I Zimowy Ultramaraton Karkonoski im. Tomka Kowalskiego [RELACJA]

Zimowy Ultramaraton Karkonoski 2014 fot. Grzegorz Lisowski 02

Fot. Grzegorz Lisowski/nigra-photo.blogspot.com

Przez ostatnie 2-3 miesiące wszyscy martwili się, czy ultramaraton w Karkonoszach rzeczywiście będzie, jak wskazuje nazwa, zimowy. Istniało duże prawdopodobieństwo, że 8 marca nawet w górach będzie wiosna. Aura jednak nie zawiodła – chociaż słońce świeciło mocno, śniegu nie brakowało.

Głównymi organizatorkami imprezy były Agnieszka Korpal – narzeczona Tomka Kowalskiego oraz Ania Kautz  – jego przyjaciółka i wspólniczka. Tomek był ultramaratończykiem, wspinaczem i podróżnikiem, który zginął podczas zeszłorocznej zimowej wyprawy na Broad Peak. Zimowy Ultramaraton Karkonoski to bieg dedykowany właśnie Jemu – aby pamięć po Nim nigdy nie zaginęła.

Agnieszka Korpal odpowiedziała na kilka naszych pytań:

Na początek proste pytanie: wszystko się udało? Wszystko poszło po Twojej myśli?

– Tak, wszystko się udało. Sama jestem zdziwiona, że nie było żadnej wtopy. Nasi ludzie, którzy nam pomagali, wolontariusze, przyjaciele i znajomi Tomka – to też dzięki ich pomocy i pozytywnej energii wszystko tak sprawnie zagrało.

Co było dla Ciebie największym wyzwaniem przy tej imprezie? Zarówno podczas jej organizacji, jak i w samym dniu zawodów?

– Dużym wyzwaniem było zapewnienie bezpieczeństwa zawodnikom. Jak planowaliśmy bieg, myśleliśmy, że będzie bardzo dużo śniegu i sroga zima – tak jak zwykle w Karkonoszach. Nastawialiśmy się na naprawdę ciężkie warunki i sporo niebezpieczeństw z tym związanych i z tą myślą cały czas pracowaliśmy. Pogoda nas i zawodników trochę rozpieściła, ale bezpieczeństwo i tak było dla nas bardzo istotne. Na samej imprezie wyzwaniem było dopięcie wszystkiego na ostatni guzik: sędziów, punktów, mety, zakończenia i całej reszty, której nie widać.

Zimowy Ultramaraton Karkonoski 2014 - profil trasy

Zimowy Ultramaraton Karkonoski – profil trasy

Co Cię najbardziej zaskoczyło? I przed biegiem – w trakcie jego organizacji, i podczas samego biegu? A może też po jego zakończeniu?

– W trakcie organizacji zaskoczyła mnie ilość pozytywnie nastawionych i pomocnych nam ludzi. Nie mówię nawet o sponsorach, bez których pomocy byłoby ciężko o taką organizację, ale też o ludziach, których wcześniej nie znałam, a którzy nam bezinteresownie pomagali, wspierali, trzymali za nas mocno kciuki. To niesamowite i to też dodawało nam tyle energii do ciężkiej roboty.
Przed samymi zawodami na pewno nie spodziewałam się takiej pogody, jeszcze w lutym liczyłam na to, że się zmieni, ale tak się nie stało. O tym fenomenie świadczą też warunki na Polanie Jakuszyckiej, na której zazwyczaj do kwietnia trwa sezon, a w tym roku nie było tam już nawet  śniegu! Przez to i kibiców było mniej. Na samym biegu zaskoczył mnie Bartek Gorczyca i jego wynik! Naprawdę nie spodziewałam się takiego tempa. To pewnie też duża zasługa warunków, które panowały na trasie, ale i tak czas jest rewelacyjny [4:34:30 – MS].

Był to Twój debiut organizacyjny – jak oceniasz siebie jako organizatora imprezy?

– Ten debiut przyniósł mi, Ani i Grzegorzowi bardzo dużo radości! Tyle uśmiechu, zadowolonych zawodników, podziękowań i pozytywnych komentarzy się nie spodziewaliśmy i za to bardzo, bardzo dziękujemy! Rekompensuje to cały wysiłek, który w to włożyliśmy.

Planujesz już kolejne biegowe wydarzenia? Jeśli tak, to zdradzisz coś? I czy będą kolejne edycje ZUK?

– Tak, planuję kolejne biegowe wydarzenie na terenie Wielkopolski – bieg długodystansowy w Wielkopolskim Parku Narodowym.  Kolejne edycje ZUK będą na pewno! Już nie możemy się doczekać!

Trzymamy kciuki!

Relację z imprezy napisał dla nas Filip Bojko, który 52 km w Karkonoszach pokonał razem ze swoim psem Eto.

Było po prostu epicko. Od przekroczenia progu miejsca naszego zakwaterowania dało się wyczuć, że będzie to coś więcej niż kolejne ultra zawody w górach. Ujęło mnie bardzo to, jaką atmosferę zbudowali wokół tej imprezy bliscy Tomka. Wymieniając wrażenia z różnymi ludźmi na miejscu, wszystkim od samego początku na usta cisnęło się to samo. To jest coś wyjątkowego i tak się stało. Wszyscy ludzie zaangażowani w to przedsięwzięcie byli jego bliskimi. Rodzina, przyjaciele, znajomi. To oni wydawali pakiety startowe, obstawiali i znakowali trasę, obsługiwali nas na punktach żywieniowych. Wszystko z niewiarygodną pieczołowitością i życzliwością. Pełne zaangażowanie oraz pełen profesjonalizm.

Większość startujących nie znała Tomka osobiście, ale gdzieś ta energia krążąca od początku wokół spowodowała, że na pewno Tomek jest dziś wszystkim bliższy, szczególnie widząc, ilu miał wokół siebie wspaniałych, oddanych ludzi, którzy sprawili, że I Zimowy Ultramaraton Karkonoski był naprawdę wyjątkowy.

Zimowy Ultramaraton Karkonoski 2014 fot. Piotr Dymus 01

Śniegu na szczęście nie brakowało! Fot. Piotr Dymus

Po kolei zatem. Rezerwując nocleg w miejscu zasugerowanym przez organizatorów, w promocyjnej cenie dla wszystkich uczestników, zastanawiałem się, czy wpuszczą mnie w swe progi z moim psem Eto (również uczestnikiem zawodów). Bardzo miła pani oznajmiła mi przez telefon, że za niewielką opłatą bez problemu. Przyjechaliśmy do Karpacza wraz z moim dobrym kumplem Jankiem Nyką w czwartek wieczorem. Na miejscu bardzo ciepło przywitała nas sympatyczna pani w recepcji oraz ZUK-owe „orgi” – Aga, Ania i Grzesiek. Na miejscu było kilka osób oraz – ku naszej uciesze – trzy psy. Wspólne miejsce zakwaterowania sprawia, że wszyscy są blisko epicentrum wydarzeń, co każdemu ułatwia życie. Do tego ludzie mają okazję się bliżej poznać i zintegrować. W piątek od 13:00 odbiór pakietów, natomiast o 19 obowiązkowa odprawa. Opis trasy, newralgicznych punktów, spodziewanych warunków pogodowych nazajutrz. Do tego wymogi dotyczące obowiązkowego wyposażenia każdego uczestnika zawodów. Wokół same sympatyczne i uśmiechnięte gęby. Janek do mnie: Ty, tu wszyscy są w niezłej formie, żadnych „klusków”; ja mu na to: po crossfitowemu się mówi „Fit as Fu*k” 🙂 Faktycznie, dzięki temu, iż warunkiem uczestnictwa było ukończenie biegów kwalifikacyjnych, nie było tu przypadkowych osób, które założyły się z kolegami w pracy przy sobotniej gorzałce, że dadzą radę trzasnąć sobie ZUK-a tak od niechcenia. Po odprawie obejrzeliśmy wspólnie film o Tomku. Było bardzo wesoło – bo to był bez wątpienia niezły zgrywus. Na koniec bardzo wzruszająco, ale bez niepotrzebnego patosu, którego, tak myślę, na pewno by sobie nie życzył.

Zimowy Ultramaraton Karkonoski 2014 fot. Piotr Dymus 04

Fot. Piotr Dymus

W sobotę o 4:00 zaczęła się kontrola obowiązkowego sprzętu, który każdy bez wyjątku miał mieć ze sobą na grzbiecie przez całe zawody. Kontrola była bardzo szczegółowa, bez taryfy ulgowej. Przekonał się o tym brutalnie jeden z uczestników, który ze względu na sprzętowe braki został w hotelu. O 5:00 start z deptaka w Karpaczu. Wszyscy nakręceni i uradowani ruszyli przed siebie. Wbieganie zimą na Śnieżkę to nie rurki z kremem, mimo że pogoda tego dnia była dla nas nad wyraz łaskawa o tej porze roku. To chyba była sprawka kogoś z góry… Trasa po prostu przepiękna. Absolutnie powalała na kolana widokami. Wschód słońca w górach to istny orgazm dla oczu. Bardzo się cieszę, że mogliśmy wziąć w niej udział z moim psem Eto vel Psemkomandosem, który jest w niesamowitym gazie i chyba plany zakończenia jego biegowej kariery zmuszeni jesteśmy poddać weryfikacji. Moim osobistym sukcesem było ukończenie tego biegu w butach do crossfitu (bez bieżnika). Awaria małego palca nie pozwoliła mi się wcisnąć w moje terenówki i skończyło się na „tenisówkach”. Próbowałem się ratować, wkręcając kilka „ice spike’ów” w podeszwę, żeby jakoś się trzymać na lodzie, niestety przebijały się w stopy w trakcie próby. Skończyło się na sześciu na piętach. Niestety po 5 kilometrach zaczęły się dobijać do moich stóp, szczególnie na kamieniach. Cóż, trzeba było je odkręcić. Widząc totalnie oblodzone zejście ze Śnieżki pomyślałem, że trzeba będzie jechać na tyłku na sam dół z Eto na kolanach… I wtedy: Eureka! Przypomniało mi się, że przed startem dziewczyna Piotrka Dymusa, widząc moje obuwie, wrzuciła mi do plecaka swoje „raczki”, które w rezultacie uratowały nam skórę na tym zejściu! Wielkie dzięki, Ewelina! Pieskomandos brylował z przodu jak zwykle, natomiast najlepiej się czuł w punktach żywieniowych, gdzie był obsługiwany jak król w tempie iście ekspresowym. Dziewczyny wieczorem się przyznały, że momentami zapominały obsłużyć innych biegaczy przez jego oczu czar. Na metę „bydlę”, jak to ma w zwyczaju, wbiegło oczywiście z badylem w paszczy. Jeden z uczestników na mecie tak do niego rzucił: „No, przezwierz z Ciebie!”.

Zimowy Ultramaraton Karkonoski 2014 fot. Filip Bojko

Eto, czyli tak zwany Pieskomandos. Przebiegł z Filipem cały dystans! Fot. Filip Bojko

Pod względem organizacyjnym I Zimowy Ultramaraton Karkonoski został dopięty na ostatni guzik. Pakiety startowe, odprawa, oznakowanie trasy, punkty odżywcze, logistyka, przepływ informacji, komunikacja – perfekcja w czystej postaci. Stworzyli to fantastyczni i kompetentni ludzie, dlatego dało się to odczuć w każdym detalu. Do tego wszystkiego fantastyczna atmosfera. Czapki z głów! Poprzeczka została zawieszona wysoko – i o to chodzi!

Co budujące, na trasie nie widziałem ani jednego śmiecia w postaci tubek, sreberek po żelach czy papierków po batonach. Można? Można!

Podejrzewam, że czasy czołówki długo nie zostaną pobite na tych zawodach, ponieważ warunki pogodowe były po prostu znakomite. Przy półmetrowym śniegu, mgle i porywistym wietrze na jednej z wietrzniejszych grani u nas w kraju limit 14 godzin oraz wymogi sprzętu obowiązkowego nie są wyssane z palca. Z niecierpliwością czekamy z Eto na kolejną edycję. To był wyjątkowy czas!

