutaj nie ma mowy o błędach i niedociągnięciach, a przynajmniej ja ich nie widziałem. Kameralnie, sympatycznie i pełen profesjonalizm.

Maratoński rekord życiowy w ciągu pół roku poprawiłeś o 8 minut – na tym poziomie to nie zdarza się często. Jak to się stało, że udało Ci się osiągnąć taki progres?

To pół roku to element całości. Składowa poprzedniego sezonu, gdzie, niestety, nie zawsze mogłem podejść do treningu tak jak bym chciał.

Generalnie staram się unikać słowa “udało się”. To kwestia systematycznej i ciężkiej pracy, nie zawsze przynoszącej efekty od razu, więc potrzebna jest wytrwałość i cierpliwość. Oprócz samego treningu skupiłem się na regeneracji, diecie, rozciąganiu, wzmacnianiu i fizjoterapii. To elementy, które umożliwiały mi systematyczny, dobry trening.

W tym roku było widać już, że Twoja forma znacznie zwyżkuje. Rewelacyjny rekord życiowy w Półmaratonie Wiązowskim (1:12:47) dodał Ci wiary w to, że to może być Twój rok?

Zgadza się, start w półmaratonie pokazał, że to będzie dobry sezon. Na początku roku miałem obawy, że nie mogę ruszyć z miejsca. Pojawiało się zwątpienie. Po półmaratonie, który był elementem w przygotowaniu do docelowego startu odzyskałem pewność siebie.

Wróćmy jeszcze do Twojego wyniku z Dębna. Czas 2:33:39 to dla amatora już nie lada osiągnięcie. Jak w takim razie wyglądają twoje codzienne dni? Treningi zajmują Ci dużo czasu?

Ja cały czas wierzę, że to tylko kolejny etap! Jeżeli chodzi o ten maraton to udało mi się wygospodarować więcej czasu na przygotowania. Sam trening biegowy to około 10 jednostek treningowych. Do tego trzeba dodać rozciąganie, rolowanie, siłownię i stabilizację. Łącznie wychodziło od 2-3 godzin dziennie. Mam ten komfort, że bardzo lubię to, co robię. Zdarza się, że podczas treningu po prostu mam chwilę dla siebie żeby odpocząć.

A w takim razie czym zajmujesz się poza bieganiem? I jak Ci się udaje to pogodzić z taką ilością treningu tygodniowo?

Obecnie sprowadziłem swoje życie zawodowe do biegania. Jestem na ostatnim roku psychologii społecznej, pracę magisterską piszę w oparciu o ogólnopolskie badanie biegaczy. Prowadzę treningi indywidualne oraz pomagam w usystematyzowaniu treningu osobom, które chcą zacząć swoją przygodę z bieganiem. Bazując na swoim doświadczeniu przekazuję wiedzę w jaki sposób odpowiednio dobrać trening do możliwości zawodnika. Moda na bieganie jest bardzo duża. Coraz więcej osób przygotowuje się do różnych biegów. Niestety gotowe plany treningowe nie są spersonalizowane, nie są również dostosowane do indywidualnych potrzeb i możliwości. Nie biorą pod uwagę życia zawodowego i rodzinnego, które trzeba pogodzić z treningami. W swojej pracy staram się więc wspólnie z zawodnikiem dobrać optymalny trening do jego możliwości. W pracy z amatorami kieruję się zasadą, że bieganie jest dla zdrowia. Nigdy zdrowie dla biegania! Uważam, że w sporcie amatorskim powinno stawiać się na pasję.

Swoją przygodę z bieganiem zacząłeś 5 lat temu. Co skłoniło Cię właśnie do tego sportu?

Jeżeli chodzi o biegi uliczne, pierwszy raz wystartowałem 11 listopada 2011 r. – zachęcił mnie do tego brat. Po pierwszym starcie byłem zmuszony zrezygnować z treningów z powodu kontuzji. Zbyt duży kilometraż i brak odpowiedniego przygotowania niestety zaszkodził.

Na dobre zacząłem biegać i trenować od 1 marca 2012 r. Od tego czasu zacząłem interesować się treningiem, czytać, analizować, rozmawiać z innymi. Nie było w tym nic szczególnego, szukałem czegoś dla siebie – pasji, która pomoże oderwać się od monotonii codzienności. Obecnie pasja stała się pracą i sposobem na życie, z czego bardzo się cieszę.

W maratońskim debiucie po zaledwie kilku miesiącach treningów osiągnąłeś czas 3:50, a pół roku później już złamałeś 3 godziny – czy można powiedzieć, że maraton to Twój dystans?

Tak jak wspomniałem, od marca niepokornie zacząłem przygotowywać się do biegu maratońskiego, który odbywał się pod koniec maja. Z perspektywy czasu oceniam to jako kiepski pomysł. Maraton jest dystansem, do którego trzeba podejść z ogromną dawką pokory i odpowiednim przygotowaniem. Staram się przestrzegać początkujące osoby przed biegową modą i radzę na początku skupić się na krótszych dystansach, a maraton zostawić sobie na deser. Z racji tego, że stosunkowo późno zacząłem biegać, maraton wydawał mi się celem samym w sobie i dał wiarę, że przy odpowiednim i systematycznym treningu mogę jeszcze dużo osiągnąć.

Jakie masz dalsze biegowe plany? Czy Dębno było Twoim starem docelowym na wiosnę?

Dębno było startem głównym w pierwszej części sezonu. Z przygotowania do tego startu chciałbym jeszcze pobiec szybkie 10km. Na drugą część sezonu planuję maraton w Berlinie i powrót na maraton w Nowym Jorku, w którym biegłem w zeszłym roku. Co do dalszych planów nie chciałbym za dużo zdradzać, mogę powiedzieć tylko, że zamierzam biegać szybciej.

Piotr_Cypryanski

Cel na najbliższe miesiące to rozprawienie się z barierą 2:30. Fot. Karolina Zaworska

Znając Twoje ambicje już pewnie kombinujesz, jak tu połamać 2:30?

Postaram się wystartować w Berlinie i z nawiązką złamać barierę 2:30. Póki co, muszę trochę odpocząć i skupić się na prędkościach. W pewnym momencie szybkość w maratonie zaczyna mieć duże znaczenie.

W takim razie życzę powodzenia i dalszego imponującego progresu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisment ad adsense adlogger