fbpx

“Szybszy niż błyskawica” – biografia Usaina Bolta [RECENZJA]

Autor: Anna Dąbrowska • 01.10.2014

Po przeczytaniu obu autobiografii Usaina Bolta jestem pewna jednego: Bolt się uwielbia. Ale mi to nie przeszkadza. Po pierwsze dlatego, że jest sympatyczny. Po drugie, cóż. Gdybym ja umiała pobiec z prędkością 44 km/h, też bym się uwielbiała. 

W sprzedaży są dostępne dwie biografie Usaina Bolta: „Szybszy niż błyskawica” (Bukowy Las) i „9.58” (Wydawnictwo SQN).

Szybszy niz blyskawica-Usain Bolt-okl_resize

Obie książki zostały napisane przy współpracy dziennikarzy: Matta Allena i Shauna Custisa. Obie przeczytałam z dużą przyjemnością.



„Szybszy niż błyskawica”

Książka jest napisana soczystym, obrazowym językiem. Jest bardziej szczegółowa. Opisuje dzieciństwo na Jamajce w skromnym domu rodzinnym bez bieżącej wody i „długie” 700-metrowe wybiegania.

Pojawia się też to, co zawsze mnie intryguje, kiedy oglądam zawody lekkiej atletyki. O czym oni sobie myślą? Bolt opisuje swoje starty jak maratończycy.

Źle wystartowałem, więc do połowy musiałem się rozkręcać. Spojrzałem na trenera, był zły. Wkurzyłem się na siebie, pomyślałem o treningach i o mamie. Popatrzyłem na rywali: ten zwolnił, tamten mnie gonił. Hej, a gdzie jest Asafa Powell? Nie zobaczyłem go, więc chyba osłabł. Potem przyspieszyłem. Końcówka, to już był czysty flow, jeszcze pomachałem, uśmiechnąłem się i był finisz.

W ustach maratończyka brzmi to naturalnie, ale perspektywa trochę się zmienia, kiedy zdamy sobie sprawę, że to wszystko odbywa się w czasie mniej więcej 10 sekund.

„9.58”

Ta książka jest za to napisana prostym, konkretnym językiem. Znajdziemy w niej obszerne wypowiedzi bliskich i ważnych dla Usaina osób: ojca, pani z przedszkola czy trenera.

Dowiemy się, jak wygląda przyjaźń VJ (ksywka Usaina z dzieciństwa) z NJ, jego najlepszym kumplem z czasów szkoły oczami tego drugiego. Przyjaźnią się zresztą do dziś, a NJ jest prawą ręką Bolta. Przyjemnie ogląda się też liczne zdjęcia z miejsc i sytuacji, o których mówi sportowiec.

Wersja oficjalna

Treść obu książek w zasadzie się pokrywa. Tak, jakby Usain miał swoje stałe historyjki i oficjalną wersję życiorysu, którą czasem poszerza o drobne szczegóły. Dostajemy głównie to, co jest zgodne z wizerunkiem „marki Bolt”. Ale oprócz tego możemy poznać np. jego wersję konfliktu z Yohanem Blakiem – słynny gest uciszania publiczności i historię niefortunnego falstartu w Daegu.

Poza tym przeczytamy sporo historii z dzieciństwa: moja ulubiona dotyczy dnia sportu w gimnazjum, który organizowano zawsze, gdy Usain akurat był poza miastem albo chorował, żeby inne dzieci też mogły czasem coś wygrać. Z książek dowiemy się również co nieco o rodzinie, która miała z Boltem krzyż pański, bo dzieciak był delikatnie mówiąc nadaktywny, więc kiedy matka nie ściągała go akurat z zasłon w salonie, to na pewno ganiała go w tę i z powrotem po podwórku. Nie ma za to prawie nic o kobietach, co mnie trochę zdziwiło.

Zaskoczył mnie również spory dystans Bolta do siebie i swojej sławy. Usain ma świadomość, że kariera sprintera jest krótka, że jest marką, więc oczekuje się od niego, że zrobi show ku uciesze gawiedzi. Zdaje sobie sprawę z tego, jak wiele zawdzięcza talentowi, ale pracuje ciężko, jak każdy zawodnik. A przy tym nie traci jamajskiego luziku, który prawdopodobnie doprowadza do szału trenera oraz innych ludzi z jego otoczenia. Do roboty bierze się wtedy, kiedy już naprawdę trzeba, żywi się byle czym. Dietetyk? Wolne żarty. Lubi tańczyć, zdarza mu się DJ-ować w klubach, a wieczory spędza z kumplami na graniu na konsoli lub w domino. I tak naprawdę sprawia wrażenie, że w przerwach od bycia legendą jest zwyczajnym młodym facetem.

Anna Dąbrowska, “Jamajski luzik”, Bieganie październik 2014.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisment ad adsense adlogger