Archiwa tagu: bieganie kwiecień 2011

Grand_Prix_CITY_TRAIL_fot.Tomasz_Szwajkowski_1

Młoda Polska. Jak zachęcić dzieci do biegania?

Grand_Prix_CITY_TRAIL_fot.Tomasz_Szwajkowski_1

Grand Prix City Trail. Fot. Tomasz Szwajkowski

„Bierz ile tylko zdołasz urwać i unieść, bierz zanim inny zdoła dobiec tu”, Tadeusz Nalepa pisząc te słowa, nie myślał o bieganiu. Warto je jednak powtórzyć dzieciom, zachęcając je do aktywności. Bieganie kształtuje zdrowe społeczeństwo, charakter, wyrabia dyscyplinę, odpowiedzialność i z takiej gliny łatwiej ulepić przyszłych mistrzów. Bieganie kształtuje wszystkich, jest jak dobry wirus, który trzeba zaszczepić w najmłodszym pokoleniu. Ono się po prostu opłaca!

„Pamiętam, że to mama, wspólnie z trenerem, zachęciła mnie do biegania. Choć słowo «zachęciła» nie jest tu odpowiednie. Raczej mocno mnie przycisnęła, żebym wzięła się za siebie. Tyle że ja mam dziś na koncie jeden maraton, a mama trzy! Moja miłość do biegania pociągnęła mamę”, śmieje się Kasia Hutny. „Co mi dało bieganie i sport w ogóle? Zrozumiałam, że warto walczyć, podejmować wyzwania, starać się na różnych polach w życiu. Wiem, że postawienie sobie celu to początek i nie trzeba się bać ani wstydzić tego, że będę dążyła do osiągnięcia swoich zamierzeń na jakimkolwiek polu, bo liczy się ambicja, wiara w siebie i dobra organizacja czasu”, dodaje Kasia.

Rodzice

Była przeciętnym dzieckiem. Jak sama przyznaje, z lekką nadwagą i mamą, która choć aktywna, to nie prowadziła sportowego trybu życia. Trafiła do warszawskiego UKS Żoliborz. Chciała pływać, ale trener powiedział, że musi także biegać.

„Rodzice często zastanawiają się, co zrobić, żeby przekonać swoje pociechy do ruchu, do tego, żeby się nie poddawały i zaczęły dbać o zdrowie. Nie da się dzieciaka zmusić i mu czegoś nakazać, licząc na to, że nie zabijemy w nim radości. Ja przekonywałam i zaczęłam biegać razem z nią”, wspomina Ewa Hutny, mama Kasi.

Początkowo przyczyna była banalna. Córka mogła biegać wieczorami, ściemniało się i we dwójkę było bezpieczniej. „Po drugie, te przebieżki, bo ona miała 10 lat i nie robiłyśmy jakiś ogromnych dystansów, to były trochę jak odrabianie z dzieckiem matematyki: razem zabieramy się do zadania, ja trochę nadzoruję, wspieram, jestem”, opowiada pani Ewa.

Dziś mama ma na koncie trzy maratony, córka jeden. „Obie biegamy już wyłącznie dla przyjemności. Ja skończyłam karierę sportową pięcioboistki”, mówi Kasia. „Dla mnie bieganie stało się sposobem na życie”, dorzuca mama.

Swoją miłość do biegania niektórzy zaszczepiają w maluchach już od… poczęcia. „Ja ze swoim synkiem biegałam, gdy jeszcze był w brzuchu. Chyba już przyzwyczaił się do miarowych podskoków”, żartuje Monika Coś, z firmy Nike. Siłą rzeczy zaczęła biegać. „Teraz nie wyobrażam sobie życia bez tej formy aktywności. Biegałam do siódmego miesiąca ciąży, na ścieżkę wróciłam sześć tygodni po porodzie. Kupiliśmy specjalny wózek i ruszałam przed siebie, pchając go przed sobą. Mam nadzieję, że w ten sposób zainspiruję kiedyś dziecko do aktywności”.

Trener

„Jeśli chcemy mieć pokolenie młodych biegaczy, którzy kiedyś zaczną zdobywać medale w dużych imprezach, musimy wziąć sprawy w swoje ręce. Największym problemem jest bowiem namówienie młodego człowieka do tego, by zaczął biegać”, analizuje Tomasz Lewandowski, brat i trener Marcina, specjalisty od 800 metrów.

Tomasz dla wielu fanów sportu bardziej znany jest z wyjazdów do Kenii z bratem niż z pracy w CWSZ Zawisza Bydgoszcz, gdzie prowadzi grupę młodzieżową i seniorowską. Kilka lat temu pracował też w małym klubie UKS Ósemka Police. Wierzy, że młoda Polska kiedyś przebije się na świecie. Wśród wytrawnych trenerów lekkoatletycznych Tomasz Lewandowski ma opinię szkoleniowca stosującego najnowsze formy kontroli postępu treningu, monitoringu procesów fizjologicznych, analizy obciążeń. O znaczeniu poziomu retikulocytów we krwi podczas schodzenia z dużych wysokości może jednak rozprawiać równie długo, co o motywowaniu do kolejnych zajęć szóstoklasisty.

