Polar V800 vs Garmin Forerunner 920xt

a-garmin

Prawie dwa lata temu opublikowałam na łamach portalu recenzję porównawczą młodszego brata „920-tki”, czyli Garmina Forerunnera 910xt i Polara V800, którego zaczęłam używać miesiąc wcześniej. Od niedawna znowu jestem użytkowniczką zegarka marki Garmin. Dlaczego? Który sprzęt uważam za bardziej przydatny do treningów triathlonowych? Odpowiedź poniżej!

Na początku spieszę zaznaczyć, że poniższa recenzja jest spojrzeniem z perspektywy humanistki i nie-takiej-znowu-gadżeciary. Zegarków sportowych używam długo i intensywnie, ale – pewnie jak większość osób – nie korzystam z każdej z dostępnych w nich funkcji.

Dlaczego po dwóch latach użytkowania Polara V800 postanowiłam powrócić do Garmina? Decydującym powodem była kompatybilność tego drugiego z używanym przeze mnie rowerowym pomiarem mocy (Power2Max). Gdy „przesiadałam się” z Garmina 910xt na Polara v800, używałam pomiaru mocy w piaście (CycleOps PowerTap), który postanowiłam wówczas sprzedać, wychodząc z założenia, że jakoś to będzie. Ostatecznie było tak, że przez kolejne prawie dwa lata jeździłam bez pomiaru mocy, więc w gruncie rzeczy nie wyszłam na tym zbyt korzystnie.

Zła aura użytkownika?

Druga sprawa, która przesądziła o rozstaniu się z Polarem, to jakość połączenia z Bluetoothem… i z ładowarką. Mam czasami wrażenie, że jeśli jedno na sto urządzeń danego producenta może mieć jakiś niestandardowy problem, to trafię właśnie na ten egzemplarz. Od samego początku naszej wspólnej przygody mój zegarek miał ogromny kłopot z połączeniem się z ładowarką, a ściślej rzecz biorąc z załapaniem jej styków – zazwyczaj łączył się za którymś razem z kolei, a i wtedy musiałam uważać, żeby zegarek pozostawał nieruchomo, bo każde, nawet najmniejsze trącenie go powodowało utratę połączenia – i zabawa zaczynała się na nowo. Odsyłałam go nawet do serwisu, ale tam podobno nie udało się odtworzyć problemu. Dostałam za to nową ładowarkę, która absolutnie nic nie zmieniła. Przesyłanie danych do komputera przez kabel było udręką, a żeby było zabawniej, zegarek nie za bardzo chciał łączyć się z moim ówczesnym telefonem, Samsungiem Galaxy s3. Po zmianie telefonu na iPhone’a SE mogłam wreszcie zapomnieć o tej kwestii, bo z nim łączył się bez problemu. Zrzuciłabym winę na konkretny egzemplarz telefonu, jednak zegarek ewidentnie ma własne widzimisię jeśli chodzi o to, z czym będzie się łączył, a z czym nie, ponieważ usilne próby sparowania go z trenażerem Elite TurboMuin również spełzły ostatecznie na niczym.

a-garmin

Puls na Polarze, moc na Garminie… nie jest to najwygodniejsze rozwiązanie.

Ogólne wrażenia z dwóch lat bez rozstawania się z Polarem są jednak bardzo pozytywne. Jeśli chodzi o inne mankamenty, były zdecydowanie wybaczalne. Po roku używania pasek zegarka został chyba rozpuszczony przez chlor, bo po prostu się rozpadł – wyblakł i porobiły się w nim dziury (!). Kilka razy zdarzyło się też Polarowi zaciąć podczas treningu i przepadały mi z niego dane. Poza tym nie mam uwag. Jak na ponad dwa lata bardzo intensywnego użytkowania sądzę, że mogę być zadowolona.

a-garmin

Moje pierwsze wrażenie po zobaczeniu Garmina 920xt brzmiało: Boże, jakie to brzydkie i wielkie! Po założeniu zegarka na rękę byłam jednak pozytywnie zaskoczona – zegarek jest cienki i dość zgrabny, a do tego lekki – przylega mi do nadgarstka lepiej niż Polar. Niemniej do noszenia non stop zdecydowanie bardziej nadaje się Polar V800. Jest on po prostu stylowy i ładny, nie narzuca się sportowym wyglądem i można go nosić do wszystkiego. Garmin jest jednak trochę busolą. I w porównaniu do Polara okropnie skrzeczy – dźwięki wydobywające się z Garmina są paskudne.

