Od prawie 3 do nieco ponad 2 godzin – historia rekordu świata w maratonie

Autor: Jakub Karasek • 21.09.2017
epa04425585 41st edition of the Berlin Marathon world record holder Dennis Kimetto (R) carries his son Alphine Kibet as his wife Caroline Kimetto (L) looks on after he was received by his family and friends upon arrival at the Jomo Kenyatta International Airport (JKIA) in Nairobi, Kenya, 01 October 2014. Kimetto bettered the marathon world record, clocking 2 hours, 2 minutes and 57 seconds. EPA/DANIEL IRUNGU Dostawca: PAP/EPA.

Denis Kimetto jest aktualnym rekordzistą świata w maratonie. Czy w niedzielę 24 września straci ten tytuł? Dostawca: PAP/EPA.

Nadchodzący 45. BMW Berlin Maraton to bieg, w którym udział wezmą jedni z najlepszych, a może i najlepsi maratończycy w historii. Czy tak silna czołówka pokusi się o pobicie rekordu świata? Przekonamy się już w ten weekend, tymczasem zachęcamy do prześledzenia dotychczasowej historii rekordu świata na królewskim dystansie.

Aktualny rekord świata w maratonie należy do Denisa Kimetto i wynosi 2:02:57. Majowy bieg Eliuda Kipchoge na torze Monza i czas 2:00:25 spowodowały, że bariera 2 godzin w maratonie wydaje się być coraz bliżej. Być może kolejny krok w tym kierunku zostanie wykonany w najbliższy weekend w Berlinie, gdzie na szybkiej trasie zmierzą się wielkie gwiazdy biegania: Eliud Kipchoge, Kennenisa Bekele i Wilson Kipsang. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu wydawało się to nie do pomyślenia, że wynik w okolicach 2 godzin będzie tak blisko. Jak na przestrzeni lat doszliśmy do tak niewiarygodnych rezultatów? Przed Wami historia rekordu świata w maratonie.

Na samym początku warto zaznaczyć, że pierwszy oficjalny rekord świata w maratonie należał do Paula Tergata z Kenii. Tergat osiągnął czas 2:04:55 28 września 2003 r. w Berlinie, stając się pierwszym w historii człowiekiem, który pokonał 42,195 km poniżej 2 godzin i 5 minut. Jednak jego rezultat uzyskał status rekordu świata dopiero 1 stycznia 2004 r. To własnie od tego dnia Międzynarodowe Stowarzyszenie Federacji Lekkoatletycznych (IAAF) oficjalnie uznaje rekordy świata na dystansie maratonu. To nie oznacza, że wcześniejsze wyniki odeszły w niepamięć. Chociaż oficjalny rekord jest notowany ledwie od 13 lat, historia najlepszych wyników na królewskim dystansie jest o niemal 100 lat dłuższa.

Początek XX w.

Dystans maratonu w kształcie, w jakim funkcjonuje do dzisiaj, został ustalony podczas Igrzysk Olimpijskich w Londynie w 1908 r. Najszybszy zawodnik tamtego biegu osiągnął rezultat 2:54:46 i był nim Włoch Dorando Pietri. Jednak jego nazwisko nie figuruje na miejscu pierwszego nieoficjalnego rekordzisty świata w maratonie. Tytuł ten przypadł drugiemu na mecie Amerykaninowi Johnny’emy Hayesowi. Ma to związek ze słynnymi dramatycznymi wydarzeniami, których świadkami byli kibice zgromadzeni na White City Stadium. Otóż prowadzący w wyścigu Włoch wbiegł na stadion tak zmęczony, że najpierw skręcił w niewłaściwą stronę (maratończycy, by dotrzeć do mety musieli pobiec w kierunku zgodnym z ruchem wskazówek zegara czyli odwrotnie niż biega się na stadionach), a następnie kilkakrotnie upadał na ostatnich metrach. We wstawaniu pomocy udzielali mu sędziowie, zresztą to również oni pomogli mu ostatecznie dotrzeć do mety. Takie wsparcie jest jednak niedozwolone i po proteście amerykańskiej ekipy Włoch został zdyskwalifikowany, a zwycięzcą uznano Hayesa, który samodzielnie pokonał cały dystans w czasie 2:55:18. Ten wynik otwiera historyczne listy najlepszych rezultatów maratońskich.

Dorando Pietri, Londyn 1908. Fot. The Print Collector/Print Collector/Getty Images

Dorando Pietri, Londyn 1908. Fot. The Print Collector/Print Collector/Getty Images

Również drugi nieoficjalny rekord świata został osiągnięty w nietypowych warunkach. 1 stycznia 1909 r. Amerykanin Robert Fowler podczas noworocznego biegu Yonkers Empire City Marathon w Nowym Jorku osiągnął czas 2:52:45. Nie byłoby w tym nic aż tak nadzwyczajnego (poza ustanowieniem najlepszego wyniku w historii maratonu), gdyby nie fakt, że, jak podaje IAAF w momencie startu temperatura wynosiła -18 stopni Celsjusza. Zdecydowanie nie były to optymalne warunki do ścigania.

Na początku listy najlepszych wyników maratońskich w historii widnieją 3 Amerykanie. Po Hayesie i Fowlerze następnym jest James Clark. To pierwszy zawodnik, który oficjalnie pokonał królewski dystans poniżej 2 godzin i 50 minut. Dokonał tego ledwie miesiąc po wyczynie Fowlera, również w Nowym Jorku, biegnąc 2:46:52. Pierwszym Europejczykiem na tej liście jest Brytyjczyk Henry Barrett, który 8 maja 1909 r. otworzył piękny rozdział w historii londyńskiego Maratonu Politechniki. W pierwszej edycji tej imprezy osiągnął czas 2:42:31. Co ciekawe, pomiędzy Clarkiem i Barrettem na liście rekordzistów widnieje jeszcze jedno nazwisko – Amerykanina Alberta Rainesa z wynikiem 2:46:04 z Nowego Jorku, również z 8 maja 1909 r. Biorąc pod uwagę różnicę czasu pomiędzy Londynem i Nowym Jorkiem, jest bardzo prawdopodobne, że jego rezultat został osiągnięty później niż Barretta. Jednak ze względu na to, że przez lata mylnie uznawano, że pierwszy Maraton Politechniki został rozegrany nie 8 a 26 maja, czas Rainesa również jest uwzględniony wśród najlepszych w historii.

Kolejny rezultat należy do Szweda Thure’a Johanssona2:40:34 i był pierwszym, który przetrwał przez dłuższy czas – aż do 1913 r. Wtedy rekord odzyskali Brytyjczycy za sprawą Harry’ego Greena (2:38:16), jednak już niespełna 3 tygodnie później ponownie na szczycie najlepszych maratońskich wyników w historii widniało nazwisko biegacza ze Szwecji. Dokonał tego Alexis Ahlgren podczas Maratonu Politechniki z wynikiem 2:36:06. Ten wynik utrzymał się na szczycie przez 7 lat, do momentu, kiedy na maratońską scenę wkroczył wielki Juho Pietari Kolehmainen znany bardziej jako Hannes Kolehmainen. Trzykrotny wówczas Mistrz Olimpijski spróbował swoich sił na dystansie maratonu podczas Igrzysk Olimpijskich w Antwerpii w 1920 r., wygrywając rywalizację z wynikiem 2:32:36.

Poniżej 2 i pół godziny

Erę wyników poniżej 2,5 godziny otworzył Amerykanin Albert Michelsen w roku 1925, osiągając czas 2:29:01 na trasie maratonu Port Chester. Jego rezultat pozostał niepobity przez niemal 10 lat, kiedy na maratońską arenę mocnym akcentem wkroczyli Japończycy. 3 kolejne rekordy padały w Tokio – autorem pierwszego (2:27:49) był Fusashige Suzuki, ledwie 3 dni później o 1 minutę i 5 sekund wynik ten poprawił Yasuo Ikenaka, a kolejne 2 sekundy z najlepszego czasu zdjął Sohn Kee-chung. Jego wynik to 2:26:42. Z tym ostatnim biegaczem wiąże się ciekawa historia – chociaż pochodził z Korei Południowej, na arenie międzynarodowej występował pod zjaponizowanym nazwiskiem Son Kitei oraz reprezentował barwy Japonii, która okupowała wówczas Koreę. Jednak manifestowane przez niego przywiązanie do Korei zaowocowało tym, że do dzisiaj przy jego nazwisku obok skrótu JPN widnieją również litery KOR. Son Kee-chung doczekał czasów niepodległości Korei Południowej i był jednym z członków sztafety niosącej ogień olimpijski podczas ceremonii otwarcia Igrzysk Olimpijskich w Seulu w 1988 r.

Czas Japończyka/Koreańczyka był niepobity przez kolejnych 12 lat. A kiedy w końcu nadszedł czas na poprawę najlepszego w historii wyniku maratońskiego, sztuki tej dokonał jego podopieczny i rodak – Sun Yun-bok (zmarł w czerwcu tego roku), zwyciężając w 1947 r. w Bostonie z wynikiem 2:25:39. Z dzisiejszej perspektywy czas osiągnięty na trasie w Bostonie nie zostałby uznany za oficjalny rekord świata, jednak widnieje on w tabelach historycznych, podobnie jak szereg innych rezultatów osiągniętych na nieregulaminowych z dzisiejszego punktu widzenia trasach.

Po okresie maratońskiej dominacji japońsko-koreańskiej, przez kolejne lata prym wiódł 1 zawodnik – Brytyjczyk Jim Peters, który wywindował królewski dystans na zupełnie inny poziom. Przesuwanie granicy wyobraźni co do ludzkiego potencjału w biegach długich rozpoczął w 1952 r. podczas Maratonu Politechniki, który ukończył z czasem 2:20:42, poprawiając poprzedni wynik o niemal 5 minut. Rok później w kolejnej edycji Maratonu Politechniki jako pierwszy człowiek w historii uporał się z barierą 2 godzin i 20 minut. Czas 2:18:40 był osiągnięciem, do jakiego nikt z jego rywali nie był w stanie nawet się zbliżyć. Mimo braku bezpośredniej konkurencji Peters kontynuował swój rekordowy pochód. Najpierw w fińskim Turku w 1953 r. urwał ze swojego poprzedniego rezultatu 6 sekund, a w 1954 r. ponownie na trasie londyńskiego Maratonu Politechniki, wykręcił czas 2:17:39. Na przestrzeni 3 lat przesunął rekordową granicę w maratonie o 8 minut.

jim-peters

Jim Peters po ustanowieniu najlepszego maratońskiego wyniku w historii w 1954 r. Fot. youtube.com/user/britishpathe

Następne nazwisko w tym chwalebnym gronie należy do reprezentanta ZSRR. W 1958 r. w Sztokholmie Siergiej Popow został Mistrzem Europy w maratonie, wygrywając rywalizację z fenomenalnym wówczas rezultatem 2:15:17. Rekord w okolicach 2:15 utrzymywał się przez kolejnych 5 lat, chociaż osiągnięcie Popowa zostało błyskawicznie poprawione. Najpierw o 1 sekundę szybciej pobiegł słynny Etiopczyk Abebe Bikila na trudniej trasie olimpijskiego maratonu w Rzymie w 1960 r., pokonując ją bez… butów. Natomiast 3 lata później w Beppu kolejną sekundę z najlepszego maratońskiego wyniku w historii urwał Japończyk Toru Terasawa.

Rekordowe przyspieszenie

Od wyczynu Terasawy dynamika ustanawiania kolejnych rekordów znacznie wzrosła. Już 4 miesiące później rozegrano Maraton Politechniki i po raz 6. w historii imprezy padł najlepszy maratoński wynik – jego autorem był Amerykanin Leonard „Buddy” Elen. Osiągając czas 2:14:28 stał się pierwszym człowiekiem, który pokonał królewski dystans poniżej 2 godzin i 15 minut. Nazwisko Elena jako najszybszego maratończyka widniało na szczycie listy przez niespełna rok – do kolejnej edycji Maratonu Politechniki. W 1964 r. zwycięzca – Basil Heatley – pokonał trasę tego niezwykłego biegu w 2 godziny 13 minut i 55 sekund i rekord wrócił w ręce Brytyjczyków. Nie na długo. W październiku 1964 r. rozegrano Igrzyska Olimpijskie w Tokio. Broniący tytułu Abebe Bikila został pierwszym w historii biegaczem, który 2 razy z rzędu zdobył olimpijskie złoto w maratonie, na dodatek w obu tych biegach poprawił najlepszy rezultat w historii. W Tokio wygrał z wynikiem 2:12:11. Jednak i ten wynik został poprawiony już kilka miesięcy później, na trasie – a jakże – Maratonu Politechniki. Edycję rozgrywaną w 1965 r. wygrał Japończyk Morio Shigematsu z czasem 2:12:00. Wynik ten zakończył pewną epokę – Shigematsu jest bowiem ostatnim zawodnikiem Kraju Kwitnącej Wiśni, który dzierżył najlepszy w historii wynik maratoński, był to także ostatni (8.) rekord ustanowiony na trasie Maratonu Politechniki (wynik do dzisiaj niepobity nawet przez słynny maraton w Berlinie) i ostatni powyżej bariery 2 godzin i 10 minut.

Jak wiadomo, kiedy coś się kończy, coś innego się zaczyna – i tak właśnie na maratońską scenę z przytupem wkroczyła Australia. Tym, który odebrał najlepszy w historii wynik Japończykom był Derek Clayton. Co ciekawe, dokonał tego na japońskiej ziemi – podczas maratonu w Fukuoce w 1967 r, wygrywając go z czasem 2:09:36. To historyczne osiągnięcie, bowiem po raz pierwszy nieoficjalnym rekordzistą świata został Australijczyk, a przede wszystkim przesunął granicę ludzkiej wyobraźni, zdecydowanie rozprawiając się z barierą 2 godzin i 10 minut. Jednak Clayton nie poprzestał na tym – w 1969 r. w Antwerpii wykręcił czas 2:08:33 i ten wynik utrzymał się na szczycie przez ponad 12 lat.

Dopiero w 1981 r. świat ujrzał rezultaty szybsze od osiągnięć Claytona. Tym, który jako pierwszy tego dokonał był Alberto Salazar, biegnąc w Nowym Jorku 2:08:13 (5. miejsce w tamtym biegu z czasem 2:11:36 zajął Polak – Ryszard Marczak). Jednak na próżno szukać nazwiska Amerykanina na historycznej liście rekordzistów. Jak się bowiem okazało, trasa maratonu w Nowym Jorku nie była właściwie zmierzona (zabrakło ok. 150 m do pełnego dystansu maratońskiego) i wynik Salazara nie został uznany. Pomimo tego w 1981 r. najlepszy wynik w historii padł, jednak nieco później. Historia przypominała nieco tę z 1967 r. – ponownie głównym bohaterem został Australijczyk i ponownie dokonał tego w Fukuoce. Tym razem swoje piętno w historii odcisnął Rob de Castella, a jego czas to 2:08:18.

Po kilkunastoletniej erze australijskiego panowania w maratonie do głosu (po raz ostatni) doszli Europejczycy. W 1984 r. na zmienionej trasie maratonu w Chicago w swoim pierwszym ukończonym w karierze biegu na dystansie 42,195 km zabłysnął barwny Walijczyk Steve Jones, przybiegając na metę w czasie 2:08:05. Nie był to jednak 100-procentowy maratoński debiut, ponieważ rok wcześniej Jones również wystartował w Chicago, ale wycofał się ze względu na kontuzję. Jego rezultat został poprawiony w kolejnym sezonie przez ówczesnego Mistrza Olimpijskiego w maratonie Carlosa Lopesa. Lopes wygrał maraton w Rotterdamie w 1985 r. biegnąc 2:07:12. Portugalczyk okazał się fenomenem, ponieważ kiedy ustanawiał ten rezultat miał ponad 38 lat i był to jego ostatni w karierze wyścig maratoński. Lopes jest również ostatnim Europejczykiem, który dzierżył miano najszybszego w historii na królewskim dystansie.
Embed from Getty Images

Era nowożytna – coraz bliżej 2 godzin

Kolejny rekord padł w 1988 r. i już drugi raz z rzędu najszybszy bieg miał miejsce w Rotterdamie. Zawodnikiem, który tego dokonał był nieco zapomniany dzisiaj Etiopczyk – Belayneh Densamo. Fakt, że współcześnie mało kto pamięta o Densamo jest tym bardziej zaskakujący, że jego rezultat 2:06:50 widniał na 1. miejscu w historii przez ponad 10 lat! Tylko rezultaty Claytona i Son Kee-chunga utrzymały się dłużej na szczycie. Wynik Etiopczyka został poprawiony przez jedynego w tym zestawieniu reprezentanta Ameryki Południowej – Brazylijczyka Ronaldo da Costę. Da Costa swoim biegiem w 2:06:05 otworzył piękną kartę w historii maratonu w Berlinie – od tamtego czasu tylko 2 spośród 8 kolejnych rekordowych wyników padły poza stolicą Niemiec. Został także pierwszym zawodnikiem, którego średnie tempo na dystansie maratońskim było szybsze niż 3 min/km. Jednak wygrywając w Berlinie w 1998 r. nie biegł równym tempem – pierwszą połowę dystansu pokonał w 1:04:42, a drugą w fenomenalnym czasie 1:01:43.

Da Costa cieszył się mianem najszybszego maratończyka w historii przez rok i miesiąc. W październiku 1999 r. Marokańczyk Khalid Khannouchi mijając linię mety maratonu w Chicago zatrzymał zegarek na 2 godzinach 5 minutach i 42 sekundach. Następny wynik na liście najlepszych w historii należy do Amerykanina o nazwisku… Khalid Khannouchi. To ten sam zawodnik, który jednak w 2000 r. otrzymał Amerykańskie obywatelstwo i kolejny rekord ustanowił już w nowych barwach. Swój poprzedni rezultat poprawił w 2002 r. podczas maratonu londyńskiego o 4 sekundy. Biorąc pod uwagę stawkę, można stwierdzić, że obsada tamtego biegu była tak imponująca, jak ta, którą w tym roku zobaczymy w Berlinie. Khannouchi pokonał wówczas w bezpośrednim pojedynku Paula Tergata (zajął 2. miejsce z wynikiem 2:05:48) i Haile Gebrselassie (3. miesjce, czas 2:06:35), czyli dwóch kolejnych rekordzistów świata na królewskim dystansie. Był to również ostatni raz, kiedy rekordowy rezultat nie padł w Berlinie.

Wspomniany wyżej Paul Tergat rok później w stolicy Niemiec pokonał kolejną granicę – został pierwszym człowiekiem, który przebiegł maraton poniżej 2 godzin i 5 minut. Kenijczyk musiał jednak wznieść się na absolutne wyżyny możliwości, a zmusił go do tego Sammy Korir, który miał być… pacemakerem Tergata. Korir rzeczywiście towarzyszył koledze i to do samej mety. W pasjonującym pojedynku o 1 sekundę lepszy okazał się Paul Tergat i z czasem 2:04:55 został autorem kolejnego najlepszego w historii wyniku na królewskim dystansie. Jak wspomniano na początku artykułu, wynik ten od 1 stycznia 2004 r. został ratyfikowany przez IAAF jako pierwszy oficjalny rekord świata w maratonie.

