Natalia Tomasiak: „Moje życie kręci się wokół biegania, gór i górskich aktywności” [WYWIAD]

Autor: Redakcja • 24.11.2017
-Isla-de-la-Palma. Przed startem-w-biegu-Transvulcania

Isla de la Palma. Przed startem w biegu Transvulcania.

Wielka miłośniczka gór i sportu, dla której słowo „trudniej” znaczy równocześnie „ciekawiej”. Jako jedyna w Polsce ukończyła wszystkie starty cyklu Sky Running Extreme. Biegów światowej serii Sky Running, rozgrywanych w ekstremalnych warunkach górskich.

Katarzyna Melcer: Start w mistrzostwach Świata w Trailu we Włoszech, występ w reprezentacji Polski w Mistrzostwach Europy Skyrunning Classic w Hiszpanii. Podium na Festiwalu Biegowym w Szczawnicy, Dolnośląskim Festiwalu Biegów Górskich… I to tylko kilka z Twoich tegorocznych biegowych sukcesów. Trenujesz, pracujesz, często gdzieś wyjeżdżasz i przy tym robisz jeszcze masę innych rzeczy. To teraz jeszcze zdradź Nam, kiedy i jak znajdujesz czas na to wszystko?

Natalia Tomasiak: To naprawdę trudne pytanie (śmiech). Faktycznie sporo mam zadań i obowiązków, które godzić trzeba z treningiem. Jak większość z nas, biegaczy amatorów, również pracuję. Pracuję w korporacji, mam 26 dni urlopu w ciągu roku, który w większości wykorzystuję na wyjazdy związane z bieganiem. Słowo – klucz w tym wszystkim to dobra organizacja. Mam to szczęście, że wbrew pozorom jestem dobrze zorganizowana, a moja praca jest dość elastyczna. Wiele rzeczy, które muszę robić, układam tak, żeby godzić je z treningiem.

Jak więc wygląda zwyczajny tydzień z życia Natalii?

Standardowy tydzień z życia Natalii jest dość zabawny. Bardzo dużo czasu w pracy spędzam w samochodzie. Miesięcznie robię od 5 do 7 tysięcy kilometrów. Każdy pracujący dzień tygodnia spędzam w innym miejscu, w innym mieście, co jest wpisane w moje zawodowe obowiązki. W poniedziałki staram się pracować w miejscach, gdzie blisko mi do mieszkania w Krakowie. Wtorek, środa i czwartek to dni w podróży po Polsce, a piątki to czas powrotu, więc pracuję wtedy bliżej domu. Sama układam mój czas pracy, więc w tym zakresie mam sporą swobodę działania.

Całe szczęście jestem rannym ptaszkiem, więc nie jest dla mnie problemem wstawanie wcześnie rano. Każdy dzień zaczynam od 5:45, czasami nawet wcześniej. Zaczynam od 15 minutowej rozgrzewki, którą obowiązkowo robię, zanim włączę komputer, bo kiedy już go włączę, to na pewno wiem, że już nie poćwiczę. Po takiej krótkiej 15 minutowej rozgrzewce rozkręcam się i rozpoczynam dzień.

Ale jeśli mówimy o treningu, to mobilny tryb życia jest swego rodzaju utrudnieniem, bo z wyprzedzeniem muszę zastanowić się, jaki trening muszę zrobić, gdzie go mogę zrobić. Często moje dni wyglądają tak, że rano pracuję, robię szkolenia i gdzieś pomiędzy nimi mam chwilę wolnego czasu, więc wykorzystuję go na trening, by później ponownie wrócić do obowiązków. Wieczorem wracam do trybu treningowego. Wtedy mam również czas na dodatkowe zajęcia. Trenuję więc w przerwie od obowiązków. W przerwach znajduję czas na siłownie, prysznic, by za chwilę móc wrócić do pracy. Jeśli tylko jest taka możliwość, łączę pracę z wizytami w górach. Jak widzisz – dla chcącego nic trudnego.

Nic trudnego, ale trzeba to odpowiednio zaplanować?

Tak. Żeby wszystko zagrało, jak należy, wszystkie treningi i obowiązki zawodowe planuje co najmniej z tygodniowym wyprzedzeniem. W sezonie startowym dodatkowo muszę wliczyć w to czas na starty w zawodach. No i oczywiście, jak każdy z nas, prowadzę normalne życie domowe: gotuję, piorę, sprzątam. Na to również trzeba znaleźć czas w ciągu dnia. Wydaje mi się, że nie mam jakiś innych, nadzwyczajnych obowiązków. Nad tym porządkiem góruje jedno słowo: organizacja. Bez tego trudno byłoby to ogarnąć. Problemem jest czasami życie na pudełkach, kiedy po kilku godzinach jazdy samochodem nie jestem w stanie wykonać treningu. Wtedy czasami frustruję się i irytuję, innym razem reaguje na to bezradnym śmiechem. Ale w ogólnym rozrachunku, biorąc pod uwagę mijający sezon, mimo tych czasami trudnych chwil wszystko zagrało i jest fajnie.

A czas dla siebie? Czy taki masz?

Właściwie to nie ma czegoś takiego, jak czas dla siebie. Często brakuje mi go bardzo. Praktycznie ciągle podejmuję się nowych wyzwań, inicjatyw, które, jak się później okazuje, konsumują pozostałą część mojego czasu poza pracą. Kiedy jednak już zdarza mi się go mieć, wtedy poświęcam go regeneracji, która niestety ciągle pozostaje piętą achillesową mojej sportowej aktywności. Jest też tak, że czasami, jeśli już ten czas wolny mam, poświęcam go na nadrabianie książkowych zaległości. A trochę się już tego zebrało. Taka chwila z książką jest dla mnie odskocznią od codziennego, zaganianego życia.

Wszystko skupia się wokół sportu?

Wszyscy którzy mnie znają, wiedzą doskonale, że lubię spędzać czas aktywnie. Niekoniecznie musi być to bieganie. Sport zawsze dominował w moim życiu. Nawet jeśli nie uprawiam sportu to książki, prasa, artykuły, które czytam, biegania i sportu raczej dotyczą. Pasjonuję się sportem, nowościami technicznymi, gadżetami biegowymi. I często to, co robię prywatnie, wiąże się z moją pracą albo sportem np. rozmowy ze znajomymi, które schodzą na tematy związane ze sprzętem biegowym. Doradzam więc, jaki wybrać zegarek, plecak czy buty. Moje życie kręci się wokół biegania, gór i górskich aktywności.

Startujesz w górach na różnych dystansach, w biegach różnego typu. Próbowałaś ultra, biegów typu „sky” i tych alpejskich. A gdzie Ty najchętniej widzisz się w roli zawodnika? Gdzie najmocniej zaczyna bić Ci serce, kiedy opowiadasz o bieganiu? Potrafisz sprecyzować się w ten sposób?

Najbliższe są mi biegi Skyrunningu Extreme. Najbardziej mi się to podoba, najbardziej mnie to kręci. Gdy widzę wysokie góry, dużo ekspozycji i trudności technicznych – to jest to, co sprawia mi największą frajdę. Lubię próbować nowego, czuję wtedy, że się rozwijam. Ale w tym, co robię nie jest dla mnie najważniejsze, by poprawiać wyniki i pokonywać każdy kilometr o kilka sekund szybciej. Największą zabawę sprawia mi sprawne poruszanie w górach, jeśli tak mogę to nazwać. To, że mogę docierać do miejsc, gdzie nie każdy jest w stanie dotrzeć. Niestety w Polsce bardzo mało jest takich biegów i miejsc, gdzie jest okazja poczuć te emocje. Żeby móc realizować siebie, musiałabym jeździć w Tatry – tam robić granie czy wbiegać na bardziej wymagające i technicznie trudniejsze szczyty. Najbardziej lubię biegi na dystansach od 45 do 65 kilometrów, z dużą ilością przewyższeń, trudnych technicznie, a już najlepiej, kiedy jest w tym jeszcze trochę wspinaczki. Wtedy zapalają mi się ogniki w oczach. Wtedy najchętniej staję na starcie.

I o biegach Skyrunning Series Extreme będziemy miały okazję porozmawiać na Naszym spotkaniu we Wrocławiu. W ilu biegach tego typu miałaś okazję startować?

W zeszłym roku miałam okazję ukończyć wszystkie biegi pucharu Sky Running Extreme. Udało się całkiem nieźle, bo w całej klasyfikacji Pucharu Świata skończyłam ostatecznie na V miejscu. W tym roku wzięłam udział w zawodach, których nie było w Pucharze rok temu – to było Gran Paradiso we Włoszech. Niestety, nie udało mi się powtórzyć całego cyklu PŚ, bo po prostu zabrakło budżetu. Wiem, że wszystkie te zawody można przebiec naprawdę szybko, że dobre czasy są w zasięgu moich możliwości, ale do tego brakuje mi też odpowiednich treningów. Poziom trudności w Tatrach nie oddaje obrazu tych biegów. Oprócz trudności w ekspozycji dodać do tego trzeba jeszcze wysokość, ponieważ zawody organizowane są najczęściej powyżej 3000 m. n. p. m. Czasami zapiera mi dech w piersiach.

A co to właściwie ten Skyrunning? I czym takie biegi różnią się od tych „zwyczajnych” górskich?

W wielkim skrócie Skyrunnig to biegi organizowane na sporych wysokościach. W trudnych technicznie górach, wysoko, gdzie sięgamy po chmury, a przestrzeń wokół wygląda zupełnie inaczej. Najczęściej są to biegi w trudnym, technicznym terenie. W Polsce nie mamy tras typowo skyrunningowych, najwięcej elementów skyrunningu znajdziemy oczywiście w Tatrach, choćby na Biegu Marduły, ale wersji Extreme nie da się porównać do żadnych zawodów w Polsce.

Cała Seria Biegów Skyrunning World Series jest podzielona na kilka mniejszych cyklów: serie ultra, czyli biegów trudnych technicznie na dystansach 65 kilometrów i dłuższych, biegi Extreme, czyli takich z dużą ilością przewyższeń i elementami wspinaczkowymi oraz biegi typu Classic, rozgrywane na dystansach około 20-30 kilometry na ciągle sporych wysokościach. Każda z serii ma własne klasyfikacje, a wszystkie wchodzą w skład cyklu Overall. Niestety, start w cyklu Pucharu Świata to spory wydatek, o wersji Overall nie wspominając.

Skoro już o startach mowa, chciałabym zapytać o jeden z Twoich tegorocznych – Stubai Ultra Trail. 64 kilometry, w technicznie trudnych i zimowych warunkach. W lipcu tego roku byłaś pierwszą kobietą na mecie biegu w austriackich Alpach. Co więcej, ukończyłaś go jako 17 zawodnik w open. Jak wyglądał start po zwycięstwo na Lodowcu Stubai?

To był start, który pojawił się w moim kalendarzu w maju. I kiedy tylko usłyszałam o możliwości przebiegnięcia go, od razu zapaliłam się do tego. To jest coś co muszę zrobić w tym sezonie! Stubai znałam tylko z wcześniejszych wyjazdów na narty. Kilka razy byłam tam zimą. Dzięki temu też był on w pewien sposób bliski mojemu sercu. Pomyślałam więc, dlaczego by nie spróbować pobiegać w tym miejscu latem? Meta biegu na trzech tysiącach też brzmi niesamowicie. Było to coś nowego. Przebiec całkiem sporo kilometrów, po czym wbiec na wysokość 3000 tysięcy metrów. Byłam też ciekawa, jak na to zareaguje organizm. Te niewiadome dodawały całego smaku imprezie. Już wtedy czułam, że to jest bieg dla mnie ważny, na którym szczególnie mi zależy.

Fot: Archiwum własne Natalii

Fot: Archiwum własne Natalii

Stoisz na starcie i co dalej?

Od początku biegłam bardzo mocno. Ustawiałam się w jednej z pierwszych linii. Wystartowałam z grupą mężczyzn, której trzymałam się aż do końca. Część z panów została w tyle, część mnie wyprzedziła. Start był dla mnie ciekawy pod tym względem, że po raz pierwszy biegałam tak długo w nocy. Start był o 1 w nocy z Innsbrucka, więc właściwie większą część trasy pokonałam po ciemku. Traktowałam to jako dodatkowe wyzwanie, wzbudzało to też większe emocje. Nie obyło się bez kryzysów. Wbiegając na metę byłam całkowicie szczęśliwa, że udało mi się to zrobić. No i ta meta na 3 tysiącach. Dzień wcześniej sypał tam świeży śnieg. Robił niesamowite wrażenie. Całkiem nieźle wyszło. Miało być dobrze i było dobrze. To najważniejsze.

Mam też jedną bardzo miłą historię, która spotkała mnie po starcie. Mieszkaliśmy u Pani, która była również na mecie biegu. Przywitała Nas bardzo serdecznie, gratulując. Dzień później właścicielka naszego małego apartamentu wręczyła mi piękny album ze zdjęciami z wielkim uśmiechem mówiąc, że skoro biegałam tak szybko i większość trasy pokonywałam nocą, to nie miałam okazji podziwiać widoków, więc teraz będę mogła je sobie pooglądać.

To kim była Natalia zanim została biegaczką?

Zależy jak daleko patrzeć w przeszłość. 5, 10, 15 lat, czy jeszcze więcej.

Zacznijmy od dzieciństwa.

Mała Natalia od zawsze była energiczną osobą. Od dziecka nie mogłam wysiedzieć na czterech literach w domu. Robiłam sporo rzeczy związanych ze sportem, ale nigdy nie trenowałam profesjonalnie. Za to zawsze z wielkim sercem i zapałem. W dzieciństwie miałam krótki epizod z taekwondo, później przez sześć lat grałam w koszykówkę.

Koszykówkę?

Tak. Od czwartej klasy szkoły podstawowej do końca gimnazjum. Trwało to 6 lat. Wtedy też prawie codziennie, z uporem maniaka chodziłam na treningi, które zaczynały się o 6:30 rano! Tylko wtedy była dostępna dla nas sala gimnastyczna.

A mówiłaś, że nic z tych rzeczy nie było profesjonalne!

Grałyśmy w Małopolskiej Lidze Koszykówki. I przez te kilka lat wygrałyśmy może z dwa mecze. Z pokorą znosiłyśmy całą drużyną swoje porażki. To był naprawdę bardzo fajny czas w moim dzieciństwie. Moi rodzice, nasz trener, wszyscy doskonale wiedzieli, że koszykarką nigdy nie będę. Eliminował to chociażby mój wzrost, no ale chęci były i zapał był, więc grałam i wstawałam przez te kilka lat o 5:30, żeby pograć sobie na sali w koszykówkę. Oczywiście to wszystko było na niskim poziomie sportowym. Wbrew pozorom w Krynicy Zdrój wtedy nie dało się zbyt wiele robić, to był wybór raczej z konieczności i sposób na fajnie dzieciństwo, bycie w grupie, naukę obowiązkowości, punktualności.

4-fot-archiwum-wlasne-natalii-tromso-skyrace-norwegia-natalia-i-kilian-jornet-organizator-biegu

Fot: archiwum własne Natalii – Tromso, Skyrace, Norwegia. Natalia i Kilian Jornet, organizator biegu.

I co było dalej?

W trakcie studiów dwa lata trenowałam pływanie, ale to wszystko opierało się na zabawie, chęci spędzenia czasu z innymi ludźmi i nigdy nie wykraczało poza te ramy. Oprócz tego jeździłam przez kilka lat na snowboardzie. Nauczyłam się nawet bardzo fajnie jeździć. Zostałam instruktorem, zaczęłam uczyć na stoku. Tyle, że odkąd poznałam ski-toury, moja deska stoi gdzieś w piwnicy i się kurzy.

I oprócz snowboardu ani słowem nie wspomniałaś o górach, nie mówiąc już o bieganiu?

Góry zaczęłam poznawać dopiero pod koniec studiów! Wtedy też byłam w nich po raz pierwszy. Zupełnie nie znałam ludzi związanych z tym środowiskiem. Może to śmiesznie zabrzmi, bo pochodzę z Krynicy Zdrój, ale moi rodzice nie są ani sportowi, ani nie są związani z górami, więc tego świata zwyczajnie nikt mi wcześniej nie pokazał. Ale kiedy tylko w te góry trafiłam, od razu wiedziałam, że to jest to. Na początku były to wycieczki piesze, później treking. Po jakimś czasie, kiedy poznałam więcej ludzi zaczęłam się nawet trochę wspinać. Wspinaczem jakimś super może nie byłam, ale wtedy miałam pierwszy raz okazję pojechać w góry wysokie. Zrobiłam swój pierwszy poważny szczyt 5 tysiącznik. Później przytrafiła mi się kontuzja kolana, a później było już bieganie. To tak w dużym skrócie.

Na Twoim blogu widziałam, że sporo podróżowałaś? Wiązało się to jakoś z Twoimi studiami?

Nie, nie. Moja edukacja zupełnie nie wiąże się ze sportem ani też z moimi wyjazdami. Zrobiłam licencjat z pedagogiki, studia magisterskie z bibliotekoznawstwa. Ukończyłam też podyplomówkę z BHP. Rozminęłam się trochę ze swoim powołaniem, ale teraz staram się te zaległości nadrabiać. Szkolę się i uczę. Poszerzam swoje sportowe horyzonty.

Bibliotekoznawstwo. To tłumaczy Twoje zamiłowanie do książek. Opowiesz coś więcej o swoich podróżach?

Kilka lat temu zapragnęłam zrobić coś fajnego. Gdzieś wyjechać. To były czasy, kiedy fora internetowe i posty w stylu „szukam towarzysza podróży” były bardzo popularne. Tak też znalazłam grupę ludzi, z którymi pojechałam na Spitsbergen. Później pojechaliśmy na Kazbek, w planie był Elbrus, ale skończyliśmy na Kazbeku, bo na Elbrusie runęła kolejka. Na Kazbek udało mi się wejść dwa razy. Dzień po dniu. To był ten pierwszy pięciotysięcznik. Jak widać wydolność, wytrzymałość miałam już wtedy, kiedy w ogóle nic nie trenowałam. Z innych ciekawych miejsc i podróży niesportowych to wyjazd do Czarnobyla. Byłam też w Laponii na wyprawie ski-tourowej z chłopakami z GOPR-u. 10 dni w terenie, temperatura czasem minus trzydzieści stopni, spanie pod namiotem, robienie herbaty ze śniegu. Fajne, inne, górskie ciekawe doświadczenie. Odwiedziłam też kilkakrotnie Alpy, ViaFerraty, Góry Skaliste. Uwielbiam biwakować. I to było dla mnie coś wspaniałego, odkąd tylko zaczęłam swoją przygodę z turystyką górską, górami. Jedna z fajniejszych rzeczy, jaką zrobiłam w tym roku, która była dla mnie takim wielkim „łaaał”, było wyjście na znaną mi z każdej strony Jaworzynę Krynicką z przyjaciółką, przespanie się pod gołym niebem, wypicie kawy o czwartej rano przy wschodzie słońca. To są chwile, które pamięta się bardzo, bardzo długo.

A obok sportu jest coś, co mogłabyś nazwać swoją pasją?

Całe moje życie kręci się jednak wokół niego. Ale jeśli nie mówimy o typowym spocie, to może byłaby to turystyka. Przez jakiś czas nawet jeździłam z grupami turystycznymi jako pilot, przewodnik. Tylko że i sport i moje wyjazdy, wszystko to, jedno z drugim, dla mnie się mocno zazębia.

Kończysz już sezon 2017? Czy można będzie spotkać Cię jeszcze gdzieś na imprezach biegowych w tym roku?

Startów już żadnych raczej nie planuje. Koniec tego roku jest dla mnie bardzo intensywny. Zrobiłam niedawno kolejny kurs związany ze sportem, muszę teraz zdać z niego egzamin. Mam sporo obowiązków w pracy. Więc chyba nie. Odpuszczam. Ale na pewno będzie mnie można spotkać na wydarzeniach związanych z górami i bieganiem.

Zobaczymy się w przyszłym roku w Szczawnicy?

Nie wiem. Powiem szczerze, że koniec kwietnia to nie jest dla mnie jeszcze czas na super formę i mocne bieganie. Jeśli ktoś śledzi mnie i moje losy na bieżąco to wie, że początek roku to dla mnie czas wyjazdów związanych ze ski-tourami. Od kilku lat w porze wiosennej właśnie udaje mi się gdzieś wyjechać. Wtedy najczęściej planuje jakieś wyprawy w góry. Dlatego też początki sezonu biegowego nie są dla mnie łatwe. Zawsze czuję się niezupełnie przygotowana, ponieważ wyrywam sobie te dwa, trzy tygodnie z kalendarza, na wcześniej planowane wyprawy związany z górami oczywiście. A marzy mi się jedna taka właśnie, więc zobaczymy, jak się to wszystko poukłada. Poza tym udało mi się wygrać w Szczawnicy Chyżą Durbaszkę i Wielką Prehybę, dlatego chyba tam formuła startów się już raczej wyczerpała.

3-fot-ultralovers-jacek-deneka-mistrzostwa-europy-skyrunning-classic-zeanuri-hiszpania

Fot: Ultralovers, Jacek Deneka. Mistrzostwa Europy Skyrunning Classic, Zeanuri-hiszpania

A inne plany na 2018?

Kalendarz biegowy jest cały czas w budowie. Mam kilka pomysłów. Zaplanowałam kilka startów, na które wiem, że będę mogła pozwolić sobie czasowo i finansowo, a cała reszta pewnie będzie zależała od szczęścia, spontaniczności i różnych innych czynników. Trzeba też tak planować, żeby połączyć to z pracą. Dużo zależy od tego, czy uda mi się uzyskać jakieś wsparcie finansowe od sponsorów.

To jeszcze na koniec rozmowy – bieg – marzenie dla Natalii Tomasiak?

Szczerze powiem, że ja spełniłam już swoje marzenie biegowe. Działo się to tak bardzo szybko, że mało kto się zorientował, że to było moje marzenie. To był bieg w Tromsø. Byłam tam rok temu. Aczkolwiek, jeśli miałabym powiedzieć o tym, co dalej, to jeśli znajdzie się więcej biegów z serii Extreme, niekoniecznie tych z Pucharu Świata, ale takich, gdzie mogę się trochę powspinać, trochę pobiegać, to będą one na liście moich wymarzonych startów. Chciałabym też kiedyś, choć uważam, że to jest strasznie ciężkie, wziąć udział w Trans Ural. Ale to jest bieg, który trwa kilka lat, podzielony jest na różne etapy. Na dzień dzisiejszy, z różnych względów, nie jest to możliwe do realizacji. Ale skoro mówimy o tym w kategorii marzeń, to tak – trzeba je mieć. Trzeba, żeby mieć do czego dążyć. Jestem osobą, która twardo stąpa po ziemi i zakładając sobie cele, staram się obierać je tak, by były one dla mnie realne do osiągnięcia. Nie lubię uczucia sfrustrowania, kiedy coś mi nie wychodzi. Za przykład weźmy nawet plany wyjazdowe. Moim pierwszym planowanym celem był np. Nordkapp, to było w moim zasięgu. A to, że ostatecznie wylądowałam na Spitsbergenie to inna historia.

Lepiej być mile zaskoczonym niż niemiło rozczarowanym. I tym się kieruję, planując swoje starty. Planuje je też tak, żeby wszystko udało się zrealizować. Jeśli przy okazji uda się zrobić coś więcej, to jest już zupełnie super. Czuję, że biegowo realizuję się na co dzień. I nie mam ze startami biegowymi jakiś wielkich marzeń, z tych dalekosiężnych. Jeśli już, to wiązałabym je z inną formą aktywności. Coś trudnego, coś z nartami, coś, gdzie trzeba dodatkowo się natrudzić i pokombinować. Szukałaby czegoś w tym kierunku. Jestem mocną zawodniczką na podbiegach, więc może projekt sprawdzający własne możliwości i próba zdobycia jakiegoś szczytu w rekordowym czasie. To byłoby coś ciekawego. Tylko ciągle brakuje czasu na to wszystko.

Dziękuję Natalia i cieszę się bardzo na nasze spotkanie we Wrocławiu.

Spotkania z Trailem to wydarzenie dla ludzi i o ludziach związanych z bieganiem oraz innymi formami sportowej aktywności. Nie tylko tej górskiej. Na drugim spotkaniu w Pubie Wędrówki naszym gościem będzie Natalia Tomasiak – jedna z czołowych biegaczek górskich w naszym kraju. Reprezentantka Polski w tegorocznych Mistrzostwach Świata w Trailu w Badia Prataglia we Włoszech oraz Mistrzostw Skyrunning Europy Gorbeia Suzien Ternua w Hiszpanii.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *