fbpx

Czytelnia > Czytelnia > Felietony > Polecane > Slider

Trener realny czy wirtualny?

Co jest lepsze dla biegacza – współpraca z trenerem, który fizycznie jest obecny na treningu czy też zupełnie wirtualny nadzór oparty o analizę przesyłanych danych? Do niedawna odpowiedź wydawała się oczywista, ale rozwój technologii każe stawiać to pytanie na nowo.

Jeszcze 20 lat temu każdy doświadczony trener czy zawodnik żachnąłby się na myśl, że procesem treningowym można sterować na odległość, w ogóle nie widząc zawodnika czy zawodniczki. Do niedawna wydawało się to absolutnie nieprawdopodobne. Nie da się ukryć, że bieżący nadzór treningu ma wiele zalet. Obserwacja biegacza w ruchu, analiza jego widocznych reakcji na trening i możliwość natychmiastowej interakcji – to cenne źródła danych. Ale czy idealne?

Nauka nie daje jednoznacznych odpowiedzi

Przybliżając złożoność procesu treningowego, trzeba przede wszystkim obalić mit jego “naukowości”. Zewnętrznemu obserwatorowi wydaje się, że nauka i technika dają odpowiedź na wszystkie pytania i że dokonując bliżej nieokreślonych, tajemniczych pomiarów, a także obserwując podopiecznego na żywo, trener otrzymuje obiektywne dane, które przetwarza w jednoznaczny sposób, na zasadzie komputera.

Trening tak nie działa. To jest mit. Nauka i nawet “twarde” dane płynące z pomiarów parametrów krwi czy pracy serca, nie dają nigdy jednoznacznej odpowiedzi na to, jak powinien optymalnie trenować dany zawodnik czy zawodniczka. Zrozumienie tego argumentu jest absolutnie kluczowe. Otóż nauka na obecnym stanie rozwoju nie daje absolutnie żadnych pewnych odpowiedzi nie tylko co do tego, jaki rodzaj treningu wybrać w określonym przypadku, ale często – dlaczego trening działa w ogóle. Świetnym przykładem pewnej bezsilności nauki jest obecna pandemia koronawirusa. Okazuje się, że nawet w dyscyplinie tak poznanej, tak szeroko studiowanej od stuleci i znajdującej się w interesie społecznym jak choroby zakaźne, naukowcy i lekarze są często bezradni. Nie wiedzą, dlaczego, skąd się wziął wirus, jak konkretnie działa, jak go skutecznie niszczyć, jakie substancje i jakie parametry organizmu w jaki sposób na niego działają.

Jak zdefiniować idealny trening?

W sporcie wygląda to o wiele, wiele gorzej. Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to, dlaczego jeden zawodnik biegnie szybciej od drugiego. Dokonuje się różnego rodzaju pomiarów związanych z fizjologią wysiłku, ale nie da się nadal zmierzyć wszystkich. Ba, trudno sobie nawet wyobrazić i wymyślić, co jeszcze należałoby badać. Poziom różnych enzymów w różnych mięśniach? Przewodzenie nerwowe? Napięcie mięśni? Ekspresję genów? Te pomiary, które da się przeprowadzić, nie dają jednoznacznych odpowiedzi.

Proszę sobie wyobrazić, jak musiałby wyglądać idealny eksperyment naukowy w dziedzinie treningu. Należałoby wziąć do pomiaru dokładnie takich samych ludzi, na dokładnie identycznym etapie rozwoju – czyli prawdopodobnie bliźniaków – a następnie przez kilkanaście lat trenować ich różnymi metodami i porównywać poziom osiągnięty na zawodach. Dlaczego kilkanaście? Bo tyle lat trwa rozwój biegacza i fizyczna zmiana parametrów ciała, składu mięśni czy równowagi enzymów katalizujących przemiany energetyczne. Ba, należałoby rygorystycznie pilnować takiej samej diety, ilości snu, stanu emocjonalnego. Tego się po prostu nie da zrobić.

W praktyce wariacji treningu jest tyle, że nie sposób ich przeprowadzić, nawet dysponując setką klonów danej jednostki. Zmiana jednego elementu – powiedzmy, wprowadzenie raz w tygodniu dodatkowych krótkich odcinków – może w perspektywie miesięcy i lat zmienić osiągnięty wynik albo znacznie wpłynąć na ryzyko wystąpienia kontuzji. Co więcej, zarówno każdy element fizyczny treningu, jak i zewnętrzne dystraktory mają wpływ na cały proces. To, że przygotowanie odbywa się, gdy biegacz jest zestresowany, w czasie rozwodu, nieusatysfakcjonowany w życiu, czy jest człowiekiem zamożnym czy biednym, drżącym o kolejny dzień – wszystko wpływa na przygotowanie i jego skuteczność. Nauka jest skazana na krótkie i dość przypadkowe obserwacje treningu.

Metodyka ponad nauką

Mówiąc inaczej: istnieje nieskończona ilość wariantów przygotowania. Dlatego też nigdy nie sprawdzi się w tym procesie maszyna czy aplikacja. Algorytm nie jest w stanie zaprogramować i przewidzieć konsekwencji wszystkich ruchów. Część z nich jest bowiem nieoczywista i zmienna w czasie. Powiedzmy, że trener dojdzie do wniosku, że dzisiaj w jakiś sposób zdenerwuje albo oszuka zawodnika, żeby dodatkowo go zmotywować. Powie mu po pierwszym odcinku, że biegł za wolno, albo że jest słaby i niczego nie osiągnie. To ma wpływ na dalsze wykonanie jednostki, skuteczności takiej manipulacji nie da się jednoznacznie ocenić, a zastosowanie tego typu trików wynika tylko i wyłącznie z doświadczenia trenera oraz jego relacji z podopiecznym i wiedzy o nim.

Najbogatszym źródłem wiedzy trenera nie jest nauka, ale metodyka treningu. Mówiąc inaczej, 100-150 lat tradycji treningowej na całym świecie, w czasie której niezliczeni trenerzy przeprowadzili niezliczoną ilość eksperymentów na żywych organizmach. Tysiące szkół treningowych i wariacji, miliony biegaczy i biegaczek, przefiltrowane przez wiedzę post factum, dającą wgląd w to, jak się zakończył dany eksperyment, oraz przemyślenia trenerów na ten temat – to źródło gigantycznej wiedzy. Dlatego znajomość różnych szkół treningowych, od początku istnienia nowoczesnego sportu, różnych wariantów rozwoju sytuacji, różnych poglądów – to podstawa wiedzy trenera. Powinna być egzekwowana na równi z wiedzą z dziedziny fizjologii człowieka oraz fizjologii wysiłku. Niestety, nie jest.

Program treningowy nigdy nie jest obiektywny

Podsumowując te rozważania – czy mówimy o trenerze, który jest fizycznie obecny obok zawodnika czy tylko o wirtualnym szkoleniowcu, nigdy nie możemy mówić o w pełni obiektywnym, naukowym, matematycznym procesie szkolenia. To zawsze jest subiektywny wybór trenera, jaką jednostkę, jaki cykl, w jaki sposób, z jaką skutecznością i bezwzględnością wykonuje podopieczny. Widząc biegacza na żywo, trener dokonuje intuicyjnej oceny, czy jego technika jest odpowiednio dobra, czy zmęczenie nie za wysokie. Wszystko to jednak są dane subiektywne, a ich ocena zależy od trenera: czy każe cisnąć dalej czy odpuścić, bo dojdzie do wniosku, że dana jednostka może być szkodliwa. Nie istnieje żadne obiektywne źródło wiedzy, każące reagować tak czy inaczej. Zrozumienie tego faktu jest kluczowe w procesie porównania treningu rozgrywanego na żywo w porównaniu do nadzoru wirtualnego.

Zastanówmy się teraz, czy to, że trener ma bieżące dane o zawodniku, może go obserwować i na żywo rozmawiać, wpływa tylko na korzyść procesu? Otóż nie. Relacja zawodnik/trener nigdy nie jest obiektywna, a wpływ na decyzje obu stron mają ludzkie emocje. Zawodnik może powiedzieć, że jest zmęczony, a trener musi ocenić, czy jest to korzystne i czy należy ten stan pogłębiać, czy wręcz przeciwnie, trzeba przerwać jednostkę. Na decyzje ma wpływ stan emocjonalny obu stron, rodzaj ich relacji, stan wiedzy. Zdenerwowany trener jednego dnia każe kontynuować, innego przerwałby akcent. Zawodnik raz może czuć się fatalnie, ale realizować jednostkę, innym razem przerwać. Motywowany bądź irytowany przez obecność trenera może zaregować inaczej. Nikt nie jest w stanie w pełni jednoznacznie ocenić, co w danym momencie byłoby skuteczniejsze i jakie elementy mają wpływ na decyzję.

Trener realny a wirtualny

Trener nadzorujący proces wirtualnie nie ma natychmiastowego dostępu do danych. To oznacza, że nie jest w stanie swoją obecnością, doświadczeniem, ale i stanem emocjonalnym wpływać na sposób rozegrania pojedynczego treningu. Ma to wady, ale i zalety. Wirtualny trener ocenia daną jednostkę post factum, znając jej efekt i wiedząc, w jaki sposób została wykonana. Ma dużo mniejszą emocjonalną więź z podopiecznym czy podopieczną, co oznacza, że ocenia bardziej na chłodno, z dystansu. Analizuje dostarczone dane jak komputer, a chcąc zrobić to dobrze, musi wykonać o wiele większy wysiłek intelektualny.

Dane, jakich może sobie zażyczyć, są dzisiaj praktycznie nieograniczone. Nowoczesne zegarki dostarczają nie tylko informacji o tempie czy tętnie, ale także pogodzie, czasie kontaktu z podłożem, odchyleniu pionowym – i o wielu innych parametrach, często zresztą bezużytecznych. Zegarkowe algorytmy analizują pracę serca, porównują z dostępną bazą danych i próbują przewidywać, czy oznacza to wyższą czy niższą formę. Trener może zażyczyć sobie nagrania wideo albo sprawdzić na google streat view, jak wygląda okolica, w której przeprowadzono jednostkę. Zawodnicy zaawansowani przeprowadzają pomiaru poziomu mleczanu we krwi. Problemem analizy nie jest obecnie niedobór danych, ale rzecz odwrotna – ich nadmiar.

fot: istock.com

Trener będący z podopiecznym na co dzień filtruje dane poprzez własny stan emocjonalny – jeśli był zdenerwowany, może odnieść wrażenie, że zawodnik specjalnie nie chciał czegoś wykonać, był leniwy, za słabo zmobilizowany. Na żywo dokonuje się analizy, która nigdy nie jest w stu procentach obiektywna. Trener wirtualny bazuje na twardych danych, oprócz tego na rozmowie z podopiecznym czy podopieczną, ale odbywającą się po pewnym czasie. Obu stronom łatwiej wtedy o obiektywną analizę tego, co zaszło. Biegacz, który przerwał trening, może wiedzieć, że wieczorem czy następnego dnia czuł się równie źle, a może lepiej? Może wieczorem rozłożyła go infekcja? Może skończył akcent z trudnem, chociaż normalnie trener kazałby go przerwać – i następnego dnia czuł się doskonale? W procesie nadzoru treningu z dystansu pewne dane uciekają, ale wypływają za to inne.

Obserwacja na żywo daje wiele, ale i zniekształca rzeczywistość. Trener może aktywnie wpływać na podopiecznego czy podopieczną, na przykład nakazując kategorycznie wykonanie czy przerwanie treningu, albo w ogóle zmieniając zadanie. Ba, istnieją szkoły treningu, w których biegacz nie wie, ile wykona powtórzeń, ani jak szybko – trener przekazuje to na bieżąco, a zawodnik musi się mierzyć z niepewnością. To także powoduje szereg implikacji fizycznych i psychologicznych.

Podsumowując – oba sposoby treningu mają swoje wady i zalety, ale w dobie rozwoju nowoczesnych technologii trudno ocenić, który rodzaj przygotowania jest lepszy. Tym bardziej, że istnieje nieskończona liczba kombinacji – trener może od czasu do czasu widzieć podopiecznego, może dostawać nagrania, może się czasami spotykać, a może nie poznać go nigdy. Dlatego nie śmiem oceniać, jaki rodzaj treningu jest najlepszy. Jestem jednak pewien, po wielu latach ocen różnych rodzajów przygotowania, że odpowiedź na pytanie: czy lepszy trener realny czy wirtualny, nie jest możliwa. Inaczej wyglądało to 25 lat, temu, gdy z własnym trenerem raz na dwa tygodnie wymieniałem listy z planem treningowym i komentarzem, inaczej dzisiaj, gdy zawodnika nawet wirtualnie ma się na wyciągnięcie ręki.

Pewne jest tylko, że jeśli proces treningowy ma być w ogóle nadzorowany przez trenera, jego wybór jest kluczowy. Jest to znacznie ważniejsze niż fizyczna obecność trenera lub jej brak. Bardzo możliwe też, że skuteczność treningu bardziej zależy od rodzaju interakcji z zawodnikiem niż od obiektywności analizy. Mówiąc inaczej: niektóre typy biegaczy prawdopodobnie potrzebują określonego typu relacji. Jeden – trenera kata, który zmusza go do wysiłku, jakiego sam by nie podjął. Inny – wręcz przeciwnie. Podobnie samo odnoszenie się do zawodnika może mieć znaczenie. Ktoś będzie potrzebował troskliwego, dopytującego opiekuna, ktoś inny oschłego i zdystansowanego typu naukowca. Podobnie wygląda to w przypadku relacji realna/wirtualna – być może bardziej zależy to od charakteru biegacza czy biegaczki niż od obiektywnych wad i zalet każdego rozwiązania.

mm
Marcin Nagórek

Podoba ci się ten artykuł?

5 / 5. 5

Przeczytaj też

Wilson Kipsang - zwycięzca London Maraton 2012. Fot. PAP

Były rekordzista świata jest w nie lada tarapatach. Nie dość, że oficjalnie został zdyskwalifikowany na 4 lata za naruszenie przepisów antydopingowych, to jeszcze może mu grozić odsiadka… Wilson Kipsang to jeden z bardziej utytułowanych maratończyków […]

Wilson Kipsang zdyskwalifikowany na 4 lata! Czy pójdzie siedzieć?

W biegowym świecie mówiło się już o tym od kilku tygodni, choć wciąż pojawiały się wątpliwości. Obecnie wszystko wskazuje na to, że wkrótce Caster Semenya będzie miała dziecko. A niektórzy twierdzą, że już je ma! […]

Caster Semenya będzie mamą? A może już nią jest?

Polski Związek Lekkiej Atletyki wyprodukował kompletnie absurdalne zalecenia sanitarne, dotyczące rozgrywania zawodów na stadionie.

Koronawirus. Dzięki PZLA nie zarazimy się na stadionie!

Najwięksi organizatorzy masowych imprez sportowych w Polsce łączą siły i przedstawiają rządowi gotowy plan stopniowego odmrożenia sektora. Powstaje także Polskie Stowarzyszenie Organizatorów Imprez Sportowych i Rekreacyjnych, mające na celu reprezentację całego środowiska i rozwój branży w przyszłości.

Co z imprezami biegowymi? Organizatorzy przemówili jednym głosem

Systematycznie trenując głównie zależy nam na tym, żeby biegać coraz szybciej i jak najdłużej móc wytrzymać w zakładanym tempie. Jednak często w dążeniu do tego celu popełniamy wiele błędów. Przez to szybko możemy nabawić się […]

Metoda POSE – na czym polega?

Już niebawem, bo 11 lipca rusza M LIGA CROSS RUN! A wszystko to w południowo-wschodnich okolicach Warszawy w rejonie Otwocka, Józefowa i Wiązowny. Kilka kilometrów od miejskiego zgiełku na biegaczy czekać bedą malownicze ścieżki w […]

Rusza M Liga Cross Run! Pierwszy bieg już 11 lipca

Ruszyły zapisy na Wirtualną 1MILĘ! Rywalizacja jest wirtualna, ale bieganie, nagrody, a przede wszystkim pomoc, jaka za tym bieganiem idzie, są jak najbardziej realne! Każda zarejestrowana w zabawie mila to złotówka przeznaczana na cele charytatywne. […]

Rusza Wirtualna 1MILA. Biegaj, wygrywaj i pomagaj!

21 kilometrów i 285 metrów – tyle wynosi aktualny rekord świata w biegu godzinnym. Wynik ustanowiony w 2007 r. może zostać pobity z powodu… koronawirusa! Tegoroczny sezon sportowy, storpedowany przez koronawirusa, jest wyjątkowy. Jednym z […]

Mo Farah spróbuje pobić rekord świata w biegu godzinnym!