fbpx

Wspomnienie o Piotrze Morawskim – himalaiście, wspinaczu i biegaczu

Autor: admin • 01.11.2014

Listopad to czas zadumy i wspominania tych, którzy już odeszli. My w tym szczególnym czasie wspominamy biegaczy. Oto rozmowa z Piotrem Morawskim – himalaistą o niezwykłych osiągnięciach, która pojawiła się na łamach Biegania dawno temu, w numerze styczeń-luty 2009.

Piotr Morawski (członek Klubu Wysokogórskiego Warszawa, wiceprezes Polskiego Związku Alpinizmu) był polskim himalaistą młodego pokolenia. Miał 33 lata, a na koncie wiele sukcesów. Do najważniejszych należy m.in. zdobycie 6 z 14 ośmiotysięczników oraz ustanowienie zimowego rekordu wysokości na K2. Wraz z Simone Moro jako pierwsi himalaiści w historii zdobyli zimą Shisha Pangma (8027 m n.p.m.). Piotr Morawski był także fotografem. Gdy się nie wspinał, pracował jako adiunkt na Wydziale Chemicznym Politechniki Warszawskiej w Zakładzie Chemii Fizycznej. Był również maratończykiem. O bieganiu i wspinaczce opowiadał BIEGANIU w styczniu 2009 roku. Zmarł w kwietniu tego samego roku, podczas wyprawy, której głównym celem było wejście nową drogą na zachodniej ścianie Manaslu w Nepalu. Uczestnicy wyprawy mieli zaplanowane wejście aklimatyzacyjne normalną drogą na Dhaulagiri. Na wysokości ok. 5760 metrów, Piotr spadł w 25-metrową szczelinę, nie udało się go uratować.

***

Piotrze, jesteś przede wszystkim wspinaczem, ale również biegasz. Czym jest dla Ciebie bieganie?

Bieganie traktuję głównie jako przygotowanie kondycyjne. Moja przygoda z bieganiem zaczęła się tak, że na zimowym wyjeździe na K2 odmroziłem palec u nogi, który mi amputowano. Nie mogłem się wspinać, więc zacząłem biegać. I powoli wkręciłem się w to. Później mój kolega, Jurek Natkański zaraził mnie startami. Niestety po każdej wyprawie muszę budować kondycję od nowa, bo takie wyjazdy wykańczają organizm. Zawsze wynajduję sobie cele, których osiągniecie daje mi frajdę. Przeżyłem już chyba wszystkie etapy: bieganie dla biegania, dla frajdy, jako przygotowanie do wyprawy, bieganie dla osiągnięcia celów.

Biegasz krótkie dystanse czy długie?

Kiedyś krótkie, teraz długie. Muszę powiedzieć, że najwięcej radości podczas treningu daje mi bieganie interwałów 400/400 metrów, powtarzane 15 razy. Jak byłem lepiej wytrenowany, biegałem tak długo, jak mogłem schodzić poniżej 1:10 sekund. Raz mi wychodziło 6 okrążeń, a raz 20. Najbardziej lubię startować w maratonach.

Najdłuższy bieg, jaki mam za sobą, to Bieg Rzeźnika, 75 kilometrów w Bieszczadach. Ale zanim się zacząłem wspinać, dużo jeździłem na rowerze. Przejeżdżałem 200 kilometrów na dwóch bidonach i to mnie kręciło. Teraz to samo daje mi bieganie.

Pamiętasz swój pierwszy maraton?

Tak. To był oczywiście Maraton Warszawski (2002 rok). Pobiegłem prawie bez przygotowania na 3:15 i sprawiło mi to dużą frajdę. Moja życiówka maratonowa to 2:58 i myślę, że gdybym trenował tylko pod maraton, to spokojnie bym to złamał. Kiedy złamałem 3 godziny, to spadła mi motywacja, później pojechałem na wyprawę i bieganie oddaliło się. Ale miałem taki rok, kiedy jechałem na letnią wyprawę, więc cały wiosenny sezon miałem wolny. Wtedy pobiegłem trzy maratony w przeciągu miesiąca: wrocławski, krakowski i łódzki.

Zderzyłeś się ze ścianą na maratonie?

Oj tak! Raz spotkałem się ze ścianą psychiczną na 38. km (klasyk całkowity), ale tę dało się łatwo przełamać. Ja dla przełamania ściany zacząłem biegać maratony. W górach psyche jest bardzo ważna; jesteś skrajnie wycieńczony, organizm odmawia posłuszeństwa, ale Ty wiesz, że jesteś to w stanie pokonać. Pokonanie ściany daje mi dużą satysfakcję. Kiedyś w maratonie warszawskim walnęła mi łydka, a biegłem na 3:15. Spojrzałem na zegarek, okazało się, że mam szanse złamać 3 godziny! I pobiegłem. Miałem wtedy 3:02 i dwie stracone minuty.

Do czego we wspinaniu można porównać przełamanie ściany na maratonie?

W górach często następuję skrajne wycieńczenie organizmu, mózg wtedy mówi, że chce do domu i wtedy bardzo łatwo można się poddać. Ale masz świadomość, że to tylko gra mojego umysłu, ale mięśnie są jeszcze w stanie pracować. Wtedy przypominam sobie o ścianie maratońskiej i idę dalej.

Co daje wspinaczowi bieganie?

Przede wszystkim rozwój ogólny. Bieganie niestety nie przekłada się na szybkość na wysokości, ale pomaga np. na trekkingach czy podejściach. Jak człowiek jest wybiegany, to też się lepiej wspina, łydki pracują dużo lepiej. No i oczywiście bieganie poprawia wydolność. Bieganie często daje dużo więcej niż miotanie się po różnych dziwnych treningach. Bieganie może również podnieść próg tlenowy, poprawić siłę czy wytrzymałość.

Korzystasz z jakichś planów treningowych?[/h5]

Raczej nie. Jeżeli wiem, że czegoś mi brakuje, np. siły, to trenuję tylko ten element biegowy, np. biegam nad Wisłą: góra dół, góra dół. A jak chciałem poprawić szybkość, to biegałem interwały. Moim zdaniem od samego wyniku ważniejsze jest startowanie w zawodach. Wtedy można porównać wyniki, rywalizować – to rozwija.

W Himalajach zdarzyło Ci się jeździć na rowerze. Czy również biegałeś w górach wysokich?

Rower więcej nosiłem, niż na nim jeździłem (śmiech). W górach biegałem, ale nie w tych najwyższych. Tam o prostu brakuje tlenu, siły ledwie starcza na kilka kroków. Robisz dwa kroki i odpoczywasz. Natomiast często biegałem po Tatrach. Miło wspominam bieganie w okolicach Sofii, tam jest góra, która ma 2800 metrów. Bieganie trawersów to konkretne trzy godziny biegania.

Dziękuję za rozmowę.

Z Piotrem Morawskim rozmawiał: Wojtek Nowicki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisment ad adsense adlogger