Dlaczego najlepszy wynik nie zawsze jest rekordem?

Autor: Wojciech Wanat • 13.06.2013

Co zrobić żeby rekord biegowy się liczył?

Fot. istockphoto.com

Chcesz mieć pewność, że rekordy ustanowione na trasie organizowanej przez ciebie imprezy zostaną uznane? Przymierzasz się do rekordu i nie wiesz, czy trasa, którą pobiegniesz spełnia regulaminowe kryteria? Oto tekst, w którym znajdziesz odpowiedź co zrobić by wynik był uznany.

W biegach ulicznych rekordy są odnotowywane od 2003 roku. Wtedy też określono kryteria, jakie spełniać musi trasa w biegu ulicznym, żeby uzyskany na niej rezultat był uznany za rekord. Są dwie bazy prowadzące statystyki w dziedzinie biegów ulicznych: IAAF (Międzynarodowe Stowarzyszenie Federacji Lekkoatletycznych), której emanacją w Polsce jest PZLA, i ARRS (Stowarzyszenie Statystyków Biegów Ulicznych). Statystyki IAAF są oficjalne i one są dla nas najbardziej interesujące.

Rekordy w biegach ulicznych są odnotowywane na dystansach od 10 kilometrów. Jeśli więc komuś zależy na oficjalnym wyniku na krótszym dystansie, musi zdecydować się na start na bieżni. Na 10 kilometrów w statystykach PZLA i IAAF jest wyraźne rozgraniczenie, zapis 10 000 m oznacza, że wynik został uzyskany na bieżni, 10 km – na szosie. Przy czym rekordem może wynik uzyskany „po drodze” (w trakcie innego, dłuższego biegu). Jeśli ktoś w trakcie maratonu na pierwszych piętnastu kilometrach zyska czas lepszy od rekordu na tym dystansie, może on zostać uznany.

Co powinien zrobić organizator, żeby rekordowy czas, który padł na jego imprezie został sklasyfikowany jako rekord?

Po pierwsze: odpowiednia trasa

Pamiętamy zamieszanie związane z rozdzieleniem startów elity i reszty stawki podczas 3. Carefour Półstrongmaratonu Warszawskiego. Start elity znajdował się w innym miejscu, żeby zapewnić regulaminowość trasy. Wymogi są poste: różnica poziomów pomiędzy startem i metą nie może być większa niż 1 m na kilometr trasy. Czyli na dystansie 10 km może to być maksymalnie 10 m. Drugi wymóg to odległość pomiędzy startem i metą. Nie może być większa niż 50 % długości trasy. A więc w przypadku 10 km jest to 5 km. O ile pierwszy wymóg jest oczywisty, to drugi może nieco dziwić. Ale wyobraźmy sobie bieg rozgrywany w miejscu, w którym występują przeważające z jakiegoś kierunku wiatry. Wówczas organizator mógłby zapewnić wszystkim swoim zawodnikom wspomaganie w postaci wiatru w plecy.

Jest jednak coś jeszcze: rekordy są odnotowywane jedynie na dystansach 10, 15, 20, 25, 30, 100 kilometrów, maratonu i półmaratonu. Bez tego bombardowani bylibyśmy rekordami na dystansach 11,3 km a czasem nawet na 11,358.

Przygotowania przed biegiem

Drugi krok to dokładny pomiar trasy. Niezbędny jest atest, do którego prawo mają w Polsce trzy osoby. Atest to gwarancja, że trasa ma taką długość, jaka podana jest w regulaminie. Pojawia się tutaj pytanie o sensowność atestowania trasy w dobie urządzeń pomiarowych typu GPS. Po pierwsze dokładność ich wskazań pozostawia nieco do życzenia, po drugie droga pokonywana przez uczestnika biegu nigdy nie stanowi dokładnie optymalnej trasy wymierzonej przez osobę atestującą. Na wielkich imprezach na świecie trasa ta malowana jest na szosie niebieską linią. W Polsce już malowanie na asfalcie poziomych oznaczeń kilometrów jest traktowane jako dewastacja. Poza wszystkim w tłoku, który panuje coraz częściej poza czołówką, niemożliwe jest ścisłe trzymanie się optymalnej trasy. I jeszcze jedno: atest, podobnie jak wiele innych produktów ma termin ważności – dokładnie pięć lat.

Ważne jest także zgłoszenie imprezy do kalendarza Polskiego Związku Lekkiej Atletyki. Związek ma za zadanie zapewnić adekwatną do planowanych wyników obsadę sędziowską. Żeby wynik został uznany jako rekord świata, niezbędna jest obecność na imprezie sędziów klasy międzynarodowej.

Fotokomórka, finisz biegu

W dniu biegu

Niezbędne jest zapewnienie kontroli prawidłowości pokonywania trasy przez uczestników. Atestacja i dokładny jej pomiar są niepotrzebnymi czynnościami w momencie, kiedy uczestnicy skracają trasę, biegnąc po chodnikach, trawnikach, ścinają wszelkie możliwe rogi, zmieniając bieg uliczny w chodnikowo-trawnikowy. Tutaj potrzebna jest współpraca organizatora, atestatora i sędziów. Osoba, która dokonała atestacji trasy, powinna wskazać miejsca, w których możliwe jest skrócenie trasy, a organizator doprowadzić do umieszczenia w takich miejscach sędziów, którzy spisują numery zawodników skracających trasę. O ile trudno przypuszczać, że coś takiego może przydarzyć się czołówce, to w przypadku rekordzistów w starszych kategoriach wiekowych może się już zdarzać, tacy zawodnicy giną w tłumie innych biegaczy.

Zanim podejmiesz próbę bicia rekordu, sprawdź:

  • czy trasa posiada atest,
  • czy jest regulaminowa (różnica poziomów pomiędzy startem i metą jest nie większa niż 1 m na kilometr trasy, odległość pomiędzy startem i metą jest mniejsza niż 50% długości trasy)
  • impreza jest zgłoszona do kalendarza PZLA i będzie na niej obsługa sędziowska.

Jeśli nie jest spełniony któryś z tych warunków, twój rekord (świata, Polski) nie zostanie uznany. Poszukaj innej imprezy, na której spróbujesz go pobić.

Kolejną kwestią jest pomiar czasu. Przepisy dopuszczają pomiar elektroniczny, ale znaczące jest tutaj określenie „dopuszczają”. W opinii osób zajmujących się statystyką sportową pewniejszy jest pomiar sędziowski. W ciągu wielu imprez przekonywaliśmy się, jak niedoskonały jest pomiar elektroniczny. Pominę fakt niemierzenia czasów netto w czasie 2. Carrefour Półmaratonu Warszawskiego, bo jako rekord może być uznany tylko czas brutto, czy nieodnotowanie przez system kilkudziesięciu biegaczy w trakcie jednego z największych maratonów. W czasie Maratonu w Honolulu elektronicznie zmierzono czas niespełna jednej czwartej biegaczy. Był to wynik burzy, która poprzedniego dnia nawiedziła wyspę i nowego systemu chipów. Pomiar czasu z użyciem chipów ma kilka wad. Jest mało odporny na ignorancję biegaczy (widziałem chip odklejony od numeru i w pleciony w sznurówkę). To nic, że na numerze i w regulaminie była dokładna informacja na temat zakładania chipa. Kolega powiedział, że chip ma być w bucie, to tam się wkłada. Chipy nie pozwalają na bezbłędne ustalenie kolejności na mecie z powodu czasu reakcji. Jeśli stosowany jest chip zamontowany w bucie, to dodatkowo ważne staje się, którą nogą zawodnik kończy bieg.

Warto zwracać także uwagę na kilka szczegółów. Podawanie picia czy zmiana zająca w czasie biegu może okazać się dostatecznym powodem, żeby uznać wynik za uzyskany nieregulaminowo. Tak było z rekordem Haile Gebrselassie, na dystansie 25 km. W czasie biegu, po pokonaniu pięciu kilometrów dołączyła się grupa biegnąca na 20 km. To wystarczyło, żeby uznać rekord za uzyskany nieprawidłowo.

Nieco mniej restrykcyjnie traktowane są rekordy weteranów. Zajmuje się nimi Polski Związek Weteranów Lekkiej Atletyki. I tu uznawane są rekordy na trasach nieregulaminowych.

Serdecznie dziękuję panu Januszowi Rozumowi, szefowi Komisji Statystycznej PZLA, za pomoc przy pisaniu tekstu.

Wojtek Wanat, konsultacja merytoryczna: Janusz Rozum – szef Komisji Statystycznej PZLA, „Anatomia rekordu”, Bieganie, styczeń-luty 2009

Komentarze