fbpx

Ludzie

Roman Ficek po rekordowym przebiegnięciu GSB: „To nie jest moje ostatnie słowo”

Wystartował 28 czerwca w niedzielny poranek, a 2 lipca w czwartkowy wieczór był na mecie. W tym czasie Roman Ficek przebiegł ponad 500 kilometrów Głównego Szlaku Beskidzkiego, ustanawiając nowy rekord trasy. Nam opowiedział m.in. o wrażeniach po starcie, walce z czasem oraz ubiegłorocznym biegu przez Łuk Karpat.

Mija już tydzień od pokonania GSB w czasie 107 godzin i 25 minut. Jak na kilka dni po biegu wrażenia z osiągniętego wyniku ?

Jestem przeszczęśliwy. Cieszę się z tego wyniku, mimo że nie udało mi się zejść poniżej 100 godzin, jak na początku zakładałem. Udało mi się pobić za jednym zamachem dwa rekordy: ze wsparciem i bez wsparcia. Więcej mi nie trzeba, przebiegłem tak GSB jak chciałem, odniosłem sukces i jestem z tego zadowolony.

To był najlepszy termin do podjęcia wyzwania czy jest pora, która bardziej sprzyjałaby zawodnikowi?

Pogoda nie była najlepsza. W ostatnim czasie czerwiec nas nie rozpieszczał: same burze, ulewy, bardzo dużo padało. Pogoda nie mogła mnie jednak złamać – za dużo było przygotowań i to za duże wyzwanie. Zwykły deszcz czy jakieś błoto nie mogły mnie z tej trasy ściągnąć. Pora wiosenna, właściwie już letnia jest bardzo dobra. Jest mało nocy, długi dzień, jest ciepło i wszędzie można się przespać. To także dobra pora, ponieważ nie trzeba brać ze sobą dużo rzeczy do spania. Te kilka czynników przeważa za tym, aby wybrać wakacje. To bardzo dobry termin na zrobienie GSB.

Zauważając, że ustanowił Pan rekord trasy, wyróżnia się dwie kategorie: ze wsparciem i bez wsparcia. Gdzie przebiega granica między jednym a drugim? Co w praktyce uznawane jest za skorzystanie ze wsparcia?

Faktycznie wyróżnia się bieg ze wsparciem i bez wsparcia. W moim wypadku był to bieg bez wsparcia. Dla mnie oznacza to brak pomocy osób trzecich. Bez wsparcia kogoś, kto organizuje ci jedzenie, suche ciuchy czy buty. Musisz radzić sobie sam ze sobą. To co jest na trasie, czyli schronisko, sklepy etc., to już tam było i możesz z tego korzystać, a nawet trzeba korzystać. Musisz po drodze jeść, pić, przespać się. A czy ty wybierzesz po drodze wodę, czy to będzie wiata, to już kwestia twojego wyboru. W biegu bez wsparcia chodzi o to, aby samemu sobie ze wszystkim radzić, a nie żeby ktoś na trasie ci pomagał. Nie może cię nikt odciążać od innych rzeczy, np. niesienia plecaka czy organizacji posiłków.

Fot. Szczytografia

Dużą karierę w mediach po przebiegnięciu GSB robi zdjęcie Pana stóp. Zmiana butów na trasie, pewnie w pełni przemoczonych, byłaby już traktowana właśnie w kategorii wsparcia?

Myślę, że tak. W zasadzie mogłem w połowie trasy zostawić buty, nie byłoby z tym problemu. Sam sobie je położyłem, schowałem i mógłbym w nich biec dalej. Uznałem jednak, że przebiegnę trasę w jednych butach i udało się tego dokonać. Tak naprawdę mogłem w połowie trasy w Krynicy wejść do sklepu i kupić sobie nową parę. Chciałem jednak zrobić to w jednych butach. Nie chciałem niczego dokładać, nic zmieniać. Chodziło o to, żeby sprawdzić, jaki wynik osiągnę. Napierałem mimo wszystko do przodu. Tak naprawdę miałem już tak nogi zamoczone, tak bardzo zniszczone stopy, po Beskidzie Niskim, po tym błocie, po połowie trasy, że w zasadzie nie wiem czy nowe buty i skarpetki cokolwiek by pomogły. W drugiej połowie nieraz przebiegałem przez niejedną rzekę, wpadłem do niejednej kałuży, spotkał mnie po drodze deszcz i burzę, więc cały czas miałem na sobie te mokre buty i skarpetki.

Co do wsparcia – to okazywali Panu kibice. Był czas na to, aby w trakcie podzielić się przemyśleniami z trasy, a czy też był na to, aby zapoznać się z komentarzami osób, które śledzą wydarzenie?

Całą trasę, przebieg bicia rekordu, śledziło dużo osób. Było to dla mnie bardzo motywujące i potrzebne – to nieocenione wsparcie. Czasem miałem czas, pierwszy, drugi dzień, żeby cyknąć fotkę na trasie czy pokazać coś na zdjęciach. W kolejnych dniach dawało o sobie znać zmęczenie i nie miałem już na to czasu. Robiłem tylko krótki live’y, wstawiałem na necie. Tak mogłem pokazać co się dzieje na trasie, jak samopoczucie i ile już przebiegłem. Całą trasę fotografował Łukasz Malinowski ze Szczytografii, więc nie musiałem się przejmować zdjęciami. Łukasz dbał o wszystko i w sierpniu będzie można zobaczyć jak walczyłem i radziłem sobie na trasie GSB.

Ile czasu po takim wysiłku potrzeba na regenerację organizmu?

Po samym biegu 4-5 dni bolały mnie mocno nogi. Budziłem się nad ranem i miałem taki sam ból w nogach jak przed zaśnięciem. Pierwszy tydzień musisz dużo odespać, jeść i pić wodę. Dodatkowo można zrobić sobie jeden czy dwa masaże. Dobrze jest posiedzieć w solance, w zimnej wodzie z solą. Tak naprawdę człowiek po takim biegu, po tak dużym wysiłku, tygodniami dochodzi do siebie. Może to trwać 3-4, a może 6 tygodni. Trudno określić, kiedy odzyskuje się 90% swojej siły i sprawności po takim wysiłku. Na pewno potrwa jeszcze kilkadziesiąt dni taka regeneracja, żeby można było wrócić do normalnego treningu.

Aby podjąć się takiego wyzwania, trzeba mieć na koncie dużo zebranego doświadczenie. Ile jednak czasu zajęło Panu przygotowanie ściśle nakierowane na realizację tego celu?

Do tego treningowo przygotowuje się latami. Jedynie dwa miesiące przed biegiem tych treningów było trochę więcej. One było wydłużone, mocniejsze. Godzinowo treningów tygodniowo wychodziło bardzo dużo. Logistycznie w tym wypadku nie miałem dużo pracy. To bardzo łatwa droga – trasę wyznacza się w minutę, może dwie na programie w komputerze. Prowadzisz ją od początku do końca czerwonym szlakiem. Schroniska, sklepy, restauracje – tutaj jest tego tak bardzo dużo, że nie trzeba było nad tym wiele myśleć. Poza tym mam trochę zebranego doświadczenia i trenuję w tych górach, na tym szlaku. Znam bardzo dobrze Główny Szlak Beskidzki – prawie 400 km trasy już znałem. Nie miałem problemów z nawigacją czy znalezieniem jakiegoś odcinka. Karpacka przygoda nauczyła mnie jak się biega po dzikich terenach i nocą. To była krótka wyprawa, w której nie było dużego problemu z przygotowaniem.

Było na trasie coś, co uznałby Pan za zaskakująco trudne?

Nie było to może zaskakujące, bo ludzie mówili, że w Beskidzie Niskim jest bardzo dużo błota. Wiedziałem na co się piszę, co mnie czeka na trasie. Może nie było to zaskoczenie, ale była to trudność na trasie, która utrudniła bieg, na pewno mnie opóźniła i zabrała dużo sił. Musiałem na tym kawałku użyć więcej mocy. Tak to raczej wszystko szło zgodnie z planem. Burze, które były mijały mnie po drodze. Nie było takiego zaskoczenia, że cały dzień by na mnie lało lub trzaskało piorunami nad głową. Raczej wszystko było w porządku.

Po przebiegnięciu Łuku Karpat, poświęcenie temu wyzwania 39 dni i 11 godzin, taka trasa, niespełna 5 dni, to w ogóle wyzwanie?

To dwa różne biegi, inne od siebie. Na GSB walczyłem o pobicie rekordu, miałem mało czasu na regenerację, sen i jedzenie. Nie było myślenia nad odpoczywaniem. Musiałem mieć ułożony plan, wszystko fajnie zgrane i musiałem się go trzymać chociaż w 90%, żeby dobiec na metę z dobrym wynikiem. GSB jest krótkim odcinkiem górskim, ale bardzo intensywnym wysiłkiem. Niewyspanie, brak odpoczynku, mało jedzenia i regeneracji po drodze, dało mi się mocno we znaki na czwarty dzień biegu. To potężny wysiłek, który trzeba po prostu przetrwać. Mimo że trasa ma 500 kilometrów, a nie 2300, to jest tak samo trudna i wymagająca jak przebiegnięcie Łuku Karpat. W Karpatach było o wiele więcej dni do przebiegnięcia, ale miałem więcej czasu na odpoczynek, sen i jedzenie.

Fot. Szczytografia

Rożnica w obu wyzwaniach dotyczy celu: na Łuku Karpat chodziło o pokonanie trasy, tu o osiągnięcie najlepszego czasu. Dystans jest oczywiście nieporównywalny, ale co jest trudniejsze do ustawienia w głowie: nastawienie na przetrwanie czy czas?

Na pewno przygoda karpacka to było mocne nastawienie na przetrwanie. To jest strasznie długa odległość, bardzo wiele dni. To też dużo czasu na złapanie kontuzji czy urazu. To potężny kilkunastodniowy wysiłek. GSB to walka z czasem. Trasa tu jest prosta, to tylko polskie góry, nie biega się poza naszymi granicami. Miałem tę trasę obeznaną. W Karpatach do tego dochodziła walka z górami w Rumunii, gdzie były dzikie tereny i ścieżki. Wiele razy trzeba było szukać nawigacji i biegać po krzakach.

Ściągając się z czasem, jest miejsce na to, aby czerpać przyjemność z pokonywanej trasy, zwrócenie uwagi na to co wokół?

Przy takim GSB to trudne. Bardzo skupiłem się na trasie, czasie i pokonywaniu kolejnych odcinków. Zastanawiałem się, gdzie muszę zjeść, odpocząć, gdzie mogę się zregenerować i ile mam na to czasu. Musiałem po drodze zadbać o stopy. Cały czas musiałem być skoncentrowany na trasie. Trudno zatrzymywać się co kilka kilometrów i patrzeć, jakie piękne są góry. Aczkolwiek nieraz zatrzymałem się, popatrzyłem w stronę Tatr czy na inne widoki. Szybko cyknąłem fotkę i dalej biegłem do przodu. Jest na to bardzo mało czasu, ale nie żałuję tego. Mieszkam w górach, trenuję w nich i wcale mi tego nie brakuje. Mam te widoki na co dzień. Poza tym z GSB był kręcony film i będę mógł sobie wszystko na spokojnie obejrzeć.

Zamierzeniem było pokonanie GSB w czasie poniżej 100 godzin. Nie udało się, ale czy to jest niemożliwe? Gdzie dostrzega Pan największe rezerwy, które mogłyby wpłynąć na poprawę tego wyniku?

Na pewno wstrzymał mnie Beskid Niski. Biegnięcie 200 kilometrów w błocie spowolniło mnie, bo trzeba było omijać potoki i kałuże. Trochę przechodziłem bokiem. Zawsze to odbiera sił. Na spaniu trudno coś nadrobić, bo spałem naprawdę minimum. Jadłem też jak najszybciej się dało, brałem mało do plecaka. Jedynie co, to może byłoby można urwać 0,5-1 kilogram na plecaku, na wyposażeniu. Człowiek zawsze byłby trochę lżejszy. Można byłoby też przyspieszyć tempo na trasie, co mogłoby dać z godzinę, dwie. Myślę, że da się zejść poniżej 100 godzin, ale trzeba mieć pogodę pico bello i być doskonale przygotowanym do biegu.

Takie wyzwanie podejmuje się tylko raz czy będzie chciał Pan tu wrócić i jeszcze raz zmierzyć się z barierą 100 godzin?

Co prawda było bardzo ciężko, ale już to wspominam jako piękną wspaniałą przygodę biegową z wielkim sukcesem. Powiedziałem sobie przyjeżdżając do domu, że to nie jest moje ostatnie słowo na tej trasie. Jeżeli komuś w najbliższym czasie uda się pobić ten rekord, to nie powiem, że zostawię to bez odzewu. Chętnie spróbuję jeszcze raz ustanowić rekord lub uzyskać tu fajny czas. Drugi raz nie biegłbym jednak z Wołosatego do Ustronia, ale z Ustronia do Wołosatego, żeby trasa była trochę inne – zawsze to nowa przygoda.

Na trasie początkowo miał się pojawić także Rafał Kot. We dwójkę czy w większej grupie byłoby prościej? Patrząc na to jak na dodatkowe wsparcie czy możliwość rywalizacji, to byłyby czynniki, które mogłyby wpłynąć na jeszcze lepszy wynik?

Rywalizacja mogłaby poprawić wynik i wpłynąć na polepszenie tempa, aczkolwiek mogłoby to też zadziałać w drugą stronę, moglibyśmy za mocno pocisnąć. Doszedłby też stres, zastanawianie się, gdzie jest ta druga osoba – przed czy za tobą. To wiadomo byłby przyjacielski pojedynek, ale ta rywalizacja zawsze gdzieś tam w głowie jest. Różnie to mogłoby się na tej trasie potoczyć.

Zainteresowanie samym wydarzeniem było bardzo duże, chyba nawet większe niż rok temu przy okazji przebiegnięcia Łuku Karpat. Jest Pan zaskoczony tym, jak dużo osób śledziło próbę bicia rekordu?

Bardzo byłem zaskoczony. Na drugi dzień siostra i Łukasz Malinowski czytali mi komentarze, powiedzieli ile jest wyświetleń biegu i informowali o dodawanych przez ludzi postach. Wydarzenie było mocno głośne medialnie. Myślę, że to wynika też z tego, że trochę wśród biegaczy jestem już znany, stałem się rozpoznawalny. Ludzie byli ciekawi czy mi się uda i jaki wykręcę wynik. Widzieli, że dałem sobie radę w Karpatach i liczyli na to, że zrobię dobry wynik na GSB. Dlatego kibicowali mi i oglądali kropkę, która przesuwa się na trasie.

Przy okazji poprzedniego wyzwania wspominał Pan o książce. Jest szansa, że przeżycia z tych wszystkich wyzwań zostaną spisane?

Książka z Łukaszem Grassem cały czas jest pisana. Ten bieg na GSB dołączy do pozostałych opisanych wypraw: Tatrzańskich Dwutysięczników i biegu przez Łuk Karpat. To wyzwanie będzie świetnym dodatkiem do całej książki.

Osobom, które nie próbowały podobnych ekstremalnych wyzwań trudno wytłumaczyć, po co się to robi i pewnie to bezcelowe. Zastanawiam się jednak, co napędza Pana w sytuacjach kryzysowych, jakich pewnie w obu wyzwaniach nie brakowało. Gdy wydaje się, że jest już naprawdę kiepsko, to co popycha do tego, aby kontynuować bieg?

Na takiej odległości, podczas takiego wyzwania, nieuniknione jest złapanie kryzysów czy słabszych momentów. Wiem, że zawsze takie osłabienie, brak energii i kalorii, niewyspanie przyjdzie. Po 2-3 godzinach takie załamanie przechodzi. Pocieszam się zawsze, że jeszcze tylko kilka godzin i będę mógł normalnie zjeść, zregenerować się, wyspać, wypić kawę lub dwie. To mnie wzmacnia psychicznie i mentalnie. Przez całą drogę wyobrażam sobie cel, metę i fajny wynik, jaki na końcu osiągnę. To motywacja na całej trasie.

W planie ma Pan już kolejne wyzwania?

Oczywiście, że tak. Już rok temu wpadł mi do głowy pomysł. GSB był pośrodku dwóch większych wypraw. W tym i przyszłym roku zamierzam jeszcze startować w zawodach. Na 2022 rok planuję Góry Skandynawskie. Chcę przebiec z Nordkappu, najbardziej wysuniętego miejsca w Europie, w Norwegii do terenu poniżej Oslo, do samego morza. Cała trasa to około 3000 kilometrów.

Jarek Więcławski

Podoba ci się ten artykuł?

5 / 5. 5

Przeczytaj też

Już niespełna 2 tygodnie pozostały do wyjątkowej edycji 42. PZU ORLEN Maratonu Warszawskiego. Dla wszystkich, którzy wezmą udział w biegu czy to po ulicach Warszawy czy wirtualnym, mamy specjalną transmisję z poradami naszych ekspertów. Jak […]

Transmisja live: “Ostatnie szlify przed startem”

Salomon to jedna z najbardziej znanych i cenionych marek wśród fanów terenowego biegania. Takimi modelami, jak choćby doskonale wszystkim znany Speedcross, który stał się legendą pomimo, że niedawno wyszła dopiero jego piąta edycja, wzbudza zaufanie […]

Przebój wśród butów terenowych? Poznajcie Salomon Wildcross – test

Pomylenie trasy biegu może zupełnie odebrać ochotę do dalszej rywalizacji. Jednak nawet w sytuacjach pozornie beznadziejnych nie warto się poddawać. Świadczy o tym przykład Andrzeja Leończyka z rozegranego w niedzielę 37. Półmaratonu Szlakiem Walk nad […]

Przebiegł półmaraton mający 22,7 km, dobiegł jako 5. i stanął… na 2. miejscu podium!

Dzieciaki biegają. Fot. East News

Wśród biegaczy panuje powszechne przekonanie, że wczesna specjalizacja i rozpoczęcie treningów w młodym wieku zwiększa szanse zawodnika na sukces w kolejnych latach. Jak twierdzą autorzy badania opublikowanego w European Journal of Sports Science, jest… zupełnie […]

Trenujesz w młodym wieku? Możesz ograniczać swój potencjał!

Wraz z sezonem jesienno-zimowym powiększa się oferta Salomona w rodzinie “crossów”. Do sklepów właśnie trafia Wildcross wykorzystujący najnowsze materiały i technologie zapewniające pewność w błotnistym terenie. Tym samym klienci francuskiej marki będą mogli wybierać w […]

Przyczepność w każdym terenie. Wildcross dopełnia ofertę Salomona

Po raz pierwszy w swojej wieloletniej historii Maraton Warszawski połączy uczestników biegnących poza granicami stolicy! Dzięki wyjątkowej formule biegu wirtualnego, w 42. PZU ORLEN Maratonie Warszawskim mogą wystartować biegacze na trasach w całej Polsce i […]

42. PZU ORLEN Maraton Warszawski wybiega poza granice stolicy

Czy bieganie zawsze okazuje się najlepszym sposobem na stres? Kiedy lepiej unikać treningów? Dlaczego przetrenowanie może prowadzić do obniżenia nastroju? Na podstawie literatury oraz wypowiedzi psycholog i trenerki, Pauliny Piechaczyk spróbujemy odpowiedzieć na te pytania.

Bieganie a stres – endorfiny najlepszym lekiem?

W związku ze zgłaszanymi przez przedsiębiorców zastrzeżeniami, Adam Abramowicz Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców wystąpił do Wicepremier, Minister Rozwoju Jadwigi Emilewicz z apelem o zniesienie limitu osób uczestniczących w imprezach na otwartej przestrzeni. Obecnie obowiązuje […]

Limit uczestników imprez zostanie zniesiony? Apel do Ministerstwa Rozwoju