fbpx

Ludzie

Pan Andrzej ma 71 lat, jest astronomem i… biega boso. Także zimą

Wszędzie chodzi boso. Biega też. Przede wszystkim parkruny, ale ma na koncie również 4 maratony. Bez obuwia biega przez cały rok, nawet zimą. Po zatrzymaniu krążenia podczas Maratonu Solidarności został uratowany dzięki błyskawicznej reakcji przypadkowej biegaczki i służb ratunkowych. Po powrocie do zdrowia nie poddaje się i nadal jest aktywny. Oto pan Andrzej Pilski.

Astronom z pasją

Ma 71 lat i mieszka we Fromborku. Jest na emeryturze, ale wciąż chce być aktywny. Pracuje na pół etatu w Olsztyńskim Planetarium i Obserwatorium Astronomicznym. Ma to szczęście, że w swoim życiu potrafił połączyć pasję z pracą zawodową. Astronomia jest dla niego hobby. Mówi o sobie, ze jest szczęściarzem, bo robi to co lubi i do tego jeszcze na tym zarabia.

– Zajmowałem się i zajmuję nadal popularyzacją astronomii i fascynującego pogranicza astronomii i geologii, jakim są meteoryty – opowiada Andrzej Pilski. – Przybywają one z planetoid, Marsa i Księżyca, prawdopodobnie także z komet. Napisałem książkę o meteorytach „Nieziemskie skarby”, wydawałem przez 25 lat kwartalnik „Meteoryt” i mam na koncie kilka publikacji naukowych z tej dziedziny. A w planetarium prowadzę projekcje dydaktyczne pod kopułą i oprowadzam po Obserwatorium w wieży, gdzie jest też kolekcja meteorytów. Szef jest tak miły i pozwala mi to robić boso.

Na bosaka

Bez butów uwielbiał chodzić odkąd pamięta. Wtedy było to normalne, że dzieci latem biegają boso. Później różnie z tym bywało, jednak od kilkunastu lat obuwia już nie zakłada. Oczywiście trochę czasu minęło zanim przyzwyczaił stopy do tolerowania zimna. Bywają takie momenty, że ludzie tego nie rozumieją.

Czasami zabraniają mu gdzieś wejść bez butów. Dwa razy zdarzyło się, że ktoś wezwał policję, twierdząc, że tylko wariat może chodzić po mieście boso. Policjanci okazali się jednak wyrozumiali. Zimą, zwłaszcza gdy jest mroźno i śnieżnie, to zdarza się, że zakłada np. grube skarpety, ale bez butów. Coś na wzór rosyjskich walonek.

Zachować młodość

– Bieganie jest dla mnie ucieczką przed starością – zwierza się Andrzej Pilski. – Wieku nie zmienię, ale dzięki bieganiu nie jest to starość niedołężna, wymagająca pomocy. Bawi mnie, jak w autobusie czy tramwaju ktoś ustępuje mi miejsca, a ja wcale tego nie potrzebuję.

Zaczął biegać ponad 6 lat temu. Najpierw stosując marszobiegi stopniowo wydłużając czas biegu kosztem marszu. Najczęściej trenuje samotnie, bo jest mu trudno zgrać się czasowo innymi. W grupie najczęściej biega podczas parkrunów. Uwielbia je. Dotychczas pobiegł w 34 lokalizacjach. 27 w Polsce i 7 w Wielkiej Brytanii. Uważa się za parkrunowego turystę i chce odwiedzić jak najwięcej miejsc, gdzie odbywa się parkrun.

Gdy przygotowywał się do startu w maratonie, to trenował według planu. Przez pewien czas uczestniczył także w treningach grupy biegaczy w Olsztynie. Wtedy zauważył, że przynosi mu to poprawę wyników. Teraz stara się biegać przynajmniej trzy razy w tygodniu urozmaicając wybiegania ćwiczeniami, których nauczył się podczas regularnych treningów.

Biega głównie po to, żeby utrzymać formę i być zdrowszym. W dotychczasowych startach w zawodach uzyskał całkiem dobre wyniki. Na królewskim dystansie jego rekord wynosi 4:34:38. W półmaratonie ma ,,życiówkę” 1:57:15 z Piły. Wynik byłby lepszy, gdyby nie złe oznaczenie trasy. Najszybszą ,,dyszkę” pobiegł w 52:51, a na 5 km 25:03.
Andrzej Pilski z sentymentem wspomina Gdańsk Maraton. To do tego biegu solidnie trenował. Dzięki temu jak mówi biegło mu się wspaniale.

Pamięta jak przed startem Mezo śpiewał piosenkę „Życiówka”. I ,,życiówkę” pan Andrzej osiągnął. Pół roku później finiszował na świeżo wyremontowanym Stadionie Śląskim podczas Silesia Marathon. Ten moment będzie pamiętał do końca życia, bo tartan pod bosymi stopami cudownie reagował, dzięki czemu miał bardzo szybki finisz.

Zdobył też koronę półmaratonów polskich w 2017 roku. W Anglii wystartował w Great South Run w Portsmouth na 10 mil. Słyszał o tym biegu już wcześniej i marzył, żeby tam pobiec. Pierwszy raz wtedy biegł w tłumie kilkunastu tysięcy biegaczy.

W Wielkiej Brytanii pan Andrzej startował też w biegach śladami angielskich legend: Camelot Challenge – trailowy półmaraton przez domniemane miejsce, gdzie stał legendarny zamek króla Artura, a także w Robin Hood Half Marathon w Nottingham oraz na 10 km w Winchesterze, gdzie jest Okrągły Stół.

Dwukrotnie otrzymał nagrodę przyznawaną dla najstarszego zawodnika, a po przekroczeniu 70 lat kilka razy stanął na podium w swojej kategorii wiekowej M70.

Bieganie bez butów

– Biegam bo mogę i sprawia mi to przyjemność – mówi Andrzej Pilski. – Zachęcił mnie bosy znajomy w podobnym wieku. Pomyślałem sobie, że skoro on może, to ja też. I spróbowałem.

Wcześniej wszędzie chodził boso, więc naturalne dla niego było, że i tak samo będzie z bieganiem. Butów nie zakłada ani na treningi, ani na zawody. Widzi w tym oprócz przyjemności również korzyści dla zdrowia Polepsza się krążenie krwi, a praca mięśni podczas biegania przeciwdziała zbieraniu się wody w nogach. Uważa, że w jego wieku to ważne kwestie, na które powinno się zwracać uwagę.

Nie każdą nawierzchnię lubi. Mówi, ze las jest fajny, o ile leśnicy nie wysypią dróg szutrem. Błoto uważa za niebezpieczne, bo nie widać, co w nim jest.

– Świeży śnieg jest miły, bo miękki, ale zlodowaciały to koszmar; można się pokaleczyć – opowiada – Podczas biegu stopy się rozgrzewają. Najbardziej ekstremalny był parkrun w Gdańsku, po świeżym śniegu, przy -8 stopniach na mrozie i wietrze.

Wtedy pan Andrzej przyjechał w butach, które podczas biegu założył na ręce, żeby nie zmarzły. Natomiast w okolicach stóp chłodu nie odczuwał, wszak biegł. Tylko oddychać było mu trudno.

Temperatura nie stanowi wielkiego problemu, gdyż podczas biegu stopy dotykają powierzchni tylko przez chwilę, a poza tym szybko się rozgrzewają. Tylko oczekiwanie na start jest trudne. Gorący asfalt dokuczał Andrzejowi Pilskiemu jeden raz podczas półmaratonu w Grodzisku Wielkopolskim, ale ludzie obficie polewali biegaczy wodą i wbieganie w powstałe po tym kałuże było bardzo przyjemne.

W trakcie biegu zwraca baczną uwagę na nawierzchnię i robi to niemal automatycznie. Uważa, że dzięki bieganiu i chodzeniu boso wzrok mu się wyostrzył. Czasami nie wiedząc czemu instynktownie zatrzymuje się nagle i wtedy zauważa, że omal nie wszedł na kawałek szkła. Dlatego lubi biegi masowe. Gdy biegnie przed nim kilka tysięcy biegaczy, to ma gwarancję, że wszystkie ostre przedmioty zostaną przez nich rozdeptane. Czasami wydaje mu się, że jego stopy widzą. Podczas biegu trudno dokładnie przyglądać się trasie. Nie wie jakim cudem, ale omija większość szyszek i patyczków, gdy np. przemierza las.

Ludzie różnie reagują, gdy widzą bosego biegacza. Jedni podziwiają, inni rzucają uwagi w stylu: „gdzie buty zgubiłeś?” Mniej takich uwag słyszał w Anglii. Tam najczęściej ludzie mówią mu, że jest odważny. – Ciekawe, że większym uznaniem cieszy się bieganie, niż chodzenie boso – zastanawia się.

Biegowe przygody

Andrzej Pilski ma do opowiedzenia wiele ciekawych historii biegowych. Podczas swojego pierwszego startu w Biegu o Kryształową Perłę Jeziora Narie, przez długi czas biegł blisko biegacza w średnim wieku, któremu ma rowerze towarzyszyła żona. Robiła zdjęcia i dbała, żeby jadł. Po pewnym czasie pan Andrzej został nieco z tyłu, jednak przed metą dogonił go i wyprzedził. Potem słyszał, jak żona docinała tamtemu biegaczowi, że taki dziadek na bosaka go prześcignął. Poznali się i utrzymują ze sobą kontakt. Teraz ten biegacz osiąga dużo lepsze rezultaty i już trudno panu Andrzejowi byłoby go wyprzedzić.

Bardzo miło wspomina towarzyskie ,,bose biegi” w Londynie. Przez Internet nawiązał kontakt z Anglikami, którzy tak jak on trenują bez butów. Umówili się na towarzyskie bieganie w Kensington Gardens i Hyde Parku. Na początku Pilski czuł się niepewnie, bo w Londynie był po raz pierwszy i miał wątpliwości, czy zdoła wytrzymać ich tempo. Niepotrzebnie, bo wszyscy byli bardzo życzliwi, a bieg spokojny. Iście angielska pogoda zafundowała im deszcz, więc na trasie były ogromne kałuże i angielscy biegacze bawili się jak dzieci chlapiąc w środku kałuży.

– Bieganie boso ma tę zaletę, że nie trzeba wody z butów wylewać – mówi Andrzej Pilski. – Po roku umówiłem się na kolejny bieg tym razem od Tate Gallery, przez Millenium Bridge, St. Paul Cathedral, Tower, Tower Bridge i z powrotem. Tym razem mieliśmy ładną pogodę. Biegacze wiedzieli, że w tych miejscach jestem po raz pierwszy, więc starali się być przewodnikami. Z jednym z nich spotkałem się potem na biegach w Brighton oraz w Eastbourne i nadal utrzymujemy kontakt.

Trudny moment

Podczas Maratonu Solidarności, który odbywa się w połowie sierpnia trasa prowadzi z Gdyni do Gdańska. Zwykle jest bardzo gorąco. Andrzej Pilski wziął w nim udział w 2017 roku. Na mecie, jak sam to opisuje ledwo trzymał się na nogach. W 2018 już nie udało mu się finiszować. Dobiegł do Gdańska, ale pamięta tylko Oliwę. Potem dowiedział się, że zakończył bieg we Wrzeszczu.

Od początku czuł się dobrze. Potem obudził się w szpitalu. Nie było żadnych sygnałów poprzedzających, że stanie się coś złego, żadnego bólu. Dowiedział się później od świadków zdarzenia, że nagle zszedł na pobocze i usiadł. Jedna z biegaczek zainteresowała się, czy wszystko jest w porządku, wtedy pan Andrzej osunął się na ziemię i przestał oddychać, Kobieta błyskawicznie zaczęła go ratować. Zaraz też pojawiła się karetka, a że wypadek zdarzył się blisko szpitala klinicznego w Gdańsku, więc szybko tam trafił. Dzięki tej pomocy przeżył.

Okazało się, że miało miejsce zatrzymanie krążenia. Dwa miesiące przed biegiem przeszedł badania i kardiolog stwierdził, że jego serce jest w bardzo dobrym stanie i może biegać. Po wypadku powiedział, że nie rozumie, dlaczego tak się stało, bo ponowne sprawdzenie wyników nie potwierdziło, że coś jest nie tak. Potem wstawiono Pilskiemu trzy stenty, czyli protezy naczyniowe, które mają na celu rozszerzenie chorobowo zmienionych naczyń krwionośnych. Ostatnie badania znów pokazały, że serce jest w bardzo dobrym stanie, ale ujawniają się inne choroby i pan Andrzej nie może już tak biegać, jak dawniej.

Radość z biegania

Nadal biega, bo traktuje to jak terapię prozdrowotną. Poza tym urzeka go też atmosfera panująca między biegaczami. Zwłaszcza jeśli chodzi o parkruny. Tam każdy biegnie jak potrafi, nikt nikogo nie krytykuje, a ci najwolniejsi są życzliwie dopingowani na finiszu i otrzymują gratulacje za wytrwałość. W wielu lokalizacjach jest normą, żeby po biegu iść na kawę, ciastko i pogadać. Panuje miła i serdeczna atmosfera.

Andrzej Pilski ciągle chce być aktywny, przekazywać innym swoją wiedzę na temat meteorytów i astronomii oraz dalej biegać. Oczywiście boso, bo to dla niego naturalne.

mm
Jarosław Cieśla

Podoba ci się ten artykuł?

4.5 / 5. 11

Przeczytaj też

Wielu biegaczom Kenia kojarzy się z mekką biegania. Pomimo biegowego “sezonu ogórkowego”, w tym państwie przebywa obecnie wielu światowej klasy zawodników. Jeden z nich udostępnił szczegóły wykonanego niedawno treningu. Liczby robią wrażenie! Przeciętny kibic czy […]

Norweg, co przemierza Kenię w tempie 3:12/km

triathlon

Paweł i Sebastian Najmowiczowie plasują się na top liście polskich triathlonistów. Być może nigdy by się tam nie znaleźli, gdyby nie ich mama, która do dziś gorąco im kibicuje. „To cudowne, że mam takich wspaniałych […]

Mama zawodowych triathlonistów: „Dla mnie synowie zawsze są zwycięzcami”

Chcesz skorzystać z poprawiającej się pogody i rozpocząć swoją biegową przygodę? A może od dłuższego czasu deklarujesz, że będziesz biegać, ale nie wiesz, jak się za to zabrać? Sprawdź, co zrobić, by nie dołączyć do […]

Jak zacząć biegać? (częściej niż raz na pół roku)

Najnowsze badania pokazują, że witamina D ma ogromne znaczenie, jeśli chodzi o ryzyko zarażenia oraz przebieg choroby COVID-19, spowodowanej koronawirusem.

Witamina D a koronawirus powodujący COVID-19

Tego nie udało się jeszcze zrealizować żadnemu Polakowi, a tym bardziej w tak niecodziennych warunkach. Robert Wilkowiecki, najszybszy polski zawodnik elity, zaatakuje w warunkach domowych wynik trzykrotnego Mistrza Świata Jana Frodeno. Robert chce osiągnąć jeszcze […]

Robert Wilkowiecki szykuje się na złamanie 8 godzin na dystansie Ironman

43-letnia Sinead Diver z Australii nie szuka wymówek, dlaczego miałaby nie biegać szybko. Pracująca matka dwójki dzieci w zeszłym roku w Londynie przebiegła maraton w 2 godziny 24 minuty i 11 sekund, a przez pierwszą […]

Sinead Diver – biegowa supermama

W najbliższą sobotę 23 maja ulicami stolicy miał pobiec 15. Półmaraton Warszawski. Choć obecna sytuacja nie pozwala na to, abyśmy wzięli udział w tym wydarzeniu razem, zapraszamy biegaczy z całej Polski do spędzenia weekendu z […]

Przed nami wyjątkowy Weekend z Półmaratonem Warszawskim

Oficjalnie ponad pół roku trwały 2. nowożytne igrzyska olimpijskie. Zawody rozegrano 120 lat temu w Paryżu. Niewielu ówczesnych wiedziało wówczas jednak, że mają do czynienia z igrzyskami. Zapraszamy do zapoznania się z ciekawostkami (nie tylko […]

Sprinter zostaje medalistą olimpijskim w biegu na 5000 m, choć nie pokonał całego dystansu. Tak wyglądały igrzyska 120 lat temu!