fbpx

Ryszard Kałaczyński chce pokonać 100 triathlonów w 100 dni. “Mówili mi, że maratony, to nie wyczyn”

Ryszard Kałaczyński

Ryszard Kałaczyński, znany z realizacji wyzwania “366 maratonów w 366 dni”, ma przed sobą kolejny cel. 60-latek chce pokonać 100 triathlonów na dystansie Ironman w 100 dni.

Ryszard Kałaczyński to chyba najsłynniejszy, biegający rolnik i hodowca trzody chlewnej w Polsce. Na przełomie 2014 i 2015 rozsławił Witunię – wieś, w której mieszka i na co dzień pracuje – dzięki swojemu projektowi “366 maratonów w 366 dni”. Każdego dnia pokonywał królewski dystans, co zostało wpisane do księgi rekordów Guinnessa. Teraz chce podjąć się kolejnego wyzwania – 100 triathlonów na dystansie Ironaman w 100 dni. Daje to łącznie 386 km pływania, 18 020 km jazdy rowerem, 4 219,5 km biegu.

“Przyjeżdżali do mnie biegać triathloniści i mówili, że te maratony, to nie jest wyczyn. Że triathlony to jest wyczyn. To ja powiedziałem, że jak już, to będę chciał zrobić 100 Ironmanów w 100 dni.” – mówił pan Ryszard dla TVN.

Kałaczyński na portalu pomagam.pl prowadzi zbiórkę. W ramach wyzwania planuje bowiem udział w 10 zorganizowanych imprezach triathlonowych, których koszt pakietów startowy wynosi łącznie 4700 zł.

Przeczytajcie relację z poprzedniego projektu Ryszarda Kałaczyńskiego: 366 maratonów w 366 dni

Autorem artykułu jest Kuba Wolski. Tekst pochodzi z miesięcznika Bieganie – wrzesień 2015. Obecnie magazyn wydawany jest w formie tygodnika. Znajdziesz go w aplikacji na urządzenia mobilne

Cofnijcie się w pamięci do jakiejś daty z sierpnia albo września poprzedniego roku i zastanówcie się, ile rzeczy przez ten czas wydarzyło się w waszym życiu. Ile przeszliście, ilu problemom dnia codziennego stawiliście czoła. Jak zmieniały się pory roku i pogoda. Ile letnich, upalnych dni kończyło się burzami, ile razy późną jesienią zostaliście cały dzień w domu, bo za oknem nie przestawało padać, ile razy pędziliście ze sklepu do samochodu i z samochodu do domu tuląc się w sobie, bo na dworze panował siarczysty mróz, ile razy wybraliście komfort zamiast… jego braku?

Przez ten rok każdy obchodził urodziny, nie da się inaczej, ile razy zabalowaliście tak, że następny dzień gdzieś jakby zniknął, pokrył się mgłą i skurczył się z 24 do kilku godzin? Przypomnijcie sobie chronologię różnych wydarzeń i wszystkie święta, najpierw dzieciaki poszły do szkoły, potem studenci ruszyli na uczelnie, przyszedł listopad i dzień Wszystkich Świętych, grudzień i Boże Narodzenie, sylwester, Nowy Rok, później Wielkanoc, majówka… Ile dni spędziliście w podróży, przy rodzinnym, świątecznym stole, u znajomych albo na wakacjach? Ile razy deadline’y albo szef zmusiły was do zostania dłużej w pracy, ile razy czuliście się wykończeni albo złapaliście jakiegoś wirusa i nie poszliście do pracy?

Rok. To strasznie dużo. Nie da się tego zaplanować. Ale jak widać, niezależnie od wszystkiego, można codziennie przebiec maraton.

Ryszard Kałaczyński

Rysiu – otwartość, szczerość

Jeszcze nie zdążyliśmy trzasnąć drzwiami samochodu, a już usłyszałem: „Czego się napijecie?” – Kawy – odparliśmy zgodnie. Był 12 sierpnia, 363. maraton. Weszliśmy do biura maratonu, stary GS-owski sklep na czas projektu został zamieniony w centrum dowodzenia, punkt żywieniowy, przepak, drugi dom. Pan Ryszard krzątał się, robiąc kawę i znosząc najróżniejsze ciastka, a my chłonęliśmy wnętrze.

Cała ściana numerów startowych, pod sufitem rurka pełna medali, biegacze uśmiechający się ze zdjęć, plakaty z panem Ryszardem, tablica z listą uczestników wczorajszego biegu i kreskami symbolizującymi poszczególne okrążenia, i dopełniający krajobrazu wiszący lep na muchy – w końcu jesteśmy na wsi. Wtopiłem się w kanapę i poczułem spokój.

„Panie Ryszardzie…” – zacząłem oficjalnie – w końcu między nami zmieściłoby się półtora pełnoletniego człowieka. „Daj spokój, mów mi Rysiek!” Wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem i poczuliśmy się, jak u siebie. Jak już omówiliśmy cały świat biegowy, pudełka po ciastkach zaczęły świecić pustką, a po kawie został tylko posmak w ustach, zadzwonił telefon. „Tak, tak, pamiętam, będę o 12” – zakończył Rysiu i odłożył telefon. „Chwila, o 12?!” – zrobiłem wielkie oczy. „No tak, mam spotkanie rady gminy. Jestem radnym.” I szybko zaczęliśmy rozmawiać o projekcie.

Rysiu – siła, wytrwałość

Wcześniej był komandosem, trenował podnoszenie ciężarów, a teraz jest rolnikiem. Wszystkie te rzeczy wymagają krzepy, systematycznej pracy i wytrwałości. W pewnym momencie rozmowy Rysiek rzuca: „A wiecie, jaki mam rekord w podnoszeniu ciężarka? Takiego 17,5 kg, z ziemi nad głowę, no strzelcie, ile”. Ja w temacie sportów siłowych mam problem z określeniem, co to znaczy dużo, a co mało, więc patrzę na Piotrka. Piotrek chwilę myśli, szacuje, ile sam by machnął takim kettlem góra-dół i rzuca: „50”. Prawie trafił. Ponad 350.

Siły, wytrwałości i konsekwencji uczy nie tylko trening sportowy, ale również praca w gospodarstwie. Nie można świnkom powiedzieć: „Dzisiaj nie chce mi się wstawać, więc będziecie chodzić głodne”. To proste. Ale są ludzie, którzy się do tego nie nadają, bo nie są konsekwentni, nic nie potrafią robić systematycznie, byle co jest ich w stanie wytrącić z dążenia do założonego celu. A konsekwencja i wytrwałość to jedne z najbardziej widocznych cech Rysia. W wielu miejscach czytałem: „10 razy startował w Spartathlonie, ale ani razu nie udało mu się ukończyć”.

Rzeczywiście, tylko autor zapomniał dodać, że postanowił zrobić to bez supportu. Spróbuje znowu, aż w końcu mu się uda. Silny organizm i człowiek z charakterem – to klucz do osiągnięcia sukcesu w realizacji takiego projektu jak „366 maratonów”.

60 maratonów z bólem kolan

Gdyby spojrzeć na ten projekt od takiej strony, że mamy faceta, który jest bardzo silny, wytrzymały, codzienne maratony biega średnio godzinę albo półtorej wolniej niż by mógł, w dowolnym momencie może przejść do marszu, co pętlę (ok. 7 km) trafia do biura zawodów, może się przebrać jak go zleje deszcz, akceptuje poświęcenie, jakim jest rok wyrwany z życia na realizację takiego przedsięwzięcia, to nawet można by dojść do wniosku, że to bardzo realne wyzwanie. Jak ktoś chce – rok plus jeden dzień i rekord pobity. To błędne myślenie.

Wprawdzie w trakcie całego projektu Rysiu nie doznał żadnej poważnej kontuzji, nic nie naderwał, nie skręcił, ale za to zaprzyjaźnił się z bólem. „Ból krąży po twoim ciele i szuka najsłabszych punktów, musisz go oswoić, musisz umieć go przeczekać i pozwolić mu pójść dalej, w końcu odejdzie” – opowiada. I oczywiście wróci na pogaduchy kolejnego dnia. Zaczęło się od bólu piszczeli, po jakimś czasie ból przeszedł na kolana, trzymał się tam przez ponad 60 maratonów, potem zszedł niżej, w achillesy, aż w końcu odpuścił. Ciało się przystosowało. Ale łącznie potrzebowało na to jakichś 100 maratonów.

Rysiu mówi wprost: „Ludzkie ciało nie jest zbadane, przecież nikt nie bada ludzi robiących takie rzeczy jak ja, wchodzimy w teren zupełnie nieznany”. Rozmawiamy o Jurku Skarżyńskim i o tezach, że powinno się biegać maksymalnie 2 maratony w roku, Rysiek się oburza, że wszystko fajnie, tylko brakuje w tym informacji, że to zalecenia dla zawodowców szykujących dwa szczyty formy i biegających maraton w 2 godziny 10 minut. Trudno się nie zgodzić, o co innego chodzi w biciu życiówek, a o coś innego w bieganiu rekreacyjnym czy turystycznym. Oczywiście maratonu codziennie nikt nie poleca, ale jeśli biegamy dla zabawy, znacznie poniżej swoich życiówek, to między 2 a 366 jest jeszcze sporo innych możliwości.

Maść do pielęgnacji krowich wymion

Skoro już omówiliśmy temat krążącego po ciele bólu, pytam o regenerację. To co słyszę, w zasadzie już mnie nie zaskakuje: „Bieganie traktuję jako odpoczynek, po całym dniu pracy, po ogarnięciu gospodarstwa, mogę się wyluzować i iść pobiegać”. Odpoczynek psychiczny, to jasne, ale co z ciałem, przecież 42 km codziennie, to jednak spore obciążenie fizyczne dla organizmu.

Ryszard Kałaczyński

Rozciąganie? Nie. Masaże? Nie. Sauna, a może krioterapia? Żart… Przed bieganiem, szczególnie długim, Rysiu stosuje maść tranową, która ma uelastycznić skórę i zapobiegać otarciom, pęcherzom i innym problemom skórnym. A jak już pojawił się ból, to smaruje obolałe czy nabrzmiałe miejsca maścią do pielęgnacji krowich wymion – taką maść stosuje się, gdy krowy mają nabrzmiałe wymiona, gdy mają zapalenie wymion. Chłodzi, regeneruje, zmniejsza obrzęki. Na próbę posmarowałem mój niedawno skręcony staw skokowy – potwierdzam, uczucie chłodzenia było błyskawiczne.

Ten projekt to ludzie wokół niego

Zanim Rysiu pojechał na spotkanie rady gminy, zdążył jeszcze wygrzebać z zaplecza 10 par zajechanych w trakcie projektu butów. Głównie modele Asicsa – niektóre, szczególnie te stare, przetrwały nawet i po 40 maratonów, a niektóre już po 10 wyglądały, jakby bawiły się nimi pieski – podeszwa prawie nie ruszona, a cholewka porozdzierana na wszystkie strony.

Ryszard Kałaczyński

Końcówkę projektu Rysiu biegał w Hokach, które bardzo sobie chwalił, zarówno za wygodę, jak i żywotność. Dwunasta minęła, minął kolejny kwadrans, a my ciągle rozprawialiśmy przy tych butach. „Ten projekt to przede wszystkim ludzie” – opowiadał Rysiek. „Zobacz, jakieś 70 osób przebiegło tutaj, ze mną, swój pierwszy w życiu maraton. Ludzie się ruszyli. Ktoś przyjdzie pobiec kółko, ktoś inny dwa, z Więcborka na maraton do Warszawy pojechał cały autobus ludzi, to się najbardziej liczy w tym projekcie, nie rekord, ale ludzie”. Odkąd na początku spotkania wtopiłem się w kanapę, takie właśnie miałem poczucie. Nie ma ciśnienia na wynik, nie ma przechwalania się i perorowania o wielkich wyczynach. Jest po prostu wielki człowiek, który o wszystkim mówi wprost, bez owijania w bawełnę i ludzie, którzy go za to uwielbiają i przychyliliby mu nieba, żeby tylko jakoś wesprzeć w dążeniu do osiągnięcia szalonego celu, który sobie wymyślił. Szalonego, choć jak sam mówi, realnego – celu w zasięgu, takiego, który był trudny, ale od samego początku wydawał się osiągalny.

Trasa na rekord Guinnessa

W końcu Rysiu zamknął „sklep” i pojechał na spotkanie rady. W tym miejscu przepraszamy pozostałych radnych za jego spóźnienie. To tylko i wyłącznie nasza wina.

Do 16 mieliśmy czas na rekonesans trasy maratonu. Szybko dotarło do nas, że to wcale nie jest prosta pętla. Zaczyna się asfaltem, to fakt, ale potem przechodzi w szuter, jest podbieg, trochę piaszczystej drogi, znowu asfalt, znowu podbieg, a to wszystko zaledwie na ok. 7 km. Takich pętli trzeba zrobić 5, a na początek jeszcze jedną 5-kilometrową. Ustanowienie rekordu Guinnessa tego typu wiąże się z kilkoma warunkami – po pierwsze, trasa musi być atestowana. Ta była. Można oczywiście w trakcie bicia rekordu pobiec na dowolnej innej atestowanej trasie, z czego Rysiu skorzystał startując w październiku w Poznaniu.

W swoim 57. maratonie z rzędu pobiegł „na czas” i wykręcił 3:24:32. Każdy maraton musi mieć przynajmniej jednego świadka i dokumentację zdjęciową/filmową oraz track z GPS-a. Z tego wszystkiego można by zrezygnować, gdyby zatrudnić sędziego z Guinnessa, ale trzeba by mu zapewnić hotel oraz dniówkę przez czas trwania projektu. Przez rok wydatek mógłby być całkiem spory. Do tego wszystkiego powstało biuro zawodów, umożliwiające start w biegu osobom z zewnątrz, regulamin wydarzenia, strona www, fanpage. Aplikacja, żeby podjąć próbę bicia rekordu, jest bezpłatna, ale na odpowiedź czeka się do 12 tygodni. Jeśli chce się to zrobić szybciej, wtedy trzeba zapłacić za tak zwany „fast track”.

Rekord Guinnessa a rekord świata

Rekord Guinnessa jest oficjalny, udokumentowany, niepodważalny – dba o to specjalna komisja. Mimo że sporo różnych osób mierzyło się z podobnymi wyzwaniami, to w księdze Guinnessa przed Rysiem w kategorii „najwięcej maratonów pokonanych w kolejnych dniach” figurował pewien Japończyk z liczbą wyglądającą mizernie przy wyczynie naszego bohatera – 52. Cóż, nawet jeśli ktoś zrobił więcej, to nie zadał sobie trudu, żeby zgłosić próbę bicia rekordu do Guinnessa, atestować trasę, i tak dalej. Nieoficjalnie osobą, która ukończyła najwięcej maratonów w kolejnych dniach, jest Hiszpan Ricardo Abad.

Ryszard Kałaczyński

Najpierw podjął wyzwanie przebiegnięcia 500 maratonów w 500 dni, a po jego zrealizowaniu postanowił, że zrobi to jeszcze raz, ale ostatecznie zatrzymał się na liczbie 607. Na blogu Hiszpana można przejrzeć historię jego wpisów, wrzucane tracki z zegarka, opis wyzwania dzień do dniu. Czy rzeczywiście zrobił tyle maratonów? Pewnie tak. Czy trasy jego biegów zawsze miały 42,195 km? Może tak, może nie. Track z zegarka w żadnym wypadku nie jest wyznacznikiem. Może biegał więcej, może mniej. Obserwując jego bloga łatwiej uwierzyć w to, że jednak więcej niż mniej. Właśnie kończy swój nowy projekt, 50 Ironmanów w 50 dni. Totalne wariactwo. Podsumowując, nieoficjalnie Ricardo jest rekordzistą świata, ale udokumentowany rekord będzie od teraz należał do polskiego Ricardo, czyli po naszemu Ryśka.

363. maraton

Tuż po 16 w biurze zaczyna się ruch. Co chwilę na tablicy pojawiają się nowe nazwiska, wydawane są nowe numery startowe, na stole ląduje kolejna kawa, na kanapach ubywa miejsc, a w pudełkach ciastek. Na dworze zanosi się na deszcz, gdzieś w oddali pogrzmiewa, a wiatr przesypuje piasek z jednej strony drogi na drugą. Cisza, spokój. Pojawia się Rysiek, wszyscy się witają, pozdrawiają, a potem w spokoju czekając na start rozprawiają o ostatnich wydarzeniach, które miały miejsce w biegowym świecie, w tym wypadku na tapecie znalazł się pewien zostawiony na słońcu pies i jego pan. W końcu ruszyliśmy na start.

Biegnie kilkanaście osób, każdy swoim tempem, w mniejszych i większych grupkach, niektórzy rozmawiając, inni w ciszy celebrują wolne popołudnie. Na pierwszym kółku wszyscy zbierają śmieci, które rozwiał wiatr, spotykają się po 5 km w biurze, piją, chwilę rozmawiają i biegną dalej. Ktoś kończy odhaczanie kresek po dwóch kółkach, ktoś inny po trzech. Czy ktoś tego dnia przebiegł cały maraton? Rysiek na pewno, czy ktoś jeszcze? To w zasadzie nieistotne. Ważne, że znowu przyszło kilkanaście osób, żeby się poruszać, aktywnie spędzić wieczór, że z półki zniknął już 527. i 528. numer startowy, bo to oznacza, że właśnie tyle osób do tej pory pobiegło z Ryśkiem.

Przed odjazdem kręcę się niespokojnie po biurze i pod nieobecność Ryśka przepytuję każdego. kto się nawinie – czy ten facet kiedyś narzekał, czy mówił, że coś go boli, że może ten projekt nie ma sensu, że już nie chce tego robić? „Nie. Czasem patrząc mu w oczy można było dostrzec, że jest mu trudno, że coś mu doskwiera, że coś go boli, ale nie, nigdy się nie skarżył” – tylko taką odpowiedź usłyszałem. I wierzę, że tak właśnie było. Bo Rysiek to niesamowity twardziel. I jeszcze nie raz o nim usłyszycie. Trudno tylko powiedzieć, czy najpierw przebiegnie ten Spartathlon bez serwisów, czy może zrobi 100 IM w 100 dni…

Projekt w liczbach:

  • 366 maratonów
  • 366 dni
  • 15 443,37 km
  • 1 232 731 spalonych kalorii
  • 4:47:30 średni czas maratonu
  • 3:24:32 najszybszy maraton
  • 5:30:34 najwolniejszy maraton
  • 2:57:20 życiówka w maratonie

Podobało Ci się? Takie artykuły możesz mieć bez limitu w każdą środę na swoim telefonie lub tablecie!

ODBIERZ ROCZNY DOSTĘP DO ARTYKUŁÓW ZA 99 ZŁ

BEZ LIMITÓW

WARTOŚĆ OFERTY TO 249 ZŁ*!

Co tydzień:

✅ porady dietetyczne, sprzętowe, treningowe, zdrowotne

✅felietony

✅reportaże, wywiady

✅podcasty

✅analizy, newsy, informacje

✅plany treningowe

Nie jesteś jeszcze przekonany? Dołącz do naszej grupy na Facebooku i poznaj nas bliżej.

*tyle musiałbyś zapłacić, kupując pojedyncze numery

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisment ad adsense adlogger