39. PZU Maraton Warszawski – wielkie emocje i polski triumfator! (sportowe podsumowanie)

Autor: Jakub Karasek • 26.09.2017
(c) Wszelkie prawa zastrzeżone, fot: www.sportografia.pl www.aktywer.pl

Błażej Brzeziński wbiega na metę 39. PZU Maratonu Warszawskiego. Fot: www.sportografia.pl/www.aktywer.pl

39. PZU Maraton Warszawski zapisze się w historii przede wszystkim jako wielki sukces polskiego biegacza. Błażej Brzeziński w pięknym stylu pokonał koalicję Kenijczyków i wygrał bieg, ustanawiając nowy rekord życiowy. Wśród kobiet podium wywalczyła Ewa Jagielska.

39. edycja Maratonu Warszawskiego zapowiadała się pasjonująco. W stawce elity znajdowało się 3 polskich zawodników: Arkadiusz Gardzielewski, Mariusz Giżyński i Błażej Brzeziński. Chociaż tradycyjnie w Warszawie pojawili się również biegacze z Kenii i Etiopii, kibice liczyli, że nasi reprezentanci będą walczyć o najwyższe miejsca, a może nawet pokuszą się o podium. Jednak przed biegiem mało kto spodziewał się, że będziemy mieli do czynienia z tak emocjonującym spektaklem.

Dzień przywitał biegaczy deszczową pogodą. Na szczęście podczas rozgrywania maratonu przestało padać, a temperatura w okolicach 14 stopni Celsjusza i niewielki wiatr stworzyły dość dobre warunki do szybkiego biegania.  Również trasa, pomimo nieco wolniejszej końcówki (kilka podbiegów), była dla zawodników sprzyjająca. Punktualnie o godz. 9:00 ponad 5,5 tysiąca biegaczy zgromadzonych na Placu Trzech Krzyży wyruszyło na trasę 39. PZU Maratonu Warszawskiego.

Rywalizacja mężczyzn

Od początku bieg był prowadzony w tempie ok. 3:05/km, a w czołowej grupie znalazło się 10 zawodników w tym aż 5 z Polski. Oprócz wspomnianej wcześniej trójki naszych reprezentantów z przodu biegli również Michał Kaczmarek i Adam Nowicki, pełniąc role pacemakerów. Przez pierwszą częśc dystansu żaden z zawodników nie kwapił się do ataku. W okolicach 20. kilometra z grupki odpadł jeden z Etiopczyków, a od półmetka czołówka zaczęła wyraźnie topnieć. Niestety, wśród tych, którzy tracili dystans znaleźli się Arkadiusz Gardzielewski oraz Mariusz Giżyński. Z liderami zabrał się natomiast Błażej Brzeziński, dając sygnał, że tego dnia czuje się naprawdę mocny.

Obrazem jednego Polaka otoczonego przez 4 Kenijczyków towarzyszył nam przez kolejne kilometry. Brzeziński biegł pewnie, a przede wszystkim bardzo rozsądnie taktycznie, cały czas chowając się za rywalami i nie biorąc na siebie ciężaru prowadzenia. Nieustannie równe tempo dyktowali zawodnicy z Afryki, prowadząc bieg na wynik w okolicach 2:11 na mecie. Kilkadziesiąt sekund za liderami podążał Mariusz Giżyński, zaś przeżywający trudniejszy moment Arkadiusz Gardzielewski został jeszcze bardziej z tyłu, ale nie zamierzał się poddać i kontynuował bieg.

W okolicach 30. kilometra czołówka stopniała do 4 zawodników – dystans zaczął tracić Paul Kangogo. Zniecierpliwieni Kenijczycy raz po raz spoglądali na Błażeja Brzezińskiego jakby nie dowierzając, że Polak wciąż utrzymuje się tuż za nimi. Jednak, kiedy z trasy zszedł Japhet Kosgei, biegnący w charakterze pacemakera, pozostali dwaj Kenijczycy przyspieszyli i zaczęli uciekać Błażejowi. Ich przewaga rosła z minuty na minutę.

Kiedy prowadzący Justus Kiprotich i Silas Kipnegetich (biegnący również w roli pacemakera, ale postanowił rywalizować do mety) mijali 35. kilometr wydawało się, że kwestię zwycięstwa rozstrzygną między sobą, a biegnący 13 sekund za nimi Błażej Brzeziński będzie walczył o utrzymanie miejsca na podium. Ten ostatni nie zamierzał jednak pełnić roli statysty na kolejnych kilometrach. W pewnym momencie przewaga liderów przestała rosnąć, aż w końcu tempa nie wytrzymał Silas Kipnegetich. Słabnący Kenijczyk szybko został dogoniony i wyprzedzony przez Brzezińskiego.

zrzut-ekranu-z-2017-09-24-11-00-32

Pogoń Brzezińskiego za liderem Justusem Kiprotichem.

Widać było, że wyprzedzając rywala nasz reprezentant złapał drugi oddech i dostrzegł, że otwiera się przed nim szansa na walkę o końcowe zwycięstwo. Przez kolejne minuty Polak mozolnie niwelował stratę do prowadzącego Justusa Kiproticha, aż w końcu tuż przed 40. kilometrem obaj zawodnicy zrównali się. W tym momencie rozpoczęła się pasjonująca rozgrywka taktyczna. Żaden z zawodników nie chciał być tym, który będzie dyktował tempo. Brzeziński sprytnie ustawił się za rywalem i nawet, kiedy ten zaczął zbiegać lekko na bok, kilkukrotnie sugerując Polakowi objęcie prowadzenia, nasz reprezentant podążał za nim jak cień i ani myślał dać się „wypchnąć” na czoło. Maratońskie szachy toczyły się przez ok. kilometr. Wtedy na podbiegu zaatakował Brzeziński, wykorzystując moment nieuwagi rywala i błyskawicznie zaczął zyskiwać przewagę. Atak był tak zdecydowany, że Kenijczyk nie zdążył odpowiedzieć, a przewaga Polaka rosła z każdym krokiem. To, co jeszcze przed biegiem wydawało się marzeniem nie do ziszczenia, stawało się faktem – na kilometr przed metą samotnym liderem 39. PZU Maratonu Warszawskiego był Polak – Błażej Brzeziński! Pełen determinacji, ani razu nie oglądając się za siebie parł do mety w fantastycznym stylu. I to on odniósł zwycięstwo, zatrzymując zegar na wyniku 2:11:27! Tym rezultatem poprawił rekord życiowy o 40 sekund i zapisał się w historii jako pierwszy od 10 lat pochodzący z Polski zwycięzca Maratonu Warszawskiego. (W 2013 r. bieg wygrał reprezentujący Polskę, ale pochodzący z Etiopii – Yared Shegumo).

Oprócz Błażeja Brzezińskiego w pierwszej dziesiątce najszybszych maratończyków zameldowali się jeszcze 3 inny Polacy. Jako 5. linię mety minął Arkadiusz Gardzielewski (2:15:16), doganiając i wyprzedzając w okolicach 37.-38. kilometra Mariusza Giżyńskiego. Popularny Giża ukończył bieg na 6. pozycji z czasem 2:16:52, a 7. miejsce wywalczył Dariusz Nożyński z wynikiem 2:25:09.

Rywalizacja kobiet

Biegu kobiet podczas 39. PZU Maratonu Warszawskiego zapowiadał się na wyrównany pojedynek zawodniczek, których rekordy życiowe oscylują w okolicach 2,5 godziny. W tym gronie znajdowały się 3 Kenijki i 2 Etiopki. Jeśli chodzi o reprezentantki Polski, to liczyliśmy na dobry występ Ewy Jagielskiej, której rekord życiowy w maratonie nie był tak imponujący, ale trzeba pamiętać, że został osiągnięty zanim Ewa zaczęła zdobywać medale Mistrzostw Polski. A tych już w bieżącym roku ma sporo, bo wywalczyła je na wszystkich ulicznych dystansach (5 km, 10 km, półmaraton) za wyjątkiem maratonu właśnie (nie startowała w Mistrzostwach Polski w Dębnie).

Biegaczki od samego początku mogły skupić się wyłącznie na podążaniu za pacemakerem, w rolę którego wcielił się Paweł Ochal – zwycięzca Maratonu Warszawskiego z 2007 r. Oprócz niego razem z czołówką kobiet biegł Słowak – Marek Hladik. Wedle założeń rywalizacja pań była ukierunkowana na próbę pobicia rekordu trasy wynoszącego 2:29:32. Już po kilku kilometrach okazało się jasne, że w ewentualnej walce o taki wynik będą liczyły się 3 zawodniczki: Kenijka Recho Kosgei oraz Etiopki Bekelu Beji Geletu i Etalemahu Habtewold. Pozostałe rywalki nie były w stanie wytrzymać tempa dyktowanego przez pacemakera.

W okolicach półmetka Paweł Ochal i 3 zawodniczki dogonili biegnącego w jednej z drużyn rywalizujących w ramach Sztafety Maratońskiej aktualnego wicemistrza Polski w maratonie Przemysława Dąbrowskiego. W zasadzie to Przemek zaczekał na czołówkę kobiet i przez kolejne kilometry razem z Pawłem Ochalem dyktował tempo. O ile na półmetku (1:13:47) wynik lepszy od rekordu trasy wydawał się realny, o tyle z każdym kolejnym kilometrem tempo liderek nieco spadało. Za ich plecami w swoim rytmie podążały Kenijka Beatrice Jelagat Cherop, a kilka minut za nią jako pierwsza Polka Ewa Jagielska.

Rozwój sytuacji w biegu żeńskim nabrał dynamiki pomiędzy 25. a 30. kilometrem. Wtedy Etalemahu Habtewold zaczęła słabnąć i za pacemakerem utrzymały się już tylko Kenijka Recho Kosgei oraz Etiopka Bekelu Beji Geletu. Zaraz po 30. kilometrze ta druga również zdecydowanie zwolniła i Kenijka samotnie zmierzała po zwycięstwo. Jej przewaga rosła wyraźnie – na 35. kilometrze wyniosła minutę i 47 sekund, a kiedy Kosgei minęła flagę ze znacznikiem 40. kilometra, kolejna rywalka była aż 3 minuty za nią. Wydawało się, że bieg kobiet został już rozstrzygnięty.

Wtedy jednak maraton pokazał jak bardzo potrafi być nieprzewidywalny i że do momentu, kiedy biegacze czy biegaczki nie przekroczą linii mety niczego nie można być pewnym na 100%. Kosgei samotnie zmierzała do mety (pacemaker Paweł Ochal zakończył swoją pracę) i wydawało się, że jest w na tyle komfortowej sytuacji, że mogłaby po prostu spokojnie dotruchtać i cieszyć się ze zwycięstwa. Jednak Kenijka co chwilę z niepokojem oglądała się za siebie i było widać, że na ostatnich kilometrach przeżywa ogromny kryzys i coraz bardziej zwalnia. Wciąż jednak jej przewaga wydawała się bezpieczna. Aż w końcu na kilkaset metrów do mety, kiedy zwycięstwo było na wyciągnięcie ręki dokładnie po 2,5 godziny od startu sprawy przybrały dramatyczny obrót. Organizm Kosgei odmówił współpracy. Nogi biegaczki dosłownie załamały się pod nią i Kenijka osunęła się na asfalt. Przez kilkadziesiąt sekund próbowała się podnieść, ale każda próba kończyła się niepowodzeniem. Tymczasem z tyłu zbliżała się Etiopka. Liderka, widząc rozwój sytuacji jeszcze kilka razy spróbowała się poderwać, ale nie miała już sił by wstać. Nie udało się to nawet przy pomocy zawodnika, który zatrzymał się, próbując udzielić jej wsparcia. W tym samym czasie prowadzenie objęła Bekelu Geletu. Kiedy stało się jasne, że Kenijka o własnych siłach nie będzie w stanie dotrzeć do mety i cały jej dotychczasowy wysiłek poszedł na marne, do akcji wkroczyły służby medyczne, zabierając zawodniczkę na metę.

richo-kosgei

Dramat Kenijki Recho Kosgei na niespełna kilometr przed metą.

Tymczasem Etiopka chociaż również piekielnie zmęczona, dobiegła do mety i niespodziewanie to ona wygrała rywalizację pań w 39. PZU Maratonie Warszawskim z rezultatem 2:35:09. Za jej plecami wciąż toczyła się walka o podium. Recho Kosgei przestała się liczyć w rywalizacji, tym samym na 4. lokatę awansowała najlepsza Polka Ewa Jagielska. O ile sprawa 2. miejsca była już rozstrzygnięta (Kenijka Beatrice Jelagat Cherop przekroczyła linię mety minutę i 4 sekundy po zwyciężczyni), o tyle szanse na 3. pozycję wciąż miała Jagielska. Znajdująca się z przodu Etalemahu Habtewold również zmagała się z maratońską ścianą, a biegnąca od początku w rozsądnym tempie Polka pomiędzy 35. a 40. kilometrem zmniejszyła stratę do niej o 4,5 minuty. Wciąż jednak zapas Etiopki na 40. kilometrze wynosił 38 sekund. Po długim oczekiwaniu na ostatniej prostej w końcu wyłoniła się kolejna zawodniczka i była nią właśnie Ewa Jagielska! Polka wyprzedziła rywalkę i na ostatnim kilometrze zapewniła sobie miejscu na podium. Po wyczynie Błażeja Brzezińskiego zgromadzeni na mecie kibice mieli drugi powód do fetowania. Podobnie jak wśród mężczyzn, w rywalizacji kobiet dobrze spisały się kolejne Polki. Dalia Delewska z czasem 2:51:45 dobiegła na 7. miejscu, a na 9. pozycji uplasowała się Agnieszka Kowalczyk (2:55:24).

(c) Wszelkie prawa zastrzeżone, fot: www.sportografia.pl www.aktywer.pl

Dyrektor Fundacji Maraton Warszawski Marek Tronina gratuluje najlepszej Polce 39. PZU Maratonu Warszawskiego – Ewie Jagielskiej. Fot: www.sportografia.pl/www.aktywer.pl

Podsumowanie maratonu

39. PZU Maraton Warszawski zostanie w pamięci biegaczy i kibiców na długo, głównie za sprawą fantastycznego biegu Błażeja Brzezińskiego oraz dramatycznych wydarzeń wśród kobiet z udziałem Recho Kosgei. W przypadku tryumfu Polaka sprawy miały o tyle niespodziewany obrót, że w ostatnich sezonach borykał się z kontuzjami i nie był w stanie złamać bariery 2:15. Co prawda pochodzącego z Bydgoszczy zawodnika wymieniano w szerokim gronie faworytów, ale raczej mało kto spodziewał się, że odegra pierwszoplanową rolę. Jednak na trasie pokazał nie tylko doskonałą formę fizyczną, ale również charakter i wolę walki, która pozwoliła przezwyciężyć kryzys i dogonić Kenijczyków. Brzeziński odniósł w pełni zasłużone zwycięstwo, otwierając sobie drogę do reprezentacji na Mistrzostwa Europy w Berlinie w 2018 r.

Trzecie miejsce Ewy Jagielskiej również należy rozpatrywać w kategorii dużego sukcesu. Co prawda Ewa w tym roku imponuje formą i wywalczyła m.in. srebrny medal Mistrzostw Polski na 10 km oraz zdobyła tytuł Mistrzyni na 5 km i w półmaratonie, ale przed startem mało kto spodziewał się, że Polka stanie na podium. Rywalki z Afryki mogły pochwalić się bowiem nie tylko znacznie lepszymi rekordami życiowymi, ale także nieporównywalnie większym doświadczeniem na królewskim dystansie. Dość powiedzieć, że dla Jagielskiej był to dopiero 2. w życiu start w maratonie. Mimo tego to on zastosowała mądrą taktykę, rozsądnie rozkładając siły, dzięki czemu na końcowych kilometrach mogła przesuwać się coraz wyżej w klasyfikacji. Wynik 2:41:51 to nowy rekord życiowy zawodniczki LKS Ostrowianki poprawiony aż o ponad 12 minut w porównaniu do wyniku z 2015 r.

Sztafeta maratońska i Bieg na Piątkę

Oprócz maratonu, w którym do mety dotarło 5457 osób, rozegrano równolegle 2 inne konkurencje. Towarzyszący Bieg na Piątkę już na stałe wpisał się w krajobraz warszawskiej imprezy. W rywalizacji mężczyzn najszybszy okazał się Kamil Jastrzębski (14:29), a kolejne miejsca na podium wywalczyli Piotr Łobodziński (14:50) i Łukasz Oskierko (14:57). Wśród kobiet z nową życiówką – 16:28 – tryumfowała Angelika Mach, na 2. pozycji bieg ukończyła Olga Kalendarova-Ochal (16:37), a 3. lokatę zajęła Dominika Stelmach (17:06). Bieg na Piątkę ukończyło 2810 osób.

Na tej samej trasie, co maratończycy rywalizowały natomiast 3-osobowe drużyny w ramach Sztafety Maratońskiej. Zwycięstwo w tej klasyfikacji odniósł zespół Decathlon 1 z wynikiem 2:29:39. Na podium znaleźli się również zawodnicy Accelerating Poland (2:36:54) i WPRunning (2:42:47). Dystans maratonu pokonały ostatecznie 173 sztafety.

Link do strony z wynikami biegów rozgrywanych w ramach 39.PZU Maratonu Warszawskiego

Zapraszamy również do obejrzenia transmisji z 39. PZU Maratonu Warszawskiego:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *