fbpx

Sztokholm. Maraton w stylu retro

sztokholm 1912

14 lipca 1912 roku, o godzinie 13:48, podczas Igrzysk Olimpijskich w Sztokholmie, na trasę maratonu ruszyło 69 biegaczy. Połowa z nich nie dobiegła do mety, jeden zmarł następnego dnia. 14 lipca 2012 roku, o godzinie 13:48 na niemal dokładnie tą samą trasą, wyruszyło ponad 10 tys. biegaczy.

Organizatorzy chcieli, by atmosfera zawodów była zbliżona do tej sprzed 100 lat, dlatego nagrody były za stroje z tamtej epoki, a nie miejsce czy czas na mecie.

Jeden maraton, dwa dystanse

Maraton Jubileuszowy w Sztokholmie był niepowtarzalny pod wieloma względami, ale pod jednym przede wszystkim. Uczestnicy mieli do wyboru dwa dystanse: 40 075 metrów (125 metrów mniej niż miała olimpijska trasa w 1912 roku) lub 42 195 metrów. Ci, którzy zdecydowali się biec więcej, tuż przed wbiegnięciem na stadion wykonywali dodatkową pętelkę po sąsiedniej ulicy. Każdy decydował o tym sam i nie musiał przed startem deklarować się, którą wersję wybierze.

Organizatorzy chcieli, aby bieg odbył się dokładnie na tej samej trasie i niemal im się to udało.  Niemal, bo okazało się, że przez ostatnich 100 lat niektóre ulice nieco zmieniły swoje położenie lub zostały przebudowane. Choć trasę mierzono dwa razy w różne dni –  z 40 200 metrów ubyło 125. Mino, że łatwo można było skorygować ten dystans, zrezygnowano z tego. W pobliżu pierwotnego miejsca nawrotu (oznaczonego wówczas patykiem), wkrótce po igrzyskach postawiono pamiątkowy, 4-metrowy obelisk z granitu.  Stoi on tam do dziś i dla Szwedów stał się symbolem sportowych wartości.

Ten morderczy dzień

Igrzyska 1912 roku i tamten bieg maratoński mocno zapisały się w historii. Stadion na 22 tys. widzów został wybudowany specjalnie na igrzyska i w dwa dni zapełnił się po brzegi. W dniu otwarcia i zakończenia imprezy, której akordem był maraton.

Dzień 14 lipca  1912 roku trafił się wyjątkowo upalny – 30 stopni w cieniu, którego i tak na trasie było jak na lekarstwo.  Większość zawodników, by zredukować operowanie słońca, ubrała się białe koszulki i spodenki oraz chustę tego samego koloru na głowie. Zazwyczaj tylko emblematy na strojach wyjaśniały, kto skąd pochodzi.

Start usytuowano na stadionie. Zawodnikiem, który jako pierwszy opuścił jego bramy, był reprezentant gospodarzy  Sven Laftman. Szwedzi liczyli jednak nie na niego, lecz na Sigge Jacobssona, który długo biegł w czole stawki. Jednak nie on był faworytem tego biegu. Walka o zwycięstwo miała rozegrać się między Finem Tatu Kohlemainem  (jego brat Hannes podczas tych samych igrzysk wygrał biegi na 5000 i 10000 metrów oraz przełajowy na 8000 m), a dwoma reprezentantami Republiki Południowej Afryki Kennedym Kanem  McArthurem i Christian Gitshamem.

Fiński błąd w obliczeniach

Fin postanowił narzucić mordercze warunki swoim rywalom. Podkręcał tempo, nie schładzał się i nie pił wody. Ci, którzy starali się dotrzymać mu kroku i robić tak jak on, jeden po drugim schodzili wycieńczeni z trasy. Ale okazało się, że  Kohlemainen też opadł z sił i na nawrocie, czyli po przebiegnięciu  20 100 m, był już 15 sekund za Gitshamem.  Na 30 km Fin wycofał się i gdy na czele pozostało już tylko dwóch reprezentantów RPA, stało się raczej jasne, że któryś z nich zdobędzie złoto. W lepszej dyspozycji zdawał się być, Gitsham, biegł lekko i objął samodzielne prowadzenie. Gęstniejący przed stadionem tłum widzów zachęcał go do jeszcze szybszego biegu, ale on na ostatnim punkcie z wodą … zatrzymał się. Spokojnie napił się wody i czekał, aż dobiegnie do niego McArthur. Dlaczego tak zrobił? Jak głosi legenda – bo tak umówił się z kolegą! Ten jednak w pełnym pędzie wziął łyk wody i nie oglądając się na zdumionego Gitshama, przyśpieszył ile tylko miał sił w nogach. Zdezorientowany i niezdolny do zrywu Gitshman nie był już w stanie dopędzić McArthura.

Bieg z 69 zawodników ukończyło tylko 35. Niestety, przeszedł on do historii sportu także z powodu dramatycznego zdarzenia. 23-letni Francisco Lazaro z Portugalii padł nieprzytomny na 32 km trasy. Jego ciało nagrzało się do 42,1 stopnia C. Choć szybko przewieziono go do szpitala, zmarł następnego dnia rano. Lazaro jest pierwszym sportowcem, który zmarł podczas olimpijskiej rywalizacji.

W stylu retro

14 lipca 2012 roku Sztokholm wzdłuż trasy biegu wyglądał jak 100 lat temu. Pięć z 21 punktów odżywiania zostało udekorowanych w stylu retro (na pierwszym stoliku kawa, mrożona herbata oraz kawałki pomarańczy i cytryn), a zawodnikom i kibicom towarzyszyła muzyka z tamtej epoki, grana przez stosownie ubrane kapele. Organizatorzy starali się zachęcić mieszkańców miasta do włączenia się do tej zabawy. Na stronie internetowej imprezy zamieścili wiele zdjęć przedstawiających nie tylko bieg sprzed 100 lat, ale także stroje i rozmaite akcesoria będące w użytku 1912 roku. Sami pomogali w tym, rozstawiając na trasie 100-letnie samochody, motocykle i rowery.

W 1912 roku zwycięzca biegu Kennedy Kane McArthur otrzymał medal i małą statuetkę z rąk króla Szwecji Gustava V. Medale otrzymali także drugi i trzeci na mecie, a czołowych 25 zawodników także dyplomy. W ubiegłym roku każdy z uczestników, który dobiegł do mety, otrzymał pamiątkowy medal. Na jednej jego stronie przedstawiony był Stadion Olimpijski tak jak wyglądał wtedy i dziś, a na drugiej stronie znalazła się podobizna McArthura. Nagrodzonych zostało też 50 zawodników, którzy zdecydowali się biec w strojach, w jakie ludzie ubierali się 100 lat temu. Wyjątek stanowiło oczywiście obuwie, bo zdrowie jest jednak najważniejsze.

Szampana nie było…

Jedną rzecz organizatorzy jubileuszowego maratonu postanowili zrobić nieco inaczej niż to było 100 lat temu. Mianowicie napój serwowany za metą, ale jeszcze na stadionie. Wtedy był to prawdziwy francuski szampan! Już wówczas jego serwowanie spotkało się z falą krytyki, bo zauważono, że nie jeden zawodnik żegnał się z igrzyskami nieco chwiejnym krokiem. Teraz szampana nie było, choć jeśli ktoś chciał, to prócz wody i napojów regenerujących, mógł raczyć się mają lampką wina musującego. Tak że kac po tak pięknym jubileuszu raczej nie groził.

Zawsze wygrywał Kennedy Kane McArthur, zwycięzca maratonu podczas IO w Sztokholmie, urodził się 10 lutego 1881 roku w Dervock w Północnej Irlandii. Mając 20 lat wyemigrował do Republiki Południowej Afryki i tam zaczął startować w zawodach. Jednak poważnie treningiem zajął się dopiero po wstąpieniu do policji w 1906 roku. Wygrywał wszystkie biegi, w których startował, ale rozpoczynał od średnich dystansów. W 1908 roku zadebiutował w maratonie i niespodziewanie pokonał wicemistrza olimpijskiego Charlesa Hefferona. Maraton w Sztokholmie był jego szóstym. Podczas żadnego z nich nie doznał porażki. Jego karierę zakończyła kontuzja stopy, której nabawił się podczas służby rok po igrzyskach. Po latach wrócił do Irlandii i zamieszał w Potchefstroom. Zmarł 13 czerwca 1960 roku. Dla uczczenia jego triumfu, organizatorzy tegorocznych Igrzysk Olimpijskich poprowadzili sztafetę niosącą święty ogień przez miasteczko, w którym spędził ostatnie lata swego życia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisment ad adsense adlogger