„Przez sport staram się wychowywać. Ja zawsze powtarzam, że kariera to tylko część życia. A co z resztą? Nigdy nie brałem narkotyków, nie piłem, nie rozrabiałem, bo miałem sport. Teraz jest mi łatwiej w życiu. Mówię swoim dzieciakom, że jak kiedyś spóźniłbym się dwie minuty na autobus to bym nie pojechał na zawody, więc zawsze byłem pięć minut przed czasem. Dziś jestem punktualny i ten drobiazg jest bardzo ważny, np. gdy idę na spotkanie biznesowe. Łatwiej mi o pracę, bo jestem solidny. Tego wszystkiego można nauczyć się od trenera z pedagogicznym zacięciem”, wyjaśnia Lewandowski i podkreśla, że ważne jest, by młody człowiek w ogóle zaczął biegać.

Dzieciaki biegają. Fot. East News

Fot. East News

Lekarz

Kiedy? „Trudno wyznaczyć jednoznaczny wiek dziecka, w którym może zacząć biegać. Już 1,5-roczny maluch częściej przemieszcza się, truchtając niż idąc powoli. Maluchy można więc zachęcać do zabaw, których częścią jest bieg. To powinna być dla nich przyjemność, coś, co w przyszłości będą miło wspominały”, tłumaczy Urszula Zdanowicz, ortopeda sportowy z kliniki Carolina Medical Center. Przytakuje jej Marcin Kozaczuk, trener z długim stażem: „Nie zarzynajmy dzieci od małego przymusem. Trzeba szukać sposobu jak zachęcić malca do ruchu. Można zabrać go na spacer i podbiec kawałek. Bawić się w berka, ścigać do najbliższego drzewa i uważnie obserwować. W głowie musimy mieć cały czas myśl, że zdrowie dziecka jest priorytetem”.

„Dzieci zrzeszone w klubach mają obowiązek poddawania się okresowej kontroli lekarskiej. Jeśli jednak pociecha biega tylko z nami lub robi to rekreacyjnie, także warto zaprowadzić ją do lekarza, np. ortopedy sportowego, który oceni jak dziecko się rozwija, czy ma jakieś wady, schorzenia uniemożliwiające mu aktywność na określonym poziomie. Może być konieczne wykonanie analizy techniki biegu, gdyż wiele przeciążeń ma swoje źródło w nieprawidłowej technice”, mówi dr Urszula Zdanowicz. „Czasami może być konieczna również konsultacja pediatryczna w sytuacji, gdy dziecko ma jakieś inne, zwłaszcza przewlekłe choroby. Proszę jednak pamiętać, że naprawdę niewiele jest obecnie chorób, które zupełnie uniemożliwiałyby dziecku aktywność fizyczną. Wiele schorzeń, które latami były uważane za przeciwwskazanie do uprawiania sportu w ogóle, teraz traktuje się wręcz przeciwnie – dzieci z cukrzycą czy astmą zachęcamy do aktywności”.

„W kontekście badań stanu zdrowia Polaków pozostawianie młodych ludzi bez opieki może być zagrożeniem. Bez odpowiedniej wiedzy dotyczącej techniki, sami sobie mogą szkodzić”, dorzuca Mariusz Daszczyński, animator sportu, twórca programu „Akademia Zdrowia Publicznego”.

Dlaczego to się opłaca?

„Jeśli mówimy o rozwoju młodych ludzi i przeprowadzaniu ich przez wszystkie szczeble kariery, tak by z utalentowanego młodzika wychować kiedyś świetnego seniora, dobrze jest spojrzeć na to, jak robi się sport w Anglii. Tam trener jest rozliczany
z tego, ile dzieci przejdzie do wyższej grupy wiekowej. Może się więc skupić na ćwiczeniach ogólnorozwojowych, nie musi zbyt wcześnie zawężać ćwiczeń, po to aby wycisnąć z dziecka jak najwięcej, aby się wykazać i nie stracić dofinansowania dla klubu. Zresztą nierzadko to nawet sami rodzice naciskają na wyniki. A tu jest pułapka. Zarówno u dzieci, u których planujemy zawodową karierę sportową, jak i u tych, które po prostu amatorsko uprawiają sport – wykonywanie ćwiczeń harmonijnie rozwijających całe ciało (zwłaszcza u młodszych dzieci) jest kluczem i do późniejszego sukcesu i sposobem na uniknięcie kontuzji i przeciążeń”, dodaje Zdanowicz. Bieganie daje właśnie taką bazę ogólnorozwojową, z której można ulepić późniejszego mistrza w wielu różnych dyscyplinach. Jeśli więc mama z tatą marzą o tym, by ich syn wybiegł kiedyś na Camp Nou, początkowo szczególną troską powinni otoczyć wyraz «wybiegł» nie «gol»”.

Powrót do rzeczywistości

Zdanowicz przywołuje także inną ważną funkcję aktywności fizycznej: „Wiąże się ona z kontaktem z innymi ludźmi. Dzieci nie zamykają się dzięki temu w wirtualnym świecie”, tłumaczy lekarz. A problem jest coraz poważniejszy. Według Głównego Urzędu Statystycznego, 12% dzieci spędza przed telewizorem i komputerem aż cztery godziny dziennie (dane z 2011 roku). Już dwulatki są przyklejone do szklanego ekranu średnio przez 1,6 godziny w ciągu dnia, a pięciolatki blisko trzy godziny. W Polsce szkoła nie rozwiązuje problemu. Statystycznie w każdej klasie jest od 3% do 4% dzieci całkowicie zwolnionych z WF. Problem ten nie dotyczy wbrew pozorom samych dzieci. Często to rodzice są motorem zwolnień. „Mój syn chce mieć średnią powyżej 4,5, a ocena z WF mu tę średnią zaniża. Nie będę tego tolerował! Jeśli nie sprawi pani, że ocena z ostatnich biegów zostanie podniesiona, przyniosę ze szpitala zaświadczenie i się skończy!”, to autentyczna rozmowa rodzica z wychowawczynią w jednym z mokotowskich gimnazjów. Świadczy ona o instrumentalnym podejściu do aktywności niemal wszystkich zaangażowanych w dialog stron: dziecko dostanie, bo mu się należy, rodzica interesuje średnia, a nie zdrowie, nauczycielka natomiast obiecuje „załatwienie” sprawy z wuefistą.

Rozwój

„Wśród rodziców pokutuje przeświadczenie, że jak dziecko biega, trenuje, to odbija się to na nauce. Tylko miernoty tracą czas na sport”, martwi się pani Ewa Hutny. Tymczasem badania naukowe mówią coś zupełnie innego. Naukowcy z Uniwersytetu Stanu Illinois zbadali hipokampy (strukturę mózgu odgrywającą ważną rolę w zapamiętywaniu i uczeniu się) dzieci w wieku dziewięciu i dziesięciu lat. Dzieci o lepszej kondycji fizycznej miały większe od rówieśników hipokampy – średnio o 12% w odniesieniu do objętości całego mózgu. Osiągały lepsze wyniki w testach oceniających pamięć relacji (zdolność do zapamiętywania i kojarzenia związków między różnymi rzeczami). „Działania zmierzające do poprawy sprawności fizycznej dzieci mogą korzystnie wpłynąć na rozwój ich mózgów”, konkluduje prof. psychologii Art Kramer. „Nie można zapominać także o wpływie aktywności ogólnorozwojowej, a więc i biegania, na gęstość kości. Osteoporoza to poważny problem społeczny, tymczasem można go zmniejszyć, zachęcając dzieci do ruchu. Według Calbeta, zwiększoną szczytową masę kostną osiąga się poprzez regularną aktywność fizyczną (szczególnie tę związaną ze wstrząsami), zwłaszcza w okresie wzrostu. W swojej trzyletniej obserwacji chłopców pomiędzy 16. a 19. rokiem życia Gustavsson wykazał, że ćwiczenia związane z obciążeniem, te w których konieczna była gwałtowna zmiana kierunku biegu, przyspieszenia i zatrzymania oraz zwiększone siły reakcji podłoża, znacznie zwiększają przyrost kości. Vicente-Rodriguez w swojej pracy wykazał, że chłopcy przed okresem pokwitania uprawiający właśnie takie sporty przez trzy godziny tygodniowo przez trzy lata – mają zdecydowanie większą zawartość mineralną kości (BMC – Bone Mineral Content) oraz wyższą gęstość kości (BMD – Bone Mineral Density), w porównaniu do swoich rówieśników o podobnej masie ciała, nieuprawiających sportu”, wyjaśnia Urszula Zdanowicz.

Inwestycja

Co nam grozi, jeśli dalej będziemy siedzieli w domach, a nasze dzieci zapuszczą korzenie przed telewizorami zamiast przeskakiwać korzenie na ścieżkach biegowych? Dokładnych wyliczeń nikt nie zrobił, ale zbierając mozolnie różne dane, można wyobrazić sobie dosyć wstrząsający i sugestywny obraz, który sprawi, że wskoczymy w dres i trampki. Co roku bowiem w województwie mazowieckim na choroby układu krążenia umiera jedna dzielnica Warszawy (Mazowieckie Centrum Zdrowia Publicznego ujawnia liczbę 20 tys. zgonów). To nie jest tylko polski problem.

W latach 60. Finlandia stała na skraju zapaści. Władze kraju postawiły na ruch i zdrowe żywienie. Teraz Finowie są jedną z najaktywniejszych nacji w Europie i znajdują się na drugim miejscu krajów, w których ludzie uprawiają sport (biegi, piłka, narty, nordic walking) na świeżym powietrzu. Inwestowanie w rozbieganie młodego pokolenia to nie tylko troska o ich zdrowie, lecz także portfele. W najbliższych latach nastąpi spadek osób w wieku produkcyjnym. W ciągu następnych dziesięciu lat z rynku pracy ubędzie około dwóch milionów osób. Zachęcanie do biegania, a co za tym idzie zwiększenie szansy na wydłużenie długości życia i zdolności do pracy, da setki miliardów złotych oszczędności. „Dziś wydajemy na fundusz ubezpieczeń społecznych 20 miliardów złotych rocznie. Za 20 lat będzie to 100 lub 120 miliardów, jeśli nic nie zrobimy”, wylicza Mariusz Daszczyński. Bieganie i inne formy zdrowej aktywności po prostu są opłacalne.

Dzieciaki biegają. Fot. East News

Fot. East News

Podczas rezydencji austriackiej w 2006 r. wyliczono, że sport wygenerował w UE 407 miliardów euro, czyli 3,7%. PKB Unii i miejsca pracy dla 15 milionów obywateli. Z kolei w 1998 r. urząd statystyczny Kanady obliczył, że wpływy ze sportu i rekreacji wyniosły 8,9 miliarda dolarów, czyli 1,1% PKB. W sektorze rekreacyjnym jest 262 325 miejsc pracy, czyli 2% wszystkich miejsc pracy w Kanadzie. Badania z Ontario dowodzą, że osoba, która staje się aktywna, redukuje bezpośrednie koszty zdrowotne o 364 dolarów na osobę. 25-procentowy wzrost uczestnictwa w aktywności fizyczne zredukowałby koszty zdrowotne o 778 milionów dolarów rocznie (w 1995). W 1998 r. australijski Department of the Arts, Sport and the Environment ocenił, że 10-procentowy wzrost aktywnej populacji może się przełożyć na oszczędność 104 milionów dolarów jedynie dzięki zmniejszonej zapadalności na choroby serca.

Przysłowiowe jest już motto amerykańskich propagatorów zdrowego stylu życia powtarzających, że jeden dolar zainwestowany w profilaktykę przynosi cztery dolary oszczędności w służbie zdrowia. Promując jednak bieganie, trzeba ostrożniej niż Amerykanie dobierać sobie ambasadorów tej aktywności. W USA taką postacią był Bill Clinton lubiący fotografować się podczas joggingu. Były prezydent trafia jednak regularnie na stoły kardiochirurgów z powodu fatalnej, śmieciowej diety.

Sposób na młodego

W Polsce wciąż brakuje przemyślanego programu aktywizującego młodych ludzi do biegania. Ministerstwo sportu ma mgliste koncepcje wypełnienia parków joggerami i pełniejszego wykorzystania Orlików. Polski Związek Lekkiej Atletyki, palcami Roberta Korzeniowskiego, pisze program popularyzujący królową sportu wśród młodych ludzi. Ciężar próbują przejmować na siebie samorządy i pasjonaci organizujący imprezy dla amatorów. W największej, „Polska Biega” pod patronatem „Gazety Wyborczej”, w zeszłym roku wzięło udział ponad 100 tysięcy osób. „Z mojej obserwacji wynika, że dzieci chętniej zaczynają biegać, gdy robią to w grupie. Jeśli więc ktoś mieszka w mieście, może poszukać ścieżki biegowej z instruktorem”, zachęca Dariusz Wieczorek, maratończyk, instruktor w UKS Żoliborz i na ścieżkach biegowych. „No i fajnym pomysłem jest zaprowadzenie malucha na jakąś imprezę masową, pokazać mu ją, nawet jeśli nie pobiegnie za pierwszym razem”, dodaje. „Tam można się zarazić entuzjazmem od innych”.

Ważnym wskaźnikiem pokazującym stopień aktywności społeczeństwa jest też wolontariat sportowy. Zawody są tego najlepszym przykładem. „W Polsce to się poprawia. Coraz więcej młodych ludzi chce uczestniczyć w imprezie w jakiś sposób, choć nie są to oszałamiające liczby”, analizuje Bogusław Mamiński, organizator Biegnij Warszawo. „Często młody człowiek,
który pomaga w organizacji, zaraża się bakcylem sportu, przychodzi za rok, czy to pomagać, czy to biegać”, dodaje Mamiński.
W Szwecji i Finlandii 18% społeczeństwa przyznaje się do jakichś form wolontariatu sportowego. Polska jest na szarym, smętnym końcu z dwoma procentami (dane z 2011 roku, razem z nami w ogonie leni jest Grecja i Portugalia).

Dla wielu rodziców czynne uczestnictwo ich dzieci w zawodach jest wizją, która odstrasza, kojarzy się z wyczynem, źródłem zmartwień w razie porażki. „Jeśli ma się dobrego trenera, zawody mogą tylko zachęcić do dalszego treningu. Miejsce w nich zajmowane nie może być jedynym celem. Gdy ja zabieram dzieciaki na jakąś imprezę, staram się, by same zawody były częścią wyjazdu. Planujemy zwiedzanie miasta, wspólne poznawanie historii nowego miejsca, czerpiemy przyjemność z turystyki, relaksu. Nie każdy może wygrać na bieżni, ale każdy może wygrać coś dla siebie, pokonać jakąś własną słabość, poznać nowe miejsce, nauczyć się czegoś o historii, geografii”, zachęca Tomasz Lewandowski.

To urozmaicenie zajęć jest wspólną cechą wszystkich dobrych trenerów i instruktorów. „Jeśli wysyłasz dziecko do jakiegoś klubu, to rozmawiaj z nim, słuchaj tego co mówi o swoich obawach, zmęczeniu, dyskutuj z trenerem. Sport to powinna być zabawa, ale i regularny wysiłek. Jeśli mówimy o treningu, to zajęcia dwa, trzy razy w tygodniu są absolutnym minimum. Poniżej tego możemy najwyżej dyskutować o rekreacji, która nie jest tak skutecznym bodźcem dla organizmu”, zaznacza Wieczorek i przytacza przykłady w poszczególnych grupach wiekowych.

Już z 3–5-letnim maluchem można regularnie się ruszać. Podstawą są spacery, podczas których trzeba zwracać uwagę na prawidłowe stawianie stóp (równoległe) i naprzemiennego ruchu ramion. Ważniejsze jest to, czego unikać: skoków na twardym podłożu i zmuszania. Opiekun ma być inspiracją, nie dowódcą musztry.

Dla pociechy w wieku 6–9 lat najbardziej atrakcyjne będą gry ruchowe z elementami współzawodnictwa. To wtedy idą do szkoły i poznają lekcje wychowania fizycznego, o których trzeba rozmawiać w domu tak jak o zadaniu z plastyki. Bieganie nie może być jedyną formą aktywności, warto je łączyć z zajęciami na basenie, sali do gimnastyki.

Kolejny etap to przełom 10. i 11. roku życia, gdy marsze z rodzicami mogą zamieniać się w marszobiegi. Długi spacer warto połączyć z zabawą w pogoń. Trenerzy sięgają już po biegi na krótkich dystansach, rozdzielane dłuższymi, aktywnymi przerwami. „Im dziecko jest starsze, tym instrumentów do pobudzania jego rozwoju jest więcej. Pamiętajmy jednak, że priorytetem jest zdrowie. To nim trzeba się zarazić w pierwszej kolejności”, dorzuca Wieczorek.

Dla Lewandowskiego kluczem do tego, by dziecko nie uciekło z klubu czy od biegania w ogóle, jest motywacja i szacunek dla jego potrzeb. „Nie z każdego można zrobić wyczynowca. Prawdziwy zawodnik kryje się w człowieku ambitnym, ale i odpowiednio skonstruowanym fizycznie. Trener ma całą masę instrumentów pozwalających mu oszacować czy zniechęcenie wynika ze zmęczenia psychicznego czy fizycznego. Ja staram się angażować w sport całą rodzinę, spotykać się z mamą, tatą, wyjść gdzieś wspólnie, słuchać potrzeb ludzi, czasem ponegocjować właśnie z rodzicami. Ponadto nie ma złotego środka. Weźmy choćby samą motywację. Inna jest u dzieci z dużego miasta i inna u dzieci ze wsi czy miasteczka. Dla osób z prowincji sport wciąż jest szansą na wyrwanie się ze środowiska, edukację dzięki stypendium sportowemu. Obóz letni to okazja do wyjazdu w nieznane miejsce, a zawody możliwością zetknięcia z innym światem. Myśląc o tym, jak utrzymać zainteresowanie dziecka bieganiem, nie można pomijać właśnie kontekstu społecznego i socjalnego”, dywaguje Lewandowski.
„Dzieci w mieście mają dużo możliwości realizowania swoich pasji poza sportem, wyróżniania się na tle rówieśników. Ja im powtarzam, że mogą podkreślić swoją nieprzeciętność właśnie dzięki temu, że biegają. Ta ich pasja może pomóc im znaleźć sobie miejsce w grupie rówieśników. Niech biegną po zdrowie, sukces. Gdzieś na końcu jest też medal dla najlepszych, a sport budzi w młodych ludziach ambicję, wiarę, że mogą być lepsi”, kończy Wieczorek.

Tekst pochodzi z archiwum Magazynu Bieganie, z kwietnia 2011 roku.

Maraton w Sewilli. Fot. Marek Tronina

23 lutego 2014: Maraton Ciudad de Sevilla – maraton Aleją Kolumba

Sewilla - tu odbywa się co roku w lutym maraton. Fot. Istockphoto.com

Fot. Istockphoto.com

Pobiec w Sewilli to pobiec w jednej z historycznych stolic świata. Były nią Ateny, potem Rzym, w XVIII wieku prymat światowy dzierżył Paryż, do połowy XX wieku najważniejszym miastem świata był Londyn, teraz jest nim pewnie Nowy Jork. W połowie XVI wieku prymat pierwszeństwa na ziemskim globie należał właśnie do Sewilli, która była głównym portem przeładunkowym towarów sprowadzanych z Nowego Świata.

Maraton w Sewilli odbywa się co roku w lutym. Więcej informacji na stronie organizatora: maratondesevilla.es

W 2014 roku odbędzie się 23 lutego. Już można zgłaszać swój udział, zapisy będą otwarte do 19 lutego.

Nie bez powodu główna nadrzeczna aleja miasta nosi nazwę Avenida Cristobal Colon (czyli Aleja Krzysztofa Kolumba). To przecież tutaj żeglarz spoczął w trzy lata po śmierci (początkowo ciało było złożone w Valladolid). Sewilla jest zresztą jednym z miast, które szczycą się faktem bycia miejscem pochówku sławnego genueńczyka (który, nota bene, nie wiadomo gdzie spoczywa, choć niedawne badania domniemanych szczątków żeglarza znajdujących się w Sewilli potwierdzają jego bliskie pokrewieństwo ze spoczywającym tam bratem Kolumba). A sewilska katedra, Złota Wieża, Alkazar czy ratusz to absolutne dzieła sztuki, które zobaczyć trzeba i kropka.

Maraton w Sewilli. Fot. Marek Tronina

Maraton w Sewilli. Fot. Marek Tronina

Maraton w mieście założonym rzekomo przez Herkulesa rozgrywany jest w połowie lutego. Na południu Hiszpanii to pora odpowiadająca mniej więcej przełomowi kwietnia i maja w naszym kraju. Czyli – idealnie pod względem pogodowym. Trzynastego lutego 2011 roku pogoda była szczególnie łaskawa – słonko schowało się za chmurami, nie wiało, a temperatura oscylowała w okolicach 12 stopni.

Maraton w Sewilli zaczyna się i kończy na stadionie noszącym tu nazwę „olimpijskiego”. Sewilla gospodarzem igrzysk nigdy nie była, a stadion igrzysk nigdy nie gościł. Skąd nazwa? Otóż Sewilla dwukrotnie zabiegała o prawo organizacji igrzysk olimpijskich (2004 i 2008 – oba razy bez powodzenia) i stadion miał być oczywiście miejscem rozgrywania zawodów. To na nim odbywały się lekkoatletyczne mistrzostwa świata w roku 1999 oraz finał Pucharu UEFA w roku 2004. Rekordową frekwencję odnotowano na stadionie w dniu 30 września 2010. Tego dnia 80 tysięcy widzów obejrzało… koncert U2. Niestety, stadion robi trochę smutnawe wrażenie – jest usytuowany na obrzeżach miasta, tartan najlepsze lata ma już dawno za sobą, a i otoczenie obiektu nie jest szczególnie malownicze.

Maraton w Sewilli - stadion olimpijski. Fot. Marek Tronina

Maraton w Sewilli – stadion olimpijski. Fot. Marek Tronina

Trzeba jednak przyznać, że zarówno start, jak i finisz na tym obiekcie to spora przyjemność. Obawiałem się co prawda kończenia biegu przy pustych trybunach, ale sporo osób towarzyszących biegaczom zapełniło trybunę główną, co w połączeniu z hałasem wytwarzanym przez zabawiający wszystkich zespół i spikera dawało dużą frajdę na ostatnich metrach.

Trasa w Sewilli wiedzie szerokimi alejami. Omija co prawda sporym łukiem najbardziej malowniczą część – czyli „centro historico” – ale i tak można dzięki niej zobaczyć sporo przyjemnych i malowniczych miejsc. Ważne – jest płaska. W praktyce zauważalny jest tylko jeden podbieg – na 36. kilometrze – ale i tak jest to tylko tzw. pryszcz. Planując start w tym mieście nie należy zrażać się widocznymi na trasie biegu czterema mostami – są zupełnie niegroźne.

Maraton w Sewilli - zespół zagrzewający do boju na finiszu. Fot. Marek Tronina

Maraton w Sewilli – zespół zagrzewający do boju na finiszu. Fot. Marek Tronina

Maraton w Sewilli został absolutnym rekordzistą w kategorii „najdłuższy czas oczekiwania na odbiór pakietu startowego”. Po wejściu do pomieszczenia biura zawodów ujrzałem gigantyczną kolejkę. Po stanięciu na jednym z jej końców czujnie włączyłem stoper, by wyłączyć go dopiero po otrzymaniu numeru startowego. Do równej godziny zabrakło mi zaledwie kilkunastu sekund! Ale to nie koniec. Oto bowiem okazało się, że mam już numer, ale w zasadzie powinienem jeszcze odebrać pakiet startowy (a w nim spodenki, koszulkę i nauszniki sponsorującej bieg firmy Joma, w których co prawda i tak wiedziałem, że nie będę biegał, ale przecież jak dają to nie po to, żebym miał nie wziąć). Decyzja „idę na całość” kosztowała mnie dodatkowe 35 minut czekania.

Co zwraca uwagę biegacza z Polski to fakt bardzo wysokiego poziomu uczestników biegu. Nie chodzi o czołówkę (choć zwycięzca pokonał trasę w czasie poniżej 2:10), ale o hiszpańskich amatorów. Tu się po prostu biega szybko! To, co w Polsce spokojnie wystarcza do zajęcia dobrego miejsca w swojej kategorii wiekowej, w maratonie w Sewilli nie robi już większego wrażenia. Ci goście nie znają się na żartach! Być może częściowym wyjaśnieniem tego zjawiska jest fakt, że tegoroczny maraton w Sewilli był równocześnie czempionatem Hiszpanii na tym dystansie, ale w niczym nie zmienia to faktu, że to był szybki bieg.

Maraton w Sewilli - jeden z licznych mostów. Fot. Marek Tronina

Maraton w Sewilli – jeden z licznych mostów. Fot. Marek Tronina

Zapewne każdy czytelnik relacji z biegu (nie tylko tej, ale ogólnie) jest ciekaw jak poszło w biegu autorowi. Moja odpowiedź na to niezadane pytanie jest złożona. W kategoriach bezwzględnych: 4:17. Czyli regres, bo jesienią udało mi się po ośmiu latach zejść ponownie poniżej 4 godzin. W kategoriach relatywnych – dużo lepiej, bo moje przygotowania do startu trwały równo pięć tygodni i to licząc od daty pierwszego treningu po półtoramiesięcznej przerwie. Największą dumą napawa mnie zaś fakt na tyle umiejętnego rozłożenia sił, by drugą połowę pokonać szybciej niż pierwszą (w dodatku najszybszym kilometrem okazał się ostatni!). I to już jest satysfakcja. Teraz tylko trzeba to powtórzyć w czasie o godzinę krótszym…

Garść informacji

Adres internetowy biegu: maratondesevilla.es
Wpisowe – 20 euro (stawka podstawowa, płatna do końca lutego).
Do Sewilli nie latają z Polski bezpośrednie samoloty, ale warto poszukać połączeń kombinowanych – na przykład do Barcelony, a potem tanią linią Ryanair, której bilet powrotny na trasie Barcelona-Sewilla można kupić od 30 euro.
Pobyt w mieście (hotel w centrum historycznym miasta) – ok. 60 euro za przyzwoity pokój 3-osobowy za dobę, ze śniadaniem (a w dni powszednie nawet ok. 40 euro za trójkę).

Marek Tronina, „Sewilla – maraton Aleją Kolumba”, Bieganie, kwiecień 2011

Bieganie kwiecień 2011


Reportaż z wyścigu Tough Guy, wywiad z 800-metrowcami Adamem Kszczotem i Marcinem Lewandowskim, badania wydolnościowe, treningi na stadionie, test Timex Global Trainer i butów szosowych oraz jak zachęcić dzieciaki do biegania? Te i inne tematy znajdziecie w numerze kwietniowym z 2011 roku.

TEMAT NUMERU: Młoda Polska

Polskie dzieciaki nie garną się do sportu. W modzie nadal jest raczej całkowite zwolnienie z WF. Jak zachęcić młodych do biegania? Od jakiego wieku można zacząć? Dlaczego opłaca się, by młodzi uprawiali sport? Pytamy trenera, lekarza, biegaczy i ich rodziców

Przeczytaj artykuły z numeru kwietniowego z 2011 roku on-line.

NIEZBĘDNIK:

Projektantom sprzętu sportowego za oknem zobaczyli pierwszą jaskółkę – w nadchodzącym sezonie przygotujmy się na soczyście zielone i kwieciście różowe stroje.

HISTORIA: Ryun vs Snell

Przypominamy wielki pojedynek na milę między najszybszym licealistą USA Jim Ryunem a Peterem Snellem – ówczesną gwiazdą średniego dystansu. Przenosimy się do 1965 r. na stadion do San Diego na akademickie mistrzostwa USA.

AKADEMIA BIEGANIA: 27 minut na dychę

Poniżej bariery 27 min na 10 km zeszło do tej pory 31 zawodników. Tylko jeden z nich jest biały – Chris Solinsky. I jeśli się weźmie pod uwagę zestawienie wagi i wzrostu tych zawodników, Chris pasuje do nich jak pięść do nosa…

SPRZĘT: SportTracks

Rozbudowany dzienniczek treningowy, wykresy tętna, tempa, zmian wysokości – opowiadamy o SportTracks.com, stronie internetowej pomagającej zebrać i usystematyzować informacje o treningu.

KAMIENIE MILOWE: Skarpety

Najpierw były onuce – szmaciane taśmy, którymi sportowcy owijali stopy, później białe frotte, w końcu pojawiły się pięciopalczaste ciekawostki, modele wodoodporne, do łask wróciła też wełna. Opowiadamy o historii biegowych skarpet.

TRENING UMYSŁU: Emocje

Z udziałem w zawodach na rozmaitych dystansach wiąże się cały wachlarz emocji – tych korzystnych i nie. Jak radzić sobie z przedstartową gorączką albo apatią? Jak wprowadzić się w stan gotowości bojowej?

OBIEŻYŚWIAT: Sewilla

Sewilla – dawny główny port przeładunkowy towarów sprowadzanych z Nowego Świata, tu w trzy lata po śmierci spoczął Krzysztof Kolumb. W połowie lutego można po ulicach tego miasta przebiec maraton, przyjemną, płaską trasą.

SPRZĘT: Timex Global Trainer

Poddajemy ciężkiej próbie najnowszy zegarek Timex Global Trainer z pulsometrem i GPS.

AKADEMIA BIEGANIA: 1908 i 1948 w Londynie

W 2012 r. ulice Londynu staną się areną olimpijskiego maratonu. Sięgamy do historii igrzysk rozgrywanych w stolicy Brytyjczyków – do roku 1908 i 1948, śledzimy przebieg maratońskich tras i niektórych wydarzeń.

TRENING: Badania wydolnościowe

O VO2max i progu mleczanowym pisaliśmy przy różnych okazjach. Skąd jednak prosty biegacz ma wiedzieć, jakie wartości osiągają u niego te wskaźniki? Zaprowadziliśmy naszego królika doświadczalnego na badania wydolnościowe, żeby pokazać wam ich przebieg i objaśnić, co możecie z nich wyciągnąć dla siebie.

SPRZĘT: Buty szosowe

Testujemy buty treningowe i treningowo-startowe przeznaczone do twardych betonowych i asfaltowych nawierzchni.

TRENING: Na stadionie

Tartanowa bieżnia stadionu lekkoatletycznego jest przez amatorów niedoceniana. A tymczasem to doskonałe miejsce na interwały, rytmy – treningi poprawiające szybkość i wytrzymałość. Opowiadamy o zaletach stadionu i dajemy kilka wskazówek, jak na nim trenować.

WYPRAWA: Tough Guy

Rażące prądem druty, okrutnie zimna woda, błoto, omdlenia i wielka satysfakcja. Zawodnik brytyjskiego biegu Tough Guy po starcie zastanawia się, po co to robi, a za metą myśli już o następnej edycji. O zawodach opowiada Mirosław Kopiński, organizator polskiego Biegu Szlakiem Wygasłych Wulkanów.

WYWIAD: Adam Kszczot i Marcin Lewandowski

Mistrzowie Europy na 800 opowiadają o taktyce, przyjaźni, życiu poza bieganiem.

ŻYCIÓWKA:

Wojtek Staszewski przepytuje Michała Skwiruta, założyciela Klubu Biegowego w Metrze Warszawskim. Ich klubowe koszulki można zobaczyć na każdym maratonie w stolicy i wielu innych biegach.

Solinsky5K

Kto biega 10 kilometrów poniżej 27 minut?

Chris Solinsky. Fot. Wikimedia Commons

Chris Solinsky. Fot. Wikimedia Commons

Ilu zawodników złamało do tej pory granicę 27 minut na dystansie 10 000 metrów? Odpowiedź: 31. Ilu spośród nich pochodzi z Afryki? Odpowiedź: 30. Jedynymi białymi w tym towarzystwie są Amerykaninie Chris Solinsky, który swojego wyczynu dokonał w maju 2010 roku*.

*Tekst pochodzi z kwietnia 2011 roku. Od tamtej pory do grona białych, którzy pobiegli poniżej 27 minut na dychę, dołączył Galen Rupp.

A teraz zerknijmy na jeszcze ciekawsze porównanie. Pierwszy wykres pokazuje zależność między wynikami a wagą zawodników, którzy zeszli poniżej 27 minut na 10.000 metrów. Na osi X – czasy (im bliżej wartości 0 tym lepszy wynik), a na osi Y – masa ciała każdego z nich. Pytanie dla ambitnych: która kropka oznacza Solinsky’ego?

WYKRES 10 KM PONIZEJ 27 MINUT. Rys. Magda Ostrowska-Dołęgowska

 Rys. Magda Ostrowska-Dołęgowska

Tak, to nie pomyłka. Solinsky waży 73 kilogramy, podczas gdy średnia waga pozostałych 30. zawodników to 55,6 kg, przy czym najcięższy spośród całej trzydziestki waży 64 kg – czyli o całe 9 kilo mniej niż Amerykanin. Dodajmy do tego drugi wykres – wzrost. Otóż średnia wysokość  afrykańskiej trzydziestki to 169 cm (przy czym najwyższy z nich miał 1,82 m). Solinsky mierzy 185 cm.

Wzrost biegaczy osiągających czas poniżej 27 minut na 10 km. Rys. Magda Ostrowska-Dołęgowska

 Wzrost biegaczy osiągających czas poniżej 27 minut na 10 km. Rys. Magda Ostrowska-Dołęgowska

Wnioski? Nazbyt pochopny brzmi zapewne, że niski wzrost i niska masa ciała gwarantują sukcesy w biegach długich. Gwarantować nie gwarantują, ale wygląda na to, że… bardzo się przydają. Dodajmy do tego genialne warunki do treningu i naturalny tryb życia, a wyczyn Solinsky’ego będzie jeszcze bardziej godny uznania.

Na marginesie jeszcze jedna ciekawostka. Interesującą zależność zaobserwował przed mniej więcej dekadą Frank Marino, który w roku 2010 badał wpływ wagi na wyniki w biegach. Otóż próba na dystansie 8 kilometrów pokazała, że o ile w wysokiej temperaturze lżejsi biegacze uzyskują lepsze wyniki niż ciężsi, o tyle test w warunkach chłodu wykazał… brak różnic w osiąganych rezultatach.

Waga biegaczy osiągających czas poniżej 27 minut na 10 km. Rys. Magda Ostrowska-Dołęgowska

 Waga biegaczy osiągających czas poniżej 27 minut na 10 km. Rys. Magda Ostrowska-Dołęgowska

Ale i tak nie zmienia to faktu, że Afrykanie wygrywają z resztą świata talentem.

Marek Tronina, „10 kilometrów poniżej 27 minut?”, Bieganie kwiecień 2011