Zimowy Ultramaraton Karkonoski 2014 fot. Grzegorz Lisowski 01

Fot. Grzegorz Lisowski/nigra-photo.blogspot.com

Swoje trzy grosze dorzucił też Jan Nyka – kolega Filipa:

Od powrotu z weekendu koledzy i znajomi pytają mnie: Jak było? Jak ten twój zimowy bieg w Karkonoszach? I pomimo tego, że brałem już udział w kilku górskich biegach ultra, pierwszy raz mam kłopot z lakoniczną odpowiedzią – ponieważ ten bieg okazał się szczególny i zupełnie wyjątkowy od początku do końca. Został wymyślony i zrealizowany przez grupę przyjaciół dla uczczenia pamięci Tomka Kowalskiego, który przed rokiem zginął tragicznie po zdobyciu szczytu Broad Peak. Pierwszorzędnym pomysłem było zakwaterowanie większości uczestników w jednym miejscu, co pozwoliło na wzajemną integrację. Wytworzyła się niespotykana atmosfera wzajemnej życzliwości, niebagatelny wpływ na to z pewnością mieli sami organizatorzy. Dzięki temu miałem wrażenie, że uczestniczę w szczególnym, kameralnym przedsięwzięciu stworzonym przez przyjaciół dla przyjaciół. Organizacja samego biegu była bez zarzutu, wszystko dopięte na ostatni guzik, nawet zima nie przeszkadzała za bardzo i pozwoliła na „wykręcenie” wyjątkowo dobrych czasów, których być może w kolejnych edycjach już się nie powtórzy. A więc jak było? Naprawdę dobrze było.

Wybrane wypowiedzi uczestników ZUK z Facebooka:

Abdul Al Tarrik: Jak żyję, a już trochę i startów niemało w różnych dyscyplinach, tak fantastycznego ścigania juz dawno nie przeżyłem. Organizacyjnie miód i powidła, wielkie ukłony dla Was i ścigaczy 🙂

Robert Janiec: Była jazda, było super, oprawa biegu super, czuło się ciepło bijące od całej ekipy org. Jestem szczęśliwy, że startowałem w tych zawodach. Kowal byłby dumny ze wszystkich!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Ela Huzior: No i ta zupa pomidorowa! Ten kto wygrał niestety nie doświadczył 🙂

Krzysztof Małkowski: Z czystym sumieniem (i jestem w tym temacie wyrazicielem opinii paru osób) mogę powiedzieć, że organizacja stoi na najwyższym poziomie. Brawo dla organizatorów i bardzo licznych wolontariuszy. Oznaczenie trasy i zabezpieczenie bez zarzutu. Nawet odpowiednią pogodę załatwiliście!

Michał Pękała: Z czystym sercem mogę powiedzieć, że to jedna z najlepiej, jak nie najlepiej zorganizowana impreza, w jakiej miałem przyjemność startować. Mnóstwo mega pozytywnych ludzi 🙂 Poznać takie osoby jak Wy to czysta przyjemność. Mam nadzieje, że za rok również będę mógł wystartować. Teraz powoli dochodzę do siebie i czekam na zdjęcia, bo fotografów było co niemiara 🙂 Pozdrawiam serdecznie.

Zimowy Ultramaraton Karkonoski 2014 fot. Piotr Dymus 02

Po lewej Sabina Giełzak – zwyciężczyni biegu w kategorii kobiet. Fot. Piotr Dymus

Wyniki

Długość trasy wynosiła 52 km – na jej pokonanie uczestnicy mieli 14 godzin.
Zawody ukończyło 147 zawodników, w tym 20 kobiet.

Najszybszy był Bartosz Gorczyca, który uzyskał czas 4:34:30. Kolejny zawodnik, Piotr Karolczak, przybiegł na metę prawie 20 minut później (4:53:16). Trzeci był Piotr Bętkowski z czasem 4:55:17.

Najszybsza kobieta – Sabina Giełzak – z czasem 5:34:22 zajęła 17. miejsce w generalce. Kolejna pani, Ewelina Pisarek, przybiegła na metę ponad pół godziny później (6:06:39). Trzecie miejsce na kobiecym podium zajęła Justyna Żyszkowska z czasem 6:09:41.

Zobacz pełne wyniki biegu

Zimowy Ultramaraton Karkonoski 2014 fot. Piotr Dymus 05

Zwycięzcy biegu. Fot. Piotr Dymus

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *