29. Maraton Piasków. Polacy przebiegną 250 km po Saharze

Maraton Piasków 2011. Fot. Cimbaly

Maraton Piasków 2011. Fot. Cimbaly

6 kwietnia po raz 29. wystartuje Maraton Piasków – impreza, którą w świecie biegaczy porównuje się do Rajdu Dakar. Niezwykle prestiżowy, etapowy bieg ultra, rozgrywany jest co roku na Saharze w Maroku. Od kilku lat wśród 800 śmiałków, którzy jadą się zmierzyć z upałem, pęcherzami i skrajnym zmęczeniem – są również Polacy. Stefan Batory jedzie na Saharę już po raz trzeci.

Maraton Piasków to bieg, który działa na wyobraźnię. Sahara – największa pustynia na Ziemi. Dla większości ludzi to ogromna piaskownica i piekarnik w jednym, nie chcieliby spędzić tam nawet godziny, nie mówiąc już o tym by musieć gdzieś iść albo biec. Realia trochę odbiegają od wyobraźni, bo wydm nie ma wcale aż tak dużo, a większym problemem bywają powalająco twarde dna wyschniętych jezior, a wysoką temperaturę przy tak małej wilgotności trochę łatwiej znieść. Jednak tydzień biegania i życia na tym niegościnnym pustkowiu – pozostawia wielkie piętno na organizmie. Maraton Piasków to 250 kilometrów do przebiegnięcia, podzielonych na 6 etapów. Jeden z nich ma zwykle ok. 80 kilometrów, reszta jest krótsza, a co za tym idzie – boleśnie szybsza. Mieszkając pod skromnym, czarnym namiotem z wielbłądziej wełny, nie mając dostępu do zimnej wody, lodu, normalnego, zdrowego jedzenia w dowolnej ilości – bardzo trudno się regenerować. Nowe porcje pęcherzy, ból mięśni, narastające zmęczenie – powodują, że jeszcze długo po powrocie człowiek dochodzi do siebie powolutku. Nie ma wygód, fanaberii, masz tylko to, co uniesiesz na własnych plecach, ale musisz pamiętać, że dzień po dniu będziesz z tym musiał biec. Trudności, z jakimi trzeba się zmierzyć i prestiż imprezy, przyciągają co roku rzesze chętnych. Limit miejsc jest ograniczony przez organizatorów, bo zbudowanie miasteczka dla 800 biegaczy i kilkuset osób obsługi, dzień po dniu w innym miejscu – jest nie lada wyzwaniem. Od kilku lat stałymi bywalcami MdS są Polacy. W 29. edycji, która wystartuje już 6 kwietnia weźmie udział Stefan Batory – ultramaratończyk mający już za sobą m. in. dwukrotny udział w Maratonie Piasków, Comrades Marathon i Race to the Stones.

Maraton Piasków 2011. Fot. Cimbaly

Maraton Piasków 2011. Fot. Cimbaly

Stefan, co zapamiętałeś najmocniej ze swojego pierwszego Maratonu Piasków, w 2011 roku?

Stefan Batory: Piasek, piasek i piasek. Był wszędzie – w namiotach, śpiworze, w jedzeniu, w uszach, w nosie. Drugą rzeczą, którą pamiętam był upał 4. i 5. dnia. Poza tym, ten pierwszy Maraton Piasków przebiegł dla mnie dosyć spokojnie. Podszedłem do niego z dużą pokorą i biegłem bardzo zachowawczo, dzięki czemu uniknąłem kryzysów i przykrych niespodzianek. To niestety odbiło się na moim drugim razie, gdzie już na pierwszym etapie miałem taki kryzys, że chciałem zejść z trasy i zrezygnować z biegu.

Dlaczego znowu tam jedziesz? To będzie już Twój trzeci raz. Co Cię w tej imprezie tak pociąga?

To chyba takie gonienie króliczka. Każdy kolejny wyjazd to walka o lepsze miejsce w klasyfikacji generalnej. Poza tym, ten bieg to tydzień oderwania się od rzeczywistości – od pracy, ale też od wszystkiego innego. Nie ma telefonów ani Internetu. Życie jest bardzo proste – człowiek je, biegnie i śpi. Nie muszę się zajmować niczym innym.

Maraton Piasków 2011. Fot. Cimbaly

Maraton Piasków 2011. Fot. Cimbaly

Jaka jest według Ciebie największa trudność tej imprezy? Co najbardziej daje w kość?

Ciężko wymienić jedną rzecz. Najtrudniejsze jest złożenie tych wszystkich elementów – piasek, 10-12-kilogramowy plecak, temperatura, deficyt energetyczny (w plecaku będę miał tylko 2100 kcal na każdy dzień biegu) i mało snu (ciężko się śpi na kamieniach i w lekkim śpiworze w 3-5 stopniach C), a do tego wszystkiego nawarstwiające się z każdym dniem zmęczenie. I to jest ten zabójczy mix.

Czy sądzisz, że da się dobrze przygotować do takiej imprezy w polskich warunkach? Zimą?

Połowa sukcesu to przygotowanie fizyczne, a druga połowa to ekwipunek, planowanie i odpowiednia taktyka na poszczególne etapy. W tej drugiej części będę na pewno dobrze przygotowany. Doświadczenie z dwóch poprzednich startów na pewno zaprocentuje. Biegowo też jestem dosyć dobrze przygotowany. Jedyny mankament przygotowań w Polsce to temperatura. Wydolność bardzo spada jak się biegnie w temperaturze 50 stopni Celsjusza. Ale mieszkamy tutaj, więc nie ma co narzekać. Będziemy sobie musieli radzić odpowiednio regulując tempo i nawadniając się. Mam nadzieję, że to wystarczy.

Maraton Piasków 2011. Fot. Cimbaly

Maraton Piasków 2011. Fot. Cimbaly

Boisz się czegoś?

Najbardziej się boję tego, że znów przeszarżuję na jednym z pierwszych etapów i to utrudni ściganie w kolejnych. Drugą rzeczą, której się obawiam jest kontuzja, która mogłaby mnie wyeliminować z biegu przed jego zakończeniem. Jak te dwie rzeczy mi się nie przytrafią, to wszystkie inne problemy są do przejścia i cel, który sobie stawiam powinien być do osiągnięcia.

A jaki to cel, w tym roku?

Będę walczył o wejście do prestiżowej Top 50, a drużynowo o 4.-5. miejsce.

Trzymamy kciuki!

Maraton Piasków 2011. Fot. Mieczysław Pawłowicz

Maraton Piasków 2011. Fot. Mieczysław Pawłowicz

Chłopaków z polskiego teamu Cobi Poland – będzie można śledzić na stronie organizatora i poprzez nią wysyłać wiadomości zagrzewające do boju.
Zobacz filmy z Marathon des Sables:

Deszczowa edycja w 2009 roku:

Kanał YouTube Maratonu Piasków.