fbpx

Sprawa Semenyi (prawie) zakończona. Co to oznacza?

Autor: Marcin Nagórek • 02.05.2019

South Africa's Caster Semenya on the warm up track, at London Stadium ahead of the IAAF World Championships which starts on Friday. PRESS ASSOCIATION Photo. Picture date: Thursday August 3, 2017. Photo credit should read: Martin Rickett/PA Wire

Sprawa kontrowersyjnej biegaczki przed Sportowym Sądem Arbitrażowym na razie zakończona. Caster Semenya nie będzie mogła startować na dystansie kobiecych 800 metrów bez leczenia hormonalnego. Werdykt nie zadowolił jednak nikogo. Biegaczka z RPA może nadal biegać inne dystanse, a co najśmieszniejsze, zanim wyrok się uprawomocni, może jeszcze zdążyć pobić rekord świata w piątkowych zawodach Diamentowej Ligi w Dausze.

Sprawa, która wydawała się oczywista większości kibiców, sportowym władzom zajęła dziesięć lat. W tym czasie kontrowersyjna biegaczka Caster Semenya z dziecinną łatwością ogrywała rywalki, wraz z innymi trans-genderowymi koleżankami odbierając m.in. medal olimpijski Polce Joannie Jóźwik w 2016 roku. Caster Semenya ma biologiczne cechy obu płci, w tym w pełni wykształcone, wewnętrzne jądra. To sprawia, że jej poziom testosteronu jest na poziomie mężczyzn – różnica może wynosić nawet kilkaset procent w porównaniu do zwykłych kobiet. W praktyce przekłada się to na ogromną przewagę sportową – Caster wygrywała z innymi kobietami z taką łatwością, z jaką wygrywałby mężczyzna. Sportowy Sąd Arbitrażowy w Lozannie uznał, że nie jest to słuszne. Aby dalej startować na dystansach od 400 metrów do mili, trans-genderowe biegaczki muszą się poddać terapii hormonalnej. Werdykt jest zdroworozsądkowy, ale ma w sobie wiele haczyków.

Po pierwsze, sąd przyznał, że zabronienie Semenyi startów to dyskryminacja, ale dyskryminacja potrzebna, aby chronić sport kobiecy. Otwiera to potencjalną drogę do kolejnych spraw sądowych. Po drugie, decyzja dotyczy tylko dystansów od 400 metrów do mili (1609 metrów). Caster Semenya może bez problemu startować na innych dystansach. Stało się tak z prostego powodu – nie ma medycznych dowodów na to, że podwyższony poziom testosteronu pomaga w innych konkurencjach. Co więcej, sąd uznał, że nawet dowody na pomoc na dystansie 1500 metrów są niewystarczające, dlatego zalecił IAAF wstrzymanie się z decyzją. Jeśli sportowe władze się do tego przychylą, Caster nadal będzie startowała na swoim drugim koronnym dystansie. Absurd decyzji polega na tym, że coś, co jest widoczne gołym okiem, jest trudne do udowodnienia naukowo ze względu na niewielką liczbę dostępnych przypadków. Trans-genderowych kobiet w sporcie jest tylko kilka i wszystkie mogą odmówić udziału w badaniach naukowych. Mimo że dominują nad rywalkami, mogą twierdzić, że to nie kwestia hormonów, tylko np. treningu. Z tego względu nie da się zebrać jednoznacznych naukowych dowodów na potwierdzenie oczywistej tezy, że trans-genderowe biegaczki są mocniejsze niż “zwykłe” kobiety. Przypomina to udowadnianie, że nie jest się wielbłądem.

Co gorsza, biegaczki muszą się poddać leczeniu w ciągu tygodnia od ogłoszenia wyroku, aby móc wystartować we wrześniowych mistrzostwach świata. Najbliższe zawody Diamentowej Ligi odbywają się jednak przed upływem tego tygodnia, w piątek, 3 maja. Caster Semenya zamierza startować. Mimo tego, że jej przewagę uznano za niewłaściwą, w najbliższych zawodach nadal może bez problemu zwyciężyć i pobić rekord świata, który będzie nie do podważenia na gruncie prawa. Semenya może także przenieść się na dystansie 100/200 metrów albo na dłuższe niż 1500 metrów. Być może sprawa będzie kontynuowana, ale na razie nikt nie może jej zabronić startów. Biegaczka z RPA już zrobiła krok w tym kierunku – wygrała niedawne mistrzostwa RPA na dystansie 5000 metrów. I jeszcze jeden niuans – normy testosteronu dotyczą tylko zawodów o najwyższym poziomie mistrzostwa. W biegach krajowych i lokalnych biegaczki trans-gender nadal mogą biegać bez przeszkód. Prowadzi to do absurdów takich jak w USA, gdzie biologiczny mężczyzna, który czuje się kobietą, rywalizuje normalnie z kobietami.

Z oczywistych względów (prawo nie działa wstecz) nikt nie zwróci medali ani straconych pieniędzy kobietom z normalnym poziomem testosteronu. Warto przy tym zauważyć, że dozwolony dla biegaczek trans-gender limit 5,0 nmol/L to nadal kilka razy więcej niż poziom testosteronu przeciętnej kobiety (normy w badaniach to 0,7 do 3,0 nmol/L). Poziom testosteronu u mężczyzn to 10-28 nmol/L. Sprawa z jednej strony wydaje się być rozwiązana, a z drugiej – mogą to być jedynie pozory i odsunięcie problemu w czasie. Jeśli Semenya lub inna biegaczka zdominuje choćby bieg na 5000 metrów, cała sprawa zacznie się od nowa i możliwe, że potrwa kolejne 10 lat. Jak na razie Semenya na rywalizacji z kobietami zbiła majątek oraz zdobyła sławę. Tymczasem kariera pań takich jak Joanna Jóźwik została przez to złamana. Nie wiadomo, czy Polka, która podczas Igrzysk w Rio zajęła 5. miejsce w biegu na 800 metrów, przegrywając z trzema rywalkami trans-gender, kiedykolwiek jeszcze stanie przed szansą zdobycia medalu olimpijskiego. Rozstrzygnięcie Sportowego Sądu Arbitrażowego w gruncie rzeczy nie zadowala więc nikogo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisment ad adsense adlogger