fbpx

Terry Fox i jego Maraton Nadziei

Autor: Marek Tronina • 28.06.2013

Terry Fox - kanadyjski bohater

Fot. Associated Press

Chyba każdy naród ma swojego bohatera, którego nie narzucili politycy i który budzi tylko pozytywne emocje i skojarzenia. Czasami to duchowny, czasami – więziony przez lata bojownik o prawa mniejszości. A czasem – chłopak znikąd, który nie zrealizował swojego celu. A mimo to został narodowym bohaterem. 28 czerwca Kanada obchodzi kolejną rocznicę śmierci tego bohatera – Terry’ego Foxa.

Nazwisko brzmi znajomo, choć pewnie dla wielu postać ta jest kompletnie anonimowa. Nie w Kanadzie. Terry Fox został najmłodszych kawalerem Orderu Kanady, w roku 1980 zdobył nagrodę im. Lou Marsha dla najlepszego sportowca swego kraju, zaś w latach 1980 i 1981 przyznano mu tytuł najbardziej medialnej osoby w kraju. W całej Kanadzie znajdują się co najmniej 32 ulice albo drogi nazwane jego imieniem, 14 szkół i kilkanaście ośrodków sportowych. Ma też siedem pomników, dziesięć ścieżek treningowych, górę i lodołamacz. Poczta kanadyjska złamała po jego śmierci niepisaną zasadę, że zmarłą postać można uhonorować podobizną na znaczku najwcześniej w 10 lat po śmierci. Rod Steward napisał piosenkę „Never Give Up on a Dream” specjalnie dla Terry’ego Foxa, a trasę koncertową po Kanadzie w latach 1981-82 nazwał Terry Fox Tour. W roku 2006 mennica państwowa wydała specjalną monetę z podobizną Terry’ego Foxa. W ten sposób został on pierwszym Kanadyjczykiem, którego podobizna znalazła się na monecie znajdującej się w regularnym obiegu. O jego życiu powstały dwa filmy – The Terry Fox Story (1983) i Terry (2006). Matka Terry’ego, Betty Fox, była jedną z ośmiu osób, które w czasie uroczystości otwarcia igrzysk olimpijskich w Vancouver wniosły na stadion flagę olimpijską.

Nie, Terry Tox nie był hokeistą. Kim więc, do licha, był najpopularniejszy Kanadyjczyk w historii?

Terrance Stanley “Terry” Fox urodził się w roku 1958. W dzieciństwie uprawiał bieganie, piłkę nożną, rugby i koszykówkę. Choć nie był jakimś szczególnym talentem – wyróżniał się na tle innych nieprawdopodobnym wręcz uporem. Jego ukochanym sportem była koszykówka, ale w pierwszym roku gry w drużynie szkolnej (w ósmej klasie) przez cały sezon na parkiecie spędził… minutę. Trener dostrzegł w nim talent do biegania, więc Terry – niezbyt lubiący ten sport – zaczął treningi biegowe aby sprawić przyjemność nauczycielowi. Ale dodatkowo trenował samodzielnie kosza. W dziewiątej klasie zaczął regularnie wchodzić na boisko, w dziesiątej – znalazł się w pierwszej szóstce, a w dwunastej – został uznany najlepszym zawodnikiem szkoły (ex aequo ze swoim kolegą Dougiem Alwardem)!

W listopadzie 1976 roku Terry miał wypadek samochodowy, w którym doznał niegroźnego stłuczenia kolana

W miesiąc później poczuł ból, a po kolejnych kilku miesiącach zdiagnozowano u niego kostniakomięśniak – złośliwy, pierwotny nowotwór tkanki kostnej,  powstający często w okolicach kolan. Lekarze co prawda odrzucili tezę o związku między wypadkiem a chorobą, ale Terry był zdania, że uderzeni w czasie wypadku osłabiło staw kolanowy i przyczyniło się do powstania nowotworu. Diagnoza była bezwzględna – amputacja kończyny i chemioterapia. Szanse na wyzdrowienie były jak 50:50, choć – jak dowiedział się Terry – jeszcze dwa lata wcześniej miałby tylko 15% szans na przeżycie. Już wtedy zrozumiał wagę i rolę badań nad rakiem.

Powrót do postawy pionowej i pierwszych prób chodzenia przy pomocy sztucznej nogi zajęło mu… trzy tygodnie po amputacji

Ale trwająca jeszcze przez kilkanaście miesięcy terapia sprawiła, że nastolatek zaczął coraz bardziej interesować się kwestiami badań nad chorobą i propagowaniem wiedzy o niej. W jego głowie zaczął rodzić pomył na to, by swoim życiem pomóc innym walczyć z nowotworem. W międzyczasie wrócił do sportu, oczywiście w wydaniu na wózku, zdobywając nawet ze swoim zespołem trzy tytuły mistrza kraju w koszykówce i trafiając do drużyny gwiazd ligi na wózkach.

Ponieważ jednak odczuwał olbrzymi brak zrozumienia nowotworu i problemów osób nań cierpiących, w roku 1980 postanowił wdrożyć w życie pomysł, który nazwał Maratonem Nadziei – najbardziej niezwykłym biegiem w historii Kanady. W dzień przed amputacją przeczytał historię Dicka Trauma – człowieka, który stracił nogę, a mimo to przebiegł maraton w Nowym Jorku. Postanowił zrobić coś o wiele bardziej niesamowitego – wyruszyć z Nowej Funlandii na wschodnim wybrzeżu i biegnąc po drodze dystans maratoński każdego kolejnego dnia, dotrzeć do Pacyfiku. Za cel postawił sobie zebranie po dolarze na jednego obywatela swego kraju – czyli 24 milionów. Rodzinie powiedział na początek, że planuje przygotować się do udziału w maratonie (jednym) i rozpoczął przygotowania.

Trening siłowy, dieta, a przede wszystkim – powolny powrót na bieżnię

Mimo, iż trzydzieści lat temu protezy w niczym nie przypominały cudeniek używanych teraz przez Oskara Pistoriusa, to Terry systematycznie pokonywał dystans na bieżni. Po drodze cierpiał na problemy ze ścięgnami, mięśniami, przeziębieniem i wszystkim co tylko możliwe. Ale nie opuszczał żadnego dnia treningu. Pierwszym wolnym dniem po trzech miesiącach było Boże Narodzenie. Zdawał sobie sprawę, że żaden ból i żadne cierpienie w czasie przygotowań nie będzie nawet w połowie równe temu, co go czeka na trasie. Bo – mając protezę zamiast jednej nogi – miał dzień w dzień pokonywać dystans 42 kilometrów. Przez ostatni rok poprzedzający start pokonał w sumie blisko 5 tysięcy kilometrów. Średnio – 13 dziennie. Przygotowania trwały przez 14 miesięcy.

Aby w pełni zrozumieć problemy, z jakimi musiał sobie radzić Terry Fox. To, co teraz nazywamy biegiem, w jego wykonaniu biegu nie przypominało. Ponieważ proteza była bardzo prymitywna (30 lat to prehistoria) to aby sprężyny działające w jej wnętrzu zdążyła wrócić po wykonaniu kroku do pozycji wyjściowej, Terry musiał przedłużyć czas trwania kroku wykonywanego zdrową nogą. Więc każdy „zdrowy” krok był te facto krokiem, po którym następował jeszcze podskok. W gruncie rzeczy kadencja a la Terry Fox składała się z trzech kroków. Tak nietypowy bieg skutkował oczywiście dodatkowym bólem, uciskiem na kości i odciskami. Ale Terry odkrył, że po mniej więcej 20 minutach przekracza próg bólu, po którym bieg staje się łatwiejszy.

W sierpniu 1979 Fox ukończył maraton w Prince George w Kolumbii Brytyjskiej

Zajął ostatnie miejsce, ze stratą 10 minut do przedostatniego zawodnika, ale zebrał gigantyczną owację. Po biegu w końcu ujawnił swój plan rodzinie. Początkowo sceptyczni, z czasem zaczęli coraz bardziej włączać się w projekt.

A projekt był olbrzymim wyzwaniem – nie tylko ze sportowego punktu widzenia. Terry nie miał samochodu, nie miał na paliwo, nie miał w czym biec. To na początek. Dlatego z jednej strony zwrócił się o wsparcie do Kanadyjskiego Towarzystwa do Walki z Nowotworami, a z drugiej – do sponsorów. Ford dał mu vana, Imperial Oil – paliwo, a firma Adidas – obuwie. Na marginesie – Fox odrzucał wszelkie propozycje mające charakter komercyjny, czyli wymagający nadmiernego eksponowania logotypów sponsorów.

12 kwietnia 1980 roku Terry zanurzył stopę (a w zasadzie protezę) w Atlantyku w miejscowości St. John’s i ruszył przed siebie

Towarzyszył mu samochód prowadzony przez kolegę Doug Alward (tego samego, z którym podzielił tytuł najlepszego sportowca szkoły), który oprócz rzeczy niezbędnych do cygańskiego życia w drodze wiózł 8 par butów, trzy protezy i trochę części zamiennych. Do Pacyfiku mieli dotrzeć za mniej więcej pół roku.

Początkowo bieg był niezwykle trudny z powodu fatalnej, śnieżnej pogody i rozczarowujący z powodu chłodnego przyjęcia z jakim spotykał się po drodze. Wszystko odmieniło się po przybyciu do miejscowości Port aux Basques, gdzie 10 tysięcy mieszkańców miasta wręczyło mu czek na ponad 10.000 dolarów. Realizacja celu – po jednym dolarze od każdego Kanadyjczyka – przestała być mrzonką.

Zaczął się żmudny, codzienny bieg i walka o zrobienie kolejnego kroku

Stres, zmęczenie i choroba odbijały się negatywnie na bohaterze Kanady. Z opiekującym się z nim przyjacielem prawie się nie odzywali, dlatego do teamu dołączył 17-letni brat Terry’ego, Darrell, który miał służyć jako bufor. Po dotarciu do Quebecu pojawiły się nowe problemy. Ani Terry, ani Doug, ani Darrell nie mówili po francusku! Do Montrealu dotarli 22 czerwca, mając za sobą jedną trzecią z 8 tysięcy zaplanowanych kilometrów i 200 tysięcy zebranych dolarów.

W ostatnią sobotę czerwca 1980 roku Terry znalazł się na terytorium Ontario. Po obojętnym Quebecu – znalazł się w raju. Na granicy stanu powitała go orkiestra i tysiące ludzi czekających na niego przy trasie. Przez cały czas biegu przez Ontario towarzyszyła mu policyjna eskorta. W Ottawie przyjął go sam premier Pierre Trudeau, a na meczu otwierającym sezon kanadyjskiej ligi futbolu został poproszony o wykonanie otwierającego kopnięcia. Terry Fox stał się w ciągu kilku tygodni narodową ikoną. Kiedy w dniu święta narodowego (1 lipca) biegł przez Toronto, towarzyszył mu gwiazdor ligi NHL darryl Sittler, a datki od Kanadyjczyków tylko tego jednego dnia osiągnęły wartość 100.000 dolarów. Hokeista Bobby Orr wręczył mu czek na 25 tysięcy.

Ale Maraton Nadziei nie był idyllą

Oprócz problemów zdrowotnych, pojawiły się i inne. Towarzystwo Nowotworowe zaczęło coraz częściej prosić Terry’ego o publiczne wystąpienia, co skutkowało zbaczaniem z trasy i nadkładaniem kilometrów. W prasie pojawiły się nieprzychylne artykuły opisującego go jako „tyrana” wobec swojego młodszego brata czy osobę, która biegnie tylko po to, by zrealizować krucjatę przeciwko lekarzowi, którzy postawił złą diagnozę. O problemach typu zapalenie stawu kolanowego, cysty, nudności nie ma nawet sensu pisać. Terry dzielnie radził sobie z problemami i parł do przodu.
W ciągu 143 dni od startu pokonał dystans 5373 kilometrów. 1 września dotarł w pobliże miejscowości Thunder Bay, ale tu jego sportowa część walki dobiegła końca – nasilające się problemy z oddychaniem sprawiły, że przeprowadzono badania, w wyniku których wykryto przerzuty raka do płuc. Bohater narodowy musiał przerwać bieg i ponownie poddać się terapii, o czym powiadomił w czasie niezwykle emocjonalnej konferencji prasowej. Obiecał sobie i wszystkim, że zakończonej terapii powróci do biegu.

terry fox

Przerwany bieg trwał jednak nadal – tym razem w kanadyjskiej świadomości

Do chwili gdy Fox musiał wrócic do szpitala, udało mu sięzebrać 1,7 miliona dolarów. Ale prawdziwa hojność narodu zaczęła się po przerwanym maratonie. W tydzień później stacja telewizyjna CTV zorganizowała narodową zbiórkę pieniędzy, która w ciągu 5 godzin przyniosła 10 i pół miliona dolarów. Gubernatorzy Brytyjskiej Kolumbii i Ontario dali po milionie każdy. W kwietniu 1981 roku – równo w rok po tym, jak Terry wyruszył znad Atlantyku – na koncie funduszu założonego przez Foxa na rzecz badań nad nowotworami znalazło się ponad 23 miliony dolarów. Równocześnie do bohatera nadchodziły listy z całego świata – w takiej ilości, że przez chwilę otrzymywał on dziennie więcej przesyłek niż wszyscy pozostali mieszkańcy jego rodzinnego Port Coquitlam łącznie. Na kopercie wystarczyło napisać “Terry Fox, Canada”.

Niestety, wraz z rosnącym wsparciem dla idei promowanej przez Terry’ego Foxa, narastały jego problemy zdrowotne. Kolejne chemioterapie nie przynosiły efektów, wreszcie w czerwcu młodzieniec trafił do szpitala z zapaleniem płuc. Zapadł w śpiączkę, a 28 czerwca 1981 roku – Terry Fox zmarł. Pogrzeb transmitowała telewizja.

Co zostało po Terrym Foxie?

Olbrzymia świadomość istnienia choroby i konieczności walki z nią. Wiara w to, że każdy może odnieść sukces i przezwyciężyć trudności niezależnie od tego, jak bardzo cierpi. Przekonanie, że nie był świętym, tylko człowiekiem z krwi i kości – a przez to, potencjalnym wzorem dla każdego. Niezgoda na traktowanie osób chorych jako niepełnosprawne i większa otwartość na nie i ich potrzeby. Wreszcie – został bieg. Terry Fox Run organizowany jest we wrześniu w wielu miejscach na świecie i stał się największym jednodniowym globalnym eventem charytatywnym na ziemi. Do tej pory zgromadzono w czasie kolejnych edycji ponad 500 milionów dolarów.

Terry Fox nie był pierwszą osobą, która podjęła próbę przebiegnięcia w poprzek Kanady

W roku 1974 Mark Kent zbierał w ten sposób środki dla reprezentacji olimpijskiej na zimowe igrzyska w roku 1976. w roku 1984, już po śmierci Foxa, próbę pokonania kanady podjął Steve Fonyo, który również przeszedł amputację nogi. Jego „Journey for Lives” trwała 14 miesięcy bez dwóch dni i zakończyła się sukcesem – Fonyo dotarł do Pacyfiku, zbierając po drodze ponad 13 milionów dolarów. Rick Hansen, kanadyjski parasportowiec, wyruszył w roku 1985 w podróż dookoła świata na wózku inwalidzkim. Po 792 dniach i ponad 40 tysiącach kilometrów Hasnen dokończył swój “Man in Motion World Tour”, zebrawszy ponad 34 miliony dolarów na badania nad uszkodzeniami rdzenia kręgowego.

Marek Tronina, “Maraton Nadziei”, Bieganie, czerwiec 2011

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisment ad adsense adlogger