fbpx

Sylwester Kuster o epickim pojedynku i o tym, czy został kelnerem [WYWIAD]

ku

fot. Venga Sport

Po sezonie startowym, w trakcie roztrenowania i snucia planów na przyszły rok złapałam na rozmowę Sylwestra Kustera, wielokrotnego Mistrza Polski Elity. W tym roku wzbogacił kolekcję o złoty medal dystansu olimpijskiego oraz srebrne w sprincie i w duathlonie, przetarł także szlak za granicą Polski i Europy. O założeniach na kolejne sezony, priorytetach i swojej perspektywie na sprawy okołotreningowe opowiada Czytelnikom portalu.

Opowiedz Czytelnikom trochę o zakończonym sezonie. Co uważasz za swoje największe sukcesy?

Jestem zadowolony, bo udało mi się zdobyć mój dziesiąty tytuł Mistrza Polski Elity, zacząłem też nawiązywać walkę za granicą – na ostatnim Pucharze Świata w Korei byłem 22. To dość dobre miejsce jak na początek walki w zawodach tej rangi, gdyż zwykle jest to powolnym, stopniowym procesem. Równo pływałem w tym roku, przeważnie wychodziłem z wody w pierwszej grupie, więc cieszy mnie to, że praca nad pływaniem zaczyna powoli oddawać.
Jest też druga strona medalu – ten rok obfitował w mnóstwo przeszkód, a sporo z nich wzięło się z mojej winy – doprowadziłem do anemii czy innych dolegliwości. Myślę że jest to wynikiem zaniedbań nad którymi muszę popracować. Bardzo ciężko jest pogodzić pracę z treningiem wyczynowca na poziomie międzynarodowym. Za granicą zawodnicy trenują po 30-35 godzin tygodniowo. Ja też próbowałem robić tak choćby w zeszłym roku, jednak przy takim treningu wszystko musi być bardzo dopracowane i regularne – jedzenie, ćwiczenia sprawnościowe, odnowa. To wymaga ogromnej dyscypliny, ogromnego zaangażowania i ciągłej kontroli. Jeśli o tym zapomnisz, to tak ciężki trening cię po prostu zniszczy. Czasami lepiej jest trenować mniej i zachować dobre zdrowie, jednak na poziomie światowym to już tak nie działa.

Zdobyłeś kolejne medale Mistrzostw Polski – złoto na dystansie olimpijskim i srebro na sprincie, a także tytuł wicemistrza Polski w duathlonie. Który z tych wyścigów był dla Ciebie najtrudniejszy i dlaczego?

Myślę że duathlon. Byłem wtedy w ciężkim treningu do Pucharów Świata i organizm lekko się buntował. Poza tym Daniel Formela, zwycięzca tych zawodów, jest bardzo mocnym duathlonistą! Konkretnie zabolało, kiedy wyskoczył mi zza pleców, żeby odjechać. Spodziewałem się tego, ale nie w połowie dystansu, bo we dwóch uciekaliśmy kilkuosobowej grupie. Daniel czuł się bardzo mocny i stwierdził, że sam da radę, a ja jedynie mogłem powiedzieć: no nieeeee, dlaczego tak wcześnie?!

Twoja kolekcja medali to teraz…?

Nigdy nie policzyłem swoich wszystkich medali, ale jest ich naprawdę sporo, od tych z kategorii młodzieżowych, juniorskich, duathlonów i aquathlonów… Pozwolę sobie podliczyć najważniejsze, złote medale w triathlonie w kategorii Elity – jest ich już 10. Bardzo chciałem dobić do dziesiątki i cieszę się że to się udało. Chciałem mieć po złotym medalu z każdego dystansu ITU, od supersprintu do długiego, bo nikt przede mną tego nie zrobił; też mi się to udało. To pokazuje, że jestem wszechstronny i umiem przygotować formę pod każdy dystans.
Są jeszcze srebrne i brązowe medale, a jeden jest dla mnie szczególnie ważny, bo zdobyty dzięki “epickiemu pojedynkowi”, jak to określiło wielu trenerów – wraz z Markiem Jaskółką połamaliśmy wtedy 31 minut na biegu i do tej pory jest to pod tym względem najszybszy triathlonowy wyścig w historii Polski. Co prawda rower był wolny, a warunki naprawdę dobre – 21 stopni i tak dalej – ale umówmy się, kto z polskich triathlonistów biegał tyle choćby “na sucho” bez pływania i roweru? Dodam tylko, że rok później w rewanżu wygrałem z Markiem – pobiegłem wtedy w okolicach 31:10. Do tej pory słyszę od trenerów i kibiców, że ten wyścig i nasz bieg wyglądał niesamowicie. Mijaliśmy ludzi jakby stali w miejscu. Obaj idealnie trafiliśmy z formą i chociaż byłem drugi, to jest to jeden z moich najlepszych wyścigów. Zresztą Marek to żywa legenda tego sportu i stoczyć taki pojedynek to było coś niesamowitego.

imggcsi2c1dd7b3606d9668fe5c17be821fb9482352954cmpid7

 

Czy czujesz się spełnionym zawodnikiem? A jeśli nie, to czego Ci brakuje?

Spełniałem się wiele razy. Zaczynałem uczyć się pływać w wieku 17 lat i marzyłem by zostać zawodowym sportowcem, chociaż ciągle słyszałem że to niemożliwe, że jestem za stary, że nie nauczę się już pływać na takim poziomie jak zawodowcy, bo oni trenują od 4 roku życia… Potem marzyłem, żeby zdobyć chociaż jeden medal Mistrzostw Polski Elity. Stało się to moim celem dopiero wtedy, gdy pewien dobrze znany trener ze Śląska powiedział przy całym klubie, że nigdy nie będę miał żadnego medalu MP Elity i że jestem “kelnerem”. Powiedziałem wtedy głośno, że zobaczymy, i wyszedłem z sali. Po kilku latach wróciłem do tematu… z workiem pełnym medali Mistrzostw Polski.
Sporo osób ma mnie za awanturniczego, buntowniczego sportowca. Ludzie ciągle próbowali mi wmawiać, że jestem słaby i nie dam rady, a ja wstawałem i odpowiadałem “czas pokaże”. Słyszałem że jestem za stary i że nic mi się nie uda, bo nie mam pieniędzy  i warunków do treningu. Dla mnie sprawa była jasna – nie masz warunków, to musisz je sobie stworzyć, a pieniądze zarobić. Różni ludzie, którzy sami nic w sporcie nie osiągnęli, próbowali nadać ton mojemu życiu i kształtować mój światopogląd. Jednak z racji tego, że żadne to dla mnie autorytety, w dość zawadiacki sposób z nimi rozmawiałem… Dlatego jestem “tym niepokornym”. Zawsze powtarzam ludziom, że jeśli stajesz na starcie z zawodnikami którzy trenują dłużej niż ty, maja lepszy sprzęt, lepsze warunki treningu, to teoretycznie jesteś skazany na porażkę, ALE… pozostaje ci jeszcze “głupia” pewność siebie, rozumiana przez wielu jako zarozumiałość albo brak pokory. Tylko to może dodać ci werwy, żeby stanąć z nimi na starcie i wygrać.
Oczywiście mimo całego natłoku wszechwiedzących mądrali, znajdują się też ludzie którzy są prawdziwymi perełkami; którzy dodają otuchy i wobec których zawsze staram się być nad wymiar lojalny. Miałem możliwość poznać takich ludzi i będę zawsze o nich pamiętał.

Czy wciąż łączysz trening triathlonowy z pracą w charakterze trenera? Jak organizujesz sobie dzień i tydzień, żeby to ze sobą pogodzić?

Tak, prowadzę Triathlon X Team. Zawsze lubiłem trening nie tylko jako samo trenowanie, ale i zagadnienia związane z tym procesem. Zajmuję się tym już kawałek czasu, bo już w 2007 trenowałem i pomagałem w treningach innym zawodnikom. Przez pierwsze dwa lata prowadziłem cały klub i nie brałem za to żadnych pieniędzy, chociaż miałem już wtedy medale MP i kilka lat doświadczenia w sporcie. Uważałem jednak, że dzięki tej pracy zdobywam wiedzę odnośnie prowadzenia innych, a jednocześnie na tym etapie mogę popełniać zbyt wiele błędów. Sam fakt, że zawodnicy mi ufają, był dobrym wynagrodzeniem. Myślę że ludzie często nie zdają sobie sprawy, czym się różni trener od trenera. Moim zdaniem dobry trener to taki, który najlepiej wyłuska Twój potencjał, a do tego naprawdę potrzebne jest wieloletnie doświadczenie. Przygotować kogoś tak, żeby ukończył dany dystans można na wiele sposobów, ale osiągnięcie maksimum potencjału jest możliwe tylko dzięki indywidualnemu podejściu. Trener powinien mieć rozległą wiedzę, znać wiele metod treningu i wiedzieć którą zastosować dla jakiego zawodnika. Trzeba też pamiętać, że metody się zmieniają, nauka idzie do przodu – zwłaszcza w triathlonie – więc albo się dostosujesz, albo zostajesz z tyłu.
Jeśli chodzi o godzenie treningu z pracą, to wymaga to ogromnej dyscypliny i samoorganizacji. Wypracowuję to od lat, chociaż – jak każdy – miewam załamania i czasami żywię się słodyczami zamiast zdrowym jedzeniem i takie tam… 

Czy robisz roztrenowanie po sezonie? Jeśli tak, jak ono wygląda, ile trwa, jak potem wracasz do pełnego treningu?

Jestem zdania, że im starszy zawodnik, tym roztrenowanie powinno być dłuższe. Ciężki trening wywołuje coraz większe zniszczenia w organizmie i trzeba dać mu więcej czasu na dojście do siebie po sezonie. Przez trzy, maksymalnie cztery tygodnie nie robię nic związanego ze sportem. Potem wracam bardzo spokojnie – pierwszy miesiąc to rozruchy, sporo sprawności, gimnastyki oraz technika w basenie. Jeśli po miesiącu czuję się dobrze, zaczynam robić bardziej wymagające rzeczy i zwiększam stopniowo objętość.

Co chciałbyś osiągnąć w przyszłym sezonie? Czy zaplanowałeś już docelową imprezę na 2017 rok?

Plany planami, a życie weryfikuje po swojemu. W tym roku jako docelowy start planowałem Mistrzostwa Europy, a kontuzja sprawiła, że nawet tam nie pojechałem. Na przyszły rok mam pewien zarys po rozmowie ze sponsorami. Jeśli nic się nie zmieni, forma będzie zrobiona tak jak trzeba, to będę startował na Pucharach Świata, no i tradycyjnie na Mistrzostwach Polski. Mistrzostwa Europy też biorę pod uwagę, jednak jeśli PZTri nie będzie szkolić zawodników, a da wysokie normy, które w mojej opinii będą wykluczać się z innymi startami, to nie będę zaprzątał sobie tym startem głowy. W dużej mierze uzależniam sezon od źródła finansowania – jeśli sponsorzy zechcą, żebym gdzieś startował, sfinansują mi przynajmniej w części wyjazdy i przygotowania, a moi trenerzy – Dariusz Jurkowski i Mariusz Waliczek – zatwierdzą te starty, to jadę się ścigać.

Czy zamierzasz walczyć o kwalifikację na igrzyska w Tokio?

To trudne pytanie. Jest plan na to, żebym podjął się takiej walki, zwłaszcza że stopniowo coraz więcej ludzi zaczyna we mnie wierzyć. Są takie szanse, jednak nie chciałbym rzucać stwierdzeń, że na pewno pojadę – a tym bardziej że będę walczył o medal. Wiem dobrze, z czym wiąże się rywalizacja na tym poziomie i nie jestem w stanie zdecydowanie zadeklarować, że starczy mi na to zdrowia i pieniędzy. Na pewno zrobię co w mojej mocy, jeśli będę miał wsparcie sponsorów, jednak na ten moment składanie deklaracji byłoby niepoważne i niedojrzałe.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisment ad adsense adlogger