fbpx

Subiektywny przewodnik po imprezach IRONMAN cz. 2 – Teksas i Nowy Orlean

Autor: Mikołaj Luft • 17.12.2015

Luft

Fot. Maria Randolph

W poprzednim wpisie podzieliłem się wrażeniami z trzech imprez z serii IRONMAN 70.3 – z Panamy, Meksyku i Wysp Dziewiczych. Przyglądałem się otoczce startów pod kątem klimatu, trasy, okolicznych atrakcji i możliwości transportu oraz zakwaterowania. Dziś druga część wrażeń.

Drodzy Czytelnicy, konkurs zorganizowany przez Travel&Action i LUFT TRI TEAM został już rozstrzygnięty. Wyniki można zobaczyć na stronie biura podróży. Zwyciężczyniom serdecznie gratulujemy, a wszystkim pozostałym Czytelnikom obiecujemy, że na stronie magazynu pojawi się relacja z Fuerteventury, z obozu triathlonowego z Mikołajem Luftem.

IRONMAN 70.3 Texas, Galveston, USA

przyszłoroczna edycja – 10 kwietnia 2016

KLIMAT: Umiarkowany i wilgotny, zazwyczaj wietrzna pogoda ze względu na start w okolicy Zatoki Meksykańskiej. Temperatura powietrza 17-25 st. C.
PŁYWANIE: W Zatoce osłoniętej od otwartego morza; mimo wszystko zdarzają się fale. Podczas mojego startu w 2014 roku pianki były dozwolone, rok później było pływanie bez pianek. Wiatr wiejący wzdłuż Zatoki Meksykańskiej spowodował duże fale.
ROWER: Jedna z najprostszych tras kolarskich pozbawiona przewyższeń. Po pokonaniu kilku zakrętów wyjeżdża się na 40-kilometrowy prosty odcinek drogi, wiodącej przez dwie podłużne wyspy, na końcu którego znajduje się nawrót. Jedyną trudnością bywa wiatr, który wieje zazwyczaj nieprzerwanie z jednego kierunku. Podczas mojego przejazdu w 2014 roku, jadąc z wiatrem, na pierwszych 45 kilometrach odnotowałem przeciętną prędkość 50.9 km/h, za to w drugiej połowie średnia prędkość wyniosła 35.9 km/h.
BIEG: Trasa, składająca się z trzech pętli, jest płaska, ale mocno kręta. Jest skomplikowana do tego stopnia, że w 2015 roku cała druga grupa zawodników elity pomyliła trasę (włącznie ze mną), co skończyło się dyskwalifikacją.
OKOLICA: Galveston leży około 1,5 godziny drogi od Houston i jest położone na podłużnej wyspie. Po jednej stronie wyspy znajduje się otwarte morze (Zatoka Meksykańska), zaś od kontynentu oddziela ją mniejsza podłużna zatoka. Miasto jest mocno rozciągnięte i jest tam sporo wolnej przestrzeni. Starsza część miasta przypomina zabudowę Nowego Orleanu. Można tam znaleźć kilka dobrych restauracji. Rozciąga się stamtąd intrygujący widok na stocznię remontową platform wiertniczych. Inną atrakcją jest wesołe miasteczko zlokalizowane w całości na molo, wysuniętym daleko wgłąb Zatoki Meksykańskiej.
Warunki do treningu w Galveston są dobre, chociaż płaskie trasy wzdłuż morza mogą się szybko znudzić. Znalazłem tam jeden basen 25-metrowy, zlokalizowany w klubie sportowym obok tamtejszego szpitala. Poza tym można pływać w morzu, jeśli nie ma zbyt dużych fal.
TRANSPORT: Podróż z Europy do Houston nie nastręcza zbytnich trudności. Za to nie tak łatwo jest dotrzeć z lotniska w Houston do samego Galveston. Jeżeli nie chcemy wynajmować samochodu, możemy wcześniej zarezerwować transfer z lotniska (za około 100 USD w obie strony) na jednej ze stron internetowych, np. tutaj. Warto to zrobić na co najmniej dwa dni przed podróżą, bo tranfery rezerwowane później lub już na lotnisku mogą być nawet 3 razy droższe.
ZAKWATEROWANIE: Przy samym miejscu startu w Galveston znajduje się kilka dużych hoteli. Jednakże na temat ich cen i standardu nie jestem w stanie wiele powiedzieć, miałem bowiem przyjemność dwukrotnie nocować u miłej pary emerytów, Belindy i Georga, którzy zaoferowali mi tzw. home stay.
CO MNIE ZASKOCZYŁO: W trakcie startu jedynym zaskoczeniem (oprócz pomylonej trasy biegowej) był moment, gdy po 80 kilometrach ciągłej jazdy na wprost, trzeba było na nowo włączyć czujność na zakrętach przed strefą zmian. W tym miejscu wywrotki zdarzały się nawet zawodnikom elity.
OGÓLNE WRAŻENIA: Zawody w Galveston są bardzo szybkie. Po raz pierwszy udało mi się tam złamać granicę czterech godzin na dystansie 70.3 Ironmana. Organizacja zawodów stoi tam na najwyższym poziomie, podobnie jak poziom sportowy zawodników. Pod kątem rywalizacji nie jest to łatwy start, bo jest to zazwyczaj pierwsza większa impreza triathlonowa w roku w USA i wielu zawodników otwiera tam swój sezon startowy.

Luft

Fot. archiwum prywatne autora

IRONMAN 70.3 Nowy Orlean, USA

przyszłoroczna edycja – 17 kwietnia 2016

KLIMAT: Podobnie jak w niedalekim Galveston, klimat jest tu ciepły i wilgotny, jednak na trasie mniej wieje, gdyż jest ona oddalona od morza.
PŁYWANIE: W jeziorze w części otoczonej falochronem, a więc fale są nieduże. Trasa poprowadzona zygzakiem z kilkoma ostrymi zakrętami. Pływanie zazwyczaj w piankach.
ROWER: Trasa płaska i szybka, prowadząca przez rezerwat przyrody i rozległe moczary. W związku z niestabilnym podłożem trzeba uważać na uskoki i przerwy pomiędzy betonowymi płytami.
BIEG: Bardzo oryginalna trasa, prowadząca w jednym kierunku – znad jeziora do centrum Nowego Orleanu, z metą w Louis Armstrong Park. W zależności od kierunku wiatru może być szybsza lub wolniejsza. Na mecie podstawiane są autobusy, które zawożą zawodników z powrotem do strefy zmian.
OKOLICA: Nowy Orlean to mekka jazzu i bluesa i chyba najbardziej wyzwolone miasto USA. Po zawodach warto się zagłębić w uliczkach starego miasta w poszukiwaniu wrażeń – ale to oddzielny temat…
Jako miejsce na trening kolarski polecam wybrzeże rzeki Mississippi, ponieważ w jej zachodniej części poprowadzona jest szeroka ścieżka rowerowa. Jeden z nielicznych basenów w mieście znajdziemy na zachód od startu, na The University of New Orleans, gdzie w środku dnia miałem do swojej dyspozycji niemal cały 50-metrowy basen.
TRANSPORT: Z Europy do Nowego Orleanu trzeba zazwyczaj lecieć z przesiadką w jednym z większych amerykańskich portów lotniczych. Lotnisko znajduje się stosunkowo blisko od miasta, a koszt wspólnego transferu to ok. 10-15 USD od osoby. Po Nowym Orleanie można poruszać się dobrze rozwiniętą komunikacją miejską, czyli autobusami i zabytkowymi tramwajami.
ZAKWATEROWANIE: Miasto oferuje szeroki przekrój noclegów: od ekskluzywnych hoteli po stosunkowo niedrogie hostele. Osobiście nie polecam tych ostatnich, chyba że nie przeszkadza nam brudny pokój, którego wyposażenie pamięta epokę Louisa Armstronga. Spod niektórych hoteli w centrum miasta rano przed startem odjeżdżają autobusy, którymi możemy dojechać na start, na granicę miasta. W okolicy startu trudno jest znaleźć nocleg, nie jest to jednak atrakcyjna okolica.
CO MNIE ZASKOCZYŁO: Negatywnie zaskoczył mnie nocleg w hostelu mieszczącym się w byłym sierocińcu i niezgodność opisu w internecie z zastaną rzeczywistością. Pozytywnie odebrałem organizację zawodów. Dobrze wspominam szybką trasę.
OGÓLNE WRAŻENIE: Chętnie wrócę ścigać się w Nowym Orleanie ze względu na trasę oraz niesamowity klimat miasta. Warto wybrać się tam na kilka dni z większą grupą znajomych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisment ad adsense adlogger