Przez całą karierę biegową wielkim rywalem Tergata był Etiopczyk Haile Gebrselassie. Pojedynki obu panów na bieżni elektryzowały kibiców lekkoatletyki na całym świecie. Zawsze jednak podczas wielkich imprez (Igrzyska Olimpijskie w 1996 r. i 2000 r. oraz Mistrzostwa Świata 1997 i 1999), Tergat musiał uznać wyższość, nomen omen, niższego Etiopczyka. Dlatego nie powinno być zaskoczeniem, że rekord świata odebrał Kenijczykowi właśnie Gebrselassie, a dokonał tego w 2007 r. w Berlinie. Jeden z najlepszych biegaczy długodystansowych w historii osiągnął wówczas czas 2:04:26. Jednak już rok później, ponownie w stolicy Niemiec, poprawił własny rezultat i z wynikiem 2:03:59 ustanowił swój ostatni w pięknej karierze rekord świata na olimpijskim dystansie.

Gebrselassie jest również ostatnim jak dotąd nie-Kenijczykiem dzierżącym rekord świata w maratonie. W kwietniu 2011 r. w Bostonie jego rezultat poprawił o niemal minutę (2:03:02) Geoffrey Kiprono Mutai. Wyczyn ten nie został jednak uznany za rekord świata ze względu na nieregulaminową trasę maratonu bostońskiego (zbyt duża odległość między starem i metą oraz zbyt duży spadek wysokości). Tym, który prawomocnie odebrał palmę pierwszeństwa Etiopczykowi był Patrick Makau – zwycięzca 38. edycji maratonu berlińskiego z czasem 2:03:38. Zresztą dotychczasowy rekordzista również brał udział w tym biegu, jednak nie stanowił realnego zagrożenia dla Kenijczyka i przed 30. km zszedł z trasy.

Makau dzierżył rekord przez 2 lata, kiedy w Berlinie pojawił się jeden z najlepszych maratończyków ostatnich lat – Wilson Kipsang. Kipsang już wcześniej próbował atakować rezultat swojego rodaka i najbliżej jego poprawy był we Frankfurcie w 2011 r., kiedy do rekordu zabrakło mu 4 sekund. Ostatecznie jednak swój cel osiągnął właśnie w Berlinie w 2013 r., zatrzymując zegar na wyniku 2:03:23. Kolejny i jak na razie ostatni rozdział w historii rekordu świata w maratonie otworzył rok później Denis Kimetto, tradycyjnie już w Berlinie. Biegnąc taktyką negative splits (pierwsza połowa dystansu wolniejsza od drugiej) stał się pierwszym i jedynym jak dotąd człowiekiem, który pokonał maraton w czasie poniżej 2 godzin i 3 minut. Czas 2:02:57 wciąż jest oficjalnym rekordem świata na królewskim dystansie.

Czas lepszy niż Kimetto osiągnął fenomenalny Eliud Kipchoge w maju tego roku podczas słynnej próby pokonania 42 km i 195 m poniżej 2 godzin. Chociaż ze względu na brak spełnienia szeregu przepisów wymaganych do ratyfikacji, wynik 2:00:25 nie jest rekordem świata, pokazuje jak ogromny potencjał drzemie w tym zawodniku. Kipchoge w najbliższy weekend stanie na starcie maratonu w Berlinie, a wśród rywali będzie miał jednych z najszybszych maratończyków w historii – Kenenisę Bekele i Wilsona Kipsanga. Kto z tej trójki okaże się najlepszy? Czy inny zawodnik zagrozi utytułowanym rywalom? I wreszcie, czy będziemy świadkami kolejnego rekordu świata, który jeszcze bardziej zbliży nas do granicy 2 godzin w maratonie? Przekonamy się już w niedzielę.

Czy w niedzielę 24 września 2017 r. w Berlinie padnie rekord świata w maratonie?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *