fbpx

SportTracks – dla zbieraczy kilometrów

SportTracks - dziennik treningowy pozwalający na analizę treningu biegowego. Fot. Krzysztof Dołęgowski

Fot. Krzysztof Dołęgowski

Każdy szanujący się producent pulsometrów ma w swojej ofercie kilka modeli dających możliwość podłączenia do komputera i eksportu danych. Przy okazji udostępnia oprogramowanie do analizy treningu. No właśnie. Często określenie „przy okazji” jest najbardziej adekwatne do tego, co otrzymujemy.

Programy nie zawsze są świeże i nie zawsze mamy możliwość otrzymania najnowszej wersji dla naszego starzejącego się urządzenia. To stwarza pole do popisu dla niezależnych producentów oprogramowania. Jednym z najpopularniejszych dzienników treningowych jest SportTracks. Licencja kosztuje 35 dolarów, ale program w ograniczonej wersji można ściągnąć za darmo i cieszyć się sporą ilością użytecznych funkcji (najbardziej dotkliwe limity to trzy miesiące historii treningu i możliwość zainstalowania tylko dwóch wtyczek).

Dzięki SportTracks nie jesteśmy przywiązani do firmowego programu do analizy treningu. W tej chwili możliwość importu danych dotyczy urządzeń firm Garmin, Timex, Nike+, Suunto, Polar, Ciclosport. A także kilku popularnych formatów plików takich jak .gpx czy .pwx (używany przez serwis Training Peaks). Podłączenie kolejnego urządzenia wymaga zainstalowania darmowego dodatku. Tajemna wiedza informatyczna nie jest niezbędna, choć czasem trzeba zasięgnąć języka na forach, by poradzić sobie z pewnymi niedoskonałościami.

Program ma przejrzysty, oszczędny interfejs. Bez większych fajerwerków czy zabiegów upiększających. Nie korzysta ze stałego połączenia z internetem (chyba że chcemy nałożyć trasę treningu na mapę), a dane przechowuje na twardym dysku. Nie wymaga logowania i podawania swoich danych. Nie ma reklam.

SportTracks - dziennik treningowy pozwalający na analizę treningu biegowego

Co daje SportTracks?

Podstawowa funkcja programu to rozbudowany dzienniczek treningowy. Na życzenie tworzy wykresy tętna, tempa, zmian wysokości. Potrafi na to nałożyć strefy wysiłku czy zapisane okrążenia. Co ważne, program sam ustawia znaczniki kilometrowe (lub inne) i pokazuje je na mapie. Potrafi ilustrować okrążenia zapisane przez pulsometr, co daje przejrzysty obraz np. gdy wgrywamy trening interwałowy i chcemy być pewni, gdzie następują przejścia z wolnego do szybszego i odwrotnie. Sprawdza się w bieganiu, ale wielu użytkowników to rowerzyści i kajakarze. Niektóre wtyczki są przygotowane specjalnie dla nich (np. te umożliwiające odczyt danych z urządzeń rejestrujących moc).

Najwygodniej pracuje się ze SportTracks, jeśli dysponujemy zaawansowanym pulsometrem, ale trening można wpisać również ręcznie, a przebieg narysować na mapie i uzyskać szczegółową informację o długości. Ta opcja jest szczególnie przydatna, gdy z jakichś powodów nie zabraliśmy ze sobą GPS (np. gdy zapomnimy naładować baterię).

Wspomniane wyżej funkcje nie są zaskoczeniem dla użytkownika korzystającego z komputerowych dzienniczków. Ciekawiej robi się, gdy zaczniemy grzebać w dodatkach i subtelnych opcjach.

Kilka ciekawych bonusów

Na pewno zdarza się wam, że od czasu do czasu pulsometr złapie jakieś niewiarygodne pomiary. Wskaże tętno 240 bpm, czasem GPS zasugeruje, że zasuwacie 100 km/h, a w podsumowaniu treningu wychodzą bzdury. Tempo jest przekłamane, tętno niewiarygodne, a wykres sam się przeskalowuje, by pokazać skrajne wartości, przez co staje się bezużyteczny. SportTracks umie sobie z tym poradzić. I za to go lubię. W podbramkowej sytuacji otwieram edycję ścieżki i wywalam błędne zapisy. Ręcznie, albo ustalam że np. każdy pomiar powyżej tempa 3 min/km jest przekłamaniem sprzętu i ma być odrzucony.

O białą gorączkę przyprawia mnie też czasem zapis wysokości. Gdy mój garmin wraca z mazowieckiej 15-kilometrowej przebieżki, nie wiadomo skąd (a właściwie wiadomo – z błędów pomiarowych) pojawia się informacja, że natłukłem 1000 m przewyższenia, a w Wilanowie są wzgórza wysokości 40 m. Nie wiem czy pan, który go projektował widział kiedyś Wilanów. Jak nie, to poślę mu pocztówkę. Zapewniam, że tam jest tylko skarpa wiślana i że w Warszawie jak robi się 300 m pod górę, to trzeba zrobić najmarniej dziesięć podbiegów. SportTracks ma bardzo fajną wtyczkę (darmową), która pozwala rozwiązać ten problem. Sczytuje ona pokonaną trasę, sprawdza z wysokościami na mapie i eliminuje błędy. W ten sposób z 300 robi się 30 m podbiegu. I załatwione! Dodatków do programu są dziesiątki. Niektóre proste i grające tylko na ego użytkownika, inne rozbudowane, pozwalające analizować ryzyko przetrenowania i siłę bodźców treningowych.

Krzysztof Dołęgowski, “Dla zbieraczy kilometrów”, Bieganie, kwiecień 2011

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisment ad adsense adlogger