fbpx

Czytelnia > Ludzie

Bill Bowerman – twórca biegowych idei i butów, które podbiły świat

Bill Bowerman. Fot. Archiwum Nike

Bill Bowerman. Fot. Archiwum Nike

Możliwe, że nigdy nie słyszeliście tego nazwiska. Możliwe, że głębokim poważaniu macie Amerykanów i ich kulturę. Ale wystarczy narysować 1-2 kreski by połączyć Cię z Billem i jego wpływami.

Są momenty w historii, kiedy zmiany następują błyskawicznie. Gdy jedna decyzja, kilka słów kieruje historię na nowe tory. Kiedy firmy rozrastają się niczym ciasto włożone do piekarnika, a idee eksplodują zarażając miliony ludzi. Z większej odległości ruchy te wydają się spontaniczne i chaotyczne. Jednak po bliższych oględzinach okazuje się że katalizatorami jest garstka osób. Tak jak pierwociny przemysłu komputerowego leżą w garażach wokół uniwersytetu Stanford, tak wiele biegowych idei narodziło się wokół Hayward Fields – stadionu w Eugene w stanie Oregon na zachodnim wybrzeżu USA, a większość z nich przeszła przez głowę Billa Bowermana.

Opowieść pierwsza – o butach

To w jego teczce przyjechały pierwsze pary kolców marki adidas na amerykańską ziemię. Dogadał się z kolegą jeszcze z czasów wojny i sprzedawał kolce swoim zawodnikom. Oczywiście w niewielkich ilościach – niczym handlarz ze Stadionu Skry, ale to jemu niemiecki koncern zawdzięcza część sukcesu.
Kto rozpoczął ekspansję marki Onitsuka (znaną teraz jako ASICS) na światowe rynki? Bill ze swoim wspólnikiem Philem Knightem.

Pierwsza dostawa liczyła 300 par i była sprzedawana z samochodu przy okazji zawodów międzyuczelnianych.

 

Wreszcie Blue Ribbon Sports – nazwa wymyślona w barze – na poczekaniu, gdy Phil Knight rozmyślał jak przedstawić się poważnym japońskim kontrahentom. Nie miał nawet prawdziwej firmy, w kieszeni 500 dolarów, które kilka dni później ustanowiły połowę kapitału firmy. Drugą połowę wyciągnęło małżeństwo Bowermanów. Siedział i rozmyślał – jak wyjść na poważnego biznesmena, a nie samotnego naiwniaka. Z pomocą przyszła butelka Suntory Blue Ribbon stojąca w pobliżu. – Reprezentuję Blue Ribbon Sports z Portland – skończyły mi się wizytówki, wypalił do delegatów z firmy Onitsuka ubranych w garnitury i kłaniających się przed nim.

Firma na początku zajmowała się sprzedażą japońskich butów po siedem dolarów. Phil odpowiadał za część handlową. Bill majstrował przy projektach – modyfikował japońskie konstrukcje, tak by pasowały do stóp Amerykanów. Pierwotnie były wąziutkie w pięcie i bardzo szerokie w palcach. Pierwsza dostawa liczyła 300 par i była sprzedawana z samochodu przy okazji zawodów międzyuczelnianych. Tak wystartowała jedna z największych firm obuwniczych świata. Jednak Bill był ciągle niezadowolony ze swoich konstrukcji i szukał buta idealnego. Testował nowe konstrukcje na swoich podopiecznych. Nie interesował się pieniędzmi.

Nie sikamy na wspólników
W biografii Bowermana autorstwa Kenny’ego Moore’a pojawia się propozycja zapisu do umowy spółki Blue Ribbon Sports – „Zabrania się sikania na wspólnika pod prysznicem”. Bill był bowiem znany z niezbyt wyszukanych żartów względem swoich podopiecznych. Po treningu zawodnicy brali wspólny prysznic w sali z 8 prysznicami nie rozdzielonymi ścianką. Gdy zawodnik mył głowę i zamykał oczy, zdarzało się że czuł nagle na nodze ciepły strumień który pochodził z innego kierunku. Gdy się odwracał, widział tylko psotny uśmiech swojego trenera.

Bill Bowerman. Fot. Archiwum Nike

Bill Bowerman. Fot. Archiwum Nike

Opowieść o 10-milowej kości

W 1965 roku Kenny Moore – podopieczny Bowermana brał udział w zawodach na bieżni. Na niecałe pół okrążenia przed metą, próbował wybiec na drugi tor, ale nie spostrzegł, że po zewnętrznej wyprzedza go kolega. Doszło do kolizji. Kenny oberwał kolcami po stopie, zalał się krwią. Lekarz założył mu siedem szwów i kazał pauzować. Dwa tygodnie później znów były zawody. Kenny nie do końca sprawny wystartował na 3000 m z przeszkodami i w wyścigu na 3 mile. Oba wygrał i przyczynił się do zwycięstwa swego zespołu – Oregon Track Club. Następnego dnia zaplanował łagodne wybieganie. Wcześniej spotkał Bowermana. Ten zapytał się go jakie ma plany na kolejny trening. – Jakieś 20 mil swobodnie – odparł. – Nie robiłeś długich wybiegań od trzech tygodni. Jesteś zajechany. Nie chcę żebyś robił więcej niż 10 mil.

Gdy następnego dnia Kenny mijał stację benzynową która służyła mu za znacznik 10 mil, chciał mimo wszystko pobiec drugie tyle. Jednak 400 metrów dalej poczuł dziwne kliknięcie w stopie. Chwilę potem pojawił się silny ból, który uniemożliwił kontynuowanie treningu. Dokuśtykał do lekarza. Zdjęcie rentgenowskie nie zostawiało wątpliwości – doszło do złamania zmęczeniowego kości śródstopia. Kenny miał sezon z głowy.

Bowerman nie mógł się powstrzymać by nie pochwalić się kolegom, że zna swoich zawodników tak dobrze, że jest w stanie z dokładnością do ćwierci mili określić kiedy nastąpi kontuzja. Chwilę później jednak doszedł do wniosku, że trzeba popracować nad amortyzacją. Zabezpieczyć stopy długodystansowców.

Trener pokroił buty Kenny’ego na kawałki. Przyjrzał się dokładnie sposobowi ich zużycia (była to para Tigerów które sam wcześniej mu podarował – model pierwotnie stworzony dla skoczków i adaptowany dla biegaczy) i zaczął prace nad pierwszym modelem przeznaczonym na długie asfaltowe treningi – Cortez.

But został wyposażony w miękką wkładkę ciągnącą się pod całym śródstopiem. Okazał się bardzo wygodny i podobał się klientom. Kenny brał udział w testach prototypów. Już nigdy więcej nie dorobił się złamania zmęczeniowego.
Wkrótce buty zmieniły nazwę i później ich produkcja została przeniesiona do USA. Jedynym zmartwieniem udziałowców było opanowanie gwałtownego wzrostu firmy i jej płynności przy lawinie zamówień. W 1971 roku powstało charakterystyczne logo z łyżwą i napis Nike. 10 lat później udział Nike w rynku butów biegowych wynosił 50%.

Bill Bowerman. Fot. Archiwum Nike

Bill Bowerman. Fot. Archiwum Nike

Opowieść o masie

Właściwie to mogliśmy zakończyć historię. Bill – twórca gigantycznego koncernu, którego znak firmowy rozpoznaje praktycznie każdy biegacz (swoją drogą projekt łyżwy kosztował firmę 35 dolarów), a sprzedaż liczy się w miliardach dolarów.

Ale nie. Jest jeszcze kilka wątków grubych niczym lina okrętowa. Jeden z nich zaczyna się w Nowej Zelandii, gdzie Bowerman zabiera biegaczy by wymienić się doświadczeniami z Arthurem Lydiardem. Było to w 1962 roku – krótko po tym, gdy Amerykańska sztafeta 4 x mila poprawiła nowozelandzki rekord świata. Arthur Lydiard miał już spory dorobek, a jego idea LSD (Long Slow Distance) zdobywała popularność na świecie.

Lydiard zabrał Billa na spotkanie Auckland Joggers Club. Na widok kilku setek amatorów – kobiet, emerytów, dzieci, Bowermanowi opadła szczęka. A gdy okazało się, że po kilkuset metrach biegu z tą watahą został sam na końcu stawki – niemal się rozpłakał. Wspominał później: „Jedyną nadzieją trzymającą mnie przy życiu było to, że może zaraz umrę”. Był krzepkim pięćdziesięciolatkiem ze sportową przeszłością. A jedynym, który zdecydował się na niego poczekać był o 20 lat starszy jegomość z zawałową przeszłością. To wystarczyło by wstrząsnąć trenerem.

Zaczął regularne treningi i w ciągu kilku tygodni pobytu na Wyspie zrzucił 5 kilo. Znajomi mówili mu że odmłodniał o jakieś 10 lat.

Wynik rywalizacji elity pozostał nierozstrzygnięty. Amerykanie przegrali co prawda ze świetnie dysponowanymi Kiwi, którym przewodził Peter Snell – mistrz olimpijski z Rzymu, ale żaden z teamów nie zbliżył się do rekordu ustanowionego wcześniej w USA.

Bowerman po powrocie do kraju postanowił spróbować zaszczepić ideę joggingu w Oregonie. Korzystając z pomocy zaprzyjaźnionego dziennikarza zaprosił mieszkańców na wspólny trening. Na pierwsze spotkanie przyszło 12 osób. Dostali do dyspozycji bieżnię. Mieli pokonywać truchtem proste i maszerować po łukach. W sumie 4 kółka. Na kolejnym spotkaniu pojawił się już tłumek 50 mieszkańców. W tym sporo kobiet. Po trzech tygodniach na Hayward Field były już dwie setki trenujących. Wkrótce tłum osiągnął apogeum przykrywając bieżnię kilkoma tysiącami truchtających, którzy przerażali swoją liczebnością.

Specjalista od biegaczy pokonujących milę w 4 minuty, nagle musiał stawić czoło tłumowi niezdarnych, zapuszczonych amatorów, którzy szukali u niego porady, a on nie był pewien nawet czy nie prowadzi ich ku nieszczęściu – wiedza o masowym sporcie wówczas praktycznie nie istniała!

Cztery lata minęły zanim Bowerman do spółki z kardiologiem Waldo Harrisem, zebrali swoje spostrzeżenia w małą książeczkę zatytułowaną po prostu „Jogging”. I znów pojawiły się liczby pachnące amerykańskim snem – książka rozeszła się w milionowym nakładzie. Przygotowała podłoże pod biegowy boom, który nastąpił kilka lat później po sukcesie Franka Shortera na Igrzyskach w Monachium.

Nieomylny? Bowerman i dorsze
Nic z tych rzeczy. Bill w swoich eksperymentach miał nosa, ale zdarzały mu się także spektakularne pomyłki. Próbował znaleźć idealny materiał na cholewki kolców lekkoatletycznych. Szył je ze skóry kangurów, węży – każdej którą uznał za wystarczająco mocną i zarazem lekką. Materiałów dostarczał mu lokalny sklep garbarski, który Bill odwiedzał regularnie w poszukiwaniu nowości. Nie potrafię wyobrazić sobie toku myślenia wynalazcy, ale w pewnym momencie powstało kilka par wykonanych ze skóry dorsza. Bowerman dał je do testów swojemu synowi. Już w czasie pierwszego treningu w wilgotnej trawie rozciągnęły się o dwa rozmiary i spadły z nóg.

Bill Bowerman. Fot. Archiwum Nike

Bill Bowerman. Fot. Archiwum Nike

Opowieść o ludziach

Do tej pory nie wspomnieliśmy nic o treningu pod okiem Bowermana. Ta opowieść by wystarczyła by zarezerwować mu miejsce w panteonie sławy. Bill wyznawał zasadę, że należy trenować na przemian stosując bodźce silne i delikatne. Jego zawodnicy startujący na średnich dystansach robili około 100 kilometrów w tygodniu. Interwały pojawiały się raz-dwa razy w cyklu. W lżejszych dniach zawodnicy robili 5-8 kilometrów biegu ciągłego z elementami rozciągania, ćwiczeń siłowych, krótkich treningów ogólnej sprawności i techniki. Biegacz po treningu miał być pobudzony, a nie wykończony. Bill zakładał, że najważniejsze jest zrównoważenie pracy i wypoczynku. Jeśli miał wątpliwości – wolał by biegacz był niedotrenowany niż kontuzjowany. „Bodziec, odpoczynek, poprawa – oto czym jest trening” wbijał do głowy swoim wychowankom.

Bowerman potrafił zakazać indywidualnych treningów zbyt gorliwym biegaczom, grożąc im natychmiastowym wyrzuceniem z uczelni.

 

Stosując tą filozofię wychował 16. biegaczy schodzących poniżej 4 minut na milę. 31. olimpijczyków, 51. reprezentantów kraju. Otis Davis pod jego kierunkiem sięgnął po złoto na 400 metrów na olimpiadzie w Rzymie, Harry Jerome po brąz w sprincie na 100 metrów, a Bill Dellinger na 5000 metrów. Był głównym trenerem reprezentacji USA, gdy Frank Shorter wygrał olimpijski maraton w 1972 roku.

Jednak najważniejszy był system, który stworzył. Przez wiele sezonów zawodnicy z Oregonu byli postrachem w kraju. To stamtąd wywodził się Steve Prefontaine – wściekły biegacz wygrywający 78% wyścigów w których brał udział. Bill potrafił też trenować kulomiotów i oszczepników.

Patrząc z perspektywy czasu, wydaje się że kluczem była jego osobowość. Potrafił być na przemian charyzmatyczny jak i komiczny. Cały czas eksperymentował i doskonalił swoje metody. Również jeśli chodzi o pracę z zawodnikami. Wychodził z założenia, że nie jest do końca ważne co do nich mówi. Jedną z jego kluczowych opowieści była historia o poganiaczu mułów. „Farmer nie był w stanie zmusić swego muła do ciągnięcia pługa. Nie był w stanie skłonić go do jedzenia i picia. W końcu bezradny zgłosił się do poganiacza. Ten przyszedł. Zanim jeszcze wszedł do zagrody – złapał grubą belkę. Podszedł bez słowa do muła i zdzielił go między uszy. Muł padł na kolana, a poganiacz uderzył go raz jeszcze. Farmer przerażony odciągnął brutala pytając: To ma sprawić, że zaprzęgnę go do pługa? Nie. Widzę że nie znasz się na mułach. To ma sprawić że zwrócisz jego uwagę”. Bowerman potrafił zakazać indywidualnych treningów zbyt gorliwym biegaczom, grożąc im natychmiastowym wyrzuceniem z uczelni. Mógł również wpłynąć na to z kim jego zawodnicy się spotykali (Dave Wilborn skłoniony do małżeństwa poprawił się w kilka miesięcy o 24 sekundy na dystansie mili i zszedł poniżej magicznej granicy 4 minut). Mógł wreszcie nasmarować uda kremem wywołującym pieczenie i puścić biegacza na sprawdzian – tak by ten modlił się by czym prędzej być już na mecie i uciec do szatni. Do każdego mógł trafić inaczej.

Bill Bowerman. Fot. East News

Bill Bowerman. Fot. East News

Bill jest wszędzie

William Jay “Bill” Bowerman zmarł w swoim rodzinnym domu w wieku 88 lat w wigilię Bożego Narodzenia 1999 roku. Właściwie każdy element związany ze współczesnym bieganiem nosi jego piętno. Buty, zasady treningu, idea sportu masowego. Mało brakowało, a biegalibyśmy na bieżniach jego projektu, bowiem Bowerman intensywnie testował różne mieszanki asfaltu, gumowych ścinków i smoły.

Nawet gdy weźmiemy Mo Faraha i jego dwa olimpijskie złota z Londynu nie musimy daleko szukać żeby trafić na Bowermana. Wystarczy pójść po prostej linii dynastycznej. Mo i Galen Rupp trenują pod okiem Alberto Salazara. Ten wywodzi się z Oregon Track Club i był ukształtowany przez Billa Dellingera – następcę Billa Bowermana na Uniwersytecie. Ponadto Mo i Galen biegają po tej samej bieżni wokół której legendarny trener krążył doglądając swoich wychowanków jeszcze w latach 60. Pieniądze na utrzymanie klubu i sprzęt obu biegaczy wykłada firma Nike.

PRZECZYTAJ TEŻ: SYSTEM TRENINGOWY WG BILLA BOWERMANA. ARTYKUŁ ZNAJDZIESZ W E-TYGODNIKU MAGAZYN BIEGANIE, DOSTĘPNYM W APLIKACJI NA GOOGLE PLAY I APP STORE.

received_357239965156933

mm
Krzysztof Dołęgowski

Podoba ci się ten artykuł?

0 / 5. 0

Przeczytaj też

Pandemia koronawirusa spowodowała, że w naszym życiu zaszło wiele zmian. Nie ominęły one również środowiska biegowego, bo obostrzenia wprowadzone przez rząd zablokowały organizację zawodów. Nawet po ich zluzowaniu nie jest tak jak dawniej, a wiele […]

Czy warto bronić się przed biegami wirtualnymi?

Przeciążenie w połowie przygotowania do ważnego biegu to koszmar każdego biegacza i każdej biegaczki. Co wtedy robić, jak reagować na różne objawy bólowe?

Przeciążenia w treningu – jak reagować?

Rosnąca liczba odwołanych imprez oraz próby organizacji biegów wirtualnych sprawiła, że miałem ostatnio przerażającą senną wizję przeszłości. Przyszłości, w której bieganie miało zupełnie inny wymiar i w której stałem się jednym z tych, którzy opowiadali […]

Biegowe science-fiction, czyli kilka słów o tym, jak to się drzewiej startowało w zawodach… [Felieton]

Biegacze lubią wyzwania i chętnie je podejmują. Start w maratonie, czy biegu ultra kusi wielu, bo dystans… ma znaczenie. Jednak bywają zawody, w których liczba kilometrów stanowi zagadkę. Tak zdarza się podczas zawodów o określonym […]

Jak przygotować się do biegu 24-godzinnego? Radzi Patrycja Bereznowska

Uchwalono nowe przepisy dotyczące dozwolonych butów biegowych. Koniec z dowolnością producentów.

Nowe regulacje dotyczące butów dozwolonych na zawodach

Jak co roku, w środku lata wielu biegaczy zmaga się z upałem i wysokimi temperaturami. Jak przetrwać ten okres bez większego uszczerbku dla naszych treningów? Poznaj 5 podstawowych zasad trenowania w upalne dni! Chociaż każdy […]

5 podstawowych zasad treningów w upalne dni

Ze względu na trwającą epidemię koronawirusa SARS-CoV2, 21. PKO Poznań Maraton zostaje przełożony na 17 października 2021 roku. – W organizacji naszych Imprez zawsze na pierwszym miejscu stawialiśmy na bezpieczeństwo. Nadal w tej kwestii nic […]

21. PKO Poznań Maraton przełożony na rok 2021!

Patrycja Bereznowska znów wprawiła w zdumienie biegowy świat. Nasza specjalistka od biegów ultrawytrzymałościowych wygrała rywalizację w portugalskim PT281+ Ultramarathon, bijąc przy okazji rekord trasy! Ile czasu potrzeba, by przebyć 281 kilometrów o własnych nogach? Pokonując […]

Patrycja Bereznowska znów wygrywa! Tym razem ultramaraton w Portugalii!