Franz Stampfl – pierwszy psycholog wśród biegowych trenerów?

Autor: Jakub Karasek • 14.02.2017
Roger Bannister just after his world record beating run at Oxford when he ran a mile in less than four minutes. His time tonight was 3 min 59.4 sec. | Location: Iffley Road, Oxford, England, UK. (Photo by © Hulton-Deutsch Collection/CORBIS/Corbis via Getty Images)

Franz Stampfl (z lewej) z Rogerem Bannisterem, który właśnie dokonał historycznego wyczynu, pokonując barierę 4 minut na dystansie 1 mili. Fot. © Hulton-Deutsch Collection/CORBIS/Corbis via Getty Images

Bieganie to nie tylko wysiłek fizyczny, ale także ogromny wysiłek mentalny. Zawodnik, który nie wierzy we własne możliwości nie będzie w stanie w pełni rozwinąć indywidualnego potencjału. Jednym z pierwszych trenerów, który doceniał ogromną rolę psychiki w bieganiu był austriacki trener Franz Stampfl.

Postać Franza Stampfla w historii biegania jest powszechnie znana. W Polsce jednak to nazwisko stosunkowo mało rozpoznawalne. Chociaż jako trener dochował się rekordzistów świata oraz medalistów olimpijskich, a także miał swój udział w historycznym wyczynie Rogera Bannistera i pokonaniu bariery 4 minut na milę, nie zyskał tak wielkiej sławy jak Mihaly Igloi, Arthur Lydiard, Woldemar Gerschler czy Percy Cerutty. Jednak przez dziesiątki lat jego podopieczni znajdowali się w światowej czołówce biegaczy.

Lata młodości

Franz Stampfl był Austriakiem, urodził się w Wiedniu w 1913 r. jeszcze w czasach, kiedy istniały Austro-Węgry. Jako młody chłopak był niezłym narciarzem, a także oszczepnikiem. W wieku 24 lat wyjechał do Anglii, by studiować sztukę. Ze względu na swoje pochodzenie i podejrzenie, że może być szpiegiem, po wybuchu II wojny światowej został aresztowany i osadzony w walijskim więzieniu. Stamtąd, wraz z innymi internowanymi obywatelami Włoch, Austrii i Niemiec, trafił na okręt Arandora Star, który miał dotrzeć do Kanady. Ta podróż na zawsze zmieniła życie Stampfla.

2 lipca 1940 r. niedaleko od wybrzeży Irlandii okręt Arandora Star został storpedowany przez niemieckiego U-boota U-47. Zdarzenie nastąpiło około godziny 7:00. Potężny statek zatonął w ciągu 20 minut. W katastrofie zginęło 805 osób. Akcja ratunkowa rozpoczęła się błyskawicznie – najpierw ze strony brytyjskich sił powietrznych nadeszła pomoc w postaci apteczek pierwszej pomocy, pożywienia i informacji, że pomoc już nadpływa. Następnie, ok. godz. 13:00 do miejsca zdarzenia dotarł kanadyjski niszczyciel HMCS St. Laurent. Dzięki szybkiej reakcji brytyjskich i kanadyjskich sił, udało się uratować 868 osób. Wśród ocalałych był także Franz Stampfl, którego doświadczenie spędzenia kilku godzin w zimnej wodzie w obawie o swoje życie, przekonało, że człowiek jest zdolny przetrwać i dokonać naprawdę. To zdarzenie odcisnęło piętno na późniejszej karierze trenerskiej Austriaka. Stampfl ponownie trafił do Wielkiej Brytanii, a następnie został przetransportowany do Australii, gdzie spędził wojenne lata.

Franz Stampfl a Roger Bannister

Po zakończeniu II wojny światowej Stampfl wrócił do Wielkiej Brytanii, gdzie zaczął zajmować się trenowaniem lekkoatletów. Początkowo prowadził treningi w Północnej Irlandii, odnosząc tam pierwsze sukcesy ze swoimi podopiecznymi. Z czasem zbudował sobie reputację skutecznego trenera i przeniósł się do Londynu, gdzie nawiązał współpracę Uniwersytetem Oxfordzkim oraz londyńskimi klubami biegowymi. Prowadząc treningi zaczął zarabiać na życie, pobierając od swoich podopiecznych opłatę w wysokości 1 szylinga za sesję treningową.

Dzięki nawiązaniu współpracy z Uniwersytetem Oxfordzkim, pod skrzydła Stampfla trafili Chris Chataway oraz Chris Brasher. Fanom biegania te dwa nazwiska mogą kojarzyć się z jednym z największych kamieni milowych w historii lekkoatletyki – złamaniem bariery 4 minut na milę. To właśnie Brasher i Chataway nadawali tempo w pamiętnym biegu, w którym Roger Bannister dokonał czegoś, co uchodziło za niemożliwe. Brasher był także tym, który na przełomie lat 1953-1954 przedstawił Stampflowi Rogera Bannistera. Od tego czasu panowie spotykali się regularnie.

Chociaż Stampfl nie został trenerem Bannistera (Roger określał go mianem „doradcy) i nie ma żadnych dowodów na to, że pod wpływem Stampfla Anglik wprowadził jakieś znaczące udoskonalenia w swoim treningu (obaj panowie byli zwolennikami podejścia interwałowego i obaj inspirowali się szkołą Woldemara Gerschlera), austriacki trener niewątpliwie miał swój udział w tym historycznym dokonaniu. To on prowadził dwóch zawodników, którzy dyktowali tempo Bannisterowi 6 maja 1954 r. Przede wszystkim jednak Stampfl był w stanie przekonać utalentowanego biegacza, że cel jest dla niego osiągalny. W dniu biegu obaj panowie mieli okazję się spotkać, a Austriak zapewniał Bannistera, że ten jest w stanie złamać 4 minuty na milę nawet pomimo niezbyt sprzyjających warunków atmosferycznych i… nie pomylił się.

1954 rok, Roger Bannister (po środku) złamał właśnie barierę 4 minut w biegu na milę. Po prawej Chris Chataway - jego pacemaker w tym wydarzeniu. Fot. FORUM (Keystone Press Agency)

1954 rok, Roger Bannister (pośrodku) złamał właśnie barierę 4 minut w biegu na milę. Po prawej Chris Chataway, po lewej (w okularach) Chris Brasher – jego pacemakerzy w tym wydarzeniu. Fot. FORUM (Keystone Press Agency)

Najwyższe laury

O ile w przypadku Bannistera Stampfl pełnił jedynie rolę doradcy, o tyle Brasher i Chataway byli już jego podopiecznymi, tym samym ich sukcesy mógł w pełni przypisać swoim metodom treningowym. Ciekawostką jest, że Chataway w 1954 r. przyczynił się do pobicia 2 rekordów świata na milę – najpierw przez Bannistera, a kilka tygodni później do najwyższego wysiłku zmusił Johna Landy’ego w Helsinkach, który, uciekając przez Chatawayem jako jedynym liczącym się rywalem, wykręcił czas 3:58,0. Już w czerwcu 1954 r. Chataway został złotym medalistą Igrzysk Imperium Brytyjskiego i Wspólnoty Brytyjskiej na dystansie 3 mil, 2 miesiące później został wicemistrzem Europy na 5000 m, a w październiku w pasjonującym pojedynku z reprezentantem ZSRR Wołodymirem Kucem ustanowił rekord świata na 5000 m z czasem 13:51,6. W kolejnym sezonie łupem podopiecznego Franza Stampfla padł kolejny rekord świata, tym razem na dystansie 3 mil (13:23,2).

Również Chris Brasher wiele zawdzięczał austriackiemu trenerowi. W pierwszym sezonie współpracy obu panów, Brasher zakwalifikował się do reprezentacji olimpijskiej i poprawił swój rekord życiowy na dystansie 3000 m z przeszkodami aż o 24 sekundy! W kolejnych latach umocnił się na pozycji nr 2 wśród brytyjskich przeszkodowców (niekwestionowanym numerem 1 był John Disley). Jednak największą rolę Stampfl odegrał w karierze Brashera w 1956 r., kiedy Brytyjczyk sięgnął po złoty medal, rekord życiowy i rekord olimpijski w Melbourne (8:41,2). Dzięki Austriakowi Brasher zakwalifikował się do reprezentacji na Igrzyska oraz był gotowy fizycznie, a przede wszystkim mentalnie do walki o najwyższe laury.

Od 1955 r. Franz Stampfl ponownie przebywał w Australii, gdzie objął posadę trenera na Uniwersytecie w Melbourne. W tym czasie wciąż współpracował z Brasherem i Chatawayem (korespondencyjnie), a także rozpoczął współpracę z Australijczykami. Wśród jego podopiecznych znaleźli się tacy zawodnicy jak Ron Clarke (ten jednak zrezygnował ze współpracy z Austriakiem po krótkim czasie), Merv Lincoln (srebrny medalista Igrzysk Imperium Brytyjskiego i Wspólnoty Brytyjskiej z 1958 r.) czy Ralph Doubell (złoty medalista olimpijski na 800 m z 1968 r. z Meksyku i rekordzista świata na tym dystansie). W tym czasie Stampfl stworzył jedną z 2 głównych australijskich grup biegaczy rywalizujących na światowym poziomie, twórcą drugiej był Percy Cerutty. Obaj panowie często byli przeciwstawiani sobie i nie ukrywali braku wzajemnej sympatii. Jednak rywalizacja pomiędzy biegaczami obu tych grup rozbudzała emocje nie tylko w kraju kangurów.

Wypadek

W 1980 r. Franz Stampfl, stojąc w korku w swoim sportowym Triumphie, został uderzony przez innego kierowcę od tyłu. Siła uderzenia okazała się tak mocna, że u Austriaka stwierdzono porażenie czterokończynowe. Do końca życia poruszał się na wózku inwalidzkim, jednak nie przestał być trenerem. Wciąż czuwał nad swoimi podopiecznymi i chociaż nie był w stanie pokazać im ćwiczeń, jakie powinni wykonywać, ciągle mógł prowadzić treningi, wydając stosowne polecenia i rozmawiając z zawodnikami. Franz Stampfl zmarł 19 marca 1995 r. w wieku 82 lat.

Trening według Stampfla

Szkoła treningowa Franza Stampfla nie była czymś kompletnie nowym w biegowym świecie. Austriak wyraźnie był zwolennikiem treningu interwałowego, stosując tego typu jednostki na każdym etapie przygotowań. Niektórzy historycy twierdzą, że inspiracją dla Stampfla był Woldemar Gerschler, jednak pomiędzy tymi dwoma podejściami widać różnicę np. w długości stosowanych odcinków. O ile Gerchler rzadko sięgał po powtórzenia dłuższe niż 400 m, o tyle u Stampfla znajdziemy i 400 i 800 i nawet 3/4 mili. Zdecydowaną większość treningów jego podopieczni wykonywali na bieżni. Swoją treningową filozofię Austriak opisał w książce: „Franz Stampfl on Running”.

W podejściu Stampfla można wyodrębnić poszczególne etapy treningowe. Początek cyklu to głównie biegi krosowe, które miały jedynie funkcje wprowadzającą, przyzwyczajającą organizm do wysiłku. Oprócz nich jako podbudowę Stampfl traktował fartleki, które były bezpośrednim wprowadzeniem do treningu interwałowego. Właściwy trening dla średniodystansowca wyglądał mniej więcej następująco:

Dzień 1: 20 minut rozgrzewki, 5 minut przerwy, 10×400 m z przerwą ok. 2,5-3 minuty, schłodzenie
Dzień 2: 20 minut rozgrzewki, 5 minut przerwy, 5 mil biegu po bieżni, ćwiczenia kalisteniczne
Dzień 3: 20 minut rozgrzewki, 5 minut przerwy, 10×400 m z przerwą ok. 2,5-3 minuty, schłodzenie
Dzień 4: 20 minut rozgrzewki, 5 minut przerwy, 6×800 m z przerwą 10 minut pomiędzy powtórzeniami, schłodzenie
Dzień 5: kalistenika
Dzień 6: 6-8 mil fartleku po krosowym terenie
Dzień 7: wolne

Dla zawodników przygotowujących się pod dłuższe dystanse trening wyglądał podobnie, przy czym stosowali oni powtórzenia 15×400 m, 8×800 m, 5×1200 m (dla biegaczy na dystansach 3 mile/5 km) lub 30×200 m, 20×400 m, 10×800 m, 8×2200 m (dystans docelowy 6 mil/10 km). Prędkości na odcinkach wzrastały stopniowo w miarę postępów treningowych. Np. milerzy, którzy szykowali się do wyniku w granicach 4 minut powtórzenia 400-metrowe pokonywali w 70 sekund, dochodząc stopniowo do 60 sekund po ok. 5-6 miesiącach treningów. W okresie przed i okołostartowym pojawiały się również próby czasowe na dystansach wynoszących ok. 3/4 długości dystansu docelowego, pokonywane w tempie startowym.

Nieco inny, ale wciąż bardzo podobny rozkład treningu według Stampfla prezentował jeden z jego najlepszych biegaczy – Ralph Doubell. Jego tydzień miał wyglądać następująco:

Każdego dnia rano: 6-8 km spokojnego biegu

Wieczory:
Poniedziałek: 50×100 m, przerwa: 40 m spacer
Wtorek: 10×1200 m (przerwa 800 m)
Środa: 20×300 m
Czwartek: 10×600 m
Piątek: wolne
Sobota: 30×200 m
Niedziela: 20×400 m

Każdy z wieczornych treningów był poprzedzony 5 kilometrami spokojnego biegu na rozgrzewkę. Rozpoczynając przygotowania Doubell wykonywał około połowę przedstawionej w tabeli objętości i stopniowo dochodził do zalecanej liczby powtórzeń. W okresie przed i okołostartowym objętość była zmniejszana o połowę, pojawiały się również próby czasowe na dystansach 200, 300, 400 i 600 metrów.

Ciekawostką jest, że Stampfl był jednym z pierwszych, który opracował specjalny system treningów na 10 dni przed startem, aby zawodnik wypoczął i zyskał świeżość. Przed najważniejszymi zawodami Stampfl znacznie ograniczał swoim podopiecznym dawkę treningową, w szczególności, jeśli chodzi o objętość. Czasami potrafił zalecić nawet 4 dni wolnego – właśnie tyle otrzymał Ralph Doubell w 1968 r. przed ostatnim biegiem, który mógł mu zapewnić (i zapewnił) kwalifikację olimpijską. Inny przykład to Chris Brasher, który w 1956 r. miał problemy z uzyskaniem olimpijskiej kwalifikacji w biegu na 3000 m z przeszkodami. W środku sezonu Stampfl nakazał mu biegać przez 3 tygodnie tylko krótkie spokojne rozbiegania po naturalnej nawierzchni. Po 3 tygodniach takich „treningów” w decydującym biegu Brasher pobił rekord życiowy i zapewnił sobie miejsce w reprezentacji olimpijskiej.

Psycholog

Tym, co charakteryzowało Stampfla jako trenera była niezwykła osobowość. Przez wiele osób określany był mianem ekscentryka, człowieka o ogromnej pewności siebie, współczesnego spartiaty czy intelektualisty. Niewątpliwie Austriak nie należał do ludzi, z którymi łatwo się współpracowało. To on narzucał zawodnikom swoje zdanie i musiał być niekwestionowanym autorytetem. Jak wspominał Doubell, biegacz, który poddałby w wątpliwość zasadność danego treningu w zamian otrzymałby do wykonania podwójną dawkę biegania.

Nie oznacza to jednak, że Stampfl nie szanował swoich podopiecznych. Wręcz przeciwnie, spędzał z nimi bardzo dużo czasu, nie tylko podczas, ale także po treningach. Spotkania z nim okazywały się dla zawodników niezwykle inspirujące. Ralph Doubell wspominał:

Przychodziliśmy na lunch jako pierwsi i wychodziliśmy jako ostatni. Po lunchu często chodziliśmy do winiarni, gdzie kontynuowaliśmy naszą rozmowę. Po kilku godzinach spędzonych na rozmowie ze Stampflem byłem przekonany, że jestem w stanie pokonać każdego biegacza na świecie.

Również Chris Brasher potwierdzał, że Stampfl potrafił przygotować swoich podopiecznych nie tylko fizycznie, ale przede wszystkim mentalnie. Kiedy w 1955 r. Austriak przeprowadził się do Melbourne i Brasher nie miał możliwości utrzymywania codziennego kontaktu ze swoim trenerem, postanowił nagrać przemówienia Stampfla na kasetę, by móc je odsłuchiwać. Również przed swoim startem na Igrzyskach w 1956 r. Brasher specjalnie przybył do Melbourne kilka tygodni wcześniej, by móc potrenować pod osobistym nadzorem swojego szkoleniowca. Efekt okazał się zdumiewający. Brasher został Mistrzem Olimpijskim, bijąc rekord olimpijski na 3000 m z przeszkodami, własną życiówkę oraz pokonując wielu rywali o znacznie lepszych rekordach życiowych, a także takich, z którymi nigdy wcześniej przez wiele lat kariery nie wygrał (jak John Disley).

Sam Stampfl podkreślał, że rola trenera zaledwie w 20 procentach ogranicza się do kwestii technicznych i fizycznych, a aż w 80 procentach polega na inspirowaniu swoich podopiecznych. Bez względu na to, jak te proporcje rozkładają się w rzeczywistości, trzeba przyznać, że pod tym względem Austriak okazał się niezwykle skuteczny. Zachęcał swoich biegaczy nie tylko do treningów, ale również do zajmowania się sztuką, czytania poezji i do rozwoju osobistego. Sam pozostawił po sobie kilka cytatów, które do dzisiejszego dnia mogą stanowić inspirację dla kolejnych pokoleń biegaczy:

Możliwości rozgrywki taktycznej w biegach są niemal nieograniczone, tak jak w szachach, gdzie dla każdego ruchu jest odpowiedź, dla każdego ataku jest sposób obrony… Największymi atutami biegacza, poza konieczną siłą fizyczną, są chłodny i kalkulujący umysł w połączeniu z pewnością siebie i odwagą. Biegacz, przede wszystkim, powinien mieć wolę zwycięstwa.

Przy odpowiedniej motywacji, czyli dobrym argumencie, by tego dokonać, twój umysł jest w stanie przezwyciężyć każdą przeciwność losu.

Trening jest przede wszystkim aktem wiary. Zawodnik musi wierzyć w jego skuteczność, musi wierzyć, że poprzez trening staje się silniejszy i lepszy, poprzez ciągłe powtarzanie tych samych ruchów zyskuje wprawę, a mięśnie przystosowują się do pracy. Sportowiec musi być fanatycznie nastawiony do ciężkiej pracy i na tyle entuzjastyczny, by ją polubić.

Krytyka

Ze względu na silną osobowość, Stampfl nie był typem trenera, z którym każdy zawodnik potrafił współpracować. Ci, którzy nie byli w stanie podporządkować się jego poleceniom szybko odchodzili, uważając go za autokratę, a jego metody za zbyt wymagające. Szkołę Stampfla najdobitniej podsumował jego wielki rywal – Percy Cerutty, stwierdzając, że metody Austriaka są odpowiednie dla nazistów – ludzi, którzy lubią być zdominowani. Te zarzuty są przesadzone. Na pewno Franz Stampfl nie należał do ludzi, z którymi należało wchodzić w polemikę. Z drugiej strony, trzeba mu oddać, że poprzez swoją postawę i silny charakter, potrafił kształtować u swoich zawodników przekonanie, że są w stanie wygrywać z każdym na świecie.

Wiele osób zarzucało Stampflowi, że jego metody treningowe są kontuzjogenne i nadmiernie eksploatują zawodników. Rzeczywiście, wielu z jego podopiecznych zmagało się z kontuzjami na różnych etapach kariery, a powtarzające się treningi i ciągłe bieganie na bieżni na pewno miało w tym swój udział. Trzeba jednak pamiętać, że nawet najlepsi z podopiecznych Austriaka traktowali bieganie jedynie jako dodatkowe zajęcie do codziennej pracy, nie mieli czasu na dbanie o odpowiednią regenerację.

Stampfl przez wielu był oceniany także jako trener, który nie osiągnął wystarczająco dużo. Ten zarzut wydaje się jednak nietrafiony. Dwóch jego podopiecznych zostało Mistrzami Olimpijskimi, w tym Chris Brasher, który nie uchodził za szczególnie utalentowanego biegacza. Podopieczni Stampfla bili rekordy świata, zdobywali medale na największych imprezach, a według twórców filmu dokumentalnego „Champion” (film wciąż jest w fazie produkcji), Austriak dochował się ponad 450 olimpijczyków w różnorodnych konkurencjach lekkoatletycznych (warto bowiem pamiętać, że wśród swoich podopiecznych Stampfl miał nie tylko biegaczy). Jeśli to nie jest wyznacznik wielkości trenera, to cóż innego miałoby nim być?

Komentarze