fbpx

Pływaj w rytmie BipBip – Finis Tempo Trainer

Autor: Marcin Nowak • 09.01.2015

Wydawałoby się, że pływanie jest sportem, w którym nie potrzeba zbyt wiele sprzętu. Ale skoro są klienci, to znajdą się i firmy, które spróbują nam coś sprzedać. Czasami trudno odróżnić przydatne gadżety od produktów zupełnie zbędnych.

tempotrainer

Fot. swimshop.com.au

Finis Tempo Trainer na pierwszy rzut oka może wydawać się produktem, który należy do tej drugiej grupy. Zwróciłem na niego uwagę, ponieważ obecnie staram się trenować w oparciu o zalecenia szkoły SwimSmooth, a tam to urządzenie jest szeroko wykorzystywane i promowane. Rozważałem jego zakup już kilka razy, ale zawsze odkładałem go na później. Wreszcie około miesiąc temu zdecydowałem się na jego kupno.

Zanim jednak zacznę opisywać swoje wrażenia, kilka słów o tym, czym jest Finis Tempo Trainer. Mówiąc najprościej, jest to wodoodporny metronom, czyli urządzenie, którego zadaniem jest wydawanie sygnału dźwiękowego w określonych odstępach czasu. Do czego może się to przydać podczas pływania? Są trzy podstawowe zastosowania.

 1. Praca nad kadencją 

…czyli liczbą cykli pływackich wykonywanych w jednostce czasu. Możemy na przykład ustawić urządzenie na 65 sygnałów wydawanych w ciągu minuty – dzięki temu, płynąc z metronomem, wiemy, jak szybko pracować rękoma, aby osiągnąć założoną kadencję. Jest to szczególnie przydatne, gdy pływamy długie dystanse i mamy tendencję do obniżania kadencji w trakcie treningu. Dzięki urządzeniu łatwo pracować nad zwiększeniem lub zmniejszeniem kadencji za pomocą metodą małych kroków – np. zmieniając częstotliwość sygnałów o +/-1 co np. 4 treningi.

 2. Praca nad rytmem 

Wiele osób, które spróbowały pływać z metronomem, twierdzi, że dzięki niemu uświadomiły sobie, jak niesymetrycznie pływają – np. skracają ruch jedną z rąk lub stosują dłuższe wyleżenie na jednym z boków. Według SwimSmooth rytm jest szalenie ważny w pływaniu, a metronom pomaga go wypracować.

 3. Kontrola tempa 

Finis Tempo Trainer można ustawić na założone tempo (np. 25 m w 30 sekund). Następnie w trakcie pływania dostajemy informację zwrotną, czy udaje nam się utrzymywać prędkość.

Tyle teorii, teraz przejdźmy do moich wrażeń. Samo urządzanie wygląda bardzo niepozornie – jest to zwykły plastikowy stoper. Wraz z urządzeniem dostajemy klips, którym można przymocować je np. do czapeczki biegowej – dzięki temu jako bonus możemy także pracować nad kadencją podczas biegania czy jazdy rowerem.

Dobrą informacją jest to, że Finis Tempo Trainer jest żółty (więc odcina się kolorem zarówno od wody w basenie, jak i w jeziorze) – dodatkowo, w razie wypadnięcia spod czepka, utrzymuje się na powierzchni, więc jego zgubienie jest mało prawdopodobne. Finis Tempo Trainer ma 3 przyciski, którymi obsługujemy ustawienia. Mamy do wyboru 3 tryby, których istota sprowadza się do tego, czy chcemy ustawić częstotliwość sygnału co zadany interwał czasu (np. sygnał co 25 sekund), czy liczbę sygnałów wydawanych w ciągu minuty. Ustawień możemy dokonywać z dużą precyzją – w zależności od trybu nawet do setnych części sekundy. Po dokonaniu ustawień metronom wkładamy pod czepek, możliwie blisko ucha, i zaczynamy pływać.

Kupiłem metronom z myślą o pracy nad rytmem. W tym zastosowaniu sprawdza się bardzo dobrze, zwłaszcza u osoby, której poczucie rytmu jest… dyskusyjne. Pozwala na dłuższych odcinkach złapać właściwą kadencję. Niestety problemem okazuje się tutaj długość basenu – w basenie 25 m praca nad rytmem i kadencją jest dość trudna – najpierw trzeba zsynchronizować się z sygnałami dźwiękowymi, a dopiero później można skupić się na trzymaniu założonego kroku. Zdecydowanie lepiej pracowałoby się na basenie 50 m, którego niestety nie mam w okolicy. Na poważnie planuję wrócić do tego trybu podczas pływania w wodach otwartych – póki co korzystam z urządzenia sporadycznie.

Finis Tempo Trainer okazał się niezastąpiony podczas pływania na prędkościach progowych (innymi słowy, wg terminologii SwimSmooth – sesje CSS). Raz w tygodniu wykonuję sesję treningową, w której pływam np. 6 x 200 m nieznacznie pod progiem mleczanowym z 20 sekundami przerwy między powtórzeniami. Wcześniej kontrola czasu była mordęgą. Zwłaszcza w końcówce, gdy płyniemy już naprawdę na granicy swoich możliwości, kontrola czasu na zegarku nie jest prosta. Dzięki metronomowi w czepku nie trzeba nigdzie zerkać – na każdej długości dostajemy informację zwrotną, czy trzymamy właściwe tempo.

Dodatkowo dochodzi efekt wirtualnego trenera – gdy sygnał dźwiękowy wybrzmiewa w uchu, a Ty ciągle nie zakończyłeś długości, to pojawia się dodatkowa motywacja, aby wykrzesać resztki sił. W moim przypadku okazało się, że dzięki tej mobilizacji udało mi się urwać na progu mleczanowym 4 s na 100 m już po kilku treningach – czyli różnica wręcz kolosalna. Wcześniej widocznie nie dawałem z siebie 100% na sesjach CSS i pływałem znacznie poniżej swojego progu.

Reasumując – uważam, że Finis Tempo Trainer to szalenie wygodne urządzenie. Oczywiście nie popłynie za nas, ale otwiera oczy na asymetrię ruchu i pozwala wygodnie kontrolować tempo przy większych długościach. Jest tylko jeden kłopot – urządzenie kosztuje obecnie około 170 zł. W moim odczuciu cena jest zdecydowanie zbyt wysoka, biorąc pod uwagę, że w gruncie rzeczy jest to wodoodporny stoper z małym głośniczkiem, którego wyprodukowanie kosztuje pewnie 5-10 zł. Nikt oprócz Finisa nie produkuje niestety metronomów pływackich, więc można albo przełknąć cenę, albo szukać alternatywnych rozwiązań. Niektóre zegarki treningowe potrafią wibrować co określony interwał czasu, co można z powodzeniem wykorzystać w trakcie treningów na progu mleczanowym. Przyznam, że sam zakochałem się w tym urządzeniu i nie wyobrażam sobie już trenowania bez niego, ale patrząc nań racjonalnie, nie jest to urządzenie, bez którego nie można się obyć. Innymi słowy – kolejny gadżet w kolekcji.

 

pływanie basen fot. istockphoto

Fot. istockphoto.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisment ad adsense adlogger