Goniąc marzenia – rozmowa z Natalią Jędrzejczyk

Autor: Maciej Żywek • 06.04.2018

natalia jędrzejczyk

Wolontariusz na Igrzyskach Olimpijskich w Rio – większość z nas przyjęłaby taką funkcję z ochotą, ale bardzo niewielu osobom przyszłoby do głowy podjąć działania prowadzące do realizacji tak nietypowego pomysłu. Być może do swoich marzeń podchodzimy zbyt asekuracyjnie? O tym i o innych marzeniach rozmawiamy z Natalią Jędrzejczyk.

Rozmawiał Maciej Żywek

Nat, skąd wziął się pomysł wyprawy do Rio?

Igrzyska to marzenie każdego sportowca. Oczywiście, zupełnie inaczej wyglądają one u wyczynowego zawodnika, inaczej u amatora, który nie jest już w stanie dostać się tam drogą sportowych eliminacji. W każdym jednak przypadku ta magia działa z bardzo podobnym magnetyzmem. Są takie wydarzenia, których po prostu masz ochotę być częścią. Uprawiając sport, nawet amatorsko, aura tych największych wydarzeń działa podwójnie. Jeżeli miałabym podać konkretną datę, kiedy wraz z siostrą postanowiłyśmy zabrać się za ten nietypowy pomysł, to byłoby mi trudno ją określić. Być może gdzieś o tym przeczytałyśmy, być może ktoś nam powiedział. W każdym razie los sprawił, że taka informacja do nas dotarła w idealnym momencie. „Igrzyska olimpijskie potrzebują wolontariuszy, jeżeli uważasz, że możesz się tam przydać, to właśnie rozpoczyna się proces naboru i eliminacji”. Swoją drogą to prawie przegapiłyśmy ostateczny termin składania wniosków.

Czy to znaczy, że funkcja wolontariusza wiąże się z rekrutacją podobną jak przy podaniu o pracę?

W przypadku igrzysk – na pewno. Choć nie ma początkowych barier w postaci wymaganego doświadczenia, wykształcenia czy temu podobnych, to sam proces rekrutacji był chyba najbardziej skomplikowanym, jaki przechodziłam. Trwał blisko półtora roku i w trakcie tego czasu przechodziłyśmy testy językowe, sprawdziany kompetencyjne, spotkania online siedmioosobowych grup z wolontariuszem pracującym przy programie, rozmowy zespołowe, rozwiązywanie problemów. Wypełniałyśmy wiele stron formularzy pełnych pytań o nasze umiejętności wynikających zarówno z formalnego wykształcenia, jak i doświadczenia życiowego.

Tu przydają się wszystkie informacje, ponieważ w tak olbrzymim przedsięwzięciu, jak organizacja największej imprezy sportowej na świecie istotna może być zarówno umiejętność prowadzenia motorówki, jak i kurs pierwszej pomocy. Mogłyśmy również wskazać sport, przy którym chciałybyśmy pomagać, jak i funkcje, jakie chciałybyśmy pełnić. To nie gwarantowało sukcesu, ale stanowiło jedną z pomocnych danych dla organizatorów.

Wydaje mi się, że większe znaczenie miały zadania, które rozwiązywałyśmy. To one sugerowały, czy bardziej nadajemy się do prac organizacyjnych, czy wykonawczych, jak radzimy sobie ze współpracą i relacjami z ludźmi w zespole. Trochę przypominało to stworzenie sprawnie działającej firmy z perfekcyjnym przepływem funkcji, kompetencji i działań. W tym przypadku jednak nie ma komfortu historii i doświadczenia, oraz projekt jest jednorazowy w ściśle określonych ramach czasowych, bez możliwości powtórki.

20108660_10213391099356564_9002195194336200327_n

Było ciężko przejść przez to sito?

Nawet nie zdawałam sobie sprawy, jak ciężko. Dopiero później dowiedziałam się, że było ponad dwieście tysięcy zgłoszeń, z których tylko jedna czwarta zakończyła się sukcesem, przy czym większość wolontariuszy pochodziła z Brazylii. My ubiegałyśmy się we dwie, więc można mówić o wyjątkowym szczęściu, że udało nam się znaleźć w gronie wybrańców.

Wspaniała przygoda na koszt MKOl?

Niezupełnie. Wolontariusz od organizatorów otrzymuje wyżywienie w dniach swojej pracy, ubezpieczenie, bilety komunikacji miejskiej (co było dla nas olbrzymim ułatwieniem w trakcie zwiedzania), uniform, kilka gadżetów oraz bilety na niektóre zawody, choć te ostatnie rozdawane były dość losowo. Koszty przelotu oraz zakwaterowania musiałyśmy pokryć sobie same. To początkowo może dziwić, ale widząc na miejscu, jak olbrzymie jest to przedsięwzięcie, łatwo sobie wyobrazić ewentualne koszty do pokrycia wydatków wolontariuszy. Uproszczeniem by było powiedzieć, że płaciłyśmy za wszystko same.

Z kosztami biletów poradziłyśmy sobie dzięki wsparciu rodziny, przy organizacji noclegów niezwykle pomocna była Ola Mądzik i jej brazylijscy znajomi, których rodzina szczęśliwym zbiegiem okoliczności mieszkała w Rio i zaprosiła nas do siebie na cały miesiąc.

Spore wyzwanie pod wieloma względami. Wiele poświęceń i wyrzeczeń. Warto było?

Jednym słowem – tak. Sama Brazylia według mnie nie jest miejscem z gatunku „zobaczyć i umrzeć”. Jest ładna, interesująca i egzotyczna, ale drugi raz nie muszę już tam jechać. Jest wiele ciekawych miejsc na świecie, które chciałabym jeszcze zwiedzić. Same igrzyska są jednak wydarzeniem poza kategorią i mam z nich mnóstwo niepowtarzalnych wrażeń. Wiele się tu nauczyłam obserwując najlepszych sportowców w najważniejszych zawodach w ich karierze. Rozpiętość wrażeń jest bardzo imponująca.

Z jednej strony jadąc tam spodziewałam się czegoś w rodzaju świątyni sportu, i to oczywiście znalazłam. Z drugiej jednak strony jest to wielkie komercyjne show z tłumami kibiców, piwem, colą, hamburgerami i pizzą zajadaną na trybunach. Pamiętam, jak sama poszłam na rozgrywki badmintona, chwytając w rękę kubek piwa i wygodnie zajmując miejsce na widowni. W tym momencie przyszła mi do głowy myśl, że przede mną dzieje się coś bardzo wyjątkowego, nawet jeżeli nie jestem zapaloną fanką tej gry. Do tej chwili nie pasowała „cola i popcorn”, przynajmniej w moim jej rozumieniu. Mam wrażenie, że bierze się to stąd, że sama wylewam litry potu na treningach i inaczej podchodzę do efektów sportowej pracy „level master”. Pewnie każda dziedzina życia ma takich swoich „maniaków” – kino, teatr, muzyka czy gotowanie. To szacunek dla talentu, pracy i poświęcenia ludzi z pasją.

Największe wrażenie zrobiło na mnie kiedy na moich oczach odpadały złote powłoki, którymi w wyobrażeniach pokryłam zawodników z najwyższej półki. Na igrzyskach pomagałam w punktach serwisowych i punktach z wodą na trasie rywalizacji triathlonowych i tam z najbliższej odległości zobaczyłam niesamowity ból i koszmarny wysiłek tych, zdawałoby się, „ludzi z żelaza”. Pomyślałam sobie, że choć prędkości są dla mnie nieosiągalne, to ten element wysiłku i przezwyciężania bólu jest wspólny dla wszystkich z nas.

Podczas jednej z konkurencji na bieżni widziałam dziewczynę, która po dwustu metrach biegu nagle stanęła w trakcie swojego wyścigu. To nie był efekt kontuzji czy urazu, po prostu system wysiadł. Zobaczyłam w tym swoje treningi na bieżni lekkoatletycznej, te na których trafiała mnie taka sama blokada. Przypomniałam sobie, jak zdarzało mi się beczeć w takich momentach, zła na swoją niemoc, całkowicie wyczerpana, kiedy głowa mówi „Stop. Stój. Koniec!”. To są chwile, kiedy w stu procentach wczuwasz się w sytuację zawodnika i potrafisz go zrozumieć, a dzięki niemu całe widowisko nabiera dodatkowego wymiaru. Innym razem byłam świadkiem, kiedy jedna z zawodniczek spotkała się z rodziną na miejskim placu, całkowicie się rozklejając.

Kilka sekund wcześniej stała tam dumna dziewczyna w reprezentacyjnym stroju, przyciągająca pełne podziwu spojrzenia przechodniów. Chwilę później uwalniają się długo dławione emocje, szloch i łzy, których nic już nie było w stanie powstrzymać. I to wszystko powoduje, że nabierasz jeszcze większego szacunku do tych ludzi, ponieważ takie sceny nie pokazują ich słabości. Pokazują jak wiele trzeba przejść, żeby osiągnąć sukces w sporcie. Wydaje mi się, że to jest największa wartość jaką wyniosłam z tego wyjazdu. My wszyscy tak naprawdę jesteśmy tacy sami, mamy takie same łzy, tak samo odczuwamy, zarówno szczęśliwe momenty, jak i ból. Oczywiście w kategoriach wyniku poruszamy się po zupełnie innej skali, ale to wszystko jest zbudowane na takich samych fundamentach. Boli cię, masz słaby dzień? Oni mają dokładnie tak samo!

natalia jędrzejczyk

Czy to, co zobaczyłaś w Rio, stało się dla ciebie inspiracją w pracy czy treningu?

Jakiegoś bezpośredniego przełożenia na pracę zawodową czy życie osobiste nie widzę. To jednak nie jest ten typ wydarzenia, które wywraca twoje życie do góry nogami. Owszem, widać, że systematycznością i małymi krokami można osiągnąć bardzo wiele, ale tego sport uczy już na podstawowym poziomie i zauważyłam to kilka lat temu. Z całą pewnością widzę natomiast zmiany w swoim podejściu do treningu, chciałabym to robić lepiej, być może troszkę ciężej, mieć jasno określone plany i cele.

Teraz wiem, że to boli, ale z czasem daje efekty, bo nikt nie dostaje niczego za darmo. Nawet jeżeli są osoby mające więcej talentu, to i tak muszą przejść tą samą drogę pełną wysiłku. Nie każdy trening musi być sukcesem, ale każdy przybliża nas do realizacji marzeń. Cały ten wyjazd jest również dowodem na to, że jeżeli bardzo czegoś chcesz, planujesz to i do tego dążysz, to wiele spraw układa się tak, aby ci w tym pomóc. To mogą być szczęśliwe zbiegi okoliczności, pomoc przyjaciół, ale również nieprzejmowanie się chwilowymi trudnościami czy przeszkodami.

Wiem, że masz kolejne marzenie: mistrzostwa świata Ironman na Hawajach. Kiedy patrzę, jak niesamowicie trudno się tam dostać, szczególnie kobietom, gdzie jest jeden lub dwa sloty w kategorii, to zastanawiam się jak utrzymać poziom motywacji w zderzeniu z taką ścianą.

Ale ja wcale nie powiedziałam, że chcę tam awansować z pierwszego miejsca w kategorii, marzenia można realizować na wiele sposobów. Wiem, że „klasyczna” droga wydaje się dla mnie zbyt trudna na dziś, ale już dawno postanowiłam się tam dostać dzięki przepisowi, który umożliwia start w Kona po ukończeniu dwunastu zawodów z cyklu Ironman. Wiem również, że wiele osób uważa wszelkie alternatywne sposoby za „drugą kategorię”, ale dla mnie to wcale nie jest spacer po parku. To dwanaście imprez, do których musisz się przygotować, wystartować i dać z siebie wszystko.

Trasa w Bolton w ubiegłym sezonie strasznie mnie zmasakrowała, ale w tym roku nie jadę tam zaliczyć kolejnego startu, jadę poprawić wynik, strategię, być lepszą. Z tą myślą zaczynam kolejny sezon przygotowań. To również bardzo dużo wyrzeczeń na co dzień związanych z realizacją takich marzeń. Statystycznie rzecz biorąc, wielu ambitnych amatorów nie wytrzyma nawet tylu sezonów w triathlonie, a ja z moimi koleżankami mamy zamiar robić to przez bardzo wiele lat. Jak widać można sobie dobrać różne kryteria do oceny trudności. Dla mnie jest to wciąż wyzwanie o charakterze sportowym, a jeżeli się uda, to tylko dzięki hektolitrom przelanego potu czy porannemu bieganiu po ciemku, kiedy znacznie fajniej zostać w domu w kapciach.

Nat, trzeba przyznać, że nie masz tanich zachcianek. Najpierw Rio, teraz Hawaje.

Hawaje to rzeczywiście niezwykle drogi projekt, ale ja znam zasady, ceny i je akceptuję. To mój świadomy wybór. Wiem, że wielu rzeczy będę musiała sobie odmówić, kilkanaście razy wpłacić wysokie wpisowe, ale to jest właśnie część drogi do spełnienia moich marzeń. Te obrazki z wyspy przyciągnęły mnie do triathlonu i od początku chciałam się tam znaleźć. Nie chodzi mi o magię logotypu, ale atmosfera tego jednego, jedynego wyścigu przyciąga. Poza tym, bardzo lubię drogę, która tam prowadzi. Lubię tę satysfakcję z treningu, na którym udaje mi się coś wykonać zgodnie z założeniami, lubię to poczucie dobrze zaczętego dnia, ludzi dzielących tę samą pasję, nasze uśmiechy i zadowolenie na mecie zawodów gdzie jest dużo znajomych.

Myślisz czasem o tym, co będzie, jeżeli się nie uda?

Główny cel jest bardzo odległy w czasie. To pozwala nie tylko nie stresować się normami do wykonania czy terminami, ale również cieszyć się drobnymi sukcesami po drodze. Właściwie co to znaczy „nie uda się”? Cała ta historia to styl życia, znajomi, treningi, zawody. Aero, waty, dyski to zupełnie drugorzędna sprawa. Chodzi o frajdę ze sportu. To nie może się nie udać, bo już się udało.

Natalia Nat Jędrzejczyk – ukończyła 6 wyścigów na dystansie Ironman’a. Obecnie szykuje się do zostania pierwszą Polką, która ukończy dystans podwójnego Ironman’a. Zawodowo zajmuje się organizacją takich wydarzeń jak Enea IRONMAN 70.3 Gdynia i wyścigu kolarskiego GFNY Gdynia.

Artykuł pochodzi z miesięcznika BIEGANIE marzec 2017

prenumerata nowa

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisment ad adsense adlogger