Aleksandra Brzezińska: „”Trenuję lżej niż gdy byłam juniorką, a biegam szybciej!”” [WYWIAD]

Autor: Jakub Karasek • 05.12.2018

aleksandra-brzezinska-zdjecie

W jednej z prób przed startem w mistrzostwach Europy w przełajach, Aleksandra Brzezińska pobiła rekord trasy kobiet City Trail w Bydgoszczy. Fot. archiwum prywatne

Od lat znajdowała się w czołówce kobiecych biegów długich w Polsce, jednak sezon 2018 okazał się dla niej przełomowy. Okrasiła go nowymi rekordami życiowymi, medalami mistrzostw Polski i pierwszym w karierze powołaniem do seniorskiej reprezentacji kraju na dużą międzynarodową imprezę.

Dostała Pani powołanie do reprezentacji Polski na mistrzostwa Europy w biegach przełajowych. Czy przełaje to ta konkurencja, w której czuje się Pani najlepiej?

Na pewno czuję się dobrze w przełaju, jak i w biegach ulicznych, choć to zupełnie dwie różne konkurencje biegowe, które nie zawsze idą ze sobą w parze. Ja akurat jestem takim typem zawodniczki, której przełaj „leży“. I mimo swojej postury zawsze radziłam sobie dobrze w tej typowo siłowej konkurencji. Powiem więcej, lubię trasy wymagające z licznymi podbiegami, zbiegami, błotniste, czy z przeszkodami. Gdy widzę takie trasy przed wyścigami, to jestem spokojna (śmiech).

Skąd tak pozytywne nastawienie do trudnych warunków?

Nie wiem z czego to wynika.  Chyba z tego że od dziecka chętnie pomagałam rodzicom na roli. Dodatkowo byłam bardzo aktywnym dzieckiem. Trenowanie lekkiej atletyki zaczęłam w styczniu 2009 r. Już 2 miesiące później, w marcu, na mistrzostwach Polski juniorów w biegach przełajowych zajęłam 5. miejsce. Rok później wygrałam te zawody. W kategorii młodzieżowca (do lat 23) miałam kolejno srebro, złoto i złoto. W tym roku zdobyłam brąz mistrzostw Polski seniorów w biegach przełajowych, i to właśnie z tego medalu najbardziej się cieszę. Dlatego zdaje się, że tę naturalną siłę mam gdzieś zaszczepioną w swoim ciele i głowie.

Bieg w Tilburgu będzie dla Pani debiutem na międzynarodowej seniorskiej imprezie. Jak się Pani czuje w tej roli?

To dla mnie duże wyróżnienie i mobilizacja do dalszej pracy. Pamiętam jak w 2015 r., po rocznej przerwie od treningów, zaczynałam od biegać od zera i poprosiłam o pomoc w treningach mojego męża Błażeja. To była czysta zabawa treningiem i… proszę zobaczyć, gdzie nas nasza współpraca zaprowadziła w przeciągu tych 3 lat! To niesamowite w jaki sposób mądrym treningiem, konsekwencją i wiarą w swoje możliwości można się rozwijać.

Wiem, że na mistrzostwach Europy łatwo nie będzie. W końcu wystąpi tam wiele gwiazd lekkiej atletyki. Ale wiem, że tylko rywalizacja z najlepszymi pozwala na dalszy rozwój. Takie biegi bardzo mnie nakręcają do dalszego działania. Jeśli się rozwijać, to tylko przy najlepszych! Dlatego nominacja ta jest dla mnie nagrodą, ale przede wszystkim mobilizacją.

Czego oczekuje Pani od tych zawodów?

Moje oczekiwania dotyczą nie tyle biegu, bo każdy jest inny, co swojej postawy. Wobec siebie mam zawsze duże i takie same oczekiwania: przede wszystkim chcę pobiec mądrze i walczyć do samego końca, tak abym po biegu mogła z czystym sumieniem powiedzieć, że lepiej się nie dało. Jaką to da lokatę, to okaże się po biegu. Mamy oczywiście swoje założenia z Błażejem co do miejsca, ale na razie wolę się skupić na zadaniu jakie mnie czeka.

No właśnie, od pewnego czasu Pani trenerem jest mąż – Błażej Brzeziński. Jak się Pani współpracuje z nim od strony „zawodowej”?

Jeśli chodzi o relację zawodniczka – trener to u nas nie ma kompromisów. Bardzo sobie cenię jego podejście do mnie jako podopiecznej. Mówię tu o jego stanowczości i szczerości. Nie mogłabym współpracować z osobą ulegającą wszystkim moim propozycjom, czy też kaprysom, bo taka też potrafię być (śmiech). Oczywiście jest dialog, ale to on ma większą wiedzę i doświadczenie.

Szczerość to oczywiście podstawa każdej relacji. Pamiętam jak jakiś czas temu po biegu dostałam dużą porcję tej szczerości od niego, podczas gdy kibice byli zachwyceni moją postawą. Prawie się popłakałam, ale po chwili doszło do mnie, że skoro on oczekiwał więcej, to wierzy, że mnie na to stać! Że stać mnie na więcej! Bardzo to doceniłam i jeszcze bardziej uwierzyłam w siebie.

Czyli trener Błażej dużo wymaga od swojej zawodniczki?

Błażej jest trenerem mądrym i stanowczym. Mądrość jego treningu polega na tym, że ja jako seniorka trenuję lżej niż gdy byłam juniorką i młodzieżówką, a biegam szybciej i stale robię progres! Innymi słowami, trenuję adekwatnie do swojego poziomu sportowego i czerpię garściami z jego cennego doświadczenia.

Teraz widzę, że praktycznie większość swoich biegowych lat trenowałam nieadekwatnie do swojego poziomu. Brakowało mądrości w tamtych treningach i nie było pożądanych efektów. Na szczęście jestem wytrwałym typem zawodniczki i tak łatwo się nie poddaję.

aleksandra-brzezinska-i-blazej-brzezinski-zdj

Aleksandra Brzezińska ze swoim trenerem i mężem Błażejem Brzezińskim. Fot. archiwum prywatne

Jak wygląda Pani trening? Jakie są główne środki, które budują Pani formę?

To jak wygląda mój trening i jakie dobieramy środki treningowe zależy oczywiście od etapu przygotowań. Cykl treningowy dzieli się na etapy i każdy z nich pełni inną i bardzo ważną rolę. W moim treningu nie dzieje się nic nadzwyczajnego. Sukces jednak tkwi w tym jak dana jednostka treningowa zostanie zrealizowana.

Tutaj ogromne znaczenie ma znajomość swojego organizmu. Ja się tego nauczyłam. Prędkości kontroluję tylko na tych szybszych jednostkach treningowych. Resztę biegam na samopoczucie i nie zwracam uwagi na prędkości. Sugeruję się swoim samopoczuciem i tętnem. Moje rozbiegania wychodzą mi naprawdę bardzo powoli, w granicach 5:30/km. Jeśli mój organizm wysyła mi dane sygnały, to przede wszystkim bierzemy je z Błażejem pod uwagę. Tutaj właśnie wychodzi mądrość trenera, bo to on musi zadecydować kiedy np. zmodyfikować czy przełożyć trening, a kiedy biegać szybko mimo zmęczenia lub coś dołożyć.

Od dłuższego czasu była Pani w czołówce polskich biegów, ale tegoroczny sezon był dla Pani szczególnie udany: medale mistrzostw Polski, rekordy życiowe na ulicy i powołanie do seniorskiej reprezentacji Polski. Co zmieniło się w ostatnim czasie, że wszystko w końcu zaskoczyło?

Drastycznej zmiany w treningach nie było. Tak jak wspomniałam wcześniej, stawiamy na pracę adekwatną do moich możliwości, dlatego też progres następuje z roku na rok ale stopniowo i dlatego z każdym rokiem coraz bardziej go widać. Nie jest to progres typu „Brzezińska nagle wyskoczyła, to pewnie zaraz zniknie“. My na to pracujemy sumiennie metodą małych kroków.

To, że wcześniej od dłuższego czasu byłam w czołówce polskich biegów pokazywało, że mam predyspozycje do szybkiego biegania. Jednak brakowało tej osoby która poprowadziłaby mnie mądrze.  Systematyczność, cierpliwość i mądre trenowanie owocują imponującymi wynikami. A my naprawdę mamy jeszcze dużo do zrobienia, bo rezerwy mamy spore.

Na chwilę obecną mój tygodniowy kilometraż oscyluje w granicach 60-70 km. Z takiego kilometrażu potrafiłam pobiec 33:35 na 10 km. Wniosek z tego taki, że nie sztuką jest trenować bardzo mocno i biegać z tego dyszkę po 35 czy 36 min! Sztuką jest trenować adekwatnie do swoich możliwości, czasu, wieku itd., jak najmniejszym nakładem sił, oszczędzając zdrowie i nie łapiąc kontuzji. Bo przecież o to w tym wszystkim chodzi.

A czy to nie jest trochę tak, że pozazdrościła Pani mężowi zwycięstwa w 39. PZU Maratonie Warszawskim? Czy sukcesy Błażeja i jego bieganie wpływa w jakiś sposób na Pani postawę?

Dla mnie słowo „zazdrość“ ma znaczenie zarówno negatywne, jak i pozytywne. To pozytywne znaczenie zazdrości to dla mnie inspiracja. On mnie po prostu inspiruje! Błażej to pracowity i waleczny typ, który do swoich osiągów dochodził ciężką pracą, sumiennością i walecznością mimo przeciwności losu.

Jeśli on może, to w czym ja jestem od niego gorsza?! Lubię otaczać się takimi ludźmi, którzy ciągną w górę. W życiu poprzeczkę trzeba stawiać sobie coraz wyżej i celować wysoko.

Do dziś oglądając finisz jego zwycięskiego maratonu w Warszawie po prostu płaczę. Łzy same cisną się do oczu, bo widzę w tym finiszu jego lata pracy, wyrzeczeń, upadków i waleczności. On tak jak ja, trafił na odpowiedniego trenera, Ryszarda Marczaka, z którym tworzą dla mnie bardzo inspirujący duet.

A czy w 2019 r. Aleksandra Brzezińska wystartuje w maratonie?

Tak, w przyszłym roku planuję swój debiut w maratonie! Bardzo się na ten debiut cieszę, a zarazem czuję duży respekt mimo że nigdy nie zmierzyłam się z tym dystansem.

Jaki będzie główny cel na tym dystansie?

Najważniejsze jest dotrwać w zdrowiu do samego startu i jeśli to się uda, walczyć o jak najlepszy czas. To, że dobrze biegam krótsze dystanse wcale nie oznacza, że będę dobrą maratonką.

Obserwuję Błażeja, jak i innych przygotowania i zmagania z tym dystansem i pokazuje to, że maraton rządzi się swoimi prawami. Na razie nie chcę mówić o czymś, czego nigdy wcześniej nie próbowałam. Chcę po prostu zasmakować tego niezwykle wymagającego dystansu.

Jakie są Pani długofalowe cele i marzenia? Myśli Pani o tym, by np. zakwalifikować się na igrzyska olimpijskie?

Igrzyska olimpijskie to moje marzenie i cel. W życiu, na każdej płaszczyźnie, trzeba mieć cel. Taki przyprawiający o dreszcze, a zarazem trzeba czuć radość z dążenia do niego. Celować trzeba wysoko, dlatego igrzyska olimpijskie są moim marzeniem. Przyświeca mi ten cel, ale skupiam się na tych mniejszych. Na tym co jest tu i teraz.

Drogę do celu zawsze dzielę sobie na etapy. Każdy z nich musi być dla mnie zarówno realny jak i przyprawiający o dreszcze. W sporcie pewnych granic się nie przeskoczy, każdy etap ma znaczenie. To jest proces, w którym musimy być sumienni, pracowici, ale też wiedzieć po co to robimy. Czym byłby ten proces bez celu?

aleksandra-brzezinska-1

Aleksandra Brzezińska. Fot. Paweł Malinowski

Oprócz biegania, jest Pani nauczycielką. Czy uczniowie wiedzą o Pani pasji i sukcesach? Jak na nie reagują?

Oczywiście, że wiedzą (śmiech). Bardzo się cieszę, że mam takich kibiców jak oni. Staram się ich motywować i pokazać, że także oni mogą osiągać sukcesy w swoich dziedzinach. Moją biegową motywacją i inspiracją do działania dzielę się z nimi dostosowując je do ich celów. Nie bez powodu moja praca licencjacka i magisterska były na temat motywacji w nauczaniu dzieci i dorosłych.

A jak na Pani pasję patrzą przełożeni?

Nie uczę w szkole publicznej. Uczę prywatnie udzielając korepetycji, ponieważ dzięki temu na razie jestem bardziej elastyczna. Mam ten komfort, że mogę sama zaplanować sobie grafik dnia. W przyszłości chciałabym otworzyć swoją prywatną szkołę języka angielskiego.

Czy taki tryb funkcjonowania stanowi duże wyzwanie z punktu widzenia realizowania treningu biegowego?

Cały dzień mam zagospodarowany ponieważ do każdych zajęć muszę się starannie przygotować. W ciągu dnia mam różnych uczniów, od dzieci po dorosłych.

Łączenie biegania z nauczaniem nie sprawia mi problemu. To wszystko zależy od tego, jak sobie to w głowie poukładamy. Owszem, czasem nie jest łatwo, ale ja nie jestem typem osoby narzekającej. Wręcz odwrotnie, cieszę się i doceniam że mam tak różnorodne pasje, że jestem w nich dobra i że mogę to po prostu robić i realizować się! Moje życie dzieje się teraz i chcę je wykorzystać najlepiej jak tylko potrafię.

Z samego rana robię trening, następnie po nim dla każdego ucznia z osobna szykuję lekcje. Od tego momentu zaczynam już pracować umysłowo. Muszę być przygotowana, bo chcę żeby uczeń możliwie jak najszybciej zrozumiał daną partię materiału, był zaciekawiony i zmobilizowany. Szanuję każdą minutę lekcji. Następnie, zazwyczaj ok. godz. 14-15, zaczynam prowadzenie zajęć. Kończę ok. 20. Pod koniec dnia nie pamiętam nawet, co rano robiłam na treningu! Kryzys zawsze przychodzi mi w trakcie szykowania materiałów do zajęć, bo wtedy organizm domaga się odpoczynku po bieganiu. Po tym małym kryzysie, już nawet nie pamiętam o zmęczeniu, bo jestem pochłonięta pracą.

Teraz wiem, że szykując się do maratonu drugi trening będę wykonywać po 20:00. Mówią, że jeśli nie masz czasu, to znajdź sobie kolejne zajęcie. U mnie to się sprawdza!

Czy dopuszcza Pani w ogóle możliwość skupienia się kiedyś tylko i wyłącznie na bieganiu? Jakie warunki musiałyby zaistnieć, żeby było to możliwe?

Na chwilę obecną nie potrafiłabym się skupić tylko i wyłącznie na bieganiu. Owszem, jest to moja pasja, w której chcę się realizować, walczyć ze swoimi słabościami, pokazywać sobie że mogę i potrafię, ale bieganie u każdego kiedyś się skończy. A żyć dalej trzeba. Ja wybrałam filologię angielską.

Wybierając ten kierunek początkowo chciałam dobrze nauczyć się języka. Studia to także był proces w którym odkryłam, że nauczanie innych to coś co lubię robić i sprawia mi radość. Daje mi to dużą satysfakcję mogąc pomagać innym, obserwując ich progres i zadowolenie. Uwielbiam pracować z uczniami i ludźmi w rożnym wieku. Nie potrafiłabym z tego zrezygnować. Tutaj idealnie sprawdza się cytat: „Rób to co kochasz, a nigdy nie będziesz musiał pracować“.

Wracając do biegania. To ciężki kawałek chleba, gdzie za ciężką pracę i ogrom wyrzeczeń nie zawsze dostajemy zapłatę. Owszem, gdybym biegała naprawdę na wysokim poziomie rozważałabym chwilową przerwę od nauczania angielskiego, ale w dalszym ciągu nie można zapomnieć, że bieganie się kiedyś skończy. Plan na przyszłość trzeba mieć. Na chwilę obecną chcę realizować się na tych dwóch płaszczyznach. Nie chcę w niczym odpuszczać, gdy obie rzeczy dają mi ogrom satysfakcji.

Dziękuję za inspirującą rozmowę. Pozostaje tylko ostatnie pytanie: czego życzyć przed startem w Holandii i przed całym sezonem 2019?

Powodzenia i zdrowia!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisment ad adsense adlogger