fbpx

Zdrowie i motywacja > Ciało biegacza > Zdrowie i motywacja

Tajemnice szatni, czyli doping w bieganiu

117th Boston Marathon

Rita Jeptoo, między innymi zwyciężczyni Boston Marathon została niedawno przyłapana na dopingu. Fot. Getty Images

Jest rok 1904, letnie Igrzyska Olimpijskie w St. Louis, maraton w pełnym słońcu. Po przekroczeniu linii mety Amerykanin Thomas Hicks traci przytomność na kilka godzin, ale zdobywa złoty medal. Później przyznaje się, że morderczy bieg wygrał dzięki strychninie zapitej mocną brandy.

Strychnina (używana przede wszystkim jako trutka na szczury) jest dziś zakazana jako środek dopingujący, jednak pierwsze testy antydopingowe zastosowano dopiero 62 lata po nieuczciwym zwycięstwie Hicksa, podczas Europejskich Mistrzostw Lekkoatletycznych w 1966 r. Jak to wygląda dziś, po kolejnych kilkudziesięciu latach? – Niewiele się w tym wszystkim zmienia. To odwieczna walka między ściganymi a goniącymi – mówi dr Dariusz Błachnio, specjalista ds. edukacji i informacji w Komisji do Zwalczania Dopingu w Sporcie.

Upadek mitów

Ostatnie miesiące to czas bolesnych afer dopingowych. Jedna po drugiej demaskowane są kolejne legendy. Największy heros światowego kolarstwa, Lance Armstrong, okazał się oszustem wszech czasów. Był mózgiem jednej wielkiej dopingowej machiny, którą wspierał cały sztab ludzi – od kolegów z zespołu począwszy, na lekarzach kończąc. Kolejni kolarze z ekipy Armstronga nie są w stanie zachować w tej sytuacji twarzy – Tyler Hamilton w książce „Wyścig tajemnic” odsłania kulisy perfekcyjnie zorganizowanego systemu dopingowego, na jaki mogli liczyć w teamie US Postal Service. Proces wstrzykiwania sobie erytropoetyny (EPO) czy przetaczania krwi kontrolowali dobrze opłacani eksperci. Pilnowali, żeby zawodnikom nie stała się krzywda. Niezwyciężeni Kenijczycy to kolejna legenda, która wisi dziś na włosku. Po dopingowej wpadce kenijscy maratończycy Wilson Erupe Loyanae i Nixon Kiplagat Cherutich zostali ukarani dwuletnim zawieszeniem, a Moses Kiptoo Kurgat – rocznym. Niemiecka telewizja pokazała światu rozmowę ze sportowcem z Czarnego Lądu, który otwarcie opowiada o świetnie zorganizowanym systemie dopingowym w Kenii. – Ale Kenijczycy, którzy nie stosują zabronionego wspomagania, i tak są lepsi od biegaczy europejskich – zaznacza dr Dariusz Błachnio. Mimo wszystko problem istnieje – dopiero od 2-3 lat zaczęto sprawdzać kenijskich sportowców poza zawodami. Obecnie ok. 10% zawodników z Kenii zostało umieszczonych przez IAAF (Międzynarodowe Stowarzyszenie Federacji Lekkoatletycznych) na liście osób poddawanych regularnym badaniom dopingowym poza zawodami.

Szybcy (na bieżni) i wściekli (na testy)

Głośne afery dopingowe nie są jednak świeżą sprawą. Ciemna strona sportu ma się dobrze od wielu, wielu lat. Na biegowym poletku nazwiska owiane najgorszą sławą to na przykład Ben Johnson czy Marion Jones. Pierwszego z nich „dokarmiał” przez lata sam trener – Charlie Francis, nazywany trafnie Charlie-Aptekarzem. Ben Johnson łykał stanozolol (steryd anaboliczny) na potęgę, zagryzając mnóstwem innych dopalaczy. Został zdyskwalifikowany czasowo w 1988 roku, ale nie była to dla niego żadna nauczka. Wrócił na bieżnię wciąż faszerując się zabronionymi środkami, by w 1993 r. dostać dyskwalifikację dożywotnią. Amerykanka Marion Jones była mistrzynią świata i mistrzynią olimpijską na dystansach 100 i 200 m, sukcesy odnosiła też w skoku w dal oraz… we wstrzykiwaniu sobie EPO. Oskarżona o doping wszystkiego się wypierała. W 2007 r. na jaw wyszły jednak jej prywatne listy, w których przyznała się do sztucznego wspomagania. Odebrano jej wszystkie tytuły, medale, nagrody i pieniądze zdobyte od 2000 r. Kompletna kompromitacja nie zniechęciła jej do sportu. Gdy sprawa nieco przycichła, Jones postanowiła spróbować swoich sił w koszykówce. W 2010 roku rozpoczęła przygodę w amerykańskiej zawodowej lidze koszykówki WNBA, występując dwa sezony w szeregach Tulsa Shock.

Doping zgodny z prawem

Większość „gwiazd” dopingu może być pogrzebanych w świecie sportu, ale poza nim ma szansę na całkiem spokojne życie. To dlatego, że w wielu krajach sztuczne wspomaganie zdolności wysiłkowych nie jest niezgodne z prawem. Sama Marion Jones została skazana na 6 miesięcy pozbawienia wolności, ale zarzutem wobec niej było krzywoprzysięstwo, nie zaś samo stosowanie zakazanych w sporcie środków. – Nawet jeśli doping jest gdzieś zabroniony prawem państwowym, rzadko kiedy dochodzi do sytuacji, w której to prawo można zastosować – mówi dr Dariusz Błachnio i dodaje: – Pamiętajmy jednak, że największą karą dla zawodnika jest okres dyskwalifikacji sportowej. Ograniczanie wolności wcale nie jest najlepszym narzędziem eliminacji patologii ze społeczeństwa.

Życie pod kontrolą

Sankcje sportowe są jednak surowe. Z reguły pierwsze wykroczenie przeciw przepisom antydopingowym karane jest dwuletnim zawieszeniem. Drugie skutkuje już dożywotnią dyskwalifikacją. Na straży czystości sportu stoi Światowa Agencja Antydopingowa (WADA – World Anti-Doping Agency). Reżim antydopingowy daje się we znaki światowej czołówce zawodników. Ci najlepsi to grupa „Registered Testing Pool” (RTP) – obejmuje ona setki sportowców, którzy muszą stale informować o swoim miejscu pobytu. Są zobowiązani przez okrągły rok znajdować się przez godzinę dziennie w wyznaczonym miejscu. Wystarczą trzy nieusprawiedliwione nieobecności w ciągu 18 miesięcy, żeby zostać zawieszonym. Wszystko po to, żeby umożliwić niezapowiedzianą kontrolę antydopingową. Jest ona możliwa przez 7 dni w tygodniu, między godz. 6:00 a 23:00. Zawodnicy z czołówki muszą określać swoje życiowe plany z trzymiesięcznym wyprzedzeniem. Większość z nich musi brać na treningi telefony komórkowe, żeby mogli być zlokalizowani w każdej chwili – inaczej mogą być podejrzani o unikanie kontroli antydopingowej. Tak zorganizowany system sprawia, że zawodnicy czują się czasem jak kryminaliści, ale dzięki temu światowa czołówka jest – wbrew pozorom – jedną z najczystszych sfer sportu.

Tylne drzwi bez obstawy

Tak ostrym procedurom nie podlega już tak zwana pomoc techniczna, czyli osoby z najbliższego otoczenia sportowców – trenerzy, lekarze, masażyści, działacze. – Kontrola w podobnym stylu, jak w przypadku zawodników, nie istnieje. Oczywiście cała ta grupa osób podlega ewentualnym karom, jeśli udowodni się im zabronione działanie. Ale bardzo rzadko się zdarza, żeby poza zawodnikiem ktokolwiek był obwiniony – mówi dr Dariusz Błachnio. Lekarzy i trenerów są w stanie kontrolować sami sportowcy, za pomocą bardzo prostego środka – pieniędzy. Naukowcy, którzy z założenia działają na rzecz polepszania zdrowia człowieka, zmotywowani dużą sumą są w stanie zorganizować łatwy i bezpieczny doping. – Każdego da się przekupić. Nawet najtwardszego i najbardziej uczciwego człowieka potrafi skołować odpowiednia liczba zer – przyznaje ekspert z komisji antydopingowej.

Pięć kaw przed maratonem

Przeciwdziałanie sztucznemu wspomaganiu zdolności wysiłkowych ma się nieco inaczej w sporcie amatorskim, który też leży w ścisłym centrum zainteresowania międzynarodowych federacji antydopingowych. To właśnie w tej sferze sportu kokosy zbija całe podziemie dilerów. Światowe organizacje przeznaczają sporą część budżetu na edukację dotyczącą dopingu, jednak to nie wystarcza. Doping jest wszędzie – w klubach fitness, na siłowniach, na imprezach ulicznych – wszędzie, gdzie nie ma żadnych kontroli. Zabronione środki często nie są sposobem na łatwą wygraną, bo na nią i tak nie ma szans, ale rewelacyjnie podwyższają ego i pozwalają zyskać przewagę nad konkurentem, którego… nawet się nie zna. W wyniku stale nakręcającej się kultury dopingu na polskich ulicach pojawiają się „zawodnicy”, którzy stosują zakazane środki tylko po to, żeby złamać 4 godziny w maratonie. – To jest strzelanie z armaty do wróbli. Nie wierzę, że na tym poziomie to ma jakiekolwiek pozytywne skutki, a jeżeli ma, to dużo słabsze niż rozsądny trening – uważa Marcin Nagórek, trener i biegacz z dwudziestoletnim doświadczeniem. Na pewno nie jest prawdą powtarzana często opinia, że „w Polsce tylko ryby nie biorą”, ale dziś coraz częściej trudno jest odróżnić, co jest dopingiem, a co jeszcze nie jest. – Bo nawet jakiś tam emeryt, który chce poprawić swoją życiówkę w maratonie, trzaśnie 5-6 kaw przed startem i też jest to jakiś doping – dodaje Nagórek. W biegach ulicznych problemem są finanse – w Polsce praktycznie nie robi się kontroli dopingowych podczas imprez masowych. Pojawiają się one tylko podczas tych zawodów, które mają rangę mistrzostw kraju – wówczas kontrola jest finansowana przez Komisję do Zwalczania Dopingu w Sporcie. Jeśli impreza takiej rangi nie ma – musiałaby za testy zapłacić sama. Koszt to od 1000 do 4000 zł za zawodnika. Mało jest organizatorów, którzy chcieliby uwzględnić takie wydatki w budżecie. Nie można jednak zakładać, że w tej sytuacji wszyscy zawodnicy biegów ulicznych „lecą na koksie”. Dopiero kontrola antydopingowa obecna na co najmniej kilkunastu imprezach w Polsce mogłaby dać jakiekolwiek statystyki. – Nigdy tego nie robiliśmy i nie można tego ocenić. W tej chwili to są tylko spekulacje. Ze względu na finanse organizatorów biegów nie można tego problemu rozwiązać – podsumowuje dr Błachnio.

Jeden wielki koks

Tak postrzegane są, pod względem sportowym, kraje zza naszej wschodniej granicy – przede wszystkim Białoruś, Rosja, Ukraina. Opinia niestety nie jest bezpodstawna. Dopingowe wpadki obywateli tych państw zmierzają w stronę absurdu. Nie istniał tam – i wciąż nie bardzo istnieje – sprawny system antydopingowy. Bywa wręcz przeciwnie – sztuczne wspomaganie wydolności jest elementem systemu treningowego. Kraje byłego Związku Radzieckiego chciały pokazać wyższość socjalistycznego systemu politycznego nad zachodnim i uciekały się do wszelkich możliwych metod w zwiększeniu swojej popularności poprzez sport. W latach 70. nikt się tam nie dziwił, że sportowcy się dopingują, bo nie było żadnych procedur kontrolnych. Efekt? Na przykład rekord świata Marity Koch (byłe NRD) na 400 m – 47,60 s – od 1985 roku jest niepobity. – Niemożliwe, żeby przy takim wzroście technologii treningu, przy takich urządzeniach, przy takim rozwoju badań, nikt nie był w stanie pobiec lepiej. Taki wynik nie mógł być zrobiony na czysto – twierdzi dr Błachnio.

Kto co łyka?

Oprócz krajów słynących z dopingu są też dyscypliny sportowe, w których sztuczne wspomaganie jest szczególnie popularne. Najbardziej podatne na doping są dyscypliny wytrzymałościowe. W latach 90. i na początku XXI wieku w tej niechlubnej dziedzinie przodowało kolarstwo. Doping był tak powszechny i doprowadzony do takich granic absurdu, że nierzadko nie było komu przyznać medali utraconych przez zdemaskowanych oszustów, bo pierwszy w miarę czysty kolarz zajmował jakieś 11. miejsce! Biegacze też miewają rozbudowane menu spod lady. Sprinterzy, którzy uprawiają wysiłek szybkościowo-siłowy, chętniej sięgają po steroidy anaboliczne, amfetaminę i psychostymulanty. Dla długodystansowców bardziej atrakcyjna jest erytropoetyna (EPO) i przetaczanie krwi. Chociaż w historii zapisali się też tacy biegacze, choćby wspominana już Marion Jones, którzy nie mieli oporu przed korzystaniem z całej gamy środków dopingujących – z hormonem wzrostu włącznie. W bieganiu znajdują zastosowanie przede wszystkim te środki, które zwiększają pojemność tlenową krwi. Są jednak też takie dyscypliny, które na doping są dosyć odporne – to na przykład sporty walki, w których o wyniku nie decyduje tylko siła mięśni, ale też przygotowanie mentalne, umiejętności taktyczne, technika trenowana latami. Są też ludzie, którym do poprawienia osiągnięć wystarczy… sól fizjologiczna. – Widziałem na bieżni gości, którzy musieli wziąć przed biegiem jakieś tabletki czy zastrzyk. Trener dawał im rozkruszoną witaminę C albo zastrzyk z soli fizjologicznej, dzięki czemu lecieli dużo lepiej, bo psychicznie poczuli się mocni – wspomina Marcin Nagórek.

Kto wygra mecz?

Jakie są perspektywy w zwalczaniu dopingu? Na dwoje babka wróżyła. W 2011 r. IAAF wcieliło w życie nowy, być może rewolucyjny program walki z dopingiem – paszport biologiczny, który ma zawierać informacje dotyczące parametrów krwi zawodnika, istotnych z punktu widzenia formy sportowej. Za jego pomocą można udowodnić stosowanie dopingu nie poprzez samo wykrycie zabronionych środków, ale poprzez udowodnienie zmian w obrazie krwi, które zachodzą w wyniku wcześniej stosowanych specyfików. Metoda ta ma na swoim koncie już sporo sukcesów – na razie na jej podstawie dyskwalifikowani są głównie lekkoatleci. Ludzie stojący po drugiej stronie barykady też nie pozostają jednak w tyle. Od lat mówi się o nowym etapie „koksowania się”, choć to rozwiązanie wciąż jest w powijakach. Mowa o dopingu genowym, czyli modyfikacjach genetycznych mających umożliwić manipulowanie genami w celu osiągnięcia maksymalnych zdolności wysiłkowych i regeneracyjnych. Zalety metody? Jest bardzo trudna do wykrycia – część genów może znikać z organizmu bez śladu zaraz po wykonaniu swojego zadania. Wady? Ogromne nakłady finansowe na badania, duże niebezpieczeństwo dla zdrowia i życia, no i tak naprawdę niewiele jeszcze w tej dziedzinie wiemy. Jeśli więc ktoś mówi o zawodniku z czołówki, że ma to w genach, możemy mieć pewność, że on się z tymi genami urodził.

***

Głównym problemem działań antydopingowych wcale nie są coraz bardziej wyrafinowane metody sztucznego podnoszenia zdolności wysiłkowych – większość nieuczciwych sportowców stosuje środki znane od wielu, wielu lat – prym wiodą tu sterydy anaboliczne. Są one względnie bezpieczne (w znaczeniu: dobrze rozpoznane, ich działanie jest przewidywalne), nikt nie chce za bardzo ryzykować. Podstawowym problemem są pieniądze. Brakuje środków na edukację, informowanie i oczywiście na jeszcze większą liczbę testów i kontroli antydopingowych. Mimo wszystko dr Dariusz Błachnio, pracownik Komisji do Zwalczania Dopingu w Sporcie, nie widzi światowego sportu w czarnych barwach: – Wszystkie media, które mówią o tym, że cały sport wyczynowy jest na dopingu, nie do końca mówią prawdę. Oczywiście problem istnieje – o tym świadczą statystyki, natomiast skala nagłaśniana w mediach jest mocno przesadzona. Doping jest, ale na pewno nie biorą wszyscy.

Niech końcową refleksją pozostaną słowa Marnie McBean, kanadyjskiej wioślarki, wielokrotnej medalistki olimpijskiej:

Nie stosuję dopingu, bo chcę się dowiedzieć, jak daleko może zaprowadzić mnie ciężka praca.

Marta Tittenbrun, “Tajemnice szatni”, Bieganie maj 2013

mm
Marta Tittenbrun

Podoba ci się ten artykuł?

0 / 5. 0

Przeczytaj też

Sprzęt często decyduje o sukcesie lub porażce zawodnika. Dla aktywnej kobiety bardzo ważne jest dobranie odpowiedniego biustonosza. Powinien zapewniać piersiom komfort i bezpieczeństwo. O tym, jak dobrać odpowiedni rozmawiamy z Marzeną Abramowicz, certyfikowaną brafitterką z […]

Biustonosz sportowy – jak wybrać ten idealny?

Już w najbliższy weekend 1300 zawodników z Polski i świata weźmie udział w PKO Poznań Virtual Run. Do piątku (16.10) do godz. 20.00 można zgłosić chęć udziału w evencie, a minutę po północy będzie można […]

PKO Poznań Virtual Run coraz bliżej!

Podobnie, jak organizatorzy, także i biegacze nie wyobrażają sobie października bez biegu w Poznaniu. W nadchodzący weekend miał odbyć się 21. PKO Poznań Maraton. I choć epidemia pokrzyżowała wszystkim plany to możemy połączyć się w […]

Od Pomorza do Tatr – Poznań rozbiega Polskę w najbliższy weekend!

Znalezienie programu zrzucenia 5 kilogramów wagi w 7 dni jest w obecnych czasach jedną z łatwiejszych rzeczy pod słońcem. Diety-cud, magiczne formuły, fantastyczne odkrycia rewolucjonizujące dotychczasowe myślenie o utracie wagi, akcje typu “jedz ile chcesz i chudnij” obiecują dokładnie to, o czym marzy każda osoba z nadwagą – szybki efekt. Prawda jest jednak okrutna i my nie zamierzamy nikogo zwodzić: walka z nadwagą nie jest prosta.

Pierwsze kroki: bieganie a odchudzanie – zrzucamy masę

Czy bieganie na bieżni mechanicznej jest łatwiejsze czy trudniejsze niż na zewnątrz? Zapewne odpowiedź każdego biegacza będzie uzależniona od jego preferencji. A co na ten temat mówią badania? Wraz z pogarszającą się pogodą oraz wprowadzeniem […]

Bieżnia mechaniczna – trudniejsza czy łatwiejsza niż bieganie na zewnątrz?

Po wyczerpujących treningach sportowcy nierzadko sięgają po napoje specjalnie dla nich przeznaczone. Co takiego mają w sobie izotoniki i kiedy oraz kto powinien je stosować? Na samym początku warto odpowiedzieć na pytanie, czym są napoje […]

Napoje izotoniczne. Po co? Kiedy? Dla kogo?

Pobicie rekordu świata w lekkoatletyce to coraz rzadszy widok. Jednak ustanowienie 2 najlepszych w historii rezultatów jednego wieczora to historia wręcz unikatowa. I znów byliśmy jej świadkami w tym zupełnie niestandardowym sezonie! Joshua Cheptegei i […]

2 rekordy świata padły w Walencji!

Osoby, które stresują się wysiłkiem biegowym, nie muszą już czuć obaw. Dzięki metodzie japońskiego profesora nie zmęczą się ani nadmiernie nie spocą, a aktywnie spędzą czas. Co ciekawe, w dużym komforcie i z uśmiechem na […]

Slow jogging – po co i dla kogo?