Wszystko po swojemu

Ciekawą nowością jest w Garminie to, że praktycznie wszystko da się w nim dostosować do swoich potrzeb. Możliwości personalizacji są naprawdę szerokie – zaczynają się na możliwości ustawienia sobie własnego obrazka na pulpicie, a kończą na znacznie bardziej przydatnym ustawianiu widoku pól danych na kolejnych ekranach aktywności. Polar V800 pozwala oczywiście na dostosowanie widoku pól, ale po pierwsze jest ich mniej, po drugie nie ma możliwości automatycznego przewijania ich podczas treningu, po trzecie w końcu: można je ustawiać wyłącznie z poziomu komputera. Podobnie jest zresztą z wgrywaniem do zegarka rozpiski treningu i ustawianiu wszelkiego rodzaju alertów – jeśli zapomnisz o tym przed wyjściem z domu, to kłopot. Do obsługi Garmina szczęśliwie jest potrzebny tylko sam Garmin. Polar nie posiada też możliwości przełożenia go na rower za pomocą specjalnej przełączki, tzw. quick release. Inna sprawa, że moim zdaniem ta opcja przydaje się wyłącznie podczas treningów rowerowych i zawodów kolarskich, jeśli w takich startujemy. Podczas startu w triathlonie zbyt łatwo jest zgubić zegarek w wodzie, zwłaszcza jeśli wpadniemy w „pralkę”, a zostawienie go w strefie zmian wydaje się niestety równie ryzykowne…

Ogromnym udogodnieniem Garmina jest także automatyczne łączenie się z wifi i zgrywanie treningów na platformę Garmin Connect (i ewentualnie kolejne platformy, które są z nim połączone – w moim przypadku sesje lecą na Connecta, a z niego do Training Peaks i na Stravę). Nie byłam przekonana do opcji pokazywania powiadomień z telefonu na ekranie zegarka, ale tak się złożyło, że była ona domyślnie włączona i zanim się obejrzałam, już obdarzyłam ją sympatią. Teraz gdy siedzę przy komputerze i dostaję wiadomość na fejsbuku, wrzeszczą mi o to głośniki komputera, telefon i zegarek jednocześnie – czekam aż zadzwoni jeszcze lodówka…

a-garmin

Dla każdego coś dobrego

Jeśli chodzi o zapis tętna, mam dylemat, komu przyznać palmę pierwszeństwa – zwłaszcza w pływaniu. Z jednej strony Polar V800 prawie nigdy mnie nie zawiódł, jeśli chodzi o pomiar tętna w wodzie (dopóki nie zgubiłam kostki od paska – jednoczęściowy pasek Garmina to naprawdę dobre rozwiązanie), a przede wszystkim pokazywał je na bieżąco. Garmin 920xt podczas treningu w wodzie pokazuje tętno tylko podczas stania przy ścianie. Całość sesji treningowej zapisuje sobie w pasku i dopiero po zakończeniu synchronizuje się z zegarkiem za pomocą ANT+ (co w moim egzemplarzu nie idzie tak gładko, jak bym sobie tego życzyła). Czy ma jakąś przewagę w stosunku do Polara? Tak, nawet kilka. Używany przeze mnie pasek HRM-Tri zdecydowanie lepiej trzyma się na miejscu, nawet gdy skaczę do wody – utrzymanie paska Polara podczas tak gwałtownych ruchów nie jest możliwe – gdy podczas treningu zaczynałam skakać do wody, po prostu zdejmowałam go. Pasek Garmina wygląda na dużo trwalszy niż pasek Polara, choć na ten temat będę mogła ostatecznie wypowiedzieć się za kilka miesięcy. Producent nie zaleca zbyt intensywnego używania paska HRM-Tri w chlorowanej wodzie, co wydaje się dość zrozumiałe, zwłaszcza gdy przypomnę sobie, co się stało z materiałowym paskiem Polara po kilku miesiącach codziennego pływania (wyglądał jakby napadły go rekiny, podobnie jak wyżej opisywany pasek zegarka). Przewagą paska Garmina – już nie pływacką – jest także analiza szeregu funkcji dynamiki biegu. Garmin Forerunner 920xt analizuje podczas biegu takie parametry jak rytm, odchylenie pionowe (jak bardzo podskakujemy) i czas kontaktu z podłożem. Możemy ustawić sobie metronom, który pikaniem będzie pomagał nam w poprawie tego pierwszego parametru. Dzięki temu, że pasek Garmina jest niejako niezależnym urządzeniem, można zapisać na nim sesję nawet jeśli sam zegarek pozostaje w znacznym oddaleniu od nas.

Wróćmy jednak jeszcze na chwilę do pływania. Stwierdzam, że zarówno Polar jak i Garmin bardzo, bardzo, bardzo mocno mylą się w liczeniu długości basenu (albo ja robię bardzo beznadziejne nawroty). W Garminie można jednak trochę oszukać system i po zakończeniu treningu dodać brakujący dystans poprzez funkcję dziennika ćwiczeń. Przydaje się on również, jak sama nazwa wskazuje, podczas ćwiczeń technicznych i pływania na samych nogach. Trudniej jest nanieść korektę, jeśli zegarek pomyli się w drugą stronę i doda nam ekstra dystansu do sesji.
W Garminie zdziwił mnie jeden element – według zegarka między przepłyniętymi odcinkami MUSI znaleźć się odpoczynek. Polar V800 sam rozpoznawał, czy użytkownik stoi przy ścianie czy dalej pływa, dzięki czemu można było spokojnie zlapować sobie część interwału (poprzez klepnięcie dłonią w ekran – bardzo dobra funkcja, do której mi aż tęskno) w trakcie płynięcia. Przyzwyczaiłam się do tej opcji i kiedy podczas rozgrzewki nacisnęłam sobie przycisk okrążenia po pierwszych 500 metrach, mając przed sobą jeszcze kolejne 300, nie spodziewałam się, że druga część zostanie zaliczona do odpoczynku. Będzie to nieco problematyczne, gdy przerwa między kolejnymi odcinkami będzie trwała sekundę, a tak się zdarza, gdy na treningach jest się nie-pływakiem pośród pływaków.

Zabawki i pomoce

Obydwa zegarki mają swoje funkcje poboczne typowe dla marki, których nie znajdziemy u konkurencji. W przypadku Polara, słynącego z najlepszej technologii do pomiaru tętna, jest to choćby test ortostatyczny. Garmin ma za to szacowanie poziomu vo2max dla biegania i kolarstwa oraz symulator wyścigu, który wylicza nam przewidywane czasy na dystansach od 5 km do maratonu. W moim odczuciu funkcje oferowane przez Garmina są w porównaniu do tych oferowanych przez Polara raczej zabawowe. Na korzyść Polara oceniam także sposób monitorowania dziennej aktywności. Nie jest to może najbardziej przydatna funkcja dla wyczynowego sportowca, ale naprawdę można się z nią polubić (no i umówmy się, przedłużenie spaceru z psem do jeszcze jednego i jeszcze jednego zakrętu przecież nikomu nie zaszkodziło…!). Nie ukrywam, że gdy o 7:15 po wyjściu z basenu Polar informował mnie, że wypełniłam właśnie 120% dziennego celu aktywności, to dzień się jakby weselej rozpoczynał. Garmin liczy kroki i na tej podstawie wylicza dzienną aktywność – zaleta jest taka, że można ustawić sobie dowolną liczbę kroków jako cel. Tak czy inaczej, jest to raczej miła głupotka niż poważna pomoc treningowa.

Bateria w Polarze działa nieporównywalnie dłużej niż w Garminie, ale żywotność baterii w Garminie z pewnością jest podyktowana jej dużym obciążeniem – niemal non stop śmiga na nim wifi i Bluetooth. Co więcej, Garmin pozostawia pole do dorzucania zegarkowi dodatkowej pracy – dzięki platformie Garmin Connect IQ można ściągać na niego przeróżne (nie użyję słowa „dedykowane”, nie użyję słowa „dedykowane”, nie użyję…) aplikacje, np. dane pogodowe albo prędkościomierz.

Który zegarek uważam za lepszy do treningu triathlonowego? Trudno powiedzieć. Obecnie, ze względu na trening z danym pomiarem mocy w rowerze, zdecydowanie bardziej przydaje mi się Garmin. Gdyby połączyć jego funkcjonalność z wyglądem Polara i dorzucić kilka funkcji tego drugiego (np. lapowanie przez uderzenie w ekran) powstałby zegarek idealny. Wciąż jednak nie mogę się doczekać, który producent (i kiedy) wypuści na rynek zegarek triathlonowy z aparatem fotograficznym do robienia selfie…

Komentarze