fbpx

S. Kuster: “Niektórzy zbierają znaczki, ja tytuły Mistrza Polski” [WYWIAD]

Kuster

Sylwester Kuster i Mateusz Kaźmierczak po MP w Przechlewie. Fot. Bikelife.pl

Sylwester Kuster w pierwszym sezonie po półtorarocznej przerwie w ściganiu szturmem zdobył niemal wszystko to, co było do zdobycia. Sezon kończy z pięcioma tytułami Mistrza Polski. Jak sam przyznaje, jego plan optimum zakładał zdobycie dwóch złotych medali – pozostałe trzy określa jako “niespodziewane bonusy”. Zapytaliśmy Sylwestra o to, jak postrzega mijający sezon i jak to jest rozbić bank ze złotymi medalami…

Czujesz się spełniony w tym roku?

Tak. Zrealizowałem w pełni założenia z początku roku i to z nadwyżką. Założyłem sobie, że plan optimum to zdobycie trzech tytułów Mistrza Polski, w tym dwóch na dystansach najważniejszych dla elitarnych zawodników, czyli olimpijskim i sprinterskim. Trzeci chciałem wywalczyć w supersprincie, z dość zabawnego powodu – zwyczajnie brakowało mi tego złota do mojej kolekcji tytułów Mistrza Polski Elity. Obecnie mam przynajmniej po jednym złocie na każdym dystansie ITU rozgrywanym w Polsce – to jest supersprint, sprint, olimpijski i długi. Łącznie 9 tytułów Mistrza Polski Elity w triathlonie, a do tego doszło jeszcze jedno złoto, którego nie planowałem. Tak naprawdę miałem przy tym dużo szczęścia. Przygotować formę to jedno – robię to już kilka lat, nie są to moje pierwsze tytuły, więc zdaję się na pracowitość i doświadczenie – jednak w trakcie każdego wyścigu wiele rzeczy może pójść nie tak… Mnie jednak się udało i myślę że może to być powód do zadowolenia.

Jesteś kolekcjonerem tytułów?

Zdaje sobie sprawę, że z boku może wyglądać to dziwnie. Wiele razy słyszałem: “po co ci te tytuły, lepiej startować dla kasy”. Jednak ja patrzę na to inaczej: pieniądze, gdy masz zdrowie, “głowę” i chęci, prędzej czy później zarobisz – jeśli nie w Polsce, to za granicą. Gdybym trenował dla pieniędzy, musiałbym już dawno to skończyć, bo w polskich realiach o wiele więcej można zarobić w normalnej pracy niż w triathlonie. Mówiąc krótko: to moje hobby. Niektórzy zbierają znaczki, a ja zbieram tytuły Mistrza Polski. Oprócz trenowania normalnie pracuję, bo inaczej się po prostu nie da.

Jak oceniasz swój występ w Przechlewie, na najważniejszym dystansie dla zawodowców? Czy wszystko przebiegło tam po Twojej myśli?

Występ oceniam jako skuteczny, taki jak miał być. Dzień wcześniej zapoznałem się z trasą i wiedziałem, na co można sobie pozwolić. Na pływaniu czułem się bardzo dobrze, ale nie wypruwałem z siebie żył – nigdy nie widziałem sensu w tym, żeby wychodzić pierwszy z wody, tym bardziej że w Przechlewie dobieg do boksu to był bardzo długi podbieg. Uwielbiam to – zazwyczaj w takich sytuacjach mijam wszystkich pływaków i wbiegam spokojnie jako pierwszy do strefy zmian. Tak samo było wtedy. Miałem miejsce w boksie na samym końcu strefy, dlatego wiedziałem, że muszę wbiec tam jako pierwszy, żeby spokojnie móc się przebrać.
Ogólnie rzecz biorąc, cały wyścig przebiegał zgodnie z założeniami. W tym sezonie miałem być skuteczny i zapomnieć o brawurze i popisach. Liczyły się jedynie zwycięstwa, a żeby zwyciężać trzeba mieć w sobie spokój, opanowanie i cierpliwość. Życie nauczyło mnie że tego, nie ma znaczenia, czy przybiegniesz z przewagą minuty, czy pół sekundy – ważne jest to, żeby złoto pojechało z tobą do domu. Łatwo popełnić głupi błąd, gdy ma się ochotę na popisywanie. Do samego końca nie można nikogo lekceważyć, a nawet za linią mety należy pamiętać, że koledzy już ostrzą sobie zęby na odebranie tytułu w przyszłym roku. Za rok na pewno będę na ich celowniku.

Kuster 

Fot. Wojciech Wydmuch

Zaraz za Tobą wpadł na metę Mateusz Kaźmierczak. Czy z Twojej strony była to zacięta walka do ostatnich metrów, czy raczej kontrolowałeś wyścig i miałeś jeszcze coś w zanadrzu?

Zacznę od tego, że Mateusz był rewelacyjnie przygotowany do Mistrzostw Polski. Przez prawie cztery tygodnie przebywał na zgrupowaniu we Francji w wysokich górach, gdzie trenował z reprezentacją Portugalii. Ich trener to człowiek z ogromnym doświadczeniem, którego zawodnicy stawali na podium Pucharu Świata. Te przygotowania dały fantastyczne rezultaty, dlatego absolutnie nie lekceważyłem Mateusza jako faworyta do zwycięstwa. Ba – sam wyrwałem się z pracy i pojechałem na dziewięć dni w polskie góry, gdzie razem z moim trenerem z biegania, Dariuszem Jurkowskim, szlifowaliśmy formę na Przechlewo. Ten krótki obóz był mi naprawdę potrzebny – miałem w końcu moment na to, żeby skupić się wyłącznie na treningu. Jeszcze gdy przyjechałem do Darka, byłem dość rozbity po dwóch startach za granicą, które w ocenie innych może były dobre, ale według mnie znacznie poniżej możliwości – zwłaszcza ten w Turcji, gdzie skończyłem na szesnastej lokacie po wypadku na rowerze w trakcie wyścigu.
Sam wyścig w Przechlewie przebiegał po mojej myśli, czułem się silny i wiedziałem, że mam duży wpływ na to, co się dzieje w jego trakcie. Mateusz zademonstrował świetną formę w fazie biegowej, ja jednak miałem swoją taktykę, opartą na szybkości. Na kilometr do mety wskoczyłem na naprawdę duże prędkości – tak duże, żeby nikt nie był w stanie tego utrzymać. Po 700 metrach miałem już prawie 100 metrów przewagi, co dało mi możliwość na nieco spokojniejszy wbieg na metę. Przyznaję jednak, że w tych deszczowych warunkach, jakie mieliśmy w Przechlewie, tak duże przyspieszenie skończyło się tym, że przez kolejne trzy dni dni bolał mnie każdy stawiany krok… Gdy byłem nieco młodszy, potrafiłem pobiec kilometr w 2:30 i to wcale nie w kolcach lekkoatletycznych. Obecnie już dawno nie biegałem takiego dystansu na zawodach. Czasami biegam w treningu kilometry w tempie bliskim granicy 2:40/km. Jako że są to już prędkości na miarę Pucharu Świata, staram się wykorzystywać moje możliwości w trakcie wyścigu.
Mateusz miał jednak naprawdę wysoką formę. Znam go już wiele lat i w takiej dyspozycji go jeszcze nie widziałem. Spodziewałem się tego, gdyż byłem kiedyś w wysokich górach i wiem, że mądry trening daje niesamowite rezultaty. A kto może wiedzieć więcej o treningu w takim miejscu niż trener Portugalii, który jeździ tam kilka razy w roku przez przeszło kilkanaście lat?! Fajnie by było, gdyby Mateusz odstąpił innym Polakom trochę wiedzy na temat tego, jak wyglądał jego trening w trakcie przygotowań w wysokich górach.

W tym sezonie – pierwszym po przerwie – startowałeś wiele razy. Czy czujesz już zmęczenie materiału, czy wręcz przeciwnie – wciąż nie zaspokoiłeś głodu ścigania się?

Niestety czuję się zmęczony. Nie planowałem w tym roku startów zagranicznych, takich jak Mistrzostwa Europy czy Puchary Świata Elity, jednak forma sportowa pozwoliła mi na podjęcie takiego wyzwania. A że zawsze uwielbiałem ścigać się z mocniejszymi ode mnie zawodnikami… Przyznaję jednak, że nie byłem do końca przygotowany na tak liczne starty. Warto w tym miejscu wspomnieć, że na zawodach zagranicznych tej rangi ścigają się wyłącznie zawodowcy, którzy żyją z rywalizacji sportowej. W Polsce duża część czołówki oprócz treningu robi inne rzeczy, które są im niezbędne do przeżycia. To wszystko wpływa na poziom rywalizacji. W tym roku mógłbym nazwać się amatorem z ambicjami na pro, bo warunki miałem takie jak wielu polskich age groupersów – balansowałem między pracą a treningiem. Jednak mimo to ścigałem się z zawodowcami, a nawet stanąłem na podium imprezy zagranicznej. Wykonałem założenia na ten rok, więc teraz trzeba odpocząć i to konkretnie, ponieważ kolejny sezon zaczyna się dość wcześnie. Pod koniec zeszłego roku, jako że wiedziałem, że nie ma sensu budować formy już na kwiecień, poddałem się operacji, z którą długo zwlekałem, a przygotowania do sezonu mogłem zacząć w styczniu. A potem… no cóż, to był trochę szalony rok. Trzy razy byłem chory, dwa razy leżałem na ziemi po wywrotce, miałem także dwutygodniową przerwę w treningu spowodowaną kontuzją. Mimo to, jak widać, co nieco udało się ze mnie wycisnąć. Na przyszły sezon wołałbym jednak przygotowywać się nieco spokojniej, tak żeby ewentualne “przygody” nie stresowały aż tak bardzo. A tego nie da się uniknąć – zawsze coś się przydarzy, zwłaszcza gdy trenuje się bez stałej opieki fizjologa i masażysty i nie ma się dostępu do kompleksowej odnowy. Przetrenowanie jest wówczas wliczone w koszty przygotowań. Lepiej od razu pogodzić się z tym, że tak może się zdarzyć, i robić swoje na tyle, na ile pozwala nam w danym momencie organizm. Myślę że na tym właśnie polega trening wyczynowca i tym przede wszystkim powinien się różnić od treningu amatora – PRO balansują na granicy przetrenowania i kontuzji, często ją przekraczając, z kolei amatorzy nie powinni tego robić.

Jakie są Twoje plany na pozostałą część roku? Czy w Przechlewie skończyłeś swój sezon startów?

Przechlewo to mój ostatni poważny start w tym sezonie. Następnego dnia po zawodach musiałem wrócić do pracy i myślę, że tak będzie teraz wyglądać roztrenowanie. Zrobiłem minimum na majowe Mistrzostwa Europy Elity w sezonie 2016, jednak to czy wystartuję zależy głównie od PZTri oraz mojej formy sportowej. Gdy impreza docelowa jest tak wcześnie w sezonie, konkretne szkolenie kadry powinno rozpocząć się już w grudniu. To są poważne zawody, nie chcę tam jechać jak na wycieczkę. Umiejętność budowania formy na takie imprezy jest absolutną podstawą. Nikt w naszym kraju nie prezentuje tak wysokiego poziomu, aby ot tak stawać na podium w Pucharze Świata. Przez to często zawodnicy z Polski wyruszają na Mistrzostwa Europy albo na Puchar Świata po to, aby wrócić z nich z “DNF-em” albo jedną z ostatnich lokat. Chciałbym zatem podejść do startu w ME tak profesjonalnie, jak się da, i na tyle, na ile pozwalają mi możliwości finansowe. Jednocześnie nie chcę narzucać sobie wymagań z kosmosu. Kończąc ten udany sezon muszę wspomnieć jeszcze o tym, że nie bez powodu mówi się, że sukces ma wielu ojców. Co prawda na podium wchodzę sam, ale za mną jest wielu ludzi, którzy bezustannie mnie wspierają. Ogromne podziękowania należą się mojej rodzinie, przyjaciołom, trenerom oraz sponsorom, a także ludziom, którzy przez ten cały czas byli ze mną na co dzień – choć w większości dla sympatyków triathlonu są nieznani, ja nie wyobrażam sobie bez nich mojego życia i kariery.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisment ad adsense adlogger