fbpx

Czy to koniec biegów długich na bieżni?

Autor: Marcin Nagórek • 03.04.2019
Running athletes at the stadium

Running athletes at the stadium

Zapowiedziane na początku marca zmiany w rozgrywaniu zawodów Diamentowej Ligi w praktyce mogą oznaczać koniec biegów długich rozgrywanych na stadionie. Z programu największych mityngów świata znika 5000 metrów, wcześniej to samo spotkało 10 000 metrów.

W marcu IAAF, czyli Światowe Zrzeszenie Federacji Lekkoatletycznych, kierowane przez byłego rekordzistę świata w biegu na 800 metrów, Brytyjczyka Sebastiana Coe, ogłosiło rewolucyjne zmiany formatu zawodów Diamentowej Ligi. Ten cykl największych i najbardziej prestiżowych mityngów stadionowych świata ma zostać zmniejszony z 14 do 12 edycji, a program każdej z nich ma się mieścić w 90 minutach. Ma to zapewnić zainteresowanie stacji telewizyjnych i tym samym zwiększenie popularności lekkiej atletyki.

Program każdego mityngu będzie zmniejszony z 36 do 24 konkurencji, czyli z 18 do 12 męskich oraz kobiecych. Na razie nie wiadomo, co dokładnie wypadnie, ale jest już pewne, że jedną z ofiar rewolucji będą biegi na 5000 metrów. Dla Polaków reforma może oznaczać wymierne straty, bo zagrożone są też konkurencje rzutowe, w których zawsze byliśmy mocni. Rzuty młotem czy dyskiem nie cieszą się na świecie specjalnym zainteresowaniem. Prawdopodobnie zniknie także dystans 3000 metrów z przeszkodami, kolejna polska specjalność. Wypadnięcie z programu oznacza wymierne straty dla zawodników, którzy do tej pory mogli liczyć na nagrody finansowe oraz walczyli o premię na koniec sezonu: diamenty dla najlepszych w każdej konkurencji.

Po cichu spekuluje się, że zmiany programu to coś więcej niż tylko kwestie telewizyjne. Władze IAAF wypychają z programu konkurencje, w których słabi są przedstawiciele największych i najmocniejszych reklamowo rynków: Amerykanie, Brytyjczycy czy Francuzi. Finansowo uderzy to przede wszystkim w Etiopczyków i Kenijczyków, masowo wygrywających biegi długie. Nie da się przy tym ukryć, że zawodnicy wraz ze sponsorującymi ich markami odzieżowymi sami od lat kręcili bicz na swoją skórę, o czym wielokrotnie pisaliśmy w analizach. Biegi długie na stadionie w ostatnich latach wyglądały tak, że na starcie stawała gromada anonimowych Kenijczyków i Etiopczyków, wszyscy ubrani w identyczne stroje startowe i buty. Na tym polegał marketing firm takich jak Nike czy Adidas – wszyscy zawodnicy mieli koszulki w identycznym kolorze, dominującym w kolekcji w danym sezonie. Nawet fachowcy z trudem rozróżniali, który biegacz jest którym, a dla kibiców rywalizacja traciła sens.

Początkowo w ramach reformy planowano narzucić występowanie w koszulkach narodowych, które różniłyby się od siebie, a także ograniczyć w konkurencji ilość zawodników z jednego kraju. Ostatecznie zdecydowano się zupełnie wyrzucić biegi długie z programu. W lobbingu na rzecz konkurencji długodystansowych na pewno nie pomogły afery dopingowe z ostatnich lat, w których masowo na koksie wpadali przede wszystkim Kenijczycy, Etiopczycy oraz Marokańczycy, a wśród kobiet także Rosjanki i Ukrainki, dominujące w kobiecych biegach średnich i długich.

Przeciwko zmianom protestują wielkie gwiazdy biegów z przeszłości, takie jak Haile Gebrsellasie czy Paul Tergat. Nie da się przy tym nie zauważyć, że to właśnie biegi długie kreowały największe nazwiska bieżni ostatnich dziesięcioleci – Gebrselassie, Bekele, Tergat, Paula Radcliffe czy ostatnio Mo Farah. Nawiasem mówiąc, teoria spisku głosi, że IAAF czekało z rewolucją na zakończenie kariery na bieżni przez brytyjską gwiazdę długich dystansów, czyli właśnie Mo Faraha. W zeszłym roku Mo ogłosił, że kończy ze ściganiem na stadionie i przerzuca się na maratony. Podobnie zrobią pewnie najmocniejsi zawodnicy z Afryki, których część startowała do tej pory w Diamentowej Lidze. Kolejna plotka mówi o tym, że szef IAAF, Sebastian Coe, ma uraz do dystansu 5000 metrów jeszcze z czasów własnej kariery. Brytyjczyk startował głównie na dystansach średnich, ale od czasu do czasu próbował pobiec mocno także 5000 metrów, co nie bardzo mu wychodziło.

Usunięcie konkurencji z programu Diamentowej Ligi nie oznacza oczywiście zakazu ich rozgrywania, jest jednak ogromnym ciosem w prestiż oraz finanse zawodników. Mitingi nadal mogą przeprowadzać biegi długie, ale w czasie poza transmisją telewizyjną. Pojawiają się pojedyncze głosy mówiące o tym, że może to oznaczać początek pozytywnych zmian. Być może powstaną mityngi oparte tylko o biegi długie, konkurencyjne wobec Diamentowej Ligi. Nie da się ukryć, że bieg na 5000 metrów, a wcześniej również na 10 000 metrów był w ostatnich latach kompletnie nieoglądalny. W transmisji pokazywano zwykle jedynie start oraz ostatnie okrążenie, co zupełnie odzierało rywalizację z dramaturgii. Natomiast podczas Igrzysk Olimpijskich w Londynie w 2012 bieg na 10 000 metrów z udziałem Mo Faraha, pokazywany w całości, był najchętniej oglądanym wydarzeniem tych zawodów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisment ad adsense adlogger