fbpx

Polacy na Mistrzostwach Świata w AR 2014 – 9 listopada

Autor: Andrzej Brandt • 14.10.2014

10636140_633423073437572_2095311738348154204_n

Od lewej: Maciej Marcjanek, Maciej Mierzwa, Maciej Dubaj i Justyna Frączek na Mountain Touch Challenge. Fot. archiwum zespołu

Na rowerze, pieszo, w kajaku, przez tydzień, bez przerw na długi odpoczynek, śpiąc zaledwie kilka godzin. 710 km w maksymalnie 8 dni. To wszystko czeka 4-osobowy zespół AR Team Polska na Mistrzostwach Świata w Adventure Racing w Ekwadorze.

Zaczną gdzieś w okolicach 4000 m n.p.m., ale dosyć szybko będą musieli wspiąć się na 4500. Niespełna sto kilometrów dalej spadną na niziny, choć 1500 m n.p.m. – w naszych standardach – wcale nizin nie oznacza. Mając 300 kilometrów w nogach, rozpoczną potężną wspinaczkę na 3000 m. Potem w dół i znowu w górę. Kolejne sto kilometrów przeniesie ich do poziomu morza. Ostatnie dwieście kilometrów to już w zasadzie płasko. Po 710 kilometrach, dobrym tygodniu na nogach, wpadną – jeżeli wszystko zagra należycie – na metę.

Tak, na metę. Powyższy opis to nie skrypt z wielomiesięcznej ekspedycji, a jedynie skromna próbka tego, co czeka AR Team Polska podczas Mistrzostw Świata w Rajdach Przygodowych w Ekwadorze.

Opublikowany przed kilkoma tygodniami profil zawodów musi budzić respekt – nawet wśród tych, którzy upodobali sobie biegi ultra o absurdalnych statystykach przewyższeń. Dlatego zespół – na ile polskie góry na to pozwalają – rzeźbi wydolność i nogi. Tyle że nasze Tatry pozwalają na przebieżki na granicy 2000 m n.p.m., a Andy w Ekwadorze – no cóż, spójrzcie sami na profil. Cztery razy trzeba będzie się wbić powyżej 3500 m n.p.m. Huairasinchi Adventure Race, tegoroczny gospodarz mistrzostw świata, to jedyna taka impreza w światowym kalendarzu rajdowym – zespoły z całego globu regularnie dostają tu łomot na wysokogórskich etapach, pnących się powyżej 4000 m n.p.m. Przed pięcioma laty startował w Ekwadorze Piotrek Kosmala w międzynarodowym składzie. Mimo dobrego przygotowania poległ w starciu z rozrzedzonym powietrzem i skończył rywalizację w namiocie z tlenem, jak kilkunastu kolegów z innych ekip.

HS_ARWC_2014_Altura_y_Disciplinas_2014106121932g

Profil całej trasy oraz procentowy udział poszczególnych dyscyplin. Źródło: proyectoaventura.com

– Robimy, co możemy, spędzając możliwie dużo czasu w Tatrach i wspólnie trenując – mówi Maciej Marcjanek, jeden z członków zespołu, któremu pod tę specyficzną imprezę chyba jest się najtrudniej przygotować. Maciek mieszka w Łodzi, dookoła tereny płaskie jak stół, więc pozostają jedynie weekendowe wyjazdy. Justyna Frączek, Maciej Dubaj i Maciej Mierzwa tego problemu nie mają – mieszkając w Krakowie mają gdzie powalczyć z podbiegami. – Trenujemy na tyle, na ile nam pozwalają nasze codzienne obowiązki. Mnie często nie ma w Polsce, ale i tak staram się nadrabiać. Z naszego doświadczenia wiemy jednak, że przygotowanie fizyczne nie jest najważniejsze. Liczy się zespół, to jak sobie poradzimy z tygodniem w bardzo trudnych warunkach, jak będziemy reagować w sytuacjach kryzysowych, które na pewno nastąpią, jak ogarniemy nawigację i logistykę – opowiada Maciej Dubaj, filar zespołu, który ma za sobą już wielokrotne starty w imprezach mistrzowskiej rangi. AR Team Polska jedynie z nazwy jest nowym tworem. Justyna Frączek, Maciej Mierzwa i Maciej Dubaj dotychczas startowali pod różnymi szyldami – jako Code 34 w zespole z Łukaszem Warmuzem zdobyli najlepsze, piąte miejsce na mistrzostwach świata w Rajdach Przygodowych w Portugalii. Wbili się przebojem do czołowej dziesiątki podczas piekielnie trudnego rajdu we Francji. W polskim środowisku rajdów przygodowych nie mają sobie równych – jedyny letni długi rajd Mountain Touch Challenge – wygrali z gigantyczną przewagą.

10658933_639917512788128_1826659192332558803_o
Wspólny trening. Zgranie i świetne rozumienie się zespołu to klucz do sukcesu w tak długiej rywalizacji. Fot. archiwum zespołu

– Polskich imprez nie można jednak porównywać z zagranicznymi, a zwłaszcza z zupełnie wyjątkowymi rajdami w Ameryce Środkowej czy Południowej – tłumaczy Dubaj, przywołując imprezę mistrzowską sprzed roku. Kostarykańska dżungla, upał tropików, namorzynowe kanały na etapach kajakowych – prędkość poruszania się w takich warunkach spada do zaledwie kilku kilometrów na godzinę. – W przypadku takich rajdów liczy się cierpliwość i koński upór – opowiada Dubaj. Najlepszy zespół globu potrzebował w Kostaryce ponad 160 godzin na dotarcie do mety.

Do Mistrzostw Świata w Ekwadorze zostało już tylko kilka tygodni. To czas szlifowania mocy, kompletowania ekwipunku, dopracowywania szczegółów. Start z wysokości niespełna 4000 metrów nad poziomem morza nastąpi 9 listopada. Na metę najlepsi wpadną po około 5 dniach. Limit wynosi 8 dni.

Relację live śledzić będzie można na Facebooku AR Team Polska oraz na stronie zespołu.

Zobacz zapowiedź zawodów:

Więcej informacji o Mistrzostwach Świata w AR 2014 na stronie organizatora.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisment ad adsense adlogger