Jak wybrać piankę?

Autor: Maciej Żywek • 18.01.2017

triathlon-966925_1280

Wybór pierwszej pianki triathlonowej to najczęściej błądzenie po omacku. Strój, który trudno porównać do czegokolwiek używanego wcześniej, wydaje się wielkim znakiem zapytania. W rzeczywistości to nic trudnego, wystarczy przeczytać nasz przewodnik.

Zakładając po raz pierwszy piankę możemy z całą pewnością stwierdzić, że jest dziwnie, dość ciasno, po wejściu do wody nasze ciało staje się bardziej wyporne, a pływanie znacznie łatwiejsze. Trudno jednak znaleźć punkt odniesienia pozwalający na właściwą ocenę tych wrażeń. Spróbujmy przyjrzeć się najważniejszym kwestiom pomocnym w wyborze.

Dlaczego triathloniści pływają w piankach?

To dobre pytanie. Przecież pływacy długodystansowi doskonale sobie radzą bez nich, nawet w całkiem zimnej wodzie. W triathlonie pianki zaczęto stosować w połowie lat 80., co miało stworzyć warunki dla rozwoju dyscypliny również w tych krajach, gdzie temperatura wody pozwalała na bardzo krótki sezon startowy. Początkowo służyły tylko jako ochrona termiczna, lecz bardzo szybko zauważono, że nawet w swojej pierwotnej, niezdarnej i słabo dopasowanej formie pozwalają na osiągnięcie lepszych wyników. Od tej pory nie mogło być już mowy o powrocie do pływania bez neoprenu. Aby uniknąć przesady w nadużywaniu tego sprzętu, wprowadzono limity temperatury wody, w której można korzystać z triathlonowej pianki.

W czym pianka może mi pomóc?

Jeżeli jesteś triathlonistą, który niezbyt pewnie czuje się w wodzie, skorzystasz przede wszystkim na komforcie psychicznym. Strach przed pływaniem w wodach otwartych to jeden z największych problemów wśród początkujących. Jeżeli położysz się spokojnie w piance na wodzie, utrzyma cię ona na powierzchni. Jej wyporność to praktycznie gwarancja bezpieczeństwa dla osoby z minimalnymi umiejętnościami pływackimi.
W piance nie zmarzniesz. Pomagają w tym izolacyjne właściwości neoprenu i ciepło, które sam generujesz płynąc. Właśnie dlatego nie jest tak bardzo istotna grubość materiału jak w modelach do nurkowania. To także powód, dla którego zalecany jest delikatny przepływ wody pod strojem, pozwalający na chłodzenie rozgrzanego intensywnym ruchem ciała.

Która pianka jest najlepsza?

Mamy tu do czynienia z bardzo wieloma kryteriami, zatem powinniśmy skupić się tylko na najważniejszych dla nas elementach. Istotne jest dopasowanie do naszych umiejętności i korekcja pozycji w wodzie za pomocą rozkładu wyporności. Amatorowi przyda się pomoc dla tonących nóg, dobry pływak będzie raczej preferował równe wsparcie na całej długości. Kolejnym istotnym elementem jest dopasowanie do budowy ciała. Kiedyś krążyła w piankowej branży opinia, że jeżeli chcesz wiedzieć jak wygląda szef firmy, spójrz na krój produkowanych przez nią pianek. Można tu zauważyć subtelne różnice w ramach jednego rozmiaru w długości korpusu, szerokości w klatce, czy biodrach. To właśnie powoduje, że jedne modele bardziej nam pasują, inne mniej. Dokładnie tak samo jak w przypadku zwykłych, codziennych ubrań.

Czym się różni model najwyższy od podstawowego?

Komfortem, czyli wszystkim. W warunkach wzburzonej tysiącami ludzkich kończyn wody, opowieści o hydrodynamicznych właściwościach stają się czysto teoretyczną pogadanką. Różnice w wyporności (choć nie ich rozkładzie) również nie będą tak zauważalne, dopóki nie uformuje się płynąca równo grupa. Natomiast swoboda ruchów czy brak ograniczeń w oddychaniu pozwolą na zdecydowanie lepszy wynik w pierwszej strefie zmian. Część tego komfortu uzyskujemy prawidłowym dopasowaniem, część dzięki użytym materiałom. Wysoki model to bardziej elastyczny neopren i materiał wyściełający, oraz większa liczba paneli o różnej grubości, z których zbudowana jest pianka. Pozwala to na uzyskanie maksymalnej funkcjonalności i dopasowania. Lepsze materiały oznaczają również większą podatność na uszkodzenia. Dlaczego? Jeżeli nie dbasz w specjalny sposób o sprzęt, warto mieć to na uwadze. Różnice konstrukcyjne przekładają się na późniejsze zmęczenie i utratę prędkości w trakcie zawodów. Prosty model będzie równie szybki na pierwszych 300-400 metrach, lecz później mniejsza elastyczność zacznie dodawać cenne sekundy do każdej przepłyniętej setki. I to właśnie jest najważniejsza różnica pomiędzy modelami najwyższymi i podstawowymi. Warto przy tym zwrócić uwagę, że największe korzyści uzyskują słabiej pływający zawodnicy. Kiedy na basenie pokonanie stu metrów zajmuje nam około dwóch minut, możemy spodziewać się około 10-15 sekund oszczędności na tym dystansie. Dość łatwo jest więc przeliczyć, ile będzie nas kosztować każda urwana minuta na etapie pływackim, co warto podzielić przez spodziewaną liczbę startów.

Termin zakupu

Piankę powinniśmy kupować, kiedy będziemy możliwie blisko docelowej wagi. Czy będzie to styczeń, marzec, czy lipiec nie ma już tak dużego znaczenia. Dawno za nami są już czasy pustych półek na progu sezonu i konieczności zakupów dyktowanych obawami o dostępność. Nie dajmy się ponieść pokusie przeliczania sobie rozmiaru na sylwetkę o kilka kilogramów lżejszą. Czasem kilka kilogramów to inny rozmiar, czasem nie powoduje konieczności zmian. Możesz chudnąć w ramionach, biodrach, udach, tracić oponkę na brzuchu. Każda z tych zmian inaczej przekłada się na dopasowanie. Czasem nie udaje się zgubić ani grama i zostajemy z ciasnym strojem – efektem myślenia życzeniowego.

Testy

Najpowszechniejszą formą sprawdzenia, czy pianka się psuje, są testy grupowe organizowane przez większość firm na rynku w każdym większym mieście w Polsce. Choć to wygodna forma dla sprzedawców i ich klientów, niesie ze sobą pewne ograniczenia. Co prawda możemy spróbować kilku modeli w ciągu jednego spotkania, lecz trudno tu mówić o atmosferze spokojnego wyboru. Musimy pamiętać, że najważniejszym kryterium powinno być dopasowanie i wygoda. W żadnym wypadku nie należy dać się ponieść euforii grupowych zakupów i ograniczonych czasowo rabatów.

Jak ocenić dopasowanie?

Wykluczone są sytuacje, gdy pianka powoduje bolesny ucisk, nie dopina się lub zagarnia do środka wiadro wody. W przypadku mniej drastycznych wątpliwości musimy zdać się na doświadczenie i uczciwość sprzedawcy. Powinien on prawidłowo rozróżnić problemy, o których szybko zapomnimy w użytkowaniu od tych, które zniknąć nie będą chciały. Odradzam osobom początkującym kierować się tylko własnymi odczuciami. Pianka inaczej układa się po kilku ruchach w wodzie, inaczej na spoconym ciele w sklepowej przymierzalni. Inaczej będziemy ją odczuwać po kilometrze triatlonowego wyścigu, inaczej w basenie o zbyt ciepłej wodzie i dającej wytchnienie ścianie co 25 metrów. Tam, gdzie doświadczony zawodnik łatwo naniesie sobie poprawki uwzględniające te warunki, nowicjusz powinien zaufać fachowcom.
Zawsze ostrożnie podchodź do bardzo ciasnego dopasowania. Co prawda woda nie wlewa się przy basenowych nawrotach, a nowe uczucie „ściśniętej sportowej sylwetki” może wydawać się kuszące, ale nie kupujesz pianki do robienia nawrotów, ani stumetrowego basenowego sprintu. Nie ma natomiast większego znaczenia długość rękawów i nogawek, które zazwyczaj sprawiają wrażenie zbyt krótkich. Wyczynowi triathloniści potrafią je jeszcze dodatkowo obcinać, co pozwala im na lepsze czucie wody i szybsze zdejmowanie w strefie zmian.

Trwałość sprzętu

Pianka posłuży nam wiele lat, jeżeli tylko poświęcimy jej minimum uwagi poza wodą. Właśnie tu tkwi klucz do jej długowieczności. Ostrożne i staranne zakładanie, przechowywanie w odpowiednich warunkach z dala od źródeł gorącego i suchego powietrza, wieszak z szerokimi ramionami to najważniejsze zalecenia. Wbrew pozorom w trakcie startu lub treningu niewiele złego możemy naszej piance zrobić.

Czy naprawdę muszę kupować piankę?

Nie. Osobom bez żadnego doświadczenia polecam wypożyczenie prostego modelu na pierwsze treningi lub starty. Można wyrobić sobie w ten sposób świadomość własnych potrzeb, odpowiedzieć na pytanie, czy rzeczywiście potrzebujemy wygodniejszego i bardziej zaawansowanego sprzętu, czy też podstawowy w zupełności nam wystarczy. To również tańsza forma nauki niż chybiony zakup. Wypożyczenie powinno zamknąć się w kwocie do 100 złotych za tydzień, a często jest później odliczane od ewentualnego zakupu w przyszłości.

Artykuł pochodzi z magazynu „Triathlon” będącego częścią miesięcznika „Bieganie”, kwiecień 2015

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisment ad adsense adlogger