fbpx

Tolan vs. Metcalfe. Wielka debata na linii mety

Autor: Marek Tronina • 09.06.2013

los angeles 1932

Złote medale w konkurencjach sprinterskich rozstrzygają się zwykle na „kratkach”. Usain Bolt przyzwyczaił nas co prawda do zwycięstw łatwych i zdecydowanych, ale przecież nie raz przeżywaliśmy emocje jeszcze po zakończeniu biegu sprinterskiego – czekając na oficjalne rozstrzygnięcie z ust sędziów.

Współczesność ma tę przewagę nad historią, że oferuje bezpośrednio zainteresowanym narzędzia, jakich blisko sto lat temu nie było. W praktyce nie da się nie rozstrzygnąć o tym, kto był pierwszy – zawsze można przesunąć analizę o jeden przecinek i dojść prawdy. A i tak taka zabawa w odczytywanie nazwiska zwycięzcy trwa raptem kilkadziesiąt sekund. Na igrzyskach olimpijskich w roku 1932 na ogłoszenie nazwiska nowego mistrza olimpijskiego w sprincie trzeba było czekać 2 godziny. Gdyby ten bieg odbywał się dziś, to oczywiście czekanie na rezultaty trwałoby znacznie krócej. I jak na ironię – mistrzem olimpijskim byłby ten, który 1 sierpnia 1932 został sklasyfikowany na drugim miejscu.

Jubileusz za Wielką Wodą

Letnie igrzyska olimpijskie w Los Angeles rozpoczynały dziesiątą olimpiadę nowożytną, choć oczywiście jeden z czteroletnich okresów olimpijskich swoich igrzysk nie miał – w roku 1916 glob ogarnięty był wojną światową. W historii ośmiu poprzedzających Los Angeles igrzysk tylko raz olimpijski finał biegu na 100 metrów wygrał zawodnik z Europy. Był nim uwieczniony w filmie Rydwany Ognia Brytyjczyk Harold Abrahams – mistrz z Paryża z roku 1924. Ale i tak nie zmienia to faktu, że rywalizacja sprinterów na wszystkich zawodach olimpijskich w okresie do roku 1932 była rywalizacją… białych. Spośród siedmiu mistrzów olimpijskich czterech było Amerykanami, jeden – Kanadyjczykiem, jeden – Brytyjczykiem, a jeden reprezentował Południową Afrykę. Żaden nie był czarny.

Biały sport

Mur zaczął pękać zaraz po igrzyskach w Amsterdamie w roku 1928. W finale tamtych igrzysk Amerykanie ponieśli zawstydzającą klęskę, wyjeżdżając z Holandii bez medalu w sprincie. To był dla nich policzek, na który musieli jakoś odpowiedzieć. Ale czy upokorzenie z tego powodu mógł odczuwać 20-latek z Denver Eddie Tolan? Chyba nieszczególnie. Że szybsi od niego biali rodacy przegrali w Europie z kretesem – wiedział. Ale żeby z tego powodu odczuwać wstyd? W Ameryce rządzonej przez segregację rasową na takie uczucia pewnie nie było miejsca. Jedno jest pewne – już w rok po igrzyskach amsterdamskich Tolan uzyskał najlepszy w historii wynik w biegu na 100 yardów – 9,5 sekundy – z miejsca stając się sprinterem nr 1 w Stanach. To było coś! Bo być lepszym od wszystkich – z białymi na czele! – to był wielki wyczyn. Od tego momentu kariera Tolana zaczęła rozwijać się błyskawicznie i stając do amerykańskich eliminacji przed igrzyskami w Los Angeles był jednym z faworytów. Ale nie głównym.

Rywale

O dwa lata młodszy od niego Ralph Metcalfe też był czarny i też wiedział, że sport może być drogą do udowodnienia wszystkim, że jest coś wart. Ze względu na wiek doszedł do szybkiego biegania ciut później niż Tolan, ale to on wygrał amatorskie mistrzostwa Stanów Zjednoczonych AAU w roku 1932 na dystansie 100 metrów. W eliminacjach narodowych przed igrzyskami wygrał bieg na 100, jak i na 200 metrów. W obu drugi był Eddie Tolan. Obaj zakwalifikowali się do olimpijskiej ekipy USA.

Koślawe igrzyska

Zawody lekkoatletyczne w Kalifornii w roku 1932 były oczywiście zdominowane przez gospodarzy. Samo położenie miejsca rozgrywania zawodów sprawiło, że dla wielu ekip wyprawa była zbyt trudna logistycznie. Dość powiedzieć, że reprezentacja Finlandii udająca się na te zawody potrzebowała na dotarcie do Los Angeles 12 dni. Efekt był oczywisty – o ile cztery lata wcześniej do biegu na 100 metrów zgłosiło się 77 zawodników z 31 krajów, o tyle w roku 1932 zawodników było 34, a reprezentowanych krajów – 17. Cóż, era awiacji cywilnej miała dopiero nadejść.

Foto co to?

W powijakach było nie tylko lotnictwo, ale i elektronika. W czasie igrzysk wprowadzono do użytku kamerę wielkoformatową Kirby’ego. Urządzenie miało wesprzeć sędziów rozstrzygających o kolejności na mecie w co bardziej skomplikowanych przypadkach. Niestety, nie zapobiegło kilku dziwnym rozstrzygnięciom, z których największym było kompletne odwrócenie kolejności jednego z półfinałów, w którym Eddzie Tolan rzutem na taśmę wywalczył trzecie miejsce kosztem ustępującego mistrza olimpijskiego sprzed 4 lata Percy’ego Williama, po czym został ogłoszony… zwycięzcą biegu. Na szczęście nie miało to wpływu na skład finału.

120 minut 10 sekund i 3 dziesiąte

Bieg finałowy na dystansie 100 metrów trwał dokładnie 10,3 sekundy plus dwie godziny. Z bloków najlepiej wyszedł Japończyk Takayashi Yoshioka, który do dziś uważany jest za jednego z najlepiej wychodzących z bloków sprinterów w historii. Ale po 40 metrach zrównał się z nim Eddzie Tolan. Zawodnik ten przez cały czas pozostawał w cieniu Ralpha Metcalfa, który – choć młodszy – w ostatnich miesiącach przed igrzyskami zaczął wyraźnie górować nad rywalem. W zawodach NCAA uzyskał on w sprincie wynik 10,2 – najlepszy w historii, ale za rekord nie uznany. Teraz, na torze w Los Angeles, drobny jak na sprintera (ważył zaledwie 70 kilogramów) Tolan uciekał co sił w nogach przed wyższym od siebie Metcalfem.

Czyli kto wygrał?

Po 60 metrach biegu dwóch czarnoskórych zawodników dzieliło raptem 30 centymetrów. Po 80 – biegli już razem. A złotym medalu igrzysk olimpijskich miało zadecydować 20 metrów – czyli jakieś 2 sekundy. Tak się przynajmniej wydawało. Linię mety przecięli razem, a kończąc bieg Metcalf wykonał jeszcze znany dobrze wszystkim kibicom „rzut na taśmę”. Ale kto wygrał? Kibice w żaden sposób nie mogli tego ocenić. Niestety, sędziowie również. Obrady i analizowanie zapisów na taśmie trwało przez dwie godziny. Ostatecznie wydano werdykt – jako pierwszy linię mety przeciął pierwszy był Tolan, jako drugi – Metcalf. Obaj w czasie nowego rekordu świata – 10,3 (10,38 liczone elektronicznie). No właśnie, przeciął. Otóż jak już wspomnieliśmy na początku wedle współczesnych przepisów zwycięzcą biegu byłby… Metcalfe. Dlaczego? Otóż dlatego, że dziś o kolejności nie decyduje to, kto linię mety przetnie jako pierwszy (czyli „dotknie” jej dalszej krawędzi), ale kto do niej pierwszy dotrze. 79 lat temu, 1 sierpnia 1932 roku zrobił to Ralph Metcalf. Rzecz w tym, że wtedy obowiązywały inne przepisy i pierwszym w historii czarnoskórym mistrzem olimpijskim w sprincie został właśnie Eddie Tolan.

Ciąg dalszy nastąpił

Rywalizacja między Metcalfem i Tolanem miała dalszy, jeszcze bardziej dramatyczny przebieg. W dwa dni później odbył się finał biegu na 200 metrów. Jako pierwszy zameldował się na mecie Tolan, za nim inny Amerykanin George Simpson, a trzeci był Metcalfe. Ale kiedy zmierzono długość poszczególnych torów to okazało się, że… ten, po którym biegł Metcalfe był o półtora metra za długi! Zawodnikowi zaproponowano powtórzenie finału, tym razem już na normalnym, wymiarowym torze. Ale on wspaniałomyślnie zrezygnował, nie chcąc narażać swego kraju na utratę jednego z trzech wywalczonych na tym dystansie medali. Fakt, jako zespół Amerykanie w tym biegu lepiej wypaść już nie mogli.

Pechowiec Met

Po igrzyskach w Los Angeles Tolan zakończył sportową karierę i zajął się występami w… wodewilach, zaś Metcalf rozpoczął przygotowania do igrzysk roku 1936. w latach 1932-34 zdominował  światowy sprint, wygrywając pięć tytułów amatorskiego mistrza kraju. I pewnie wywalczyłby w Berlinie upragniony złoty medal gdyby nie to, że w międzyczasie wypłynął talent niejakiego Jessiego Owensa. Ralph Metcalf zdobył więc w Berlinie kolejny srebrny medal. Pocieszenie znalazł dopiero w sztafecie, w której wywalczył upragnione złoto. Potem został zaś politykiem, przez 8 lat zasiadając w Izbie Reprezentantów jako przedstawiciel Chicago.

Marek Tronina, Wielka debata na linii mety, Bieganie, czerwiec 2011

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisment ad adsense adlogger