fbpx

Walczyli wszyscy, wygrali Kenijczycy

Autor: Marcin Nagórek • 16.08.2017
CC BY 2.0 Flickr.com/Marco Verch

CC BY 2.0 Flickr.com/Marco Verch

Maraton to taka dyscyplina sportu, w której biegają wszyscy, a wygrywają Kenijczycy. Potwierdziło się to w mistrzostwach świata, mimo heroicznych wysiłków gospodarzy.

Maratony podczas imprez mistrzowskich rozgrywane są najczęściej na początku albo na końcu rywalizacji. Tym razem w Londynie naruszono tę tradycję, a plotkarze twierdzą, że stało się tak ze względu na Mo Faraha. Reprezentant gospodarzy na bieżni startował na 10 000 i 5000 metrów i uczynni organizatorzy maksymalnie oddalili te konkurencje od siebie, chcąc dać Mohammedowi dodatkowy czas na regenerację. Dlatego pierwszego dnia zamiast maratonu rozegrano dyszkę. Maraton pojawił się dopiero w trzecim dniu, a ponieważ wymagał zamknięcia sporego kawałka miasta, z rozpędu od razu rozegrano rywalizację i kobiet, i mężczyzn. Nie razem, ale w postaci dwóch biegów następujących po sobie. Był w tym element ryzyka, bo start biegu mężczyzn miał miejsce o 10:55 czasu lokalnego, a kobiet – o 14:00. W razie upału organizatorzy naraziliby się na straszliwą krytykę. Na szczęście natura współpracowała i pogoda chociaż słoneczna i ciepła, nie była upalna. Nawiasem mówiąc, to kolejny raz, kiedy na bieg maratoński lub triathlonowy zamyka się kawał Londynu. O protestach w związku z tym faktem nie słyszano.

U kobiet kenijskie zwycięstwo było nieco naciągane – wygrała bowiem Kenijka w barwach Bahrajnu, Rose Chelimo, z wynikiem 2:27:11. Bahrajn w tych mistrzostwach świata miał liczną reprezentację, złożoną głównie z Kenijczyków. Jak widać, włodarze światowego sportu niby walczą z procederem kupowania sobie zawodników, ale efektów nie widać. Za to Bahrain na rynku transferowym radzi sobie coraz lepiej i ma coraz mocniejsze biegaczki i solidniejszych biegaczy. Wśród mężczyzn zwyciężył stuprocentowy Kenijczyk, czyli nie tylko pochodzący z Kenii, ale i reprezentujący swą ojczyznę – Goeffrey Kirui, w czasie 2:08:27. Mimo znajomo brzmiącego nazwiska jest to dosyć nowa twarz na mapie światowego maratoningu. Kirui ma zaledwie 24 lata, tej wiosny zwyciężył w maratonie Bostonie, a mistrzostwa świata były jego dopiero czwartym maratonem. Wcześniej udanie ścigał się na bieżni, zdobywając brązowy medal mistrzostw świata juniorów na 10 000 metrów (na tym dystansie ma znakomitą życiówkę – 26:55) oraz w crossie. Kirui na razie wyróżnia się wśród innych Kiruich (m.in. Abel Kirui, dwukrotny mistrz świata w maratonie) bardzo sztywną, sprinterską pracą rąk. Z boku wygląda trochę jak robot, tym bardziej, że na jego twarzy nie widać zmęczenia maratonem.

Zarówno wśród mężczyzn, jak i kobiet, szyki Kenijczykom próbowali pokrzyżować gospodarze. W kobiecym biegu przez 30 kilometrów na czele była kompletnie nieznana Brytyjka Alyson Dixon. 39-latka dopiero spełnia swoje sportowe marzenia – w tym roku w maratonie ustanowiła życiówkę – 2:29:06. Biegła z fantazją, bo nie tylko prowadziła, momentami z 30-sekundowa przewagą, ale i cały czas machała do kibiców, zachęcając ich do dopingu. Trudno powiedzieć, czy bardziej pomogła tym sobie, czy rywalkom. Mocne przeciwniczki pozwoliły się jej wyszaleć na prowadzeniu, a kiedy podkręciły tempo, Dixon doznała tradycyjnej ściany i ukończyła rywalizację na 18. miejscu. Walka na czele toczyła się między Rose Chelimo, której największym osiągnięciem było do tej pory 2. miejsce w maratonie w Bostonie a dwukrotną mistrzynią świata w maratonie, 37-letnią Edną Kiplagat, także Kenijką. Kiedy Chelimo przyspieszyła, Edna trzymała się tuż za nią, ale wkrótce popełniła błąd. Trzy kilometry przed metą zaatakowała i wyszła na prowadzenie. Zyskała nad Chelimo kilkanaście metrów przewagi i wydawało się, że kwestia tytułu jest już rozstrzygnięta. Ale nic z tego – Kiplagat dopadł jeszcze kryzys, a Chelimo odpowiedziała kontratakiem na ostatnim kilometrze i ostatecznie zdobyła złoty medal.

Do wielkiej niespodzianki doszło na trzecim miejscu wśród kobiet. Medal zdobyła mało znana Amerykanka Amy Cragg, wcześniej znana jako Amy Hastings. Do niedawna jej największym osiągnięciem było drugie miejsce w maratonie w Los Angeles, a także rzadko spotykany przypadek: swoją życiówkę w maratonie, 2:27:03, Amy wyrównała po trzech latach co do sekundy. Od 2014 w jej życiu zaczęły zachodzić poważne zmiany. Najpierw poślubiła Alistara Cragga, byłego mistrza Europy na 3000 metrów w hali, reprezentującego Irlandię, a urodzonego w RPA. Potem zmieniła grupę treningową na stacjonujący w Oregonie team Jerryego Schmuachera, który w Londynie miał trójkę medalistów – oprócz Amy także Evana Jagera i Courtney Frerichs na 3000 metrów z przeszkodami. Amy Cragg zaczęła coraz bardziej liczyć się w amerykańskim maratonie. W zeszłym roku wygrała kwalifikacje olimpijskie i na Igrzyskach zajęła 9. miejsce. W tym roku nastąpiło ukoronowanie jej kariery – medal mistrzostw świata, z wynikiem 2:27:11, minimalnie odbiegającym od życiówki. Na finiszu Cragg stoczyła pasjonującą walkę z Kenijką Flomeną Daniel. Przyspieszenie było tak mocne, że niemal dało Amerykance srebrny medal – Amy wpadła na metę w tym samym czasie co słabnąca Edna Kiplagat. Warto też zauważyć, że Amerykanka biegła aktywnie i odważnie – to ona po 35 kilometrach zaczęła atak, który rozerwał czołówkę. Medal zdobyła mimo dokuczającego jej przeziębienia.

Zarówno w męskiej, jak i kobiecej rywalizacji biegi rozegrano z negative splits – czyli drugą połową szybszą od pierwszej, o około 1,5 minuty. Wpływ na to miała z pewnością i pora rozgrywania biegu, z dość wysoką temperaturą, i brak “zająców”. Biegacze i biegaczki nie spieszyli się z atakami. Trasa była dość trudna – cztery pętle z licznymi zakrętami i podbiegami. Od razu po biegu zaczęły się spekulacje, czy wcześniejszy atak dałby medal Brytyjczykowi Callumowi Hawkinsowi. Dobiegł on na czwartym miejscu, z życiówką 2:10:19. Na ostatnich kilometrach zbliżał się do afrykańskich rywali, ale na mecie sam przyznał, że gdyby zaczął atak wcześniej, mogłoby się to skończyć osłabnięciem na finiszu. Czwarte miejsce wynikło z optymalnego rozłożenia sił. Była to tylko zapowiedź plagi czwartych miejsc, która prześladowała gospodarzy do końca mistrzostw. Warto przy tym zauważyć, że i w maratonie czwarte miejsca mogą się śnić Brytyjczykom – w przeszłości dwukrotnie czwarty na Igrzyskach Olimpijskich był maratończyk Jon Brown. Zarówno on, jak i obecnie Callum Hawkins przegrali medale o kilka, kilkanaście sekund.

Na wysokim, szóstym miejscu finiszował pierwszy Europejczyk – Włoch Danielle Meucci. Polscy kibice mogą go pamiętać z 2014 roku z Zurychu. Podczas mistrzostw Europy, gdzie frontalnym, choć nieskutecznym atakiem i długim prowadzeniem popisał się Marcin Chabowski, Meucci zdobył złoty medal, przed reprezentującym Polskę Yaredem Shegumo. Niestety, minęły trzy lata i żaden z Polaków nie zakwalifikował się do Londynu, Meucci natomiast pozostaje w formie.

Nieco lepiej było dla Polski w maratonie kobiet. Reprezentowały nas dwie biegaczki: Izabela Trzaskalska oraz Katarzyna Kowalska. Iza biegła odważnie, na życiówkę, ale na ostatnich 10 kilometrach doznała straszliwego kryzysu. Zakończyła rywalizację na 23. miejscu z czasem 2:35:03, dalekim od najlepszego wyniku Polki. Katarzyna Kowalska od początku prezentowała się słabo. W jej przypadku na kryzysie mógł zaważyć występ w mistrzostwach Polski na 3000 metrów z przeszkodami dwa tygodnie wcześniej. Polka przez 10 lat z rzędu wygrywała w kraju, tym razem zajęła drugie miejsce, a wymagający dystans przeszkodowy mógł się odbić na dyspozycji maratońskiej. Ostatecznie Katarzyna Kowalska zajęła 36. miejsce z wynikiem 2:39:39, 10 minut słabszym od jej życiówki.

Rywalizację maratońską podczas mistrzostw świata można podsumować krótko: gospodarze walczyli, przedstawiciele różnych narodów starali się nawiązać walkę, ale najlepsi byli tradycyjnie Kenijczycy. I to mimo tego, że ich reprezentacja prezentowała się dość słabo. Najmocniejsi biegacze z tego kraju, w tym nieoficjalny rekordzista świata, Eliud Kipchoge oraz druga w historii na liście wynikowej, Mary Keitany, zrezygnowali z mistrzostw, żeby wystartować jesienią w mocnych i dobrze płatnych maratonach w Berlinie czy Nowym Jorku.

Wyniki MŚ w maratonie – mężczyźni

Wyniki MŚ w maratonie – kobiety

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisment ad adsense adlogger