fbpx

Zimowy Ultramaraton Karkonoski. Chcemy dać ludziom coś więcej – rozmowa z organizatorkami

Zimowy Ultramaraton Karkonoski 2014 fot. Grzegorz Lisowski

Zimowy Ultramaraton Karkonoski 2014 fot. Grzegorz Lisowski

Pomysł na bieg zrodził się w głowie Agnieszki, dziewczyny Tomka Kowalskiego, którego memoriałem jest Zimowy Ultramaraton Karkonoski. Tomek zginął na Broad Peaku, w parę godzin po tym jak dokonał pierwszego w historii zimowego wejścia na szczyt. Pierwsza edycja biegu zebrała wiele pochwał. Ludzie doceniali fantastyczną, kameralną atmosferę i zaangażowanie organizatorek. Druga edycja już 7 marca. Zadaliśmy dziewczynom trochę pytań.

Agnieszka Korpal i Ania Kautz stanowią mózg operacyjny Zimowego Ultramaratonu Karkonoskiego. Po śmierci Tomka stały się wspólniczkami i prowadzą wspólnie hostel Poco Loco w Poznaniu. Miejsce przyjazne biegaczom i podróżnikom. W ubiegłym roku zorganizowały ultramaraton po raz pierwszy. Trochę po omacku ale z wielkim zaangażowaniem. A serdeczność ludzi wynagrodziła im cały trud. Opinie na temat ultramaratonu były bardzo pozytywne. Ludziom podobała się przyjazna, kameralna atmosfera. Uczestnicy poczuli się dopieszczeni. W tym roku dziewczyny zwiększyły limit osób i mają trochę ciekawych planów jak rozwijać imprezę.

Kto rzucił pomysł?

Agnieszka Korpal: Ja. Z  perspektwywy czasu zastanawiam się skąd brałam na to siłę, będąc w kiepskim stanie psychicznym. Praca przy ZUKu pomogła mi zająć myśli i nie tkwić w bezustannym bólu. Głównym celem było stworzyć coś, dzięki czemu ludzie o Tomku nie zapomną. Wieść będzie się niosła. Karkonosze były oczywiste bo tam trenowaliśmy i chcieliśmy z Tomkiem w przyszłości zamieszkać, a Grzesiek Łuczko zaproponował zimę. Siedzieliśmy u mnie w domu na Podgórnej i opowiadałam mu o swoim pomyśle na ultra. Ale myślałam o lecie. Grzesiek przypomniał sobie, że robił zimowe Przejście Dookoła Kotliny Jeleniogórskiej i było to coś fajnego, więc może warto spróbować zrobić bieg zimą. Dla mnie to był super pomysł. Przecież czegoś takiego jeszcze nie było! W organizacji dołączyła do mnie Ania, pracowałyśmy już razem od kilku miesięcy, poza tym też bardzo chciała zrobić coś dla Tomka. Dobrze nam się współpracuje na co dzień.

Aniu, a Ty miałaś wcześniej coś wspólnego z bieganiem?

Ania Kautz: Nie, zaczęłam biegać po śmierci Tomka. To był sposób na wszystkie negatywne emocje, które we mnie siedziały. Odreagowanie. Przyjaźniliśmy się od początku studiów. Tomek był jedną z najważniejszych osób w moim życiu. Mnóstwo czasu spędzaliśmy ze sobą. Uzupełnialiśmy się, bo obydwoje bardzo dużo podróżowaliśmy i taki układ był nam bardzo na rękę. Wiedzieliśmy, że doskonale się rozumiemy i żadne z nas nie będzie robiło o to drugiemu wyrzutów. Tomek potrafił mi przy śniadaniu w Poco Loco powiedzieć, że chyba pojedzie na pół roku na Antarktydę, a dla mnie to było w porządku.

Zostałyście wspólniczkami w Poco Loco po odejściu Tomka. Aga, Ty nie planowałaś wcześniej zajmować się hostelem razem z Tomkiem?

Agnieszka: Nie, przychodziłam tu, pomagałam, myłam podłogę. Nigdy nie było poważnych planów, że będę tu coś robić. A to życie zadecydowało, że tak się wydarzyło. W kwietniu była spółka, w październiku zaczęłyśmy robić bieg. Przez ten czas przekonałyśmy się, że to jest dobry team do współpracy. Wiedziałam, że Anka będzie to robić na 100%. Ona wiedziała jak bardzo ja jestem zmotywowana.

W tym roku macie już losowanie? Dużo więcej chętnych niż miejsc?

Ania: Tak! Nie spodziewałyśmy się, że będzie aż tak. Wiedziałyśmy, że ludziom się podobało, że większość rzeczy zagrała i część ludzi zechce wrócić. I że pozytywne opinie się rozeszły. Ale tego, że aż padnie serwer w ogóle się nie spodziewałam. Nie byłyśmy na to przygotowane! Wybiła dwunasta i… “O kurde! I co teraz? Nie mamy planu B! To teraz hejterzy nas zmiotą z powierzchni ziemi”.

Byli hejterzy?

Ania: Zawsze się ktoś znajdzie. Przeszkadzała im godzina zapisów, potem to, że wydłużamy czas zapisów i robimy losowanie. Ale dla nas istotne było to żeby działać a nie przejmować się komentarzami. Nie chciałyśmy ryzykować, że serwer znowu nie wytrzyma i zdecydowałyśmy się na inne rozwiązanie. Losowanie było dla nas trudniejsze organizacyjnie. Mamy tylko dwie głowy i sporo pracy do ogarnięcia.

Korzystałyście z porad od “starszych kolegów organizatorów”?

Agnieszka: Zapytałyśmy paru organizatorów, ale generalnie – leciałyśmy na żywioł. Nie miałyśmy pojęcia jak to się naprawdę robi. Ja startowałam w wielu imprezach i widziałam jak to wygląda z zewnątrz. Wiedziałam jak wygląda start i meta, punkty żywieniowe. Będąc zawodnikiem widzisz wiele rzeczy, ale już nie potrafiłam przewidzieć co będzie jak jeden element układanki się z tego wyłamie. Było sporo stresu. ZUK kosztował nas bardzo dużo pracy ale przykładałyśmy się do najdrobniejszego szczegółu. Jak nie wiesz jak coś zagra to trzeba to sprawdzić z 10 razy i zrobić najlepiej jak tylko da. Było parę “gorących” momentów w dniu startu. Np. samochód załadowany barierkami został zastawiony przez kilka innych samochodów. Mój brat, który jedzie samochodem na punkt odżywczy dzwoni za 5 dwunasta z pytaniem jak ma tam dojechać. A o 12 to on już tam powinien być, a ma 40 km drogi przed sobą! Była masa szczegółów, których nie umiałam przewidzieć. Ale przez to, że inne były dopięte na ostatni guzik udało się wszystko ogarnąć.

Zimowy Ultramaraton Karkonoski

Fot. Ola Ogłoza

Wy dwie jesteście trzonem, jak mówicie. Kto Wam pomaga?

Ania: Mamy ekipę prawie 100 wolontariuszy! 60-70 osób to nasi bliscy znajomi. Sprawdzili się idealnie bo bardzo im zależało. Ci ludzie znali Tomka, który był duszą towarzystwa. Miał mnóstwo przyjaciół. Wszyscy go lubili i chcieli nam pomóc. Na najbliższą edycję mamy już potwierdzonych 70 osób do pomocy. Udało nam się stworzyć imprezę, wokół której skupia się dużo pozytywnych osób. Atmosfera jest świetna. Ludzie wyjeżdżają stamtąd zadowoleni, z poczuciem, że zrobili coś dobrego. A my jesteśmy pewne tego, że nasi przyjaciele zadbają o zawodników.

Agnieszka: Jak robiłyśmy bieg w Wielkopolskim Parku Narodowym – Forrest Run, kumpel powiedział mi szczerze: “Słuchaj Aga, ZUK to ZUK. Forrest to Forrest. Inaczej do tego podchodzimy. Na ZUK-u możesz mnie opieprzyć za wszystko i ja to zniosę. Spłynie to po mnie”. O ile przy Forrest Run też masa ludzi nam pomogła, to przez to, że ZUK jest memoriałem Tomka, jest przez ludzi traktowany inaczej. Ale ogólnie – nasi znajomi bardzo lubią takie akcje. Każdy weekend spędzamy robiąc coś, jeżdżąc gdzieś. Działamy spontanicznie.

W jakim kierunku chcecie rozwijać Zimowy Ultramaraton Karkonoski?

Ania: Ech… Z tym rozwojem sprawa nie jest prosta. Trafiłyśmy na kiepski okres. W marcu szczególnie chroniony jest cietrzew. Rozmnażają się i nie można im przeszkadzać. A że najbardziej lubią przy szlaku, którym prowadzi ZUK, musimy mieć na dużej uwadze KPN. Staramy się działać zgodnie z nimi a nie przeciwko.

Agnieszka: Tam też potrafi być naprawdę paskudna pogoda. W ubiegłym roku było bardzo dobrze, ale głos rozsądku mówi mi, że jak będzie zła pogoda to może być naprawdę ciężko na zawodach – dla uczestników ale i dla nas. Przez to same narzuciłyśmy sobie limit osób. Kiedyś Julian Gozdowski z Polany Jakuszyckiej w odpowiedzi na moją wizję, żeby zrobić bieg na 400-500 osób, powiedział – “400 osób to 400 problemów”. Dało mi to do myślenia, bo człowiek, który tyle razy zrobił Bieg Piastów chyba wie więcej niż ja. Przemyślałam to. Za cienkie jesteśmy w uszach.

A jaki jest teraz limit?

Ania: Za pierwszym razem zrobiłyśmy 150. Teraz, na kolejną edycję jest 270 i nie wiem czy będziemy chciały więcej. Urok jest imprezy polega na tym, że jest kameralna. Staramy się zdecydowaną większość ludzi skupiać pod jednym dachem. Wybieramy na bazę zawodów pensjonat, w którym jest 250 miejsc noclegowych. W dużej sali mamy biuro i to jest również miejsce, gdzie odbywa się impreza na koniec i odprawa. Wszystko dzieje się pod jednym dachem. Wszystko jest blisko, ludzie się integrują. Przestaje być anonimowo. Gdyby ludzi było 500 nie byłoby tego uroku.

Agnieszka: Jeśli coś byśmy chciały zmieniać to może zrobimy jeszcze jedną, krótszą trasę, ale już inaczej nazwaną. Już nie ultra. I ja mam poczucie, że bieg memoriałowy to jeden bieg a nie 15. Bo to gdzieś się potem rozmywa. Chciałybyśmy też, korzystając z tego wspólnego lokum, zaaranżować coś na więcej czasu. Może jakieś filmy, może pokazy. Skoro ludzie przyjeżdżają na weekend to żeby mieli z tego coś więcej. W tym roku może uda nam się jakiś film puścić, zaprosić kogoś specjalnego. Może jeszcze niekoniecznie hucznie nazywać to festiwalem ale zaplanować coś na 2-3 godziny. Małymi krokami.

Powodzenia dziewczyny!

Strona zawodów: ultramaratonkarkonoski.pl

Film z pierwszej edycji zawodów.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisment ad adsense adlogger