fbpx

Początki kobiecego maratonu. Amazonki długiego dystansu

Autor: Marek Tronina • 10.04.2007

Kathrine Switzer Boston 1967

Starożytne igrzyska były domeną mężczyzn, zaś kobiety nie miały nawet prawa obserwować zmagań. Igrzyska nowożytne co prawda wpuściły kobiety na trybuny, ale ich udział w rywalizacji wymagał wielu zabiegów. W przypadku maratonu na zmiany przyszło czekać aż do roku 1984.

I może przyszłoby nam czekać na ten moment jeszcze dłużej, gdyby nie Roberta Gibb i Katherine Switzer, które nie mogąc pogodzić się z dyskryminacją pań w biegach długodystansowych postanowiły przebiec maraton  i udowodnić światu, że kobiety w niczym nie ustępują mężczyznom i zasługują na prawo rywalizowania na tych samych dystansach co mężczyźni.

Bunt

Dla  Roberty “Bobbi” Gibb bieganie wyrażało radość z życia, a maraton w Bostonie, najstarszy na świecie, był magicznym wydarzeniem, którego chciała być uczestnikiem. W 1966 roku,  fizycznie  i psychicznie gotowa  na pokonanie dystansu 42 kilometrów i 195 metrów, Gibb wysłała swoje zgłoszenie do biura maratonu bostońskiego. Niestety, odpowiedź od dyrektora Boston Athletic Association była odmowna. Will Cloney tłumaczył swoją decyzję tym, iż kobiety nie są w stanie przebiec 42 km oraz, że regulamin międzynarodowy zabrania kobietom udziału w maratonach. Bobbi była zaskoczona i rozczarowana. Cała ta sytuacja wydawała  się jej  paradoksalna – jak bowiem kobiety miały udowodnić, że są w stanie biegać w maratonie, skoro nie mogły brać w nim udziału? Pomimo odmowy nie zrezygnowała ze swojego marzenia  o przebiegnięciu maratonu w Bostonie. Nie mogąc oficjalnie stanąć na linii startu schowała się w pobliskich krzakach odziana w ubrania brata, pełna obaw o to, jak mężczyźni zareagują na jej widok. Bała się nawet aresztowania. Do biegnące grupy dołączyła po strzale startera. Biegacze oczywiście bardzo szybko zorientowali się, że biegnie wśród nich kobieta,  ale okazali się bardzo przyjaźni i zadowoleni z damskiego towarzystwa, zapewniając ją iż trasa maratonu jest dostępna dla wszystkich. Dzięki ich zrozumieniu Bobbi zdecydowała się ściągnąć z siebie męskie przebranie i wszyscy zobaczyli, że kobieta bierze udział w maratonie. Tłum kibiców oszalał na jej widok, reporterzy  przekazywali sprawozdania z każdej przebiegniętej przez nią mili, kobiety płakały ze wzruszenia, a Bobbi wykończona, ale szczęśliwa po 3 godzinach 21 minutach i 40 sekundach przekroczyła linię mety na 126. pozycji, wyprzedzając dwie trzecie uczestników. Sukces Roberty Gibb przełamał stereotyp o kobiecym bieganiu, aczkolwiek reguły dotyczące startu kobiet pozostały niezmienione. W kolejnym roku Gibb ponownie stawiła się na stracie maratonu bostońskiego, ale tym razem nie była już jedyną kobietą.

Rewolucja

W 1967 roku numer startowy 261 został przydzielony K.V. Switzer – 20-letniej studentce Uniwersytetu w Syracuse, która  na zgłoszeniu podała tylko swoje  inicjały, naśladując znanych  pisarzy  J.D. Selingera, W.B. Yatesa  i   T.S. Elliota. Zaświadczenie lekarskie o stanie zdrowia Switzer wysłała pocztą, a numery startowe dla wszystkich członków drużyny uniwersyteckiej odebrał jej trener Arni Briggs. Katherine z dumą przypięła numer do koszulki i udała się na start ubrana, jak większość biegaczy, w szeroką bluzę, co ułatwiło jej przejście przez bramkę startową uniknąwszy rozpoznania przez organizatorów. Przedstawiciele mediów już po kilku kilometrach zauważyli, że wśród startujących jest kobieta. Zresztą sama Switzer nie starała się tego faktu ukryć, biegnąc ze szminką na ustach. Wiadomość ta szybko dotarła do organizatorów biegu, którzy wpadli w furię. Znany z porywczego charakteru dyrektor maratonu bostońskiego Jock Semple próbował zepchnąć Switzer z trasy lub przynajmniej zerwać jej numer startowy, ale przed atakiem obronił ją  przyjaciel Switzer. Zawodniczka ukończyła bieg z nieoficjalnym czasem około 4 godzin i 20 minut, ale oczywiście organizatorzy zadbali o to, żeby ją zdyskwalifikować po ukończeniu biegu.

Tłum kibiców oszalał na jej widok, reporterzy przekazywali sprawozdania z każdej przebiegniętej przez nią mili, kobiety płakały ze wzruszenia.

Następnego dnia zdjęcia dokumentujące całą szamotaninę ukazały się w najważniejszych gazetach, zwracając uwagę opinii publicznej na brak równości kobiet w bieganiu na długich dystansach. Wydarzenie to przeszło do historii pod nazwą “incydentu bostońskiego” i zapoczątkowało rewolucję w kobiecym bieganiu, której pierwszym etapem było przyznanie kobietom prawa do startu w maratonie nowojorskim w 1971 roku. W maratonie tym wzięły udział cztery kobiety, a zwyciężyła Pat Bonner w czasie 2:55:22. Już w  następnym roku Boston zniósł obowiązujący zakaz startu dla kobiet, a  Nina Kuscsik została  z czasem 3:10:26 pierwszą oficjalną zwyciężczynią najstarszego miejskiego maratonu na świecie. Jeśli ktoś sądzi, że Katherine Switzer przeszła do historii tylko swym wyczynem z roku 1967 to jest w błędzie, bo to właśnie ona została w roku 1974 zwyciężczynią maratonu nowojorskiego. Pomimo stopniowej poprawy sytuacji kobiet w bieganiu długodystansowym, maraton dla kobiet nadal nie był włączony do programu  igrzysk, a członkowie Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego nadal uważali, że biegi  na długich dystansach szkodzą zdrowiu kobiet.

Determinacja

Kolejną wielką zdeterminowaną okazała się wspomniana już pierwsza zwyciężczyni z Nowego Jorku – Nina Kuscsik, która po raz pierwszy zetknęła się z brakiem równouprawnienia kobiet w sporcie, gdy jako nastolatka próbowała wziąć udział w wyścigu rowerowym na 50 km i usłyszała, że “kobiety nie mogą startować”. Wtedy odeszła ze spuszczoną głową, ale kiedy w roku 1971 roku  ponownie usłyszała te same słowa już jako dorosła kobieta (a chciała wtedy wystartować w biegu na 2 mile) pomyślała, że tak dalej być nie może. To był początek jej kampanii na rzecz równouprawnienia kobiet w bieganiu, w czasie której korzystała z każdej możliwej okazji do kwestionowania istniejących reguł. Za przykład niech posłuży choćby 10-minutowy strajk przed startem maratonu nowojorskiego w roku 1972 jako protest przeciwko temu, że kobiety muszą zaczynać bieg wcześniej niż mężczyźni. Protest okazał się bardzo skuteczny – już w następnym roku kobiety mogły startować w tym samym czasie co mężczyźni.

Droga do sukcesu nie była łatwa, a meta odległa. Nina okazała się być jednak niestrudzonym negocjatorem, który z łatwością poruszał się w labiryncie przepisów i biurokratycznych struktur oraz skupił wokół siebie cudowne grono kobiet, którym  przyświecał jeden cel: włączenie maratonu do programu igrzysk olimpijskich.

Mniej więcej w tym samym czasie Fred Lebow, dyrektor maratonu nowojorskiego i wizjoner, który chciał przekształcić maraton w imprezę masową i uważał udział kobiet za nieodłączny element swojej wizji, postanowił wspomóc wysiłki kobiet. W 1972 roku wraz z Katherine Switzer zorganizował on pierwszy na świecie bieg wyłącznie dla kobiet: dziesięciokilometrowe “Zwariowane nogi” (“Crazy Legs”), rekrutując potencjalne biegaczki w liceach, na uniwersytetach, a nawet pośród modelek magazynu Playboy. Bieg okazał sie niesamowitym sukcesem, przyciągając na start 78 kobiet w czasach, kiedy boom na bieganie jeszcze tak naprawdę się nie zaczął. Pod koniec lat siedemdziesiątych, kiedy biegi długodystansowe zaczęły przyciągać coraz większą liczbę uczestników w biegu tym startowało już prawie 6000 kobiet.

Popularyzacja

Wzrost popularności biegania wśród kobiet nie był przypadkowy, a ogromną rolę odegrała w nim ponownie Katherine Switzer. W roku 1978 przekonała ona korporację kosmetyczną Avon do włączenia się w promocję biegania i sponsorowania serii biegów tylko dla pań. W ten sposób zrodził się “Avon International Running Circuit “. Zarządowi Avonu tak spodobał się pomysł Switzer, że zaoferowali jej kierowanie programem, który zaczął przyciągać na biegi tysiące kobiet. Program Avon zadebiutował  w Stanach Zjednoczonych, ale szybko rozprzestrzeniał się na inne kraje: w 1979 roku biegi były organizowane już w  trzech  krajach, a  w rok później – w dziewięciu.

Teoria, że kobiety nie chcą biegać w maratonach została brutalnie obalona.

W kolejnych latach  liczba uczestniczek przekroczyła milion, a maratony na stale wpisały się do harmonogramu wydarzeń sportowych  w prawie trzydziestu krajach. Biegi organizowane przez Avon spowodowały, że opinia publiczna w pełni zaakceptowała udział kobiet w maratonach. Co więcej, był to początek zmian społeczno-kulturalnych w wielu krajach świata. Kobiety odkrywały w bieganiu radość życia, poczucie jedności oraz sposób na manifestowanie swojej solidarności. Dla wielu z nich bieganie stało się nowym sposobem na życie i motorem działania także poza trasami biegowymi. Teoria, że kobiety nie chcą biegać w maratonach została brutalnie obalona, ale stanowisko MKOl. w sprawie włączenia biegu na dystansie 42 km do programu igrzysk pozostawało niezmienne.

Szacunek

Maraton nie był jedynym dystansem, którego brakowało w programie igrzysk. Najdłuższym dystansem, na jakim mogły rywalizować kobiety,  było w latach 70-tych 1500 metrów. W tych okolicznościach na arenę międzynarodową wkroczyła Grete Waitz, niesamowicie utalentowana Norweżka, która pod koniec tamtej dekady dwa razy pobiła rekord świata na dystansie 3000 metrów oraz pięciokrotnie zdobyła mistrzostwo świata w biegach przełajowych. W 1978 roku na zaproszenie Freda Lebowa  przyleciała do Nowego Jorku na swój pierwszy maraton, chociaż nigdy nie przebiegła dystansu dłuższego niż 20 km. Jej mąż Jack poradził jej, aby tak długo jak się tylko da utrzymywała się z przodu stawki. Pierwsze 20 km przebiegła w swoim tempie treningowym, a kiedy po kolejnych 5 kilometrach wbiegła na Manhattan była przekonana, że meta jest blisko. Rzeczywistość była jednak okrutna – przed nią był jeszcze  Bronx i powrót na Manhattan – razem jakieś 17 kilometrów. Kryzys dopadł ją na 35. kilometrze i sprawił, że poważnie myślała o zejściu z trasy. Ale nie wiedziała gdzie się znajduje, nie miała przy sobie pieniędzy na powrót metrem do hotelu i nie znała zbyt dobrze języka angielskiego. Musiała więc biec dalej. Fakt, że prowadziła nie był dla niej istotny – przyzwyczajona była do wygrywania, chciała tylko jak najszybciej dobiec do mety, aby powiedzieć mężowi co myśli na temat jego pomysłu i strategii. Była śmiertelnie zmęczona i wściekła. Kiedy dotarła w końcu do linii mety zegar pokazywał 2:32:29. To był czas nowego rekordu świata…

Kryzys dopadł ją na 35. kilometrze i sprawił, że poważnie myślała o zejściu z trasy.

Waitz pojawiała się na starcie maratonu nowojorskiego w kolejnych latach, wygrywając imprezę w latach 1978-88 aż dziewięć razy. Jako pierwsza pokonała trasę maratonu poniżej 2 godzin i 30 minut. Wybitne rezultaty Waitz przyciągnęły uwagę mediów, które zaczęły z szacunkiem wyrażać się o rywalizacji kobiet na długich dystansach. Maraton nareszcie zaczął być postrzegany jako emocjonujące i wzbudzające respekt widowisko sportowe. Jednak największe marzenie Waitz –  przebiegnięcie maratonu na olimpiadzie – pozostawało poza jej zasięgiem.

Wizja

Fred Lebow był pierwszym człowiekiem, który dostrzegł potencjał w rozwoju maratonu kobiecego jako imprezy masowej, dostępnej dla wszystkich niezależnie od wieku, płci, czy poziomu kondycji fizycznej. Przekształcił on maraton z wydarzenia tylko i wyłącznie sportowego w festiwal biegowy, w którym każdy z uczestników był bohaterem, a ukończenie biegu było traktowane na równi z wygraną. Wśród uczestników błyskawicznie przybywało coraz więcej kobiet oraz biegaczy-truchtaczy. W 1981 roku około jedna trzecia zawodników ukończyła bieg w czasie powyżej 4 godzin. Udział najszybszych zawodników gwarantował zainteresowanie mediów, a zwiększająca się liczba amatorów oznaczała pojawianie się coraz to nowych sponsorów, którzy dostrzegli w maratonach ogromne możliwości dla promowania swoich produktów i usług. Wszystko to sprawiło, że maraton stał się bardzo dochodową imprezą nie tylko dla organizatorów, ale także dla miasta go goszczącego.

Globalizacja

Na przestrzeni ostatnich 40 lat kobiety osiągnęły bardzo wiele w bieganiu długodystansowym. W dniu dzisiejszym udział kobiet w maratonach, czy ultramaratonach nie wzbudza już żadnych emocji, nikogo też nie dziwi fakt, że na dużych imprezach kobiety otrzymują nagrody tej samej wysokości co mężczyźni. Nie oznacza to jednak, że kobiety osiągnęły już w bieganiu wszystko. Nadal jest wiele krajów, w których udział kobiet w  maratonach jest sprawą marginalną, a w wielu kobiety nadal muszą walczyć o równe prawa w sporcie oraz poza nim. Miejmy nadzieję, że kwestie te zostaną rozwiązane przed upływem kolejnych 40 lat.

Aneta Osmola, Jolanta Sedzik, “Amazonki maratonu”, Bieganie, kwiecień 2007

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisment ad adsense